W warszawskim sądzie okręgowym po godz. 10 rozpoczęło się posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Komisja ma przesłuchać byłego szefa spółki Marcina P., który został przetransportowany na posiedzenie z jednego z aresztów w okolicach Trójmiasta.

P. został przywieziony do sądu rano przez konwój Służby Więziennej z Gdańska. Do sali sądowej wszedł o godz. 9:55.

Marcin P. odmówił odpowiedzi na trzy pierwsze pytania zadane podczas przesłuchania przez komisję śledczą. W tym m.in. na pytanie o to, kiedy zdecydował się na stworzenie Amber Gold i skąd pochodziły środki na założenie tej działalności.

Stanisław Pięta (PiS) z komisji śledczej ds. Amber Gold, powiedział dzisiaj w Polskim Radiu 24, że "jeżeli Marcin P. zrozumie swoje położenie, to będzie też rozumiał, że jego jedyną szansą jest współpraca i odpowiadanie na pytania nie tylko członków komisji, ale także prokuratury".

"To nie jest sytuacja, w której, można przypuszczać, że nawet po zakończeniu kary, będzie można wsiąść do samolotu, wylądować gdzieś w ciepłych krajach i do końca życia cieszyć się odsetkami z zakopanego gdzieś złota"

- mówił Pięta. Podkreślił, że "ujawnienie wszystkich szczegółów przestępczej działalności to jest jego (Marcina P.) jedyna droga".

Według Pięty większość ówczesnych instytucji "wykazała się karygodnym niedbalstwem, karygodną bezczynnością". Przypomniał, że Amber Gold założyło swoje konta w Banku Gospodarki Żywnościowej. "To nie był mały, przypadkowy, prywatny bank. To był bank pozostający w tamtym okresie pod kontrolą państwa" - zaznaczył. Według posła tej skali "bezczynności, niekompetencji i zaniedbań" nie można w żaden sposób wytłumaczyć.

Wspomniał także służby specjalne, które mimo informacji przekazanych przez byłego dyrektora Departamentu Administrowania Obrotem resortu gospodarki Jarosława Mąkę na temat "istoty biznesu" Marcina P., nie podejmowały "żadnych działań, które skutkowałyby ograniczeniem czy zakończeniem tego przestępczego biznesu".


"Nie sądzę, by to była tylko nieudolność, tylko jakaś niezawiniona bezczynność. To, że prokuratura najpierw usiłowała odmówić wszczęcia postępowania, potem zawiesiła postępowanie, to, że nie reagował Urząd Skarbowy, to, że ABW nie wykorzystała wiedzy, którą posiadała"

- wymienił poseł PiS. Pozytywnie ocenił KNF, która - jak mówił - "być może nie wszystko zrobiła, co mogła zrobić, ale zrobiła bardzo dużo", a także Jarosława Mąkę, "który wezwał funkcjonariuszy ABW do swojego gabinetu i zreferował im sytuację".