Tak właśnie Polacy mogą liczyć na pomoc sądów. Aferzyści ze SKOK u Wołomin ukradli setki milionów złotych, a syndyk żąda po kilkaset złotych od byłych klientów Kasy. Gdy prokuratura uznała takie działania za bezprawne i wysłała wniosek do sędziego komisarza, ten uznał, że wszystko jest w porządku.

"Sędzia komisarz nie może zakazać syndykowi działań, które ten podejmuje w celu realizacji swoich ustawowych obowiązków” – to konkluzja odpowiedzi z warszawskiego sądu na wniosek prokuratury, która interweniowała w sprawie bulwersujących działań syndyka masy upadłościowej SKOK Wołomin.

Zadaniem tego ostatniego jest „rozliczyć” majątek Kasy, bo upadła w wyniku gigantycznego przekrętu zorganizowanego przez szajkę, w której pierwsze skrzypce grali byli oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych. Jeden z nich, Piotr P., w śledztwie gorzowskiej prokuratury usłyszał już zarzuty wyłudzenia... ponad miliarda złotych!

Tymczasem syndyk wysyła – jak już informowała „Codzienna” – wezwania do byłych klientów Kasy, którzy nawet biorąc kredyt lub zakładając lokatę, stawali się udziałowcami. Ze stanowczym żądaniem zapłaty do podwójnej wysokości wpłaconych udziałów. Dla przeciętnego klienta jest to wydatek kilkuset złotych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Bulwersujący wątek w aferze SKOK Wołomin

Oburzeni ludzie podnieśli alarm kilka miesięcy temu, ale do niedawna bez skutku prosili o interwencję. Aż zareagowała prokuratura. Po analizie stanu prawnego stwierdziła, że: „syndyk nie ma kompetencji do podejmowania takich działań” oraz „działania syndyka polegające na wzywaniu członków SKOK Wołomin do pokrycia straty tej kasy do wysokości dwukrotności wpłaconych udziałów nie znajdują podstaw prawnych”.

Równocześnie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała wniosek do sędziego komisarza, który nadzoruje postępowania upadłościowe, aby powstrzymał działania syndyka. Odpowiedź przyszła niedawno.

– Nasz wniosek został oddalony – przyznaje „Codziennej” prokurator Marcin Saduś. – Decyzja sędziego komisarza jest prawomocna i nie przysługuje od niej żaden środek odwoławczy.


W dużym skrócie – sędzia komisarz uznał, że syndyk działa zgodnie z prawem, a on nie może tego zabronić ani ingerować. Oznacza to jedno – przysłowiowi Kowalscy nadal będą sięgali do portfeli i chociaż częściowo pokrywali straty liczone w setkach milionów złotych, które ukradli aferzyści.

To jednak nie koniec sprawy. Na początku lipca wszczęte zostało śledztwo w sprawie ewentualnego przekroczenia uprawnień przez syndyka.