Prowadzonej w internecie kontroli chiński rząd nie nazywa cenzurą. Według komunistów w Pekinie to „sterowanie opinią publiczną” i budowanie „harmonijnego społeczeństwa”. A jest co harmonizować, bo w Chinach z internetu korzysta ponad 730 mln osób, a więc kraj ten ma największą liczbę internautów na świecie.

Po dojściu do władzy w 2013 r. prezydent Xi Jinping jako jeden z priorytetów partii komunistycznej wymienił kontrolę ideologiczną sieci. Na spotkaniu z kierownictwem departamentu propagandy Komunistycznej Partii Chin (KPCh), odpowiedzialnym za monitorowanie mediów, w tym także internetu, Xi nakazał utworzenie „silnej armii internetowej”, aby „przejąć pełną kontrolę nad tym medium”. Dziś oddziały cenzorów walczą w internecie z blogerami komentującymi wydarzenia w Państwie Środka i na całym świecie. Czasem wróg przybiera dość absurdalne formy.

Najnowszym przykładem „harmonizowania” jest przykład Kubusia Puchatka. W ciągu kilku ostatnich dni osoby, które wpisywały w sieci, np. na portalu Sina Weibo (chińskim mikroblogu), imię bohatera książek A.A. Milne’a, otrzymywały komunikat: „treści są zakazane”. Cenzura zablokowała również animowane gify z Kubusiem Puchatkiem w aplikacji WeChat, chińskim odpowiedniku Twittera.

A wszystko dlatego, że komunistycznym władzom Chin nie spodobały się krążące w sieci fotomontaże porównujące Puchatka do prezydenta Xi Jinpinga.

Nie jest to jedyna tak absurdalna reakcja chińskiej cenzury. Gdy prezydent Xi Jinping, chcąc zademonstrować, że władza jest blisko ludu, odwiedził w Pekinie sklep z mantou, tj. tradycyjnymi chińskimi bułeczkami gotowanymi na parze, natychmiast w internecie pojawiły się komentarze, że było to przedstawienie. Nie trzeba było długo czekać na reakcję cenzorów. Zablokowano zwroty „Xi Jinping + bułeczki gotowane na parze”, „Xi Jinping + przedstawienie” czy „Xi Jinping + gra”.

Ofiarą chińskiej cenzury w 2015 r. padła amerykańska piosenkarka Taylor Swift. Celebrytka podczas trasy koncertowej promowała odzież, na której znajdowało się logo „T.S. 1989”, czyli inicjały i rok urodzenia artystki. Ale w Państwie Środka hasło to odczytywane było także inaczej – Tiananmen Square 1989. Kojarzyło się internautom z masakrą dokonaną przez władzę komunistyczną 4 czerwca 1989 r. na protestujących studentach, z wydarzeniami, których Pekin nie pozwala upamiętniać. Ostatecznie na zdjęciach ukazujących się w internecie, a promujących kampanię piosenkarki cenzura „wygumkowała” logo T.S. 1989.

Cenzura w Chinach służy przede wszystkim usuwaniu z debaty w internecie tematów i osób niewygodnych dla władzy komunistycznej. Tak było, gdy umierał kilka dni temu więziony przez lata laureat Pokojowej Nagrody Nobla Liu Xiaobo. Wpisy na chińskich portalach i komunikatorach społecznościowych z imieniem i nazwiskiem chińskiego dysydenta znikały w ciągu paru sekund. I znów nie jest to odosobniony wypadek zniknięcia z chińskiego internetu. W połowie stycznia 2014 r. Song Binbin, córka generała Song Renqionga, jednego z twórców komunistycznych Chin, przyznała, że będąc hunwejbinem, w okresie rewolucji kulturalnej nie powstrzymała innych członków Czerwonej Gwardii przed zamordowaniem jej nauczyciela. Song we wpisie na blogu wyraziła ubolewanie, że doszło do zbrodni i przeprosiła za swoją bezczynność. Zaraz po tym zwierzeniu jej imię i nazwisko zniknęło z Sina Weibo.