Prof. Ryszard Legutko podkreślił na antenie Telewizji Republika, że Komisji Europejskiej nie chodzi o imigrantów czy uchodźców, ale o potwierdzenie swojego władztwa. – Tworzenie wielkiej awantury z groźbami sądów, kar finansowych w związku z siedmioma tysiącami ludzi, o których nic nie wiemy, którzy pewnie i tak z Polski wyjechaliby do Niemiec – to wszystko jest śmieszne, ale będą groźne pomruki mówił europarlamentarzysta.

Europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Legutko powiedział, że "w groźbach Komisji Europejskiej w niewielkim stopniu chodzi o imigrantów, a jeszcze w mniejszym stopniu o uchodźców".

Tu tak naprawdę chodzi o potwierdzenie władztwa Komisji Europejskiej i podmiotów politycznych, które nad tą komisją sprawują kontrolę. Cały system przymusowej relokacji to fiasko. 20 procent imigrantów zostało przyjętych, niektóre kraje żadnego imigranta nie przyjęły, niektóre w śladowych liczbach. Ten pomysł jest chory

– zaznaczył w programie "W punkt".

Profesor rozważył także kwestię, co znaczy relokować i czy ten proces może zmniejszyć kłopot, który stał się ogromny w Europie Zachodniej.

W żaden sposób nie rozwiązuje to problemu. Ten system jest niefunkcjonalny, bo imigranci cały czas przyjeżdżają

– powiedział europoseł.

Tworzenie wielkiej awantury z groźbami sądów, kar finansowych w związku z siedmioma tysiącami ludzi, o których nic nie wiemy, którzy pewnie i tak z Polski wyjechaliby do Niemiec – to wszystko jest śmieszne, ale będą groźne pomruki, będą srożyć się wszyscy, którzy za tym stoją, na czele z Junckerem

– podkreślił prof. Legutko..