Specjalny zespół zbada karty podejścia

Na zlecenie prokuratury zespół biegłych zbada karty podejścia na Siewiernyj, dokumentację fotograficzną lotniska i wyniki analiz rejestratora ATM Tu-154 - pisze "Nasz Dziennik". 

Na zlecenie prokuratury zespół biegłych zbada karty podejścia na Siewiernyj, dokumentację fotograficzną lotniska i wyniki analiz rejestratora ATM Tu-154 - pisze "Nasz Dziennik". "Gazeta Polska" ujawniła w listopadzie 2010 r., że piloci Tu-154 otrzymali od Rosjan karty z błędnymi danymi.

Specjalny zespół, który w oparciu o szeroki materiał dowodowy oraz wiedzę specjalistów różnych dziedzin wyda kompleksową opinię na temat kart podejścia lotniska Smoleńsk Siewiernyj, zamierza powołać Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie - dowiedział się "Nasz Dziennik". Zespół nawigatorów będzie pracował na dokumentach już będących w posiadaniu prokuratury i materiałach, które śledczy mają dopiero otrzymać. Chodzi m.in. o wyniki analizy rejestratora szybkiego dostępu.

Pierwszą analizę kart podejścia lotniska Siewiernyj na zlecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wykonali specjaliści z Katedry Nawigacji Wyższej Szkoły OficerskiejSił Powietrznych w Dęblinie. Prokuratorzy pierwotnie uznali, że przekazana opinia wymaga doprecyzowania. Pomóc w tym miały badania teledetekcyjne wykonywane przez Służbę Wywiadu Wojskowego oraz krakowską firmę SmallGIS. Analizowane były zdjęcia satelitarne rejonu lotniska wykonane 5 i 12 kwietnia 2010 r., a badania miały wykazać wszelkie zmiany obiektu, jakie zostały zarejestrowane przez sensor satelity. Prokuratura zdecydowała jednak, że opinia uzupełniająca dotycząca kart podejścia nie będzie zlecana. W zamian karty ma zbadać zespół specjalistów - czytamy w "Naszym Dzienniku".

"Gazeta Polska" ujawniła w listopadzie 2010 r., że piloci Tu-154 otrzymali od Rosjan karty podejścia z błędnymi danymi. Karty te to rodzaj instrukcji zawierającej podstawowe informacje potrzebne do przeprowadzenia udanego manewru lądowania na danym lotnisku.

W kartach błędnie podano m.in. położenie bliższej i dalszej radiolatarni prowadzącej, według których podchodzi się do lądowania. Bogdan Suchorski, pełniący służbę w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego na stanowisku II pilota Jaka-40, zeznał w prokuraturze, że wpisał współrzędne punktów opisanych w kartach podejścia do specjalistycznego programu komputerowego. Wynik wskazał, że radiolatarnie były rozmieszczone inaczej, niż zaznaczono to w kartach. Także według por. Artura Wosztyla odległość między radiolatarniami była w rzeczywistości o 650 m większa. Dowódca Jaka-40 mówił o tym, według informatora „Gazety Polskiej”, 21 czerwca 2010 r. w prokuraturze: „Chciałbym również dodać, że wprowadzając odczytane z karty podejścia współrzędne bliższej i dalszej radiolatarni, odległość pomiędzy nimi nie wynosi 5,15 km, tylko 4,5 km odczytane z GPS. Zrobiłem to już w Polsce po katastrofie. Nikogo jeszcze o tym nie informowałem”.

Co więcej, Rosjanie nieprawidłowo określili w kartach współrzędne progu pasa startowego lotniska w Smoleńsku. Dane różniły się - według wyliczeń Bogdana Suchorskiego - o ok. 300 m. „W mojej ocenie jest to znaczna różnica” - zeznał pilot. Artur Wosztyl także zauważył, że Rosjanie wprowadzili polską załogę w błąd. Jak powiedział śledczym - 10 kwietnia GPS po wprowadzeniu do systemu danych lotniska wskazywały, że punkt oznaczony na karcie podejścia jako środek pasa startowego znajdował się z lewej strony podejścia na pas. „W dniu 10 kwietnia, ustawiając się na kursie lądowania [...] wskazówka ARK [automatycznego radiokompasu - przyp. aut.] wskazująca dalszą radiolatarnię nakazywała wprowadzenie poprawki w prawo, pomimo że GPS wskazywał, że jesteśmy centralnie w osi na pas 259. Biorąc pod uwagę wskazania ARK, wprowadziłem poprawkę w prawo i kontynuowałem podejście [...] Wskaźnik GPS wskazywał w tym momencie, że kontynuuję podejście z prawej strony ścieżki podejścia. Można wobec tego wnioskować, że współrzędne lotniska nie wskazywały środka drogi startowej” - zeznał Wosztyl.

W ostatnich minutach lotu Tu-154 był odchylony od osi pasa w lewo o przynajmniej 40 m, a kilometr przed lotniskiem znajdował się na wysokości zaledwie 8-10 m. Bardzo możliwe więc, że piloci w warunkach złej widoczności zostali zmyleni właśnie przez fałszywe dane zawarte w kartach podejścia. Odnotowali to polscy eksperci w swoich uwagach do końcowego raportu MAK:

„Z posiadanych informacji wynika, że przekazane stronie polskiej dane lotniska, w tym: współrzędne położenia środka lotniska, współrzędne progów drogi startowej i współrzędne posadowienia anten bliższej i dalszej radiolatarni prowadzącej (wszystkie współrzędne na karcie podejścia) wyrażone są w układzie odniesienia SK-42, a nie w ogólnie przyjętym obecnie do stosowania w lotnictwie układzie WGS-84. O tym fakcie nie poinformowano strony polskiej w momencie przekazywania przez stronę rosyjską kart podejścia. Forma zapisu współrzędnych w obu układach jest podobna, niemniej jednak oba układy nie są tożsame. Potraktowanie współrzędnych wyrażonych w układzie SK-42 jako współrzędnych WGS-84 spowodowało wprowadzenie błędnych danych do systemów pokładowych (GPS/FMS) samolotu Tu-154M”. 

 


Źródło:

wg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo