Smoleńsk: tajemnica ocalonych

Marszałek Komorowski planował na początku kwietnia 2010 r. oddzielny lot na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Nie chciał lecieć 10 kwietnia z prezydentem Kaczyńskim Tu-154M 101.

Marszałek Komorowski planował na początku kwietnia 2010 r. oddzielny lot na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Nie chciał lecieć 10 kwietnia z prezydentem Kaczyńskim Tu-154M 101. Nie poleciał też tupolewem 7 kwietnia z premierem Tuskiem. Z jakiego powodu? Jest jakaś tajemnica w organizacji trzech wizyt państwowych z okazji tej samej rocznicy.

MSZ, Kancelaria Sejmu i Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziały na pytania „GP” w sprawie planowanej wizyty marszałka Komorowskiego.

Nie wiemy więc, jeśli lot zaplanowano, kiedy miał się odbyć i dlaczego nie doszedł do skutku. Dlaczego ówczesny marszałek polskiego parlamentu nie chciał lecieć ani z prezydentem, ani z premierem Tu-154M 101?

Jedna rocznica, trzy wizyty

Według naszych informacji, Departament Wschodni MSZ w piśmie z 28 stycznia 2010 r. informował: „W związku z planowanymi obchodami 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej, Departament Wschodni przekazuje w załączeniu kopie pism z Kancelarii Prezydenta RP i Kancelarii Sejmu RP, dotyczące planowanego udziału Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w uroczystościach w Katyniu oraz wizyty Marszałka Sejmu RP Pana Bronisława Komorowskiego w Ostaszkowie i Miednoje”.

W tym samym czasie Kancelaria Sejmu zawiadamiała ambasadora RP w Moskwie, Jerzego Bahra: „Informuję, że na początku kwietnia br. w związku z obchodami 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej planowana jest wizyta Marszałka Sejmu RP Bronisława Komorowskiego w Ostaszkowie i Miednoje”.

Byłaby to więc już trzecia wizyta najwyższych władz państwa polskiego na uroczystości w związku z tą samą rocznicą. Jest w organizacji tych trzech wizyt jakaś tajemnica i trudna do zrozumienia, bez znajomości właściwego klucza, logika.

Nie chodzi tylko o to, że organizowano trzy delegacje władz państwowych na obchody tej samej rocznicy. Także zmieniające się w ostatniej chwili składy, zwłaszcza delegacji towarzyszącej prezydentowi, wycofywanie się niektórych osób wydaje się dziwne. Zastanawia również, że marszałek Sejmu i marszałek Senatu nie polecieli z prezydentem RP na tak ważną dla Polaków uroczystość.

Na czym polegać miał ten rzekomy „bizantyjski” orszak, jak określił delegację patriotów towarzyszącą Lechowi Kaczyńskiemu marszałek Komorowski.

Zrezygnował na prośbę Tuska

Skład delegacji z prezydentem Kaczyńskim docierał się do ostatniej chwili. Niektóre osoby z listy PO, jak Grzegorz Schetyna, Bogdan Klich, Rafał Grupiński (wszyscy PO) – niespodziewanie zrezygnowali z wylotu z prezydentem.

Parlamentarzyści PO, Grzegorz Schetyna (ówczesny szef klubu parlamentarnego PO) i jego zastępca Rafał Grupiński, sami wcześniej zgłosili chęć udziału w delegacji z prezydentem 10 kwietnia. Pisał o tym w swoim piśmie do Lecha Kaczyńskiego 2 marca 2010 r. marszałek Bronisław Komorowski: „Kluby parlamentarne zgłosiły zainteresowanie udziałem w uroczystościach (…). Proszę o umożliwienie posłom skorzystania z wolnych miejsc w samolocie” – napisał Komorowski. Kancelaria Prezydenta odpowiedziała, że udostępni 12 miejsc w samolocie dla przedstawicieli parlamentu, po trzy dla każdego klubu. Kancelaria Sejmu przesłała wówczas gotową listę chętnych, na której znajdowali się właśnie m.in. Grzegorz Schetyna i Rafał Grupiński. Potem obaj politycy Platformy zrezygnowali z tego lotu. Grzegorz Schetyna (PO) oddał miejsce na liście prezydenckiej delegacji Grzegorzowi Dolniakowi (PO). Potem Schetyna tłumaczył w mediach, że premier prosił go, by leciał razem z nim z delegacją rządową. Z PO, oprócz Grzegorza Dolniaka, zostali desygnowani do lotu z prezydentem Sebastian Karpiniuk i Arkadiusz Rybicki.

Dziwne tłumaczenie ministra Klicha

Jeszcze bardzie zastanawiające było wycofanie się w ostatniej chwili z delegacji 10 kwietnia 2010 r. ówczesnego ministra obrony, Bogdana Klicha. Klich, jak potem mówił, musiał odwiedzić w szpitalu w Krakowie chorą mamę. Nieobecność w Katyniu 10 kwietnia zarzucił kilka miesięcy później ministrowi obrony z mównicy sejmowej Antoni Macierewicz: – To pan podjął decyzję polecającą wszystkim dowódcom sił zbrojnych polecieć do Smoleńska i dopisał pan „bo ja się też tam wybieram”. Oni polecieli, ale pan się nie wybrał – mówił Macierewicz.

– Pan doskonale wie, że powodem mojej nieobecności w feralnym locie do Smoleńska była choroba mojej matki – odpowiedział z mównicy Bogdan Klich.

Minister tłumaczył, że zaraz po weekendzie jego mama miała mieć poważną operację i że ostatni raz przed operacją widział ją w piątek.

Skoro minister widział matkę w piątek, mógł w sobotę polecieć do Smoleńska, dopełniając tym obietnicy złożonej generałom. Nie poleciał.

Z Krakowa dotarła do nas niepotwierdzona informacja, że minister Klich zamiast polecieć w sobotę do Katynia, oglądał mieszkanie, które zamierzał kupić w Krakowie. Zapytaliśmy o to ówczesnego ministra: „Czy 9 lub 10 kwietnia 2010 r. prowadził Pan w Krakowie rozmowy, odbywał spotkania dotyczące kupna lub wynajmu mieszkania poprzez agencję Nieruchomości Królewska 11 S.C. Małgorzata Bobola i Elżbieta Guzik? Jeśli tak, czy było to 9 czy 10 kwietnia i czy oglądał Pan w tym dniu proponowane mieszkanie lub mieszkania?”.

Zamiast odpowiedzi ministra, otrzymaliśmy z Ministerstwa Obrony Narodowej oświadczenie agencji nieruchomości.

Zdziwiło nas to, chodziło o proste zapewnienie samego ministra, gdyż do agencji możemy zwrócić się bezpośrednio. Napisaliśmy więc jeszcze raz do ministra: „Czy może Pan Minister w 100 proc. z całkowitym przekonaniem zapewnić, że w sobotę 10 kwietnia 2010 r. nie oglądał Pan mieszkania w Krakowie? Jak wiemy z naszych źródeł, Pan Minister z uwagi na brak czasu mógł jedynie w soboty oglądać mieszkania, które Pana interesowały i robił Pan to. Zależy nam na jednoznacznej odpowiedzi, jeśli Pan Minister oczywiście pamięta to dokładnie”.

Dostaliśmy odpowiedź MON: „Informuję, że zgodnie z oświadczeniem krakowskiej agencji nieruchomości minister B. Klich 10 kwietnia ub. roku nie oglądał żadnych mieszkań. (…) J. Sejmej Rzecznik MON”.

Minister ponownie nie odpowiedział wprost na nasze pytanie, a rzecznik MON użył sformułowania „zgodnie z oświadczeniem krakowskiej agencji nieruchomości”, co nie tylko nie rozwiało naszych wątpliwości, ale je zwiększyło. Z jakichś powodów Bogdan Klich nie chciał odpowiedzieć jednoznacznie na nasze pytanie, choć mógł w ten sposób przeciąć wszelkie podejrzenia.

Całość artykułu w najnowszym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”
 

 

Źródło:

Grzegorz Wierzchołowski,Leszek Misiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo