Spotkania z agentem

Leszek Misiak

Kontakt z autorem

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

  

Według naszych informacji w lipcu 2011 r. Bronisław Komorowski spotkał się nieoficjalnie z Nikołajem Patruszewem, byłym szefem rosyjskiej FSB (następczyni KGB). Prezydent, pytany przez nas o takie spotkanie, nie zaprzeczył. Tajemnicza wizyta Patruszewa w Polsce rzuca nowe światło na liczne wyjazdy prezydenta RP i wysokich urzędników państwowych do Armenii, która stała się wojskowo-politycznym sojusznikiem Rosji właśnie za sprawą byłego dyrektora FSB.

Prezydent Komorowski – wiadomo to oficjalnie – spotkał się z Patruszewem 31 stycznia tego roku. Już wtedy fakt ten wzbudził niesmak – spotykali się bowiem głowa państwa polskiego i wysoki urzędnik rosyjskich służb, który nigdy nie krył wrogości do NATO i kojarzony jest z ponurymi mordami politycznymi w Rosji. Sytuacja była tym bardziej kontrowersyjna, że gen. Stanisław Koziej, szef podległego prezydentowi BBN, zaufany człowiek Komorowskiego, zaprosił Patruszewa na obchody 20-lecia BBN. Jednak najbardziej szokująca mogłaby okazać się informacja, że prezydent spotkał się z byłym szefem FSB, bliskim przyjacielem Władimira Putina, prywatnie.

Czy doszło do potajemnego spotkania?

Ostatnia wizyta w Polsce Patruszewa, byłego szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, a obecnie sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, miała miejsce w lipcu br. Patruszew, pełniący też funkcję prezesa związku siatkarskiego w Rosji, przyjechał do Sopotu, gdzie Rosjanie rozgrywali mecz siatkówki z Brazylią. W ten sam weekend w Trójmieście (od 9 lipca) gościła – również z prywatną wizytą – kanclerz Niemiec Angela Merkel, a także (od 6 lipca), podejmujący ją w swojej nadmorskiej rezydencji, prezydent Bronisław Komorowski.

Na meczu siatkówki Brazylia–Rosja, rozegranym 8 lipca 2011 r. w Sopocie, Patruszew pojawił się incognito, ubrany w granatową koszulkę polo. Poruszał się samochodem porsche panamera na polskich numerach rejestracyjnych, pochodzącym z autosalonu biznesmena L. – jednego z najbardziej znanych w Sopocie dealerów samochodowych (pod koniec 2010 r. L. odkupił ów salon od G., bliskiego znajomego prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego).

Byłemu szefowi FSB towarzyszyła ochrona w jasnym bmw, zarejestrowanym – jak twierdzą nasi informatorzy – na mieszkańca Gdańska, Mirosława B.

– Jeśli Patruszew nie przebywał w naszym kraju na oficjalne zaproszenie polskich władz, to sytuacja była niezwykła. Wyobraźmy sobie, że gen. Stanisław Koziej odwiedza prywatnie Rosję, poruszając się po niej autem na rosyjskich numerach i z rosyjską obstawą – komentuje były pracownik polskiego kontrwywiadu.

W związku z naszymi informacjami (otrzymanymi z dwóch niezależnych źródeł) o spotkaniu Bronisława Komorowskiego z Patruszewem zadaliśmy Kancelarii Prezydenta następujące pytania: „W pierwszej połowie lipca 2011 r. w Trójmieście przebywał gen. Nikołaj Patruszew. Czy Pan Prezydent spotkał się lub rozmawiał w wymienionym okresie z gen. Patruszewem? Czy przed lipcem 2011 r. Pan Prezydent (wcześniej jako poseł, minister bądź marszałek Sejmu) spotykał się z Nikołajem Patruszewem?”.

Bronisław Komorowski nie odpowiedział na nasze pytania, ale i nie zaprzeczył, choć taka informacja niewątpliwie rozwiałaby domysły nt. odbywanych w tajemnicy spotkań polskiego prezydenta z byłym szefem wywiadu rosyjskiego. W odpowiedzi Kancelaria napisała jedynie: „Informujemy, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zorganizowało 31 stycznia 2011 r. jedno spotkanie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Nikołajem Patruszewem. Spotkanie odbyło się w ramach konferencji zorganizowanej z okazji XX-lecia Biura Bezpieczeństwa Narodowego”. Ani słowa nt. ewentualnego spotkania w lipcu 2011 r.

– Prezydent ma oczywiście prawo nie odpowiadać na pytania dziennikarzy, choć takie zachowanie może świadczyć o tym, że podejmował działania, które chce ukryć przed opinią publiczną – komentuje poseł Antoni Macierewicz, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Tuż przed wyjazdem do Polski – 6 lipca – pod Moskwą Patruszew spotkał się z premierem Władimirem Putinem, prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, szefem Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Michaiłem Fradkowem oraz ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. W rozmowie tej brał udział także były agent KGB Siergiej Czemiezow (w kontrolowanych przez jego koncern zakładach remontowano silniki samolotu Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem).

Właśnie od 6 lipca, a więc aż trzy doby przed spotkaniem z Angelą Merkel, na Wybrzeżu przebywał Bronisław Komorowski. Dlaczego pojawił się tam tak wcześnie? Oficjalnie polski przywódca wraz z prezydentem miasta Jackiem Karnowskim otwierał tego dnia w Sopocie… przystań jachtową. Udział prezydenta RP w tak błahym wydarzeniu wywołał zdziwienie dziennikarzy. Portal Wsieci.rp.pl należący do „Rzeczpospolitej” ironizował: „To się dopiero nazywa prezydentura na światowym poziomie. Z niecierpliwością czekamy, aż Bronisław Komorowski otworzy kasyno gry w Bieszczadach albo pole golfowe w Budzie Ruskiej”. Co było potem?

Komorowski udał się z Jackiem Karnowskim na obiad, ale nie do restauracji, lecz do sopockiego Grand Hotelu (tego samego, w którym we wrześniu 2009 r. przed spotkaniem z Donaldem Tuskiem nocował Władimir Putin). Po zakończonym posiłku prezydent wrócił do Sopotu, skąd łodzią Straży Granicznej popłynął do Juraty. Dopiero trzy dni później – 9 lipca – do Polski przyjechała kanclerz Angela Merkel.

Sytuacja wywiadowcza

Według informatorów „GP” z BBN, ekspertów od spraw wywiadowczych, jeśli podczas nieoficjalnej wizyty były szef FSB spotkał się nieoficjalnie z głową polskiego państwa, była to tzw. sytuacja wywiadowcza, jak określają to służby zajmujące się wywiadem.

– To, że Patruszew nie pełni już funkcji szefa FSB, nie świadczy, że nie ma z tymi służbami nic wspólnego. Z KGB, tak jak z innych specsłużb, nie odchodzi się całkiem, zwłaszcza jeśli dotyczy to szefa służby. Niemożliwe, by polski kontrwywiad nie miał wiedzy o wizycie Patruszewa w Sopocie. A skoro miał, dlaczego dopuścił, by w tym samym czasie przebywał tam prezydent Polski? Gdzie osłona kontrwywiadowcza? Zbieżność takich wizyt naraża wizerunek głowy państwa polskiego – twierdzi były oficer wywiadu RP.

Zdaniem Antoniego Macierewicza kontakty Bronisława Komorowskiego z gen. Patruszewem sięgają czasów, gdy polityk PO nie był jeszcze prezydentem. – Do dziś społeczeństwo ani organa państwa nie zostały poinformowane o konsekwencjach tych spotkań, choć według mojej wiedzy ustalenia, jakie tam zapadły, godziły w polski interes narodowy. Kontekst tych relacji jest szczególnie niepokojący, bo gen. Patruszew był dyrektorem FSB, a dziś pełni funkcję sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, co wiąże się m.in. z wydawaniem dyspozycji tajnym służbom rosyjskim. Przypomnę, że w przeciwieństwie do polskiego BBN, Rada Bezpieczeństwa Rosji jest częścią aparatu wykonawczego państwa, a nie wyłącznie organem doradczym – mówi poseł.

