Macierewicz o raporcie: fałszerstwa i kłamstwa

  

Antoni Macierewicz (PiS) ocenił, że dokument komisji Jerzego Millera ws. katastrofy smoleńskiej to nie raport, tylko opracowanie pełne fałszerstw i zatajeń. To rządowa wersja raportu Anodiny - uważa poseł. Jego zdaniem Miller zrzucił całą winę na Polaków.

Według Macierewicza, który kieruje parlamentarnym zespołem badającym przyczyny katastrofy smoleńskiej, raport Millera to "opracowanie, które zostało napisane zgodnie z tym, co minister Miller zapowiedział ponad pół roku temu: ma Polaków bardziej boleć". "Rzeczywiście, po tym opracowaniu wielu z nas bardziej boli - powiedział Macierewicz na konferencji prasowej w Sejmie. - Miała być wina Polaków, to pół roku temu zapowiedział pan minister Miller, i teraz też w swoim opracowaniu zrzucił całą winę na Polaków. Ale podejmując te działania, dokonał paru zaskakujących, nawet jak na niego, kłamstw".

Do takich kłamstw Antoni Macierewicz zaliczył twierdzenie, że bez systemu ILS nie można "lądować w automacie", a także ustalenia, że do czasu uderzenia w ziemię "wszystkie systemy (Tu-154M) były sprawne". Jego zdaniem, w raporcie można przeczytać, że na dwie sekundy przed uderzeniem w ziemię, na wysokości 17 metrów uległ destrukcji cały system zasilania elektrycznego.

"To zostało napisane w tabeli, ale niestety w trakcie prezentacji powiedziano coś zupełnie innego (...) Skąd takie kłamstwa pana Millera?" - pytał.

Za nieprawdziwą Macierewicz uznał także tezę, że bezpośrednią przyczyną katastrofy było uderzenie samolotu w brzozę. "Centralna teza tego opracowania, która mówi, że winę za to bezpośrednią ponosi brzoza, w którą uderzył ten samolot, i że natychmiast po uderzeniu w brzozę samolot wpadł w beczkę autorotacyjną i zmienił kurs. To jest nieprawda. Ten samolot nie wpadł w beczkę autorotacyjną i nie zmienił kursu natychmiast po brzozie, tylko kilkaset metrów dalej" - powiedział.

Polityk mówił, że wymienione przez niego kwestie to tylko nieliczne z fałszerstw i zatajeń, które zostały zaprezentowane.

Według Macierewicza, oczywiste jest, że osobą najbardziej odpowiedzialną za tę tragedię jest minister Miller, zwierzchnik Biura Ochrony Rządu, które nie dopełniło swoich obowiązków w tej sprawie. Wśród nich wymienił m.in. to, że nie powstał raport z oglądu smoleńskiego lotniska, nie sprawdzono jego systemów i nie upewniono się, że prezydent będzie mógł tam bezpiecznie wylądować. "To jest jego odpowiedzialność" - dodał.

Zdaniem posła, zadaniem BOR jest ochrona prezydenta, gdy odbywa loty zagraniczne. "Gdyby pan Miller dopełnił obowiązków, gdyby wysłano funkcjonariuszy na to lotnisko, gdyby oni sprawdzili to lotnisko, gdyby był chociaż funkcjonariusz w trakcie, gdy ten lot był wykonywany, również wtedy można by ostrzec prezydenta, polski samolot, że na tym lotnisku nie ma warunków, żeby lądować i zakazać lądowania" - powiedział.

Macierewicz uznał też, że błędem był także brak rosyjskiego lidera na pokładzie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 r. Jego zdaniem, to wina MSZ, że wycofano wyznaczonego już wcześniej nawigatora tylko dlatego, że 7 kwietnia nie było lidera w samolocie premiera. "Uznano, że jeżeli pan premier nie ma nawigatora, to nie będzie miał go także pan prezydent. Była to świadoma decyzja podjęta za zgodą Ministerstwa Spraw Zagranicznych" - podkreślił.

Politycy PiS podkreślali na konferencji, że zaprezentowany dziś dokument nie jest rzetelnym raportem, a jedynie opracowaniem. "Bez dowodu, bez wraku, bez skrzynek, bez wskazania odpowiedzialności, bez winnych" - argumentował rzecznik partii Adam Hofman. Jak mówił, przygotowany przez sędziów we własnej sprawie. "Mówię o rządzie Donalda Tuska, Donaldzie Tusku i Jerzym Millerze" - wyjaśnił. "Nie powstanie raport, póki będą zajmować się tym ludzie, którzy są sędziami we własnej sprawie" - dodał.  

Najbliższy numer „Gazety Polskiej” będzie poświęcony sprawie Smoleńska.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Wojska amerykańskie opuściły miasta kontrolowane przez Kurdów. Na miejscu syryjscy żołnierze

/ US army - zdjęcie ilustracyjne / skeeze; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Nasze wojska na dobre opuściły kontrolowane przez Kurdów miasta Ar-Rakka i As-Saura na północy kraju – poinformowało w środę dowództwo amerykańskiej armii w Syrii. Wcześniej do Ar-Rakki wkroczyły wojska syryjskie, wspomagane przez siły rosyjskie.

Siły koalicyjne kontynuują swój cel, jakim jest wycofywanie się z północno-wschodniej Syrii. 16 października opuściliśmy cementownię Lafarge oraz miasta Ar-Rakkę i As-Saurę

- brzmi komunikat służby prasowej sił amerykańskich w Syrii.

Wcześniej syryjscy żołnierze, wspierani przez wojska rosyjskie, wkroczyli do położonego nad Eufratem miasta Ar-Rakka i zaczęli organizować tam punkty obserwacyjne.

Wkroczenie wojsk syryjskich do Ar-Rakki to efekt niedzielnego porozumienia, jakie zawarli Kurdowie z reżimem prezydenta Syrii Baszara el-Asada. W ramach tej umowy armia syryjska, wspierana przez siły rosyjskie, ma stawić czoło ofensywie Turcji w północno-wschodniej Syrii, kontrolowanej do tej pory przez siły kurdyjskie.

Ar-Rakka była stolicą kalifatu Państwa Islamskiego w latach 2014-17. Z rąk dżihadystów Kurdowie odbili ją w październiku 2017 roku przy dużym wsparciu sił amerykańskich.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl