Koniec dojenia KGHM

  

Ostatnio wokół KGHM jest atmosfera zamieszania. Pojawiają się zarzuty, że nowy zarząd spółki zwalnia ludzi PiS i na ich miejsce wracają ludzie PO. „Fakt” napisał nawet, że prezes KGHM Radosław Domagalski-Łabędzki jest synem chrzestnym Stefana Niesiołowskiego. "Gazeta Polska Codziennie" sprawdziła te „sensacje”. Okazuje się, że to wszystko kłamstwa.

Wzmożone ostatnio ataki na obecne kierownictwo KGHM wiążą się z zaplanowanym na najbliższą środę walnym zgromadzeniem akcjonariuszy spółki. Obliczone są prawdopodobnie na to, że podczas posiedzenia WZA dojdzie do zmian w radzie nadzorczej, a potem do zmian w zarządzie KGHM. Aktualne władze koncernu naraziły się bowiem wielu grupom interesu, rozpoczynając dwa miesiące temu proces zmian w spółce.

W KGHM w ostatnich latach działo się za dobrze w takim rozumieniu, że nawet w czasach dekoniunktury spółka przynosiła zyski. W związku z tym była duża beztroska, jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy. Każdego roku na inwestycje i zakupy koncern wydawał miliardy złotych. Dla przykładu, na same usługi doradcze KGHM wydał w ostatnich latach ponad miliard złotych. To skala bez precedensu w polskim biznesie.

To sposób na wyciek pieniędzy ze spółki, albowiem część z nich trafiała do ludzi związanych z lokalnym biznesem, a raczej z układem towarzysko-biznesowym. To często środowisko byłych funkcjonariuszy służb specjalnych, którzy wcześniej odsysali z KGHM pieniądze. Część prezesów płaciła, bo chciała mieć po prostu święty spokój. Ta symbioza trwała przez lata, ale właśnie się skończyła, stąd obecna próba wywołania zamieszania wokół spółki przez ludzi, którzy w ostatnich miesiącach zostali odcięci od zarabiania pieniędzy w KGHM.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Umorzono śledztwo ws. śmierci znanego kolarza

/ Jérémy-Günther-Heinz Jähnick / Lillers - Grand Prix de Lillers-Souvenir Bruno Comini, 6 mars 2016 (B141) / Wikimedia Commons

  

Rybnicka prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie śmierci belgijskiego kolarza Bjorga Lambrechta, który zginął na początku sierpnia ub.r. podczas Tour de Pologne. Prokuratorzy ustalili, że nikt nie przyczynił się do śmierci zawodnika, nie było też uchybień w organizacji wyścigu.

22-letni Bjorg Lambrecht zmarł 5 sierpnia po wypadku, do którego doszło w miejscowości Bełk w powiecie rybnickim, w pierwszej części etapu z Chorzowa do Zabrza. Zawodnik ekipy Lotto Fix All uderzył w betonowy przepust na drodze i na miejscu był reanimowany, a następnie przewieziony do szpitala w Rybniku, gdzie zmarł na stole operacyjnym.

Zastępca prokuratora rejonowego w Rybniku Malwina Pawela-Szendzielorz powiedziała, że choć postępowanie w tej sprawie zostało umorzone już kilka miesięcy temu, to jednak śledczy nie informowali wcześniej o jego zakończeniu – chcieli, by decyzja dotarła najpierw do pokrzywdzonych.

"Informację podajemy dopiero teraz, bo wcześniej trwało tłumaczenie decyzji i materiałów ze śledztwa na język niderlandzki. Te materiały zostały przetłumaczone na początku lutego i przesłane do pokrzywdzonych – rodziców zmarłego. Z elektronicznych potwierdzeń odbioru wynika, iż pokrzywdzeni odebrali te materiały"

– wyjaśniła prokurator.

Podstawą umorzenia śledztwa, prowadzonego w kierunku spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, jak i nieumyślnego spowodowania śmierci, jest brak znamion przestępstwa. Prokuratura badała różne hipotezy, jednak nie stwierdziła, by ktokolwiek przyczynił się do wypadku. Śledczy już wcześniej podawali, że najbardziej prawdopodobną przyczyną wypadku było najechanie przez Lambrechta na drogowy odblask, na skutek czego kolarz stracił panowanie nad rowerem i zjechał z trasy.

Wśród przesłuchanych świadków byli kolarze, którzy w chwili wypadku jechali w pobliżu Lambrechta. Żaden z nich nie widział, by Belg został potrącony przez innego kolarza lub by doszło do jakiejkolwiek przepychanki pomiędzy zawodnikami. Świadkowie nie potwierdzili też, że Lambrecht podnosił rękę, sygnalizując, że źle się czuje. Służby medyczne wyścigu nie miały też informacji na temat jakichś kłopotów zdrowotnych.

"Kwestia potrącenia miałaby wpływ ewentualne na przyjęcie nieumyślnego spowodowania śmierci, aczkolwiek nakłada się na to ryzyko sportowe. W każdym razie nie mamy informacji, by ktoś kolarza potrącił"

– zaznaczyła Pawela-Szendzielorz.

Decyzja o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocna. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts