Tusk zakneblował śledztwo smoleńskie

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

Leszek Misiak

Kontakt z autorem

  

Rząd Donalda Tuska utrudnia postępowania wyjaśniające w sprawie katastrofy smoleńskiej – tak wynika z dokumentacji Antoniego Macierewicza zawartej w „Białej księdze” dotyczącej przyczyn katastrofy. Nagłe zawieszenie prokuratora Marka Pasionka, który nadzorował smoleńskie śledztwo, to kolejny dowód, że rząd PO blokuje śledztwo.

Platforma za wszelką cenę nie chce dopuścić przed wyborami do ujawnienia prawdziwej roli ministrów rządu PO w największej tragedii w powojennej historii Polski. To dlatego szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, gen. Krzysztof Parulski, zawiesił w czynnościach nadzorującego śledztwo smoleńskie prokuratora Marka Pasionka. Chciał on postawić zarzuty ministrom Bogdanowi Klichowi, Tomaszowi Arabskiemu i generałowi Marianowi Janickiemu, szefowi BOR.

Dokumenty świadczą przeciw rządowi
„Gazeta Polska” ustaliła, że w „Białej księdze” (raport z pracy parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską) przywołane zostały dokumenty świadczące o utrudnianiu przez rząd Tuska postępowania wyjaśniającego. Zrezygnowano m.in. ze stosowania obowiązującego polsko-rosyjskiego porozumienia w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych RP i FR w przestrzeni powietrznej obu państw z 14 grudnia 1993 r. Akredytowany przez MAK pełnomocnik polskiego rządu płk Edmund Klich utrudniał polskim ekspertom zbadanie wraku Tu-154 M, o czym w piśmie do ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka napisali członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Z kolei szef MSWiA i jednocześnie szef rządowej komisji badającej okoliczności katastrofy, Jerzy Miller, podpisał polsko-rosyjskie memorandum, zgodnie z którym polskie czarne skrzynki pozostały w dyspozycji Federacji Rosyjskiej aż do zakończenia rosyjskiego postępowania sądowego, co może trwać latami.

Tuż po katastrofie przedstawiciele władz USA zaproponowali wszelką pomoc, lecz strona polska nie skorzystała z tej oferty. Prawie rok później, w styczniu 2011 r., rzecznik Departamentu Stanu USA i szef Biura Spraw Publicznych Philip J. Crowley, odpowiadając na pytanie dotyczące możliwości udziału instytucji rządowych w postępowaniach wyjaśniających przyczyny katastrofy, stwierdził: „Nic nie wiem, by USA zostały poproszone o dostarczenie jakiejś szczególnej pomocy w śledztwie w sprawie tego wypadku. Oczywiście jesteśmy gotowi pomóc w każdy dostępny sposób, jeżeli Polska lub Rosja o to wystąpią”.

Tymczasem kilka dni temu Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że uznaje za zakończoną sprawę pomocy prawnej od USA.

Pacyfikacja dociekliwych prokuratorów
– Bezpodstawne – jak się zdaje – zawieszanie w czynnościach niewygodnych prokuratorów lub odbieranie im pensji, tak jak robi teraz prokurator Parulski, kojarzy się jednoznacznie z metodami komunistycznymi i zastraszaniem podwładnych prokuratorów – mówi „GP” prokurator Bogdan Święczkowski, szef ABW za rządów PiS.
Zdaniem gen. Parulskiego, prokurator Pasionek miał rażąco uchybić godności prokuratora oraz rażąco naruszyć przepisy prawa.

– Gen. Parulski, który robił karierę w PZPR, aparatczyk, który w stanie wojennym rozpoczął pracę w prokuraturze wojskowej, słynącej jako zbrojne ramię partii, w wolnej Polsce kieruje prokuraturą wojskową. I zawiesza bardzo zasłużonego prokuratora wolnej Polski, który ma na swoim koncie wiele sukcesów, oraz starał się w sposób skuteczny dotrzeć do prawdy o katastrofie smoleńskiej. Zarzut, że przekazywał informacje przedstawicielom amerykańskich służb specjalnych, jest absurdalny. Prokurator nadzorujący sprawę może przekazywać informacje innym osobom, jeśli uzna, że jest to zgodne z interesem postępowania. On miał prawo uznać, że ujawnienie jakiegoś elementu tego postępowania osobom trzecim jest uzasadnione. Miał nawet prawo przekazać mediom informacje objęte tajemnicą śledztwa – nie dotyczy to materiałów ściśle tajnych – jeśli uznał, że przemawia za tym interes postępowania. Postępowanie gen. Krzysztofa Parulskiego wobec prokuratora Marka Pasionka można potraktować jako dywersję w stosunku do śledztwa smoleńskiego – mówi „GP” Zbigniew Ziobro, eurodeputowany PiS, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny za rządów PiS.

Zdaniem Bogdana Święczkowskiego, Parulski będzie dążył do tego, by Markowi Pasionkowi został uchylony immunitet prokuratorski.
– Dopóki go nie uchylą, nic mu nie mogą zrobić. Dlatego – jak można sądzić – pojawiły się materiały z postępowania karnego, by była podstawa wystąpienia z wnioskiem o uchylenie immunitetu. Docelowo chodzi o pretekst, który posłuży do odebrania prokuratorowi Pasionkowi nadzoru nad śledztwem smoleńskim – mówi prokurator Święczkowski.

Prokurator Woźniak na „celowniku”
Śledztwo smoleńskie nadzorowali: prokurator Marek Pasionek i gen. prok. Zbigniew Woźniak, zastępca naczelnego prokuratora wojskowego.
Przed nagonką na prokuratora Pasionka – jak mówi „GP” jeden z prokuratorów warszawskich – udało się gen. Parulskiemu „spacyfikować” drugiego nadzorującego śledztwo, gen. Woźniaka.
– Doprowadził do tego, że Woźniak jako zastępca naczelnego prokuratora wojskowego w randze generała zarabia mniej niż naczelnik wydziału w prokuraturze wojskowej. Pasionka gen. Parulski nie mógł zastraszyć, bo jest cywilnym prokuratorem, więc go zawiesił – mówi nam prokurator warszawski. Ale w prokuraturze mówi się, że Parulski miał powiedzieć Pasionkowi, żeby się cieszył, iż nie zabrał mu połowy pensji.

– Parulski nie znosi gen. Woźniaka od czasu wyborów prokuratora generalnego. Gen. Woźniak wystartował w tych wyborach, gdyż chciał odejść z prokuratury wojskowej, jego zwierzchnikiem był szef NPW Krzysztof Parulski. Parulski był wówczas pułkownikiem, a jego podwładny Woźniak generałem. Gen. Woźniak dostał cztery głosy w wyborach prokuratora generalnego, a Parulski nie może mu tego do dziś zapomnieć – mówi jeden z prokuratorów warszawskich.

Marek Pasionek – jak mówią znający go prokuratorzy – jest typem człowieka, który nie da sobie w kaszę dmuchać, nie da się zastraszyć. Ma 25-letni staż, jest byłym PZ-owcem (prokuratorem wydziału przestępczości zorganizowanej). Był jedynym cywilem w towarzystwie wojskowych prowadzących śledztwo.

– W wojsku panuje dyscyplina, podlegli Parulskiemu prokuratorzy wojskowi postępują tak, jak on im każe. Na Pasionka nie miał wpływu. Od dłuższego czasu próbował więc pozbyć się go, zdjąć ze stanowiska. Pasionek miał w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej wysokie stanowisko – był naczelnikiem, odpowiednikiem dyrektora departamentu w prokuraturze cywilnej – mówi nam warszawski prokurator.

Dlaczego władza PO zgodziła się, by to śledztwo nadzorował prokurator Pasionek, wiedząc, że był on wcześniej prawą ręką Zbigniewa Wassermanna? Nasi informatorzy twierdzą, że szefa Prokuratury Generalnej przekonali do tej nominacji tuż po tragedii smoleńskiej jego doradcy.

