„Tak czysto po ludzku niewiele wiemy o ziemskim życiu Miriam, Matki Jezusa. O wiele więcej wiemy jednak o tym, jak działa Ona w historii świata i ludzkości” – pisze Tomasz Terlikowski w wakacyjnym numerze „Nowego Państwa” poświęconym kobietom. Jednak nie tylko świętym, ale również tym, które zwiększyły szeregi potępionych w piekle.

Zaczynamy od Matki Bożej, bo to Ona jest kobietą, która miała największy wpływ na losy świata. Tomasz Terlikowski cytuje św. Maksymiliana Marię Kolbego. „Mamusia jest narzędziem miłosierdzia Bożego, a nie sprawiedliwości. Dobry Bóg dał nam Mamusię, aby nas nie karać, by mógł ograniczać jak najbardziej swoją sprawiedliwość. My więc przez poświęcenie się Jej jesteśmy narzędziami miłosierdzia Bożego w Jej niepokalanych dłoniach, tak jak Ona jest narzędziem [miłosierdzia] w ręku Boga” – pisał ojciec Maksymilian w liście do brata kleryka Marattiego. Terlikowski o żydowskiej dziewczynie z Nazaretu pisze, że to Ona w czasie walki ostatecznej w dniach końca będzie przyprowadzała grzeszników i ludzi zabłąkanych do Kościoła, będzie „ożywiać i wspierać walecznych żołnierzy i wierne sługi Jezusa Chrystusa, którzy będą walczyć w Jego sprawie”. Zwraca również uwagę na to, że Maryja, będąc jednocześnie matką Jezusa i człowieka, widząc grzesznika będącego nieprzyjacielem Jezusa, stara się wszelkimi sposobami pojednać ich ze sobą.

Element inwentarza domowego mężczyzny?

Do praw Bożych odnosi się też Marcin Wolski w tekście „Puch wcale nie marny”. Autor błyskotliwie stwierdza, że dzisiejsze równouprawnienie Europejki zawdzięczają przede wszystkim chrześcijaństwu. „To Chrystus nakazał widzieć w kobiecie człowieka, a kult Jego Matki dokonał więcej dla nobilitacji płci pięknej niż wszystkie feministki razem wzięte” – czytamy w tekście Wolskiego. Satyryk zwraca również uwagę, że niewiasty w wyniku biologicznych ograniczeń stawały się towarem, łupem, trofeum i rozrywką niezależnie od epoki. O kobietach na przełomie wieków pisze też wicenaczelna miesięcznika Olga Doleśniak-Harczuk. Dziennikarka próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy liderki naszego stulecia, które rzuciły się w wir wielkiej polityki, miałyby o czym rozmawiać ze swoimi uzbrojonymi w insygnia władzy koleżankami ze starożytnych, średniowiecznych i renesansowych pałaców. Doleśniak-Harczuk pisze o kobietach, które nie znalazłyby się raczej w grupie kobiet nazwanych przez Wolskiego elementem inwentarza domowego mężczyzny.

Zaginamy czasoprzestrzeń

Olga Doleśniak-Harczuk w tekście „Przychodzi Merkel do Izabeli Katolickiej” decyduje się na niezwykle interesujący i, jak się okazuje, udany eksperyment. Pisze dwa listy. Jeden jako Izabela Katolicka i adresuje go do Angeli Merkel. Drugi – odwrotnie. Z tej niewinnej zabawy wychodzi jednak odkrywcza analiza zmian, jakie dokonały się w Europie na przełomie blisko sześciu wieków. Zmian wprowadzonych przez dwie silne kobiety. Oto fragmenty obu niezwykłych listów. W ciągu trzydziestu lat panowania jako królowa Kastylii i Leonu, a następnie również Aragonii położyłam fundament pod budowę zjednoczonego, niezależnego od wpływów muzułmańskich, i zasobnego królestwa Hiszpanii. (…) Po ślubie zaangażowałam się w wojnę, w której moje wojska zdobyły Grenadę, ostatecznie rozprawiając się z muzułmanami na tym terenie i kończąc trwającą ponad siedem wieków rekonkwistę. Kiedy 2 stycznia 1492 roku tryumfalnie przekroczyliśmy z Ferdynandem bramę Alhambry, wiedzieliśmy, że przejdziemy do historii jako obrońcy wiary i swojego ludu. Jak zapewne wiesz z historii, (…) w moich czasach walka z islamem była oczywistością. Rozumieliśmy, że pokojowe współistnienie islamu i chrześcijaństwa się nie uda, islam nigdy specjalnie nie garnął się do kompromisów, a i względy ekonomiczne kazały trzeźwo spojrzeć na mało komfortową sytuację Europejczyków zmuszanych na przykład do płacenia podatku pogłównego. Uwierz mi, że było to dotkliwe. Poza tym chrześcijanom nie wolno było awansować, musieli nosić wyróżniające ich z tłumu "wiernych" stroje, owszem, wielu przechodziło na islam w imię tzw. świętego spokoju, ale co to za spokój okupiony zdradą wyznawanej wiary? (…) Byłam ostoją katolicyzmu w moim państwie, żyłam wiarą i modlitwą, te wartości przekazałam też moim dzieciom. List w imieniu Izabeli Katolickiej dziennikarka kończy pytaniem: Co u Ciebie słychać, czy również musisz walczyć z muzułmańskim najeźdźcą?.

Jak Niemka rządzi Europą

„W 2015 roku, kiedy otworzyłam wrota Europy dla muzułmańskich przybyszów, moi poddani witali ich kwiatami i radosnym pląsem” – czytamy w rzekomym liście Merkel do Izabeli. „Mam w Berlinie ostatnio niezłe zamieszanie z krzyżem na kopule pałacu w centrum miasta. Wielu moich rodaków zauważa, że przecież nasze miasto to tygiel wielu kultur i na kopule, jeżeli już koniecznie musi być krzyż, to niech go chociaż przyćmią symbole innych religii, niech ten krzyż się tak nie wywyższa, nie szerzy mikroagresji, prowokując naszych pokojowo nastawionych gości. Wszystkie religie są takie same i nie wolno ludzi dzielić, a na przykład islam należy do Niemiec, jest ich integralną częścią. Szczerze mówiąc, to mi generalnie z tym Twoim i Ferdynanda antyislamskim wojowaniem nie jest po drodze. Zdecydowanie zabrakło wam otwartości i tolerancji. Zamiast wyganiać Muhammada XII Abu Abdallaha z Grenady, przecież można mu było zaproponować współrządzenie nowym krajem, nowoczesnym państwem zbudowanym na gruncie islamu i chrześcijaństwa, z czasem religie i tak by się zatarły, tak jak różnice między płciami”.

A ponieważ jeszcze różnice między płciami się nie zatarły, to można śmiało powiedzieć, że ten numer miesięcznika jest bardzo kobiecy, choć do kiosków, w ramach równouprawnienia, zapraszamy również mężczyzn.