Patruszew kojarzy się z najbardziej ponurymi akcjami rosyjskich służb. To zaufany człowiek Władimira Putina. Od 1999 r. do 2008 r. był dyrektorem FSB. To za jego rządów w rosyjskich służbach specjalnych doszło do zamordowania Anny Politkowskiej i Aleksandra Litwinienki oraz zamachów na bloki mieszkalne w Rosji (co stało się pretekstem do wybuchu II wojny czeczeńskiej), dokonanych, jak twierdził Litwinienko, przez FSB. W czasach ZSRR Patruszew służył w KGB (od 1975 r.). Kiedy Putin został premierem Rosji, awansował na szefa służby. Patruszew oskarżał Polskę o działalność szpiegowską w Obwodzie Kaliningradzkim. Rozszerzenie NATO na wschód uważa za wielkie zagrożenie dla Rosji. Nie wyklucza też, że Rosja w obronie swoich interesów użyje broni jądrowej.

Sprawa kontaktów Komorowskiego z byłym szefem FSB może pozornie kojarzyć się z sytuacją opisaną w 1997 r. przez dziennikarzy „Życia” w artykule „Wakacje z agentem”. Napisali oni, że ówczesny prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski, spędzał urlop w tym samym ośrodku co rosyjski szpieg Władimir Ałganow. Dziwnym trafem miało to miejsce w Cetniewie, miejscowości w bliskim sąsiedztwie Juraty.

– Ja bym tego nie porównywał. Tamta sytuacja też co prawda dotyczyła spotkania z funkcjonariuszem państwa rosyjskiego, ale funkcjonariuszem tajnym, który formalnie był zwykłym przedsiębiorcą. Tutaj mamy natomiast do czynienia z oficjalnym przedstawicielem władz Federacji Rosyjskiej, z którym prezydent Polski ma pełne prawo się spotykać. Tym bardziej jednak Bronisław Komorowski nie powinien ukrywać okoliczności tego spotkania – mówi „GP” Antoni Macierewicz.

Rosyjskie instrukcje dla polskiego rządu?

Już jako sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Patruszew był inicjatorem zbliżenia rosyjsko-armeńskiego. W grudniu 2008 r. doprowadził – wraz z Arturem Bagdasarianem, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego Armenii – do zawarcia porozumienia o „strategicznej współpracy” między oboma krajami na kolejne lata.

20 sierpnia 2010 r. prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i prezydent Armenii Serż Sarkisjan podpisali protokół przedłużający do 2044 r. obecność w Armenii rosyjskiego kontyngentu wojskowego. Inicjatorem podpisania umowy uzależniającej de facto Erywań od Moskwy był uczestniczący wielokrotnie w spotkaniach z przedstawicielami polskiego BBN Artur Bagdasarian – sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Armenii. W sierpniu 2010 r. stwierdził on: „Armenia i Rosja są sojusznikami wojskowo-politycznymi”.

W obliczu tych faktów dziwić może częstotliwość spotkań polskich urzędników (zwłaszcza tych związanych z prezydentem Komorowskim) właśnie z przedstawicielami Armenii, a także Rosji – państw, które nie są ani w Unii Europejskiej, ani w NATO.

Przypomnijmy, że w maju 2010 r., miesiąc po katastrofie smoleńskiej, Bronisław Komorowski i gen. Stanisław Koziej pojechali do Moskwy. Koziej osobiście spotkał się tam z gen. Nikołajem Patruszewem.

Dzień po pierwszej turze polskich wyborów prezydenckich, 21 czerwca 2010 r., gdy marszałek Komorowski wracał do Polski po niespodziewanej – jak pisały polskie media – wizycie w Afganistanie, kandydat na prezydenta RP wylądował nieoczekiwanie w Erewanie, stolicy Armenii. Tam, w porcie lotniczym „Zwartnoc”, spotkał się z ministrem spraw zagranicznych tego kraju Edwardem Nalbandjanem. O tej zagadkowej wizycie prezydenta Komorowskiego w Armenii poinformowała tylko służba prasowa ormiańskiego MSZ. W tym samym dniu (21 czerwca), na tym samym lotnisku, wylądowała delegacja wysokich rosyjskich wojskowych, którzy także spotkali się z ministrem Nalbandjanem. Żaden polski dziennikarz o międzylądowaniu marszałka w Armenii nie wspomniał ani słowem (oprócz portalu Niezalezna.pl). Dodajmy, że zagadkową wizytę Komorowskiego poprzedził (w dniach 16–17 czerwca) pobyt w Armenii kilku ekspertów BBN, którzy spotkali się z Arturem Bagdasarianem – sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego Armenii.

Wizyta głowy państwa w innym kraju powinna być przejrzysta, powinniśmy znać jej cele i przebieg. Tymczasem w przypadku wizyty prezydenta Komorowskiego w Armenii 21 czerwca 2010 r. opinia publiczna w Polsce nie miała szans dowiedzieć się, że miała ona miejsce i jaki był jej cel. To wszystko robi wrażenie jakiejś niepoważnej konspiracji, w której główną rolę odgrywa głowa państwa polskiego – mówi „GP” Antoni Macierewicz.

Już po ostatecznym zakończeniu wyborów prezydenckich, w dniach 14–16 lipca 2010 r., z wizytą w Armenii przebywał z kolei minister spraw zagranicznych RP, Radosław Sikorski. W tym samym czasie (16 lipca) Rosjanie zainicjowali spotkanie gen. Kozieja z chargé d’affaires a.i. Federacji Rosyjskiej w Polsce Dmitrijem Poljanskim – współuczestnikiem (wraz z ówczesnym ambasadorem Rosji w Polsce Władimirem Grininem) gry dyplomatycznej, która doprowadziła do rozdzielenia wizyt prezydenta Kaczyńskiego i premiera Tuska w Katyniu.

1 września 2010 r. podczas roboczych posiedzeń w MSZ obecny był minister spraw wewnętrznych Rosji, Siergiej Ławrow. Po raz pierwszy w praktyce stosunków dwustronnych szef rosyjskiej dyplomacji wziął udział w naradzie polskich ambasadorów i stałych przedstawicieli. Ławrow wygłosił nawet przemówienie do szefów misji dyplomatycznych RP, którzy codziennie biorą udział w realizacji kursu polityki zagranicznej. Czyżby za rządów PO i prezydentury Komorowskiego doszło do tego, że rosyjscy politycy, jak w PRL, instruują polskich?

21 września gen. Koziej odbył rozmowę z ambasadorem Rosji w Polsce, Aleksandrem Aleksiejewem. „Przedmiotem rozmowy był aktualny stan oraz perspektywy rozwoju stosunków polsko-rosyjskich, w tym intensyfikacja kontaktów między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej” – ogłoszono. Tydzień później szef BBN spotkał się w Warszawie z ambasadorem Republiki Armenii w Polsce, ponad miesiąc później – 3 listopada – ze wspominanym już Arturem Bagdasarianem z Rady Bezpieczeństwa Armenii widział się sam Bronisław Komorowski. W spotkaniu uczestniczył gen. Koziej.

W grudniu 2010 r. do Polski przyjechał prezydent Dmitrij Miedwiediew. Witany czołobitnie przez polskich polityków z PO i SLD, spotkał się z Bronisławem Komorowskim, który stwierdził: „Niedobra posucha w relacjach polsko-rosyjskich dobiegła końca”.

Warszawa – Erywań – Moskwa

Rok 2011 to okres kolejnych licznych spotkań polsko-armeńskich i polsko-rosyjskich. Po spotkaniu (31 stycznia 2011 r. w Warszawie) prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z gen. Nikołajem Patruszewem w ramach konferencji zorganizowanej z okazji XX-lecia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, w dniach 22–25 lutego 2011 r. z roboczą wizytą w Armenii przebywała delegacja Ministerstwa Obrony Narodowej RP.

24 maja w Moskwie przebywał zastępca szefa BBN, Zdzisław Lachowski, który – jak ujawniła niedawno „Gazeta Polska” – zarejestrowany został w latach 80. jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Zelwer”. Lachowski spotkał się m.in. właśnie z Nikołajem Patruszewem. 30 czerwca 2011 r. szef BBN minister Stanisław Koziej odbył spotkanie ze specjalnym przedstawicielem prezydenta Rosji ds. współpracy z NATO w zakresie obrony przeciwrakietowej Dmitrijem Rogozinem – znanym z agresywnych wypowiedzi wobec Polski i państw zachodnich. Tydzień później do Sopotu przyjechał incognito gen. Nikołaj Patruszew.

W dniach 28–29 lipca 2011 r. z oficjalną wizytą w Armenii przebywał prezydent Bronisław Komorowski. We wrześniu 2011 r. w Warszawie z ministrem obrony tego kaukaskiego kraju spotkał się gen. Koziej.

13 października 2011 r., zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych w Polsce, doszło w Warszawie do konsultacji polsko-rosyjskich, w których wzięli udział przedstawiciele BBN i aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. W konsultacjach uczestniczył m.in. szef BBN Stanisław Koziej – jeden z najbardziej zaufanych ludzi Bronisława Komorowskiego – i Zdzisław Lachowski. Dzień po tych nietypowych konsultacjach odbył się dwustronny, „ekspercki” okrągły stół „Polska w polityce bezpieczeństwa Rosji. Rosja w polityce bezpieczeństwa Polski”.

A już kilka dni później do Armenii poleciał szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gen. Stanisław Koziej. Spędził tam dwa dni – 17 i 18 października.

Przyjaźnie, nominacje, gratulacje

O tym, jak duże braterstwo łączy Armenię z Rosją, świadczy niedawny awans Karena Karapetjana – mera Erywania, stolicy Armenii – na zastępcę szefa rosyjskiego koncernu Gazprom. O awansie tym poinformował 28 października 2011 r. Biuletyn Informacyjny Studium Europy Wschodniej UW.

To bardzo szybka kariera. Karpetjan został burmistrzem Erywania zaledwie dziewięć miesięcy wcześniej. 27 stycznia 2011 r. ambasador Polski w Armenii Zdzisław Raczyński złożył mu wizytę. Ambasador Polski pogratulował wyboru na stanowisko mera ormiańskiej stolicy i życzył sukcesów w zarządzaniu miastem.

O Raczyńskim, który pełni funkcję ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego RP w Republice Armenii od marca 2010 r., wspominamy nieprzypadkowo, bo jest to postać charakterystyczna dla realizowanego przez gen. Patruszewa „ocieplenia” w ramach trójkąta Warszawa – Erywań – Moskwa.

– Raczyński został mianowany ambasadorem w Armenii przez ministra Sikorskiego. Pokaźną grupę ambasadorów z nominacji Sikorskiego stanowią absolwenci słynnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), m.in. Raczyński. Uczelnia ta, kontrolowana od zawsze przez KGB, podlega sowieckiemu, a dziś rosyjskiemu MSZ – mówi „GP” informator z kręgów dyplomatycznych.

W latach 1990–1997 Raczyński był korespondentem PAP w Moskwie. W MSZ zaczął karierę w maju 2001 r., gdy ówczesny minister spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski powierzył mu stanowisko dyrektora Departamentu Europy Wschodniej. W 2004 r., gdy ministrem spraw zagranicznych był Włodzimierz Cimoszewicz, Raczyński został ambasadorem RP w Tunezji. Od marca 2010 r. jest ambasadorem w Armenii. Na to stanowisko rekomendowała go, jak mówią nasi informatorzy, na prośbę Radosława Sikorskiego, podsekretarz stanu w MSZ, Grażyna Bernatowicz-Bierut.

– Raczyński to dobry znajomy Marka Siwca, znają się z „Polityki”. W latach 1997–2001 był doradcą w BBN, kierowanym wówczas przez Siwca. Potem trafił do dyplomacji – mówi nasz informator z kręgów MSZ. Jak dodaje – Raczyński, studiując na moskiewskim MGIMO, poznał Władimira Grinina, byłego ambasadora Rosji w Polsce, który, warto przypomnieć, 20 lutego 2010 r. kłamał, że nie dostał pisma, wysłanego do niego 27 stycznia 2010 r. przez podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Mariusza Handzlika z informacją, iż w kwietniu Lech Kaczyński planuje w Katyniu oddać hołd pomordowanym polskim oficerom. Wówczas decydowały się losy delegacji prezydenckiej – czy Lech Kaczyński poleci razem z premierem Tuskiem, czy oddzielnie. Grinin to dobry znajomy Władimira Putina. Znają się jeszcze z drugiej połowy lat 80. Gdy Putin był agentem KGB we wschodnioniemieckim Dreźnie, Grinin stał na czele sowieckiej ambasady w NRD.

Tuż po katastrofie smoleńskiej – w czerwcu 2010 r. – Grinin „awansował”, został ambasadorem Rosji w Niemczech. Według naszego informatora, Raczyński spotykał Grinina w czasie studiów w MGiMO, w latach 1984–1986.      

– Raczyński spotykał Grinina w czasie studiów w MGiMO, gdzie Grinin miał wykłady zlecone dotyczące problemów rozbrojenia i negocjacji radziecko-amerykańskich w Genewie. Na stałe wykładał w Akademii Dyplomatycznej radzieckiego MSZ – mówi nasz informator z kręgu MSZ. Raczyński i Grynin mieli też, według niego, kontakt w połowie lat 90., gdy Grinin był szefem Departamentu Europa w rosyjskim MSZ, a Raczyński był korespondentem PAP w Moskwie.

Zdzisław Raczyński, ambasador Polski w Armenii, nie potwierdza tych informacji.

– Nie znam osobiście pana Władimira Grinina ani nigdy się z nim nie spotkałem – napisał w odpowiedzi na pytania „GP”. Dodał: „W czasie moich studiów w Instytucie Stosunków Międzynarodowych w Moskwie W. Grinin pracował w Genewie jako przedstawiciel ZSRR na rokowaniach rozbrojeniowych ze Stanami Zjednoczonymi”.

Z całą pewnością Raczyński znał jednak byłego rezydenta KGB – gen Witalija Pawłowa – który w końcówce PRL zbudował agenturę w polskim Kościele i chwalił się w swojej książce, że „KGB nie miało w Polsce agentów, lecz jedynie zaufanych ludzi wśród przyjaciół”.

W 1993 r. Raczyński przeprowadził z Pawłowem wywiad pt. „Dostęp do wszystkiego”, który został opublikowany w „Polityce”. W 1994 r. ukazała się książka gen. Pawłowa Byłem rezydentem KGB, którą tłumaczyła na język polski żona Zdzisława Raczyńskiego, Margarita – Rosjanka, którą, według naszego informatora, poznał, studiując na MGIMO. Książkę wydrukowała spółka „Drogowiec” z Kielc. Może pamiętać to Juliusz Braun, obecny prezes TVP, który wiele lat był szefem „Gazety Kieleckiej” wydawanej przez spółkę „Drogowiec” – mówi nasze źródło.

– Wywiady z Pawłowem wydały mi się na tyle interesujące, że przekazałem kontakt do niego wydawnictwu BGW, które ostatecznie wydało spisane przez niego wspomnienia jako książkę. Tłumaczenia maszynopisów Pawłowa wykonała moja małżonka. To, co wniosłem do książki, to kserokopie tajnych protokołów Biura Politycznego KPZR, które udało mi się wytropić i „wyciągnąć” z tzw. kremlowskiego archiwum – pisze w odpowiedzi dla „GP” ambasador Raczyński.

– Dostęp do archiwów Kremla był dla osób postronnych w praktyce niemożliwy. Moim zdaniem rzekome wspomnienia Pawłowa miały w oczach polskiej opinii publicznej pokazać, jak bardzo uczciwi byli polscy komuniści z Jaruzelskim na czele. Protokoły BP KPZR załączone do książki nie mają żadnych cech kancelaryjnych (gryfów, pieczątek, znaków wskazujących, że powstały w latach 80.). W przedmowie jest napisane, że „cztery protokoły udało się uzyskać w formie wydruku komputerowego”. Otóż Rosjanie nigdy nie mieli protokołów z posiedzeń BP w formie komputerowej. To jest, moim zdaniem, KGB-owski falsyfikat. Dokumenty te zamieszczone zostały po to, aby uwiarygodnić tezy zawarte w książce – ocenia dr Leszek Pietrzak, historyk, były pracownik BBN za czasów Lecha Kaczyńskiego.

Gen. Pawłow (zmarł w 2005 r.) to nietuzinkowa postać sowieckiego wywiadu. Był szefem rezydentury KGB w Kanadzie i Austrii, koordynował pracę wywiadu KGB w Ameryce. Od października 1973 do marca 1984 r. był szefem rezydentury w Warszawie.

– Gen. Pawłow to jeden z najbliższych współpracowników Andropowa. Był rezydentem KGB w czasie, gdy KGB–SB organizowały nagonkę na papieża. Nie jest bez znaczenia, że w 1973 r., gdy Pawłow objął rezydenturę w Polsce, rozpoczął działalność jako agent Wydziału XIV Departamentu I SB MSW „nielegał” Tomasz Turowski. Rezydent KGB w Warszawie, Witalij Pawłow, przekazał do Moskwy ocenę papieża przygotowaną dla niego przez SB, w której m.in. stwierdzono, że Wojtyła ma skrajnie antykomunistyczne poglądy. Pawłow awansował na generała w 1984 r., w roku, w którym zamordowano ks. Popiełuszkę – mówi „GP” dr Leszek Pietrzak, były pracownik BBN, który badał esbeckie sekrety Watykanu.

Według Pietrzaka generalski awans może świadczyć, że jego pracę w Polsce szefostwo KGB oceniło bardzo wysoko.

Partnerzy czy ludzie zaufani?

W sprawie roli agenta Turowskiego w Rzymie, w katastrofie smoleńskiej i późniejszym „pojednaniu” polsko-rosyjskim pojawiają się, bezpośrednio lub w tle, te same osoby dramatu. Tym bardziej więc przypadkowa – miejmy nadzieję – zbieżność różnych faktów powinna być dla przejrzystości polskiego życia publicznego wyjaśniona.

Wszystkie te wydarzenia, powiązania i niewyjaśnione informacje budzą bowiem wiele podejrzeń i nasuwają zasadnicze pytanie: czy rosyjskie władze mają po stronie polskiej partnerów, czy przyjaciół z dawnych lat? A jeśli są to przyjaciele, to czy przypadkiem nie ma wśród nich, jak pisze w swoich wspomnieniach gen. Pawłow, „ludzi zaufanych”?                     



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Niemcy kłócą się z USA ws. Nord Stream 2. „Nikt nam nie przeszkodzi”

/ fdecomite CC BY 2.0

  

Niemiecki socjaldemokratyczny minister spraw zagranicznych Heiko Maas oświadczył dziś, że nawet ewentualne sankcje USA nie wstrzymają zbudowania gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku.

- Nikt nie przeszkodzi - powiedział Maas uczestnicząc w politycznym forum dyskusyjnym agencji dpa. Karne posunięcia Stanów Zjednoczonych mogą wprawdzie skłonić niektórych udziałowców tego przedsięwzięcia, w tym koncerny niemieckie, do wycofania się, ale nie doprowadzą do fiaska całego projektu - zaznaczył. Dodał, że wtedy Rosja urzeczywistniłaby go sama i nie miałoby się już wtedy żadnego wpływu na kontynuowanie tranzytu gazu przez Ukrainę.

Jak wskazał Maas, negocjacje w sprawie ukraińskiego tranzytu prowadzone są obecnie z udziałem Unii Europejskiej. - Wszystko to obróciłoby się wniwecz, gdyby wprowadzono sankcje, a ten gazociąg zostałby potem zbudowany przez samych Rosjan - podkreślił szef niemieckiej dyplomacji.

Rzecznik ambasady USA w Berlinie potwierdził w niedzielę, że ambasador Richard Grenell wysłał do realizujących projekt gazociągu Nord Stream 2 zachodnich koncernów list z zapowiedzią objęcia ich amerykańskimi sankcjami, jeśli nie wycofają się z tego przedsięwzięcia.

- List przypomina, że jakakolwiek firma współpracująca z rosyjskim sektorem energetycznych rurociągów eksportowych naraża się na sankcje USA z tytułu CAATSA (Ustawy o Przeciwdziałaniu Przeciwnikom Ameryki poprzez Sankcje) - oświadczył rzecznik, dodając, że budowie drugiego bałtyckiego gazociągu z Rosji do Niemiec sprzeciwiają się także inne państwa europejskie.

Odnosząc się do listu, Maas powiedział dziś, że nie jest jego zadaniem mówienie ambasadorom o tym, co im wolno, niemniej „o tym, czy (taki) sposób eksponowania siebie leży w interesie Stanów Zjednoczonych, muszą zdecydować już same Stany Zjednoczone”.

Formalnie jedynym udziałowcem spółki odpowiedzialnej za projekt Nord Stream 2 jest rosyjski Gazprom, ale podpisała ona umowy o finansowaniu tego przedsięwzięcia przez niemieckie koncerny Wintershall i Uniper oraz holendersko-brytyjski Shell, francuski Engie (dawniej GDF Suez) i austriacki OMV. Wszystkie te firmy energetyczne byłyby odbiorcami dostarczanego nowym gazociągiem surowca.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl