Polskie filmy to w przeważającej części albo ociekające seksem komedie romantyczne, albo depresyjne dramaty psychologiczne. Czy Polacy potrafią jeszcze kręcić dobre kino familijne? O tym przekonamy się już we wrześniu, gdy do kin trafią "Tarapaty" w reżyserii Marty Karwowskiej.


Przyjaźń to wcale nie taka prosta sprawa i Julka dobrze o tym wie. Ma 12 lat, chodzi do szkoły z internatem i jeszcze nigdy nie miała prawdziwej przyjaciółki. Zaczynają się wakacje, a razem z nimi kłopoty. Julka zamiast do rodziców w Kanadzie, trafia do ciotki w Warszawie. W tej samej kamienicy mieszka Olek i jego nieodłączny towarzysz pies Pulpet. Kiedy dzieciakom wpada w ręce plan prowadzący do skarbu, zaczynają się przygody. Na drodze do rozwiązania zagadki staje złodziejska szajka, niania – nałogowa palaczka i podejrzany pożeracz cukierków. Nikt nie jest tym, za kogo się podaje, a wyścig z czasem trwa. Żeby wyjść cało z tej historii, Julka musi pokonać nieufność i odważyć się na przyjaźń. 

Ten film powstał z tęsknoty za analogowym światem podwórkowych intryg, rowerowych pościgów i rozbitych kolan. I z przekonania, że dziś nadal istnieją prawdziwe przygody. Na takim sentymencie opiera się sukces wielu współczesnych filmów, jak choćby serialu „Stranger Things”  


– mówi Agnieszka Dziedzic, producentka „Tarapatów”.


W pomyśle Marty Karwowskiej dostrzegłam coś, co może się spodobać nie tylko dzieciom, ale też ich rodzicom.

- dodaje.

W filmie, obok debiutujących Hani Hryniewickiej i Kuby Janoty-Bzowskiego, zobaczymy również Piotra Głowackiego, Romę Gąsiorowską, Joannę Szczepkowską, Jadwigę Jankowską-Cieślak, Marię Maj i Krzysztofa Stroińskiego.  

„Tarapaty” według scenariusza i w reżyserii Marty Karwowskiej wejdą do kin 15 września. Jednak już miesiąc wcześniej będzie można obejrzeć ten film na pokazie specjalnym na MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu.