Kto zastraszył ekspertów Millera?

W grudniu 2010 r. eksperci komisji Jerzego Millera w tzw. polskich uwagach do raportu MAK stwierdzili, że niezbędne jest „ponowne sformułowanie przyczyn i okoliczności wypadku”.

W grudniu 2010 r. eksperci komisji Jerzego Millera w tzw. polskich uwagach do raportu MAK stwierdzili, że niezbędne jest „ponowne sformułowanie przyczyn i okoliczności wypadku”. Kto wpłynął na to, że siedem miesięcy później podpisali się pod raportem, powielającym zasadnicze tezy MAK, choć nie dostali z Rosji dokumentów, dowodów i odpowiedzi na zawarte w uwagach fundamentalne pytania?

Dziś wiemy już, że Rosjanie nie dostarczyli żadnego z dokumentów, których brak wyszczególnili Polacy w tzw. uwagach do raportu MAK z grudnia 2010 r. Potwierdził to m.in. ppłk Robert Benedict z komisji Millera, a także Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Polskie uwagi do raportu MAK są bardzo szczegółowe i przedstawiają konkretne dowody winy Rosjan. Podczas wnikliwej lektury tego zbioru można nawet odnieść wrażenie, że to, co się stało 10 kwietnia 2010 r., nie było zwykłym wypadkiem.

Co sprawiło zatem, że polscy eksperci podpisując się pod raportem Millera, wycofali swoje zastrzeżenia sprzed kilku miesięcy, choć nie otrzymali od Rosjan setek ważnych dokumentów i ekspertyz, których brak eksponowali w uwagach do raportu MAK? Wygląda to tak, jakby członkowie komisji zostali zastraszeni lub w inny sposób nakłonieni do porzucenia swoich wątpliwości.

155 pytań bez odpowiedzi

Na str. 13 uwag polscy specjaliści zwracają się do Rosjan o przekazanie „ustaleń, jaki był cel przebywania tak wielu osób na stanowisku dowodzenia dnia 10 kwietnia 2010 r. w godzinach 8.40 do 10.43”. Jest też odpowiedź: „Strona rosyjska nie wyjaśniła”. Jak zauważają polscy eksperci, zgodnie z zapisem nagrań (szpula nr 9 kanał 4) płk Krasnokutskij brał czynny udział w prowadzeniu korespondencji radiowej. Na str. 112 „Uwag” czytamy: „KL (kontroler lotów) po raz kolejny sugeruje odesłanie samolotu Tu-154M na lotnisko zapasowe (w tym czasie widzialność wynosiła 200 m). Płk Krasnokutskij jednoznacznym rozkazem »Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy« urywa jakiekolwiek dalsze próby KL odesłania samolotu na lotnisko zapasowe. Informacja o tym, że pogoda w najbliższym czasie się nie poprawi, nie została przekazana załodze samolotu Tu-154M. Jest to niezgodne z informacją zawartą w raporcie MAK, że rola płk. Krasnokutskiego była tylko informacyjno-koordynująca, bez angażowania się w kierowanie ruchem lotniczym”.

20 sierpnia 2010 r. polscy eksperci zwrócili się również do Rosjan o wykonanie analizy, „jaki wpływ miały decyzje osób przebywających na stanowisku dowodzenia i osób odpowiedzialnych w Moskwie na decyzje kontrolera lotów w zakresie skierowania samolotu Tu-154M na lotnisko zapasowe i udzielenia zgody na próbne podejście do lądowania w warunkach meteorologicznych, w których lądowanie samolotu było praktycznie niemożliwe do wykonania” oraz „jaką rolę i w jakim procesie zabezpieczenia przylotów samolotów na lotnisko Smoleńsk »Północny« w dniu 10 kwietnia 2010 r. sprawował Władimir Iwanowicz, któremu płk Krasnokutskij Nikołaj Jewgieniewicz meldował o sytuacji na lotnisku i przebiegu przylotów", a także: „czy była jakakolwiek decyzja osób odpowiedzialnych z Moskwy na sugestię kontrolera lotów o pogorszeniu się warunków atmosferycznych”.

Odpowiedzi nie otrzymano

Przy 155 z 280 pytań polskich ekspertów w uwagach do raportu MAK czytamy: „nie otrzymano”, „nie uzyskano odpowiedzi”. A więc strona polska nie otrzymała odpowiedzi na większość ważnych pytań, mimo to powieliła w polskim raporcie zasadnicze ustalenia Rosjan.

Eksperci nie dostali np. dokumentu określającego minimalne warunki do lądowania na lotnisku Smoleńsk „Północny”, a także wszystkich zdjęć i filmów z miejsca katastrofy, schematu miejsca zdarzenia, oryginalnych zapisów rejestratorów rozmów załogi samolotu Tu-154M nr 101, wyników wszystkich ekspertyz technicznych faktycznie przeprowadzonych wykonanych przez stronę rosyjską, dokumentacji fotograficznej miejsca zdarzenia, w tym zdjęć wykonanych bezpośrednio po katastrofie. Rosjanie nie odpowiedzieli też polskim ekspertom na pytanie: „Czy 10.04.2010 r. na lotnisku Smoleńsk »Północny« zabezpieczenie w środki radiolokacyjne i świetlne różniło się od zabezpieczenia tego lotniska w dniu 07.04.2010 r. (w trakcie wykonywania operacji lotniczych przez załogi samolotów, którymi lecieli premierzy Tusk i Putin). Jeżeli tak, to jakie były różnice?”.

Polscy eksperci zwrócili się też do Rosjan z innymi ważnymi pytaniami: jakie badania techniczne szczątków samolotu Tu-154M nr 101 zostały zrealizowane i jakie sprawozdania z ww. badań posiada MAK; jakie są dalsze plany MAK dotyczące badań technicznych szczątków samolotu Tu-154M nr 101; czy system świetlny ŁUCZ-2MU znajdujący się na lotnisku Smoleńsk „Północny” w dniu 10 kwietnia 2010 r. posiadał następujące rodzaje oświetlenia: podejścia (na jakiej odległości od progu pasa i jaka była ich intensywność oświetlenia): krawędziowe, progowe, końca drogi startowej; jakie były parametry techniczne radarowego systemu podejścia RSP-6M2 o numerze fabrycznym 9672, który znajdował się na lotnisku Smoleńsk „Północny” w dniu 10 kwietnia 2010 r.

Odpowiedzi na żadne z tych pytań nie udzielono.

Na jakiej podstawie powstał raport?

Rosja nie odpowiedziała nam też, dlaczego lotnisko Smoleńsk „Północny” nie zostało zamknięte ze względu na warunki atmosferyczne zagrażające bezpieczeństwu lotów statków powietrznych i dlaczego kontroler lotów nie wykonał procedury odesłania samolotu na lotnisko zapasowe przy warunkach atmosferycznych poniżej minimum lotniska.

Rosjanie odmówili nam także przekazania protokołu badania zapisu taśmy z obiektywnej kontroli ze stanowiska dowodzenia. Strona rosyjska stwierdziła, że... zapisu na taśmie nie ma.

Moskwa nie udostępniła również autorom raportu Millera wielu kluczowych zapisów i informacji, o które zwrócili się już w czerwcu 2010 r., w tym rejestratorów parametrów lotu samolotu Tu-154M, rejestratorów MARS-BM z samolotu Tu-154M, rejestratora KBN samolotu Tu-154M, uwierzytelnionej kopii danych z rejestratorów pokładowych samolotu Ił-76 z dnia 10 kwietnia 2010 r. Swoją drogą zastanawiające jest, po co polscy eksperci prosili o te zapisy, skoro dziś zgodnie twierdzą, że do sporządzenia dokładnego raportu nt. przyczyn katastrofy w zupełności wystarczają uwierzytelnione kopie.

Nie dostaliśmy nawet tak niezbędnych przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy dokumentów jak protokoły z oględzin miejsca zdarzenia, materiały filmowe sporządzone bezpośrednio po katastrofie, a także dokumentacja fotograficzna i filmowa wykonana bezpośrednio po katastrofie.

Zastanawia też, jak możliwe było opracowanie polskiego raportu bez protokołów sądowo-lekarskich sekcji (oględzin) zwłok oraz protokołów prowadzonych czynności i badań identyfikacyjnych ofiar katastrofy. O udostępnienie tych wszystkich danych zwrócili się do Rosji polscy eksperci.

Ponadto w pkt 1.15 uwag do raportu MAK nasi specjaliści napisali, że „strona rosyjska w Raporcie MAK nie przekazała stronie polskiej informacji o czynnościach dochodzeniowych prowadzonych na miejscu wypadku i stosownej dokumentacji miejsca zdarzenia przed przemieszczeniem ciał ofiar wypadku”.

Całość artykułu w najnowszym numerze “Gazety Polskiej”
 

 

 


Źródło:

Grzegorz Wierzchołowski,Leszek Misiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo