Na przykładzie wizyty prezydenta Baracka Obamy w Polsce możemy obserwować diametralne różnice w procedurach bezpieczeństwa i procedurach towarzyszących przygotowaniu wizyty głowy państwa.

Na czas lądowania na warszawskim Okęciu, kontrolę nad lotniskiem przejmą agencie Secret Service. W wieży kontroli lotów zasiądą amerykańscy kontrolerzy, a lotnisko zostanie otoczone przez uzbrojonych agentów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo prezydenta. Ponadto nad Warszawą w promieniu 40 kilometrów od lotniska zostanie zamknięta przestrzeń powietrzna, na której nie będzie mógł się pojawić żaden samolot poza eskortującymi Air Force One myśliwcami.

Od kilku dni w Warszawie lądują także amerykańskie transportowce ze sprzętem dla agentów Secret Serwice. Wszystkie trasy, którymi będzie jechał Barack Obama oraz ich alternatywne rozwiązania zostały już dokładnie sprawdzone, a wybór ostatecznej trasy zapadnie dosłownie na chwilę przed wyruszeniem prezydenta USA z Okęcia.

Gdy Air Force One wyląduje na Okęciu, natychmiast otoczą ją agenci Secret Serwice i samolot pozostanie na płycie lotniska do samego odlotu. W tym czasie nikt obcy nie będzie miał nawet możliwości, aby zbliżyć się do maszyny. Załoga samolotu nie korzysta nawet z pomocy obsługi naziemnej i nie tankuje miejscowego paliwa, a jedynie sprawdzone wcześniej paliwo amerykańskich latających cystern.

Biorąc pod uwagę procedury bezpieczeństwa towarzyszące wizycie Baracka Obamy w Polsce, a zwłaszcza procedury związane z zabezpieczeniem lotniska nie można uniknąć porównać z „zabezpieczeniem” lotniska Siewiernyj w Smoleńsku.

Tak zabezpieczone było 10 kwietnia 2010 roku lotnisko, na którym miał wylądować polski prezydent wraz z delegacją:

- w wieży kontroli lotów nie było Polaków

- rosyjscy kontrolerzy pracowali bez zbadania ich trzeźwości

- nasza załoga miała nieaktualne dane lotniska

- lotnisko nie było zabezpieczone przez nasz BOR

- na delegację czekały miejscowe limuzyny

- na czas lądowania przestrzeń powietrzna nad Smoleńskiem była otwarta