Ostatnio wokół KGHM jest atmosfera zamieszania. Pojawiają się zarzuty, że nowy zarząd spółki zwalnia ludzi PiS i na ich miejsce wracają ludzie PO. „Fakt” napisał nawet, że prezes KGHM Radosław Domagalski-Łabędzki jest synem chrzestnym Stefana Niesiołowskiego. "Gazeta Polska Codziennie" sprawdziła te „sensacje”. Okazuje się, że to wszystko kłamstwa.

Wzmożone ostatnio ataki na obecne kierownictwo KGHM wiążą się z zaplanowanym na najbliższą środę walnym zgromadzeniem akcjonariuszy spółki. Obliczone są prawdopodobnie na to, że podczas posiedzenia WZA dojdzie do zmian w radzie nadzorczej, a potem do zmian w zarządzie KGHM. Aktualne władze koncernu naraziły się bowiem wielu grupom interesu, rozpoczynając dwa miesiące temu proces zmian w spółce.

W KGHM w ostatnich latach działo się za dobrze w takim rozumieniu, że nawet w czasach dekoniunktury spółka przynosiła zyski. W związku z tym była duża beztroska, jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy. Każdego roku na inwestycje i zakupy koncern wydawał miliardy złotych. Dla przykładu, na same usługi doradcze KGHM wydał w ostatnich latach ponad miliard złotych. To skala bez precedensu w polskim biznesie.

To sposób na wyciek pieniędzy ze spółki, albowiem część z nich trafiała do ludzi związanych z lokalnym biznesem, a raczej z układem towarzysko-biznesowym. To często środowisko byłych funkcjonariuszy służb specjalnych, którzy wcześniej odsysali z KGHM pieniądze. Część prezesów płaciła, bo chciała mieć po prostu święty spokój. Ta symbioza trwała przez lata, ale właśnie się skończyła, stąd obecna próba wywołania zamieszania wokół spółki przez ludzi, którzy w ostatnich miesiącach zostali odcięci od zarabiania pieniędzy w KGHM.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".