Zapłacicie za tę hucpę

  

„No to lipa, synek” – cicho westchnął Donald Tusk, gdy usłyszał swoje dziecko, Michała, zeznającego w środę przed komisją ds. Amber Gold. Powyższe to oczywiście licentia poetica. Równie dobrze były premier, a obecnie wysoki funkcjonariusz unijny, mógł po prostu głośno i szpetnie zakląć. Narracja Platformy o ośmiu latach własnej władzy rozsypała się jak domek z kart. I nie ma już czego zbierać.

Gdy widzę Grzegorza Schetynę, z jego uśmiechem dżentelmena, którego wciąż ktoś łaskocze w pięty, przychodzi mi do głowy słynne zdanie Juliusza Kaden-Bandrowskiego o radości z odzyskanego śmietnika. Pisarz myślał oczywiście o Polsce po zaborach. Przewodniczący Schetyna cieszy się, że „wygrał” dla siebie Platformę, dla hecy i zmyłki zwaną Obywatelską. Ciekawe, czy bilans zysków i strat wciąż wychodzi mu na plus. Przecież w tym towarzystwie nie ma już chyba nikogo, przy kim dałoby się zostawić niepilnowany płaszcz.

„Donald marzy, żeby było miło”

Osiem lat to odpowiednio długi czas, żeby dobrze rządzić. A jeszcze lepszy do tego, żeby popsuć, ile się da. Donald Tusk sporo naobiecywał przez lata swojej władzy. Na przykład tanie państwo, które skończyło się choćby upychaniem urzędników administracji publicznej na śmieciówkach, zwijaniem instytucji publicznych nie tylko na prowincji, listami poleconymi z sądów do odbioru w sex shopach i sklepach rybnych, głodowymi pensjami szeregowych pracowników i pracownic ministerstw oraz ośmiorniczkami dla platformerskiej wierchuszki. Premier z Gdańska obiecał też Polkom i Polakom sprawną służbę zdrowia – skończyło się na cichym przyzwoleniu na prywatyzację szpitali. W skrócie: Polsce obiecał, że będzie przepięknie, a swojemu synowi – że nie będzie komisji ds. Amber Gold. Śmiech przez łzy, bo przecież żadnej z tych obietnic nie dotrzymał. Jednak starym zwyczajem nazbyt sytych i pewnych siebie biurokracji dostał tzw. kopa w górę. I na razie wciąż się do nas wszystkich ładnie uśmiecha – może dlatego, że z zagranicy.

Premier Tusk obiecał również Polkom i Polakom sprawne rządy technokratów, transparentne państwo i coraz lepiej funkcjonujący rynek. Tych kilka zdań Michała Tuska, wypowiedzianych z taką swobodą w trakcie przesłuchania przed komisją ds. Amber Gold, mocno podważa platformerską hurraoptymistyczną narrację o czasach władzy tej partii. W historii często jest tak, że pewne anegdotyczne wydarzenia stają się czytelnymi dla szerokich rzesz odbiorców symbolami procesów, dla których opisania potrzeba sążnistych ksiąg. Z tym właśnie mamy do czynienia w tym wypadku: „Obaj z ojcem wiedzieliśmy, że Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa”. Jeżeli jednak użyć terminu innego niż kolokwializm, to jak by on brzmiał? Oszustwo? Jeśli tak, to Michał Tusk przyznał, że premier Rzeczypospolitej wiedział, że Amber Gold to jedna z tych instytucji finansowych nie tyle bardzo wysokiego ryzyka, ile wprost stworzonych po to, żeby wyłudzić pieniądze od ludzi. I przymknął oko na ten fakt. Cóż, nawiązując do znanej piosenki: Donald marzył, żeby było miło. Pytanie: komu?

Deficyt zaufania publicznego

Wiem, że to truizm, do którego często wracają publicyści i publicystki, którzy stoją w kontrze do liberalnego salonu, ale III RP to naprawdę system zorganizowanej dysfunkcji. To sformułowanie wewnętrznie sprzeczne, ale tak to właśnie działa: III RP nierządem stoi. Nasz po-PRL-owski ustrój zbudowano na tak licznych kłamstwach i patologiach założycielskich, że pewne sprawy przestały razić zarówno establishment, jak i część społeczeństwa. Amber Gold to przecież nic niezwykłego w strukturze społeczno-ekonomicznej państwa polskiego i tutejszego rynku. Przyzwolenie na „lipę” jest tak duże, że często oskarża się nie specjalistów od tego typu biznesów, ale tych, którzy zdecydowali się im zaufać. A niestety, edukacja ekonomiczna Polek i Polaków stoi na bardzo niskim poziomie. I to również jest problem strukturalny, o którym mało się dyskutuje.

Sprawne państwo nie może tolerować szemranych biznesów, jeśli szanuje samo siebie i jeśli na dłuższą metę ma być funkcjonalne i sterowne. Uczciwość w relacjach społecznych nie jest jedynie funkcją etyczną, jest czynnikiem państwotwórczym i niezbędnym elementem budowy niestłamszonego społeczeństwa. Tymczasem premier III Rzeczypospolitej, najważniejszy polityk partii odwołującej się do cnoty „obywatelskości”, wysłał do opinii publicznej i do całej rzeszy amatorów łatwego zarobku jasny komunikat: właściwie nie obchodzi mnie to, co dzieje się w półmroku państwa, którym rządzę. Co więcej, dał przyzwolenie swojemu synowi, żeby funkcjonował w tak lipnej strukturze.

Długie życie z długiem

Patrząc jeszcze szerzej: wszyscy mamy już chyba świadomość – Prawo i Sprawiedliwość szczęśliwie wyciągnęło z tego trafne wnioski społeczno-gospodarcze – że polskie gospodarstwa domowe od dawna były skazane na dług jako jeden z istotniejszych elementów swojej długoletniej egzystencji. To wielopoziomowy problem: od pętli zadłużeniowych, przez przyzwolenia państwa na lichwę, zwaną pieszczotliwie i mocno kłamliwie „chwilówką”, choć skutki takich „chwilowych” pożyczek mają zwykle długotrwałe konsekwencje, po kredyty hipoteczne na mieszkania i liczne kredyty na bieżące funkcjonowanie. A w tym wszystkim parabanki i hece w rodzaju Amber Gold.

Oprócz grupy cwaniaczków z tego typu biznesów ludzie wychodzą bez bursztynu i złota, za to z pustymi kieszeniami, a nierzadko też zniszczoną stresem i poczuciem życiowej klęski psychiką. I nic nie ma tu do rzeczy fakt, że lekkomyślnie zaufali i stracili życiowe oszczędności – ponieważ oszukańczy biznes powinien być karany również za to, że niszczy podstawy zaufania publicznego i że z premedytacją nastawiony jest na wykorzystanie swoich klientów. A przypomnijmy, że Komitet Stabilności Finansowej w 2013 r. jasno stwierdził, iż wyłudzenie pieniędzy przez Amber Gold było możliwe dzięki zaniechaniom ze strony instytucji publicznych, w tym Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Śledczego. Także część banków współpracujących z AG zdecydowanie nie wywiązała się ze swojej roli, uwiarygodniając tym samym działania spółki.

Trudno nie czuć złości, gdy politycy i wyborcy Platformy oraz cała rzesza – przepraszam – głuptasów programowo niechętnych Prawu i Sprawiedliwości twierdzą, że w tej sprawie wszystko sprowadza się do politycznej wojny. Otóż nie, tutaj chodzi także o to, żeby politycy i zaprzyjaźnieni z nimi biznesmeni (czy może trafniej: „biznesmeni”) zapamiętali, że ich władza i wpływy nie trwają wiecznie. I że nawet jeśli sprawiedliwość zawsze ma swój wymiar polityczny, to za „lipę” przyjdzie zapłacić – bo jest lipą.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts