Z Antonim Macierewiczem, szefem Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r., rozmawiają Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski.

Badania prof. Wiesława Biniendy, członka Grupy Ekspertów ds. Wypadków Lotniczych FAA / NASA, zaprezentowane przed zespołem parlamentarnym ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, udowodniły, że skrzydło Tu-154 powinno przeciąć brzozę, nie zaś odwrotnie, jak twierdzą gen. Anodina i Jerzy Miller. Udowadniają też, że uszkodzenie skrzydła nie zmniejsza jego powierzchni nośnej ani stabilności samolotu. To obala całkowicie podstawową tezę obu raportów.

Rzeczywiście tak jest. Dodajmy, że prof. Binienda brał udział w badaniu przyczyn katastrofy wahadłowca Columbia w 2003 r. Jego laboratorium wykorzystało metodologię użytą do badania katastrofy wahadłowca do odpowiedzi na pytanie, czy brzoza mogła złamać skrzydło Tu-154. Współpracę z prof. Biniendą nawiązaliśmy dzięki kontaktom i rekomendacji prof. Kazimierza Nowaczyka z Uniwersytetu w Maryland. Dostarczyliśmy prof. Biniendzie wiele danych, przede wszystkim oryginalną wersję instrukcji obsługi Tu-154 wraz ze szczegółowym opisem technicznym skrzydła samolotu. Badania trwały blisko trzy miesiące. Były one niesłychanie pracochłonne, każdy kolejny etap cząstkowych obliczeń wymagał co najmniej tygodnia przygotowań. Podkreślam to dlatego, by nikt nie sądził, że mamy do czynienia z „kreskówką”, tj. wykonaną poglądowo, bez fachowych obliczeń, symulacją dla zademonstrowania pewnej koncepcji. Otrzymaliśmy wyniki profesjonalnych badań, odzwierciedlających rzeczywisty przebieg wydarzeń. Prof. Binienda opracował matematyczny model skrzydła samolotu i brzozy, a następnie przeprowadził wiele symulacji i eksperymentów sprawdzających, co dzieje się z samolotem po uderzeniu skrzydła w drzewo. Wynik był jednoznaczny. Bez względu na kąt natarcia samolot przecina brzozę, a sam nie doznaje uszczerbku.
Jednocześnie chcę podkreślić, że z punktu widzenia metodologicznego nie ma różnicy między raportem Millera i raportem Anodiny. Raporty te – zwłaszcza jeśli chodzi o rekonstrukcję ostatnich sekund lotu i określenie bezpośredniej przyczyny katastrofy, czyli uderzenia samolotu w brzozę – mają identyczną podstawę. W obu wypadkach brak choćby jednego dowodu, a nawet przesłanki wskazującej na to, że pancerna brzoza ułamała skrzydło. Dowiadujemy się o tym, jako o fakcie niewymagającym dowodu, z raportu Anodiny. Minister Miller po prostu skopiował jego opis z tekstu rosyjskiego.

Do jakiej konkluzji prowadzą nas wyniki badań profesora Biniendy?
To, co wydarzyło się nad Smoleńskiem – bo los polskiej delegacji został przesądzony, zanim samolot spadł na ziemię – miało przyczynę zewnętrzną. Hipoteza o udziale osób trzecich, którą badała kiedyś prokuratura (niestety, w dalszym śledztwie nie podjęto tego wątku), jest w obliczu obecnej wiedzy naukowej najbardziej prawdopodobna. Lansowana przez Rosjan i komisję Millera teza o ułamaniu skrzydła jest nieprawdziwa i obowiązkiem prokuratury jest wszczęcie na nowo śledztwa nad odrzuconym podejrzeniem o sprawstwie osób trzecich.

Eksperci ministra Millera nie wykonali żadnej symulacji, żadnych badań w kierunku potwierdzenia swojej tezy o pancernej brzozie.
To dyskwalifikuje całkowicie raport zarówno ministra Millera, jak i jego pierwowzór – raport Anodiny. W obu raportach nie ma nawet próby zanalizowania, jak doszło do złamania skrzydła samolotu, ani próby przeprowadzenia dowodu, że to rzeczywiście miało miejsce. Ten fragment raportu poraża arogancją i pewnością, że nikt nie będzie sprawdzał prawdziwości podanych stwierdzeń. Zasadnicza część raportu, która mówi o istocie katastrofy, nie ma potwierdzenia w żadnym dowodzie! Opiera się na gołosłownych stwierdzeniach, że samolot uderzył w brzozę o 30–40-cm średnicy, co spowodowało urwanie skrzydła i następnie obrót samolotu. Podkreślam – oba raporty nie zawierają analiz świadczących, że tak się stało. To, jak sądzę, pierwszy taki przypadek w historii badania katastrof lotniczych. I zarazem pierwszy przypadek w dziejach Polski, by tragedię narodową przedstawiać polskiej opinii publicznej w tak zafałszowany sposób.

Są w Polsce ośrodki akademickie, od Wydziału MEL na Politechnice Warszawskiej po instytuty fizyki, chemii, są komory aerodynamiczne, wszelkie instrumenty, by takie badania przeprowadzić.
To zadziwiające, że wśród tysięcy polskich inżynierów, naukowców, profesorów, członków akademii nauk nie znaleźli się ludzie, którzy zakwestionowaliby całkowitą gołosłowność raportu Millera. Dopiero praca laboratorium prof. Biniendy z USA i działania zespołu parlamentarnego wykazały bezzasadność twierdzeń zawartych w raportach Millera i Anodiny. Nasz zespół zwracał się do wielu katedr i laboratoriów naukowych w kraju o wykonanie takich ekspertyz i analiz. Owszem, otrzymywaliśmy anonimową pomoc i sugestie co do kierunku dalszych badań. Polscy naukowcy i eksperci, niestety, nie byli w stanie przełamać oporu administracji ośrodków naukowych oraz laboratoriów i uzyskać zgody na oficjalne wykorzystanie aparatury do badania przyczyn tej katastrofy. A tylko oficjalnie potwierdzone, autoryzowane ekspertyzy mogą być wykorzystane na przykład w postępowaniu sądowym. Teraz także można i należy podjąć takie badania. Prof. Binienda zaapelował do ministra Millera, by eksperci, którzy podpisali się pod raportem rządowym, podjęli się zweryfikowania jego obliczeń i wniosków. Będą mieli oczywiście dostęp do wszystkich danych wykorzystanych przez laboratorium amerykańskie.

Całość rozmowy z Antonim Macierewiczem w najbliższym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”