Zadarł z układem, płonął w samochodzie

Horror w Kielcach! Spłonęła hurtownia, chwilę później samochód z właścicielem zakładu w środku. Stan mężczyzny jest bardzo ciężki.

Horror w Kielcach! Spłonęła hurtownia, chwilę później samochód z właścicielem zakładu w środku. Stan mężczyzny jest bardzo ciężki. Ofiara to Antoni P., znany kielecki przedsiębiorca i społecznik. Przed pożarem mężczyzna zadarł z lokalnym układem polityczno-biznesowym. Sprawę badają policja i prokuratura.

Sceny niczym z horroru rozegrały się w poniedziałek w Kielcach. Na peryferiach miasta płonęła hurtownia kosmetyków. W tym samym czasie w centrum, przy Urzędzie Wojewódzkim zapalił się samochód z kierowcą w środku. Mężczyźnie udało się samodzielnie wyjść z płonącego auta. Pomocy udzielili mu ratownicy medyczni z przejeżdżającej przypadkiem karetki. Poparzony mężczyzna przeżył, odniósł jednak poważne obrażenia. Trafił do szpitala, jego stan jest bardzo ciężki. Policji nie udało się go przesłuchać.

Telefon z PSL-u

Ofiara to właściciel spalonej hurtowni. Mężczyzna miał poważne problemy finansowe, przed dramatem otrzymywał groźby. Jak ustaliła „Gazeta Polska Codziennie”, problemy poparzonego zaczęły się pod koniec zeszłego roku po ostrym konflikcie z liderami Polskiego Stronnictwa Ludowego w województwie świętokrzyskim. Antoni P., znany kielecki społecznik, lider komitetu skupiającego mieszkańców swojej dzielnicy, był „łakomym kąskiem” dla partii politycznych. Wszyscy chcieli mieć go na swoich listach. Ostatecznie startował z PSL-u, jednak na dzień przed wyborami wsparł… PiS-owskiego kandydata na prezydenta Kielc. – Wtedy zaczęły się problemy Antka – mówi nasz informator. Antoni P. otrzymał kilka telefonów od najważniejszych działaczy PSL-u w regionie. Dzwonił m.in. marszałek Adam Jarubas, jedynka na świętokrzyskiej liście PSL-u. Antoni P. w rozmowach z wieloma osobami (w tym z autorem niniejszego tekstu) twierdził, że marszałek i inni są na niego wściekli. – Teraz zaczną się problemy – przekonywał. Niebawem wpadł w poważne tarapaty finansowe. Stali kontrahenci nagle zniknęli. P. nie sprzedawał towaru, popadł w długi. Zaczęły się anonimowe pogróżki od wierzycieli, problemy rodzinne. Oczywiście poważnym nadużyciem byłoby twierdzenie, że ktoś z PSL-u, czy jakiejkolwiek innej partii miał cokolwiek wspólnego z groźbami i podpaleniem. Jednak zdaniem samego P., jego odejście z PSL-u spowodowało problemy finansowe. Twierdzenie to przestaje dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę siłę ludowców w regionie. Mają większość w sejmiku wojewódzkim, marszałka, kontrolują kilka powiatów i gmin. – Wystarczy, że firmy, które kupowały od niego kosmetyki, przestały to robić. Bały się peeselowskich urzędników – mówi przyjaciel poparzonego. – Antek kasę na zakup towaru wcześniej pożyczył. Nie sprzedał go i wpadł w długi. Jeśli wierzycielem był ktoś nieodpowiedni, groźby i podpalenie są naturalną koleją rzeczy – tłumaczy nasz rozmówca.

Był rozgoryczony

Działanie osób trzecich to tylko jedna z hipotez. Jak ustaliliśmy, nie można też wykluczyć samopodpalenia. Tuż przed tragedią Antoni P. zamieścił na Facebooku dramatyczne wpisy: Źle się dzieje w tym naszym ukochanym kraju. Ostatnio tylko polityka i wybory. Jednym słowem wyścig szczurów (…). Nikogo nie obchodzi że jest coraz większe bezrobocie, a naród nie ma z czego żyć.

Cztery dni przed dramatem napisał: Nie mam sposobu na wyjście z tej sytuacji, w jakiej się znalazłem (…), wszystko nam się zawaliło. Jest źle w biznesie, a co za tym idzie, zaczęło się psuć w rodzinie. Jeżeli moglibyśmy opuścić ten zwariowany kraj, to chętnie gdzieś byśmy wyjechali, aby choć kilka lat pożyć jak człowiek. Ale cóż, to chyba nie spełni się.

Po tragedii w internecie pojawiły się sensacyjne newsy, mówiące o tym, że mężczyzna zostawił pożegnalny list, w którym miał o swoją sytuację oskarżać urzędników. Informacji tej nie potwierdza jednak policja. – Nie możemy potwierdzić, by mężczyzna zostawił jakikolwiek list – mówi w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” st. sierżant Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji. – W kwestii samego zdarzenia badane są różne wątki, niczego nie można wykluczyć – dodaje.

Marszałek ważniejszy od ofiary

Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, najbardziej prawdopodobną przyczyną obu pożarów było jednak celowe działanie osób trzecich.

Warto też dodać, że pożary w Kielcach i tragedia Antoniego P. były główną informacją w kieleckich mediach. Wyjątek stanowi zdominowany przez PSL kielecki oddział Telewizji Polskiej. W głównym wydaniu Informacji materiał na temat poparzenia nie ukazał się w ogóle. Newsem dnia była wizyta marszałka Adama Jarubasa w słowackiej Żilinie, gdzie polityk PSL-u pojechał z wizytą.

Chcieliśmy skontaktować się z marszałkiem Adamem Jarubasem, przebywa on jednak był dla nas nieuchwytny.

Tekst w całości ukazał się w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”
 

 


Źródło:

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo