Warszawski sąd skazał dzisiaj pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza, bo w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” krytycznie ocenił sposób relacji „Gazety Wyborczej” z wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu. Wyrok wydała sędzia Małgorzata Sobkowicz-Suwińska.


(fot. Gazeta Polska VOD)

Sąd uznał, że Jarosław Marek Rymkiewicz naruszył dobra osobiste dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i dobre imię „Agory”. Nakazał poecie zamieszczenie przeprosin w "Gazecie Polskiej", wpłatę 5 tysięcy złotych na na Zakład dla Niewidomych w Laskach oraz pokrycie kosztów procesu.

Nie zmusicie nas do milczenia. Rusi tu nie będzie – stwierdził poeta po opuszczeniu sali sądu w odczytywanym przez siebie oświadczeniu.

Wyrok został ogłoszony w czwartek w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Sala rozpraw i korytarz przed nią były pełne od osób, które przyszły, by wesprzeć pisarza. Gdy usłyszeli „winny” nie potrafili ukryć emocji. – Hańba! Trzeba wreszcie skończyć z tymi sądami!  Wielki błąd zrobił prof. Strzembosz, że nie zlustrował sędziów w tym kraju! Ale jeszcze nie jest za późno! Czas najwyższy! – skandowali zebrani. Część osób opuszczała salę przed końcem oburzona odczytywanym uzasadnieniem. – To skandaliczny wyrok – mówili wychodząc.


(fot. mem)

Sąd uzasadniał, iż poeta nie powinien wygłaszać ocen redaktorów "Gazety Wyborczej", skoro tematem, na jaki wypowiadał się w wywiadzie, były wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu.

W odczytywanym po wyroku sądu oświadczeniu, Jarosław Marek Rymkiewicz stwierdził, iż wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana. - Ale wy, moi drodzy, nie zważajcie na to. Mówcie dalej, co chcecie. Pamiętajcie, że jesteście wolnymi Polakami. "Gazeta Wyborcza" nie będzie nami rządzić – mówił poeta. Władzom spółki Agora i jej redaktorom przypomniał stare polskie przysłowie : "Musi to na Rusi, a w Polsce, jak kto chce". – Nie zmusicie nas do milczenia. Rusi tu nie będzie – zakończył poeta.


(fot. mem)


(fot.mem)


(fot. Marcin Pegaz)


(fot. Marcin Pegaz)

Orzeczenie warszawskiego sądu oburzyło wiele osób. – Oczywiste jest, że to wyrok skandaliczny. Jedyną niewiadomą dla mnie w tej sprawie jest, czy cały czas w Polsce obowiązuje mały kodeks karny i prawo, które pozwalało skazywać za rozpowszechnianie oszczerczych wiadomości o najwyższych organach władzy ludowej. A być może prawo się zmieniło, ale sędziowie orzekają ci sami. W cywilizowany kraju taki wyrok nie miałby prawa zapaść. Nie do pomyślenia jest, aby ktokolwiek, nawet w sposób symboliczny, był karany za wyrażenie opinii na temat gazety. Tym bardziej, że jest ona słuszna i uzasadniona – mówi publicysta Rafał A. Ziemkiewicz.

Do wszczęcia przez Agorę procesu doszło po wypowiedzi J. M. Rymkiewicza dla „Gazety Polskiej” z sierpnia ub.r., gdy komentując sprawę krzyża przed Pałacem Prezydenckim, mówił: „Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach „Gazety Wyborczej”, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami.”

Poeta dodawał, że redaktorzy „GW” są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”. Według niego, „rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem „luksemburgizmu”, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić”.



(fot. mem)

Na sali obecny był dziennikarz "Gazety Wyborczej" Bogdan Wróblewski specjalizujący się w relacjach z sal sądowych. Narzekał na zgromadzoną publiczność, iż zachowuje się nieodpowiednio.
Teraz pozostaje tylko czekać relacji na łamach organu Agory z przebiegu wydarzeń w sądzie, pozbawionych komentarza i wszelkiej nierzetelności.


(fot. mem)