Destrukcyjna, anarchizująca funkcjonowanie organów państwa i stanowienie prawa grupa reprezentująca odsuniętą od władzy część byłych prominentów mieniących się elitą i ich klientów działa na zasadzie emocjonalnego posługiwania się hasłami obrony demokracji, obrony konstytucji, w istocie w nie godząc - mówi Piotr Andrzejewski, adwokat, były senator i członek Trybunału Stanu o reformie sądownictwa w rozmowie z Piotrem Jackowskim.

Czy reforma sądownictwa w Polsce jest rzeczywiście potrzebna?

- Bez wątpienia. Uregulowania wymaga choćby kwestia pozbawiania prawa wykonywania zawodu sędziów, którzy w orzekaniu sprzeniewierzają się zasadzie niezawisłości. Od transformacji ustrojowej w 1989 r. nie udało się wprowadzić mechanizmu odsuwania od wymiaru sprawiedliwości takich sędziów.

Jakich sędziów to dotyczy?

- Na przykład byłych tajnych i jawnych współpracowników służb, autorów orzeczeń godzących w podstawowe zasady, jakimi kieruje się wymiar sprawiedliwości narodów cywilizowanych (np. niedziałanie prawa karnego wstecz, naruszanie prawa do obrony).

Kogo jeszcze?

- Autorów orzeczeń rodzących odpowiedzialność odszkodowawczą państwa polskiego wobec skazanych, orzekaną przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu z racji naruszania ich prawa do „sprawiedliwego i jawnego rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy sąd, niezależnego i niezawisłego sędziego” (art. 45 konstytucji), sędziów uchylających się od jawności i kontroli legalności nabycia posiadanego majątku, skazanych w trybie pozakorporacyjnych orzeczeń dyscyplinarnych.

Czy w ostatnich 30 latach były jakieś próby regulacji w tym zakresie?

Na początku lat 90. wprowadzono poprawką Senatu rozwiązanie inkorporowane do Ustawy o ustroju sądów powszechnych, pozwalające pozbawiać prawa wykonywania zawodu sędziów sprzeniewierzających się zasadzie niezależności i niezawisłości. Niestety po roku obowiązywania to rozwiązanie zostało uznane przez trzyosobowy skład Trybunału Konstytucyjnego za godzące w nienaruszalność zasady niezawisłości sędziowskiej.

Piotr Andrzejewski; fot. Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

I od tamtego czasu już nic więcej się nie zmieniło?

- Jeśli chodzi o możliwość zewnętrznej kontroli sędziów – nic. Jedynym sposobem weryfikacji ich pracy były wewnętrzne postępowania dyscyplinarne samego środowiska sędziowskiego. Dopiero konstytucja z 1997 r. dopuściła możliwość przenoszenia sędziego w stan spoczynku lub do innego sądu w związku ze „zmianą ustroju sądów lub granic okręgów sądowych”, a także możliwość przenoszenia ich w takim wypadku do innych sądów (art. 180 ust. 5). Oznaczało to, że każdorazowa większość reprezentacji narodu, będąca władzą ustawodawczą w Sejmie i Senacie, może zmieniać ustrój sądów, odsuwając określoną kategorię sędziów od sądzenia i przenosząc ich w stan spoczynku. Jednak nie jest to rozwiązanie idealne.

Broniący status quo argumentują, że zasada trójpodziału władzy oznacza niezależność sądów od parlamentu, a władza ustawodawcza nie może decydować o władzy sądowniczej.

- Zasada trójpodziału władzy wyrażona w konstytucji (art. 4) oznacza niezależność poszczególnych władz, ale tylko w zakresie ich kompetencji. Konstytucja np. w kwestii ustroju, zakresu działania i trybu pracy Krajowej Rady Sądownictwa oraz sposobu wyboru jej członków (art. 187 pkt 4) odsyła do regulacji władzy ustawodawczej. To samo dotyczy charakteru administrowania sądami, obsadzania funkcji prezesów czy stanowienia procedur postępowania sądowego w kodeksach. Podobnie jest z „organizacją i trybem postępowania Trybunału Konstytucyjnego (art. 197). Władza sądownicza to wymiar sprawiedliwości w konkretnej sprawie, z konkretnym wyrokiem wydanym przez sędziego orzekającego z poszanowaniem praw podsądnych gwarantowanych Powszechną Deklaracją Praw Człowieka i polską konstytucją (art. 9 i 45). W określonych wypadkach konstytucja oddaje władzę sądowniczą do dyspozycji władzy ustawodawczej jako reprezentacji narodu, jako najwyższej władzy zwierzchniej w państwie. W tych ramach aktualnie uchwalona przez Sejm i Senat ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa i nowela do ustawy o ustroju sądów powszechnych spełniają wymogi konstytucyjne.

Opozycja jednak twierdzi inaczej.

- Nie należy instrumentalnie machać konstytucją, tylko ją czytać i literalnie realizować jej treść. Podzielam pogląd, że suwerenny naród poprzez swoją reprezentację we władzy ustawodawczej zobowiązuje do niewypaczania treści konstytucji poprzez zakłamywanie zawartej w niej regulacji. Destrukcyjna, anarchizująca funkcjonowanie organów państwa i stanowienie prawa grupa reprezentująca odsuniętą od władzy część byłych prominentów, mieniących się elitą, i ich klientów działa na zasadzie emocjonalnego posługiwania się hasłami obrony demokracji, obrony konstytucji, w istocie w nie godząc.

Ogromny opór budzi kwestia sądów dyscyplinarnych.

- Za najważniejszą zmianę w ustroju sądów uważam postulowane przeze mnie od lat, co wynikało z moich doświadczeń jako zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Naczelnej Rady Adwokackiej, ustanowienie ponadkorporacyjnej instancji dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, co w tej chwili staje się rzeczywistością.

Ponadkorporacyjnej?

- Tak, bo dotyczącej wszystkich zawodów prawniczych: prokuratorów, sędziów, adwokatów, notariuszy, komorników – wszystkich. Nadrzędnym celem jednak jest realizowanie wobec obywateli praw gwarantowanych konstytucją we wskazanym wcześniej art. 45. Z mojej praktyki i doświadczenia interwencji senatorskich mogę powiedzieć, że dominującymi zarzutami wobec sądów były te odnoszące się do niespełniania przez władzę sądowniczą (nie administracja, nie prezesi, nie KRS, ale sędzia orzekający w konkretnej sprawie) podstawowych gwarancji konstytucyjnych wobec podsądnych. W mojej opinii ci, którzy nie chcą zmiany w zakresie weryfikacji pracy sędziów, nie chcą poprawy jej jakości dla dobra obywateli, w istocie postępują niezgodnie z konstytucją.

Jakich rozwiązań oczekiwałby Pan w przyszłości?

- Powrotu do koncepcji z Konstytucji 3 maja, że w pierwszych instancjach, tak jak w sądach ziemskich, w społecznościach lokalnych wybiera się sędziów kadencyjnie – osoby obdarzone zaufaniem obywateli, kierujące się nie tylko literą prawa, lecz także rozumem i sumieniem. Dawniej odwoływano się również do sumienia sędziowskiego, bo sędzia nie stosuje tylko litery prawa, ale i ducha całego systemu prawa.

Chodzi o sędziów pokoju?

- Tak, orzekających w drobnych sprawach karnych. Jest to zresztą tradycja II Rzeczypospolitej. Od dawna mówię, że sędziowie pokoju w pierwszej instancji to dobre rozwiązanie. Ponadto w postępowaniu należy zwiększyć udział czynnika społecznego pochodzącego z wyboru społeczności lokalnych. W trudnych procesach politycznych w stanie wojennym odwoływałem się niejednokrotnie do poczucia sprawiedliwości ławników. Podobnie w III RP w procesie zbrodni komunistycznej Grudnia ’70 zasiadający w składzie orzekającym ławnicy oceniali zarzucane oskarżonym czyny, podzielając tezy oskarżenia, wbrew stanowisku sędziów zawodowych.

Sędziów pokoju nie ma w obecnie proponowanych rozwiązaniach?

- Nie. Choć podejrzewam, że gdyby ich zaproponowano, o nich też byłby spór, bo wszystkie propozycje dalej idące przy takiej postawie, jaką prezentują obecne politycznie stronnicze korporacje prawnicze, które wcale nie chcą naprawy wymiaru sprawiedliwości, są odrzucane. Wszystko, co robi obecny parlament, jest kwestionowane. W zamian jednak nie ma żadnej konstruktywnej propozycji.

Smutne podsumowanie.

- Niestety prawdziwe.