Po sprzecznych informacjach na temat legalności - Marsz Niepodległości dotarł do pomnika Romana Dmowskiego. Organizatorzy twierdzą, że przebiegł w pokojowej i patriotycznej atmosferze. Wcześniej pojawiła się - zdementowana później przez stołeczny ratusz - informacja, że został zdelegalizowany, a jego uczestnicy brali udział w zamieszkach.

Marsz został rozwiązany tuż po godz. 17.

Współorganizator Marszu Niepodległości Artur Zawisza, zapewnia, że uczestnicy marszu przeszli spokojnie w asyście policji i przedstawicieli władz miasta do pomnika Dmowskiego w pobliżu warszawskich Łazienek. Organizatorzy Marszu Niepodległości jednoznacznie odcinają się od agresywnych osób, które brały udział w zamieszkach w centrum Warszawy. Zawisza zapewnia, że osoby biorące udział w starciach z policją w centrum Warszawy z pewnością nie były uczestnikami legalnego Marszu Niepodległości.
















Artur Zawisza tłumaczył, że Marsz Niepodległości ze względów bezpieczeństwa musiał zmienić trasę.

Biuro Bezpieczeństwa Miasta Warszawy zapewniło, że Marsz Niepodległości jest legalny do godz. 20 w niedzielę, a informacje dotyczące jego rzekomej delegalizacji są plotkami.

Ewa Gawor, szefowa biura poinformowała, że zdelegalizowano zgromadzenie na placu Konstytucji, którego uczestnicy zaatakowali policję.

Ok. godz. 17 w pobliżu pomnika Romana Dmowskiego spalony został wóz transmisyjny TVN24. Nikomu nic się nie stało. Uszkodzony został też samochód osobowy TVN Meteo i wozy Polskiego Radia oraz Polsatu. Policja ściągnęła tam dodatkowe siły. Użyto armatek wodnych.