Resort energii przygotowuje założenia do strategii dla górnictwa węgla kamiennego. Chce je przedstawić podczas spotkania zespołu trójstronnego na Śląsku. W tle toczy się równie ciekawa debata – o płacach w branży górniczej.

- Mało się o tym mówi, bo tym razem nie ma palenia opon przed Kancelarią Premiera, ale rząd i nowe zarządy spółek zabrały się nie tylko do porządkowania finansów firm, ale i systemów płacowych, które nie były reformowane często aż od czasów PRL – twierdzi informator "Gazety Polskiej Codziennie".

Zaczęło się od regulowania na szczytach, czyli wynagrodzeń zarządów i rad nadzorczych. Już w ubiegłym roku rząd wprowadził ustawę o „zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami”. Przepisy te zmieniły krytykowane zapisy tzw. ustawy kominowej, z której wyłączonych było wiele dużych państwowych podmiotów, dzięki czemu ich zarządy mogły dostawać ogromne pieniądze. Teraz wynagrodzenie członków zarządu składa się z dwóch części: stałej, uzależnionej od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, i zmiennej, uzależnionej od wyników firmy. Jakie to dało efekty? W wypadku np. ­KGHM najniższa pensja w części stałej w zarządzie znalazła się w widełkach od 28,5 tys. zł do 61 tys. zł miesięcznie, co daje rocznie kwotę maksymalną w wysokości 732 tys. zł. Tymczasem przed zmianami, w 2015 r., pięciu członków zarządu zarobiło ponad milion złotych, a pensja prezesa KGHM wyniosła 1,49 mln zł.

Średnia wynagrodzeń w KGHM jest dwukrotnie wyższa od średniej dla sektora przedsiębiorstw przemysłowych. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosi tam od ok. 8 tys. zł w hutach do 10 tys. zł w kopalniach. Nowy zarząd planuje jednak porządkowanie siatki płac i zwiększenie w nich czynników motywacyjnych.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".