Firma windykacyjna ścigała dłużnika, aż ten zmarł. Łowcy długów nie odpuszczali, choć wiedzieli, że ich „klient” jest poważnie chory. Teraz rodzina zmarłego domaga się sprawiedliwości wobec windykatorów. Sprawa trafiła do prokuratury.

Być może nigdy nie byłoby sprawy, gdyby Leonard Pszczoła z Olsztyna nie założył, jeszcze w ubiegłym wieku, konta w jednym z renomowanych banków. Bank „z automatu” przyznał mu debet w wysokości 3 tys. zł. Mężczyzna skorzystał z niego i spłacał zgodnie z harmonogramem. Niestety rozchorował się, trafił do szpitala. Przebywał w lecznicy prawie rok. W tym czasie nie spłacał należności. Jego sytuacja finansowa pogorszyła się, kiedy wrócił do domu. Dostał zaledwie 600 zł renty. Praktycznie nie miał z czego żyć, nie mówiąc o spłacie zadłużenia. Bank też się nie upominał o swoje pieniądze. „Przypomniał” sobie o swoim kliencie dopiero po siedmiu latach. Tylko że dług urósł już wówczas do ponad 10 tys. zł.

Zrozpaczony pan Leonard zwrócił się o pomoc do prawników. Mec. Lech Obara w imieniu swojego mocodawcy udał się do banku. – Wytłumaczyłem urzędnikom, jak sprawa wygląda. Wyjaśniłem, dlaczego Pszczoła nie mógł spłacić należności. Wydawało się, że odnieśli się ze zrozumieniem do sytuacji swojego klienta – wspomina mec. Obara. Niestety, były to tylko pozory.

Później się okazało, że bank sprzedał wierzytelności firmie windykacyjnej Ultimo SA. Od tego momentu zaczęła się prawdziwa gehenna pana Leonarda. Nie było końca telefonom od osoby podającej się za pracownika Ultimo. Na adres „dłużnika” zaczęły również przychodzić listy wzywające do spłaty należności. – Permanentne kontakty ze strony osób reprezentujących Ultimo SA miały na celu wywołać u pana Pszczoły poczucie zagrożenia oraz wprowadzić go w błąd, co do konieczności zawarcia ugody w celu uniknięcia skierowania sprawy na kosztowną drogę sądową – tłumaczy Obara. Podkreśla, że firma windykacyjna nie zaprzestała „nękania” mężczyzny, choć poinformował ją, że jest w bardzo złym stanie zdrowia, a każdy kontakt tylko pogarsza jego sytuację. Zażądał, jako pełnomocnik prawny Pszczoły, aby Ultimo SA wszelką korespondencję dotyczącą jego klienta kierowało do kancelarii. Niestety, nic to nie zmieniło. Nie pomogły wyjaśnienia, że dług już uległ przedawnieniu. Telefony dzwoniły (p. Leonard w końcu wyłączył aparat stacjonarny), a listy lądowały w jego skrzynce. „Windykację” zakończyła dopiero śmierć dłużnika. Rodzina Leonarda Pszczoły postanowiła szukać sprawiedliwości w prokuraturze. Mec. Lech Obara w imieniu córek pana Leonarda złożył w Prokuraturze Rejonowej Olsztyn-Północ zawiadomienie o popełnieniu m.in. stalkingu, czyli uporczywego nękania, które wywołuje u pokrzywdzonego poczucie zagrożenia. 

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".