– Prokurator generalny Andrzej Seremet, gdy wydarzyła się katastrofa smoleńska, był w szoku jak każdy z nas. Podpowiedziano mu, żeby zlecił nadzór prokuratorowi Pasionkowi, który jest postrzegany jako obiektywny śledczy i doskonały profesjonalista. Potem okazało się, że jest zbyt niezależny i dąży do prawdy, która nie podoba się rządzącym – mówi „GP” jeden z warszawskich prokuratorów.

Prokurator generalny Andrzej Seremet po zawieszeniu prokuratora Pasionka przez gen. Parulskiego co prawda zażądał, by Parulski złożył mu wyjaśnienie w tej sprawie, ale w rzeczywistości jest „ubezwłasnowolniony”, bo premier Tusk nie przyjął jeszcze jego rocznego sprawozdania z działalności prokuratora generalnego. Być może stanie się to za tydzień lub dwa. Jeśli Tusk nie przyjmie jego sprawozdania, Andrzej Seremet może przestać być prokuratorem generalnym.

Cały artykuł znajduje się w aktualnym wydaniu „GP” dostępnym w kioskach

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyległo na ulice Barcelony. Żądają uwolnienia więźniów politycznych

Zdjęcie ilustracyjne / flickr.com/Pedro Cambra/CC BY-SA 2.0

  

Kilkadziesiąt tysięcy Katalończyków wzięło udział w Barcelonie w dzisiejszym proteście przeciwko rozpoczętemu we wtorek procesowi separatystów. Dwunastu polityków z regionu sądzonych jest przed hiszpańskim Sądem Najwyższym w Madrycie.

Manifestanci, wśród których byli m.in. premier Katalonii Quim Torra oraz przewodniczący regionalnego parlamentu Roger Torrent, apelowali do władz Hiszpanii o zwolnienie więźniów politycznych, a także o możliwość zorganizowania referendum niepodległościowego w regionie.

Na transparentach, z którymi przybyli manifestanci, widniały hasła: “Prawo do samostanowienia”, “Sądzicie nas wszystkich”, “Wolność dla więźniów politycznych” oraz “Chcemy nasz rząd na wolności”.

Większość uczestników protestu przybyło na manifestację z flagami Katalonii oraz z żółtymi wstążkami, symbolem solidarności z osadzonymi w więzieniach separatystycznymi politykami.

Dzisiejsza manifestacja jest drugim protestem mieszkańców Katalonii przeciw procesowi separatystycznych polityków. We wtorek, czyli w dniu rozpoczęcia procesu przed Sądem Najwyższym w Madrycie, kilkadziesiąt tysięcy osób wyszło na ulice największych miast regionu.

Wśród sądzonych w Madrycie są: przewodnicząca katalońskiego parlamentu Carme Forcadell, szefowie katalońskich organizacji separatystycznych Jordi Sanchez i Jordi Cuixart i dziewięcioro członków byłego autonomicznego rządu - Oriol Junqueras, Raul Romeva, Jordi Turull, Josep Rull, Joaquin Forn, Dolors Bassa, Santi Vila, Meritxell Borras oraz Carles Mundo. Troje ostatnich pozostaje na wolności.

Stawiane oskarżonym zarzuty dotyczą rebelii, buntu, nieposłuszeństwa oraz malwersacji środków publicznych w związku z organizacją plebiscytu niepodległościowego z 1 października 2017 r. Najwyższą karę może otrzymać były wicepremier regionu Oriol Junqueras, któremu grozi do 27 lat więzienia.

Hiszpańskie media, powołując się na brytyjski portal “Bellingcat”, poinformowały, że w konflikt kataloński mogła być zaangażowana Rosja. Wskazały na obecność w tym regionie Hiszpanii agenta rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU posługującego się fałszywą tożsamością Siergieja Fiedotowa. Miał on przebywać w Katalonii na przełomie września i października 2017 roku, a więc w czasie organizacji nielegalnego plebiscytu.

Bazujący na informacjach “Bellingcat” madrycki dziennik “El Espanol” napisał dzisiaj, że agent używający personaliów Fiedotowa jest podejrzany o udział w próbie otrucia byłego rosyjskiego agenta Sergieja Skripala i jego córki w 2018 roku.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl