SOBIETUSK
Jerzy Bielewicz, unicreditshareholders.com, 05-02-2010 07:55
POWRÓTW państwie Tuska nie ma miejsca dla partii politycznych, CBA czy wymiaru sprawiedliwości. Jest za to miejsce dla Tuska, Sobietuska. Egocentryzm premiera szokował podczas przesłuchania przed komisją. Sposób odbioru przez Tuska otaczającej go rzeczywistości jest groźny dla każdego z nas.
Podobne cechy charakteru doprowadziły do upadku Richarda Nixona po ujawnieniu afery Watergate. Prezydent USA przed niepełna 40 laty, podobnie jak Tusk dzisiaj, brnął coraz dalej w przykrywanie afery, niszcząc przy tym podstawy porządku prawnego. Nieświadom własnych ułomności, przeświadczony o słuszności działań w myśl zasady, że cel uświęca środki, ratował za wszelką cenę własną karierę polityczną.
Przeciek z 18 sierpnia, czyli zamiatanie afery pod dywan
Spotkanie z Kamińskim miało miejsce w piątek 14 sierpnia. Szef CBA prosił o dyskrecję. Jednak premier już 18 sierpnia (we wtorek) doprowadził do postawienia w stan alarmu Ministerstwo Sportu. Urzędnicy mieli stawić się do pracy z rana, by przygotować ministra Drzewieckiego na spotkanie z premierem. Szef gabinetu politycznego Ministra Sportu podjął rozpaczliwe próby tuszowania afery i prawdziwych intencji Drzewieckiego. Zapewne już wtedy wymyślono Drzewieckiemu "alibi" o błędzie urzędnika, który doprowadził do wycofania z dopłat (200 Euro miesięcznie od jednorękiego) przez Ministerstwo Finansów.
Polityczne targi, czyli jak złamać Kamińskiego
Tusk nie dymisjonuje Drzewieckiego i Chlebowskiego, choć jak przyznał w trakcie wczorajszego przesłuchania, ich przewiny były od początku oczywiste w świetle notatki Kamińskiego. Wierzy, że uratuje swoich ministrów przed kompromitacją. Dymisje następują dopiero na początku września po ujawnieniu przez "Rzeczpospolitą" stenogramów z podsłuchów. Premier przestraszył się reakcji opinii publicznej.
Słodka zemsta
Odwołanie Kamińskiego stanowi nie tylko akt zemsty, ale dalszą próbę zamiatania afery pod dywan. Zdyskredytować szefa CBA, dobić targu z PSL, zwalić przewiny na PIS i nadać aferze wymiar walki politycznej - taką taktykę podjął premier wraz ze soją świtą. Wydano wojnę opozycji w Sejmie. Jednak i ten plan z spalił na panewce. Kamiński okazał się pryncypialny, a widzowie spektaklu czekali pół roku (do wczoraj), by dowiedzieć się o przecieku z 18 sierpnia.
Obraz po bitwie
Scena polityczna wraz z przesłuchaniem Tuska zawaliła się na naszych oczach. Będziemy świadkami otwartej walki w Platformie, która doprowadzi do całkowitej dezintegracji. Bo premier poświęcił wczoraj partię w imię ochrony własnej kariery politycznej. Wszak przyznał - afera była. Zapowiedział przeprosiny. Co jednak z dymisją Kamińskiego? Z pewnością w świetle faktów była bezprawna - racjonalnie można ją tłumaczyć jedynie emocjami premiera i jego egocentrycznym charakterem. Czy szef rządu tak właśnie powinien reagować na informacje o korupcji wśród własnych ministrów? Czy atmosfera zagrożenia w Kancelarii Premiera, ubezwłasnowolnienie prokuratury, sparaliżowanie na miesiące prac komisji, nie stanowią win nie do wybaczenia? Przeprosiny czy obietnica poprawy nie wystarczą.
Jerzy Bielewicz
Stowarzyszenie "Przejrzysty Rynek"
----------------------------------------------------------------------------------
Cynthia Harasim, Niezależna TV:




KOMENTARZE (30)
05-02-2010 08:23 lon: Nowa polska specjalność
Zapytanie na śmierć .
#
05-02-2010 08:31 CWOK: do rudego
odejdź człowieku nie kompromituj się. czy myślisz że Naród taki durny, przecież łżesz jak sowiecka sabaka
#
05-02-2010 08:33 Urszula: No wlasnie
kiedy ten cudotworca, ktoremu, wg jego slow, tyle zawdzieczamy, przeprosi i przywroci na stanowisko Pana Kaminskiego?
#
05-02-2010 08:34 wet: Gadu, gadu, opinie, sondaże, a jeszcze nie wiecie co wysmaży komisja w protokole końcowym.
Protokół już jest gotowy i czeka, a że głosuje większość przejść musi. Będzie konsternacja i wielkie oczy, ale to już PO fakcie i wszystko wróci do "normy".
#
05-02-2010 08:51 chemiczny donald: Polska rzadzi Kiszczak???
A Dyzma to pajac w rekach TW.ZNAK
#
05-02-2010 08:58 Bożena: Jeśli ryży donek mówił ze przeprosi za......aferę,to znaczy że pan Mariusz Kamiński miał rację
Ten rudzielec najbardziej powinien przeprosić właśnie pana Kamińskiego i PIS
#
05-02-2010 09:10 rysiek: do Jerzy Bielewicz
coś mi się wydaje że oglądał pan i słuchał coś zupełnie innego niż miliony Polaków. Pana opis dotyczy chyba czegoś innego albo próbuje pan zaklinać rzeczywistość albo dla taniej popularności na tym portalu, bo nikt ze stałych komentatorów Niezależna.pl nie napisałby takich opinii po tym przesłuchaniu
#
05-02-2010 09:11 Bożenko: jesteś w swych filozofiach głupsza nawet od wczorajszej celebrytki
przy komisyjnym stole.
I na nic zdały się wypowiadane z szamańskim zacięciem zaklęcia przewodniczącego Sekuły: " Pani poseł, proszę się skupić, bo to ważne co teraz powiem: proszę pytać na temat"
Pani poseł, podobnie jak Bożenka-junior i tak trajkocze niezaleznie od faktów na z góry zaprogramowany temat.
Bo nikt Was nie przekona, ze białe jest białe a czarne jest czarne.
Jakze prorocze to były słowa...
s1
#
05-02-2010 09:13 rudy do budy: lon-rysiek
CO tam POlitruki szczekacie od rana. Jak się żyje w szambie PO szyję. Chyba juz do ust wam sie to szambo wlało by wycieka wam z ryja na forum
#
05-02-2010 09:14 lon: Jestem niedorozwojem, jestem sprzedajnym psem
Ale czy gdybym nim nie był popierałbym peło ?
#
05-02-2010 09:18 rysiek: do rudego
słuchajcie no rudy czy oprócz obrażania masz coś do powiedzenia
no i co na to twoja mama?
chyba nie jest z ciebie dumna?
#
05-02-2010 09:20 obi: dzis przesłuchujemy
premiera byłego.uprasza sie pisuarów by ani ustaami ani językiem nie lizali ekranów telewizorów. to szkodliwe dla zdrowia. -promieniowanie-tu doradzałbym kupienie małych fotografi.
#
05-02-2010 09:23 rysiek: pani krystyno
proszę o relację z przesłuchania podejrzanego kaczyńskiego jarosława
#
05-02-2010 09:25 igor-antoni: Ambitny-Naiwny ???
TaK i bardzo niebezpieczny. Czlowiek powierzchowny .Probuje byc gospodarzem POLSKI
ale o funkcjonowniui zarzadzaniu tejze nie ma pojecia. Przerazajace.
Nawet strach sie bac co moze bac dalej.
#
05-02-2010 09:27 aczerw: Hazard
Premier Tusk przez całe przesłuchanie wyjaśniał ,że afera hazardowa była ale
wszystkiemu jest winien Szef CBA Mariusz Kamiński
#
05-02-2010 09:45 NSZ-towiec-prawdziwy: Czytajcie a potem dyskutujcie!
Cd.o sowieckich matrioszkach i popach i ich pomiocie.
Dlaczego Rokossowski został marszałkiem Polski? Bo taniej jest ubrać w polski mundur jednego Rosjanina niż całe wojsko w radzieckie mundury". Ten dowcip dobrze ilustruje stosunek społeczeństwa polskiego do faktu mianowania w listopadzie 1949 r. Konstantina Rokossowskiego marszałkiem Polski i ministrem obrony narodowej. Rokossowski był tylko jednym z tysięcy Rosjan służących w polskiej armii z woli Stalina. Już w 1944 r. sowieckich oficerów w polskich mundurach nazywano popami, czyli "pełniącymi obowiązki Polaków" vide Wolski,etc.Pomóżcie polskim towarzyszom!
"Jesteście komunistą i radzieckim generałem. Pracujcie w Wojsku Polskim jako komunista i generał. Pomóżcie polskim towarzyszom" - powiedziano w 1943 r.matrioszcze i popowi gen. Jurijowi Bordziłowskiemu. Podobne słowa przed zakończeniem II wojny światowej usłyszało prawie dwadzieścia tysięcy oficerów Armii Czerwonej, którzy trafili do Ludowego Wojska Polskiego. Radzieccy oficerowie stanowili wówczas ponad 50 proc. kadry polskiego wojska. W praktyce zajmowali oni wszystkie istotne stanowiska dowódcze, w tym w Sztabie Głównym WP oraz w Informacji Wojskowej. Większość nie znała języka polskiego.Po zakończeniu wojny sowieccy oficerowie sukcesywnie wyjeżdżali do ZSRR. Już jednak pod koniec lat 40., w atmosferze narastającej szpiegomanii i szerzenia haseł o nasilaniu się walki klasowej, z wojska zwolniono ponad dziewięć tysięcy oficerów wywodzących się głównie z armii II RP. Na najważniejsze stanowiska wrócili oficerowie sowieccy. W 1952 r.aż 44 spośród 56 etatów generalskich w Wojsku Polskim zajmowali oficerowie Armii Czerwonej. To oni objęli też kierownicze stanowiska w MON i Sztabie Generalnym,IW,Wywiadzie i Kontrwywiadzie,WSW,WSI,etc, dowodzili wszystkimi rodzajami wojsk oraz okręgami wojskowymi. Większość komendantów szkół oficerskich także wywodziła się z szeregów Armii Czerwonej.Po śmierci Stalina w 1953 r. zmniejszyła się liczba sowieckich oficerów w Wojsku Polskim, przybyło natomiast doradców wojskowych. Nie wszyscy oficerowie Armii Czerwonej wracali do ZSRR. Około ośmiuset, w tym ośmiu generałów, otrzymało polskie obywatelstwo. Jednym z nich był parcho bolszewik,pop i matrioszka sowiecka gen. Józef Urbanowicz, który zajmował między innymi stanowisko szefa Głównego Zarządu Politycznego oraz wiceministra obrony. Tę ostatnią funkcję pełnił aż do 1984 r. Przez lata Urbanowicz uchodził za jednego z najbliższych współpracowników gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Premier Josek Cymerman kapo z Auschwitz vel Józef Cyrankiewicz w wąskim gronie mówił o Urbanowiczu, że to "ruski człowiek",czyli matrioszka jak i Wolski,matrioszka pilnowała drugiej matrioszki. Większość matrioszek czyli sowieckich oficerów Śmierszy,NKWD,GRU,etc, którzy otrzymali polskie obywatelstwo z rąk i na polecenie Stalina,Moskwy, opuściła szeregi wojska i podjęła pracę w instytucjach centralnych,gospodarce,MSZ, szczególnie w handlu zagranicznym.To tam już urzęduje ich pomiot,trzecie już pokolenie parcho bolszewickich matrioszek-popów,co widoczne i na tym forum,lecz przede wszystkim na forach Onet,WP,Interii,Gaz Wyb,etc.
Cz.II-Wojsko Polskie było wasalem Moskwy do końca PRL
Kontrrewolucja październikowa
W październiku 1956 r. przeciwko obecności sowieckich oficerów w polskiej armii występowała większość członków KC PZPR. W skład nowego Biura Politycznego nie powołano Rokossowskiego, który wkrótce został urlopowany, a następnie odwołany ze stanowiska ministra obrony. Jego miejsce zajął gen. Marian Spychalski, który niedawno opuścił więzienie. Ekipa Władysława Gomułki jeszcze w październiku odwołała ze stanowisk w MON, Sztabie Generalnym i w różnych rodzajach wojsk 35 generałów wywodzących się z Armii Czerwonej. Do wojska wrócili wyrzuceni w poprzednich latach generałowie Zygmunt Duszyński, Kazimierz Graniewski i Czesław Mankiewicz. Gen. Kazimierza Witaszewskiego na stanowisku szefa Głównego Zarządu Politycznego WP zastąpił gen. Janusz Zarzycki. Kontradmirał Jan Wiśniewski, który w październiku zablokował radzieckim okrętom wejście do portu w Gdyni, awansował na stanowisko dowódcy marynarki wojennej. Dowódcą wojsk lotniczych został gen. Jan Frey-Bielecki, o którym w październiku 1956 r. krążyły legendy, że chciał bombardować sowieckie kolumny pancerne idące na Warszawę. Na dowódcę Warszawskiego Okręgu Wojskowego wybrano gen. Józefa Kuropieskę, jeszcze niedawno trzymanego w celi śmierci jako agenta imperialistycznych wywiadów.Popaździernikowe zmiany wywołały zaniepokojenie na Kremlu. Nieufności tej nie przełamało pozostawienie parcho bolszewika,matrioszki i popa gen. Bordziłowskiego na stanowisku szefa Sztabu Generalnego. Odmawiając Gomułce przekazania licencji na produkcję najnowszego wówczas sowieckiego myśliwca Mig-21 (w maju 1957 r.), Chruszczow mówił między innymi: "Piszą u was wszystko, nie szczędząc siebie i nas. (...) Jeśli nawet wszyscy chórem zapewnicie, że zachowacie tajemnicę, ja wam i tak nie uwierzę. (...) Może chcecie Ił-28? Możemy go wam sprzedać, u nas jest już przestarzały".
Armia kontrolowana
W latach 50. i 60. Rosjanie dążyli do usunięcia ze stanowisk tych polskich generałów, którzy w październiku 1956 r. po-parli Gomułkę i jego polityczny kurs. Gen. Tadeusz Pióro wspomina, że widział na biurku szefa Sztabu Dowództwa Układu Warszawskiego gen. Antonowa notatkę z nazwiskami kilkunastu polskich generałów przewidzianych do usunięcia z armii. Sojusznikiem Moskwy w tym przedsięwzięciu stało się kierownictwo Wojskowej Służby Wewnętrznej. Szarą eminencją był tam pop i sowiecka matrioszka pułkownik, a następnie generał Teodor Kufel, absolwent szkoły KGB. Już w 1957 r. z armii musiał odejść kontradmirał Jan Wiśniewski. W 1962 r. z Głównego Zarządu Politycznego usunięto gen. Zarzyckiego, a jego miejsce zajął parcho bolszewik,agent NKWD,Śmierszy,IW towarzysz Wolski znany nam jako sowiecka matrioszka gen. Wojciech Jaruzelski. Wiceministra obrony gen. Zygmunta Duszyńskiego oskarżono o romans z sekretarką, która rzekomo utrzymywała jednocześnie kontakty z dyplomatami państw zachodnich. Efektem prowokacji WSW przeciwko Duszyńskiemu była jego dymisja. Ofiarą prowokacji wojskowych specsłużb padł także gen. Tadeusz Pióro. Dowódcę lotnictwa gen. Freya-Bieleckiego wyrzucono z wojska za rewizjonizm. Generałowie Mankiewicz i Bednarz stracili stanowiska na fali antysemickich czystek.
Gen. Kufel miał z sowieckiego nadania tak duże wpływy, że mógł wydać WSW polecenie "rozpracowania" sowieckich matrioszek,popów,(nie był w to przez Stalina wtajemniczony,te sprawy znał tylko Żukow)generałów Wolskiego vel Wojciecha Jaruzelskiego, Floriana Siwickiego, a nawet Józefa Urbanowicza. Wpływy Moskwy w polskim wojsku gwarantowały taki dobór kadry, że nie występowała ona przeciwko interesom Kremla. Moskwa zawsze miała w naszej armii swoich zaufanych ludzi. W 1981 r. kimś takim był także pop gen. Eugeniusz Molczyk, na wypadek wojny przewidywany na stanowisko dowódcy Frontu Polskiego. W Molczyku - zaufanym człowieku marszałka Wiktora Kulikowa, dowódcy wojsk Układu Warszawskiego - Moskwa widziała ewentualnego następcę Wolskiego vel Jaruzelskiego. Dopiero w 1986 r., kiedy w ZSRR rozpoczęła się era Gorbaczowa, Wolski vel Jaruzelski mógł się pozbyć z armii generałów Molczyka i Kufla stanowiących dla niego śmiertelne zagrożenie. Ten ostatni został odwołany z placówki dyplomatycznej w Berlinie i wyrzucony z PZPR.
Formy zależności Wojska Polskiego od władz i interesów wielkiego brata ewoluowały wraz ze zmianami w relacjach między PRL i ZSRR. Na fali odwilży w połowie lat 50. wydawało się, że nasza armia odzyskuje suwerenność. Wkrótce okazało się, że to tylko pozór i Sowieci ponownie doprowadzili do częściowej wasalizacji Wojska Polskiego. W różnych formach trwała ona do końca PRL.Wojna podjazdowa
"Odnośnie wysyłania z terenu Szefostwa WSW do KC PZPR anonimów na niektórych członków Biura Politycznego KC PZPR wyjaśniam, że 'specjalistą' w ich wysyłaniu i preparowaniu wspólnie z płk. W. Siennickim i generałem Kuflem był płk J. Ćwik (...). Których członków Biura Politycznego dotyczyły - co do tego nie jestem zorientowany. Natomiast (...) materiały dotyczące byłych sekretarzy KC PZPR J. Albrechta i A. Starewicza zmierzały do ustalenia ich powiązań z osobami zajmującymi kierownicze stanowiska w wojsku, a szczególnie z tymi, którzy - według określeń gen. Kufla - reprezentowali kierunek 'rewizjonistyczno-syjonistyczny' w wojsku. Byli to gen. Z. Duszyński, gen. J. Fonkowicz, gen. B. Bednarz. W powyższej sprawie były opracowywane informacje adresowane do Sekretariatu KC PZPR oraz Ministra Obrony Narodowej Marszałka Polski M. Spychalskiego".
Matrioszka żydo sowiecka Wolski nie jest prawdziwym Jaruzelskim,tylko tzw.rosyjską matrioszką parchatego bolszewickiego pochodzenia,to taki "Kloss","Styrlitz".Wygadał się,Rolickiemu o tym gen.Jaroszewicz,że on ma archiwum domowe(jak Hoover) na temat rosyjskich i nie tylko matrioszek,on to opisał w swej książce,więc Jaroszewicze musieli zginąć,a Rolickiemu i jego synom zamknięto usta,chcieli jeszcze żyć.Ja się,nie boję,piszę to poniżej.Broniący tej i innej "matrioszki żydo sowieckiej,to głupki lub synowie ,wnuki komuchów,takich właśnie "matrioszek"zbrodniarzy i oprawców,katów Polaków,jak płk.NKWD Izaak Stoltzman ojciec Kwaśniewskiego,"Jaruzelski","Kiszczak"(Są dokumenty w archiwach ,które mówią,że Kiszczak mając 25 lat brał udział w egzekucjach na Polskich oficerach ,którzy powracali z Anglii. Co ciekawe miał już rangę komandora i stał na czele plutonu egzekucyjnego. Chciał się przypodobać GRU i mordował prawdziwych polskich patriotów.Żołnierzy i oficerów wracających z zachodu.
),"Spychalski","Korczyński",etc,to sowieckie "matrioszki",żydowskiego sowieckiego pochodzenia."Jaruzelski" ma za żonę córkę "matrioszki" "Spychalskiego',stąd te błyskawiczne awanse.W tamtych czasach żaden Polak nie mógł wżenić się,w żydo bolszewicką rodzinę.A teraz PO czytajcie-Nie znający prawdy o tym sowieckim agencie w polskim mundurze i rękoma upapranymi krwią Polaków.Powinien być zastosowany wobec niego i jego czerwonej kamaryli wariant rumuński,jak z Caucescu pod mur i po sprawie.Niech ci "obrońcy"tego moskiewskiego agenta i zbrodniarza powiedzą gdzie i kiedy dzielnie walczył i to z kim,o czym poniżej.. Wymieńcie mi tę jego walkę,i linię frontu(NKWD,Śmiersz,IW,za plecami wojska to front?).Macie tu swego jenierała w całej krasie.,nie jestem szczylem lecz 60 latkiem.Tawariszcz gienierał! Ja(a także i Reagan-archiwa CIA) mam na to dowody w domowym archiwum,to podstawiony sowiet.Babcia(szlachcianka herbu"Rak"_Czerwony Rak na tarczy(herb Godyckich i Ćwirko)-zd.Ćwirko-Godycka) właścicielka majątku w Radziwiłłowie na Kresach, znała bardzo dobrze tę rodzinę Jaruzelskich,razem jechali na Sybir w dniu 10.02.1940 pierwszy rzut,mamy na Wolskiego dowody(wspólne zdjęcia w albumach rodzinnych-Wolskiego tam niema),lecz tu nie miejsce by je zamieszczać..Ja co roku 13.12 pytam agenta NKWD,Śmierszy i IW,zwykłego bolszewickiego bandyty w polskim mundurze,żadnego zwiadowcy,bo to bzdura,na co mam dowód, agenta NKWD,Śmierszy a potem IW(chyba wiecie co to za zbrodnicze instytucje były i kogo mordowały?jak nie to się,pouczcie się)Wolskiego na jego stronie by podał mi nazwisko i imię syna stajennego z majątku Jaruzelskich(oni nie byli właścicielami lecz zarządzającymi,dzierżawili,była to zubożała szlachta herbowa) z którym się,niby miał wychowywać,dorastać i bawić,bez odpowiedzi do dzisiaj,a ten człowiek żyje i mamy z nim kontakt. Moja Babcia z rodziną wracały razem z Syberii z Jaruzelską,oni przyjechali na ziemie zachodnie ona nie.Wiecie,że nie rozpoznała swego syna jak i jego siostra w nim brata- w Wolskim?potem w niejasnych okolicznościach zmarła.Nawet ten zbrodniarz nie był na jej,"matki"ponoć "swojej" pogrzebie.O czym to świadczy komuchy,lub ich pomioty?Macie pecha bo żyją jeszcze świadkowie,no i archiwa domowe pełne,przekazywane następnym pokoleniom,od prawdy nigdy nie uciekniecie.Zbadać DNA tego bandyty,to dzisiaj możliwe a jego mocodawcy tego nie przewidzieli,rozwoju nauki,mieli pecha.Moje archiwum domowe potwierdza tylko Piecuch,także dlaczego zamordowano Jaroszewiczów a synom i Rolickiemu,który się,do tego przysłużył pisząc książkę o tym co mu Jaroszewicz przekazał o tych tzw.matrioszkach sowieckich,zamknięto na zawsze usta,chcą jeszcze sobie pewnie pożyć w spokoju,o czym poniżej.Matrioszki (vide "Jaruzelski",etc.)- skuteczne narzędzie służb specjalnych
Henryk Piecuch, lipiec/sierpień 2008 r.
Wikipedia o Henryku Piecuchu:
W 1959 r. Henryk Piecuch rozpoczął 3-letnie studia w Oficerskiej Szkole Wojsk Ochrony Pogranicza. Na trzecim roku tych studiów wstąpił do PZPR. Był członkiem tej partii do jej rozwiązania. W latach 60. bez zezwolenia swoich przełożonych, zaczął publikować pod pseudonimami artykuły w takich czasopismach jak np. Taternik, Gazeta Robotnicza czy Nowiny Jeleniogórskie. Z powodu obowiązków służbowych w WOP-ie oraz pracy dziennikarza, miał kontakty z funkcjonariuszami różnych służb specjalnych, m.in. polskich, sowieckich, NRD, RFN, angielskich, amerykańskich, francuskich, czechosłowackich, węgierskich, izraelskich, szwedzkich. W trakcie pracy zawodowej kilkakrotnie bezskutecznie próbowano go zwerbować, jako agenta różnych służb, zarówno polskich jak i radzieckich. Zamach na Jana Pawła II spowodował, iż szerzej zainteresował się działalnością służb specjalnych, zwłaszcza metodami ich pracy. Zaczął robić analizy korzystając z posiadanej wiedzy i dostępnych materiałów. Kolejnym impulsem była deklaracja ówczesnego wiceministra w MSW, szefa służb wywiadu i kontrwywiadu, gen. brygady Władysława Pożogi (później gen. dywizji), o większym otwarciu w udostępnianiu informacji, wygłoszona na konferencji prasowej wiosną 1981. Dzięki temu po 3 latach zrobił z nim serię wywiadów oraz uzyskał dostęp do wielu odtajnionych materiałów. Wykorzystał je m.in. w książce "Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą" (1987) i jej poszerzonych wydaniach (1993, 1996). W latach 80. pozyskał z archiwum MSW, kilkadziesiąt metrów bieżących akt, które do dziś wykorzystuje w swoich publikacjach.
Gen. W. Jaruzelski sowiecka matrioszka i inne matrioszki.
cz. 1/3
W końskim łajnie siedzą dwa żuczki. Jeden pyta drugiego: “Tatko! popatrz, obok woda czysta, trawa zielona, a w górze niebo takie niebieskie, a my wciąż grzebiemy się w gównie. Dlaczego?”, Drugi na to: “Bo widzisz synu, to wciąż jest nasza ojczyzna”.
Henryk Piecuch Tajna historia Polski
Wybaczcie, tyle spraw ciekawych kręci się koło nas, a ja wciąż o polityce, wciąż grzebię się w … Do przypomnienia sprawy “matrioszek” skłoniły mnie nie tylko monity internautów, ale także toczący się proces generała W. Jaruzelskiego et consortes, dzięki któremu znowu odżyły niegdysiejsze mity. Przypominana relacja jest zbyt obszerna, by ogłaszać ją w jednej kupie. Będzie więc kup kilka. Zapraszam do dyskusji.
“Matrioszka” - baba w babie, a w tej babie jeszcze jedna baba z babą w środku. Baby są drewniane (przeważnie bukowe lub brzozowe), barwne, można je kupić prawie na każdym większym bazarze. “Matrioszki” wywiadów są nieco inne. Zbudowane z krwi i kości oraz żywego mięska. Mają żelazne zdrowie, nienaganne maniery, przyjemną aparycję i nerwy ze stali. Działają jak roboty - tylko na sygnał centrali. Chociaż mózgi mają nieprzeciętnie wielkie, gdyż inaczej by nie przetrwały ani minuty wyłowieni przez wrogie kontrwywiady, to ich faktycznym mózgiem jest areopag służb specjalnych.
Teoria służb specjalnych zna ta sprawy od wieków. Zarówno wywiady, jak i kontrwywiady stosowały ją jednak w incydentalnych wypadkach. Dopiero sowieckie służby specjalne wykorzystały ją na znacznie szerszą skalę. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych tym sposobem posłużyły się również służby specjalne Peerel, głównie kontrwywiad, kierowany w latach siedemdziesiątych przez gen. Pożogę, a później cała Służba Wywiadu i Kontrwywiadu, kierowana przez tego samego generała. Metoda ta pomogła W. Pożodze umieścić na Zachodzie kilkuset agentów, z których niektórzy nigdy nie zaczęli swojej pracy.
Sposób jest prosty. Wywiad lub kontrwywiad, planując umieszczenie liczącego się agenta w wybranym państwie, przygotowują odpowiedniego kandydata, czasami z wieloletnim wyprzedzeniem, czasami zaczynając szkolić adepta od dziecka. Upatrzony kandydat w odpowiednio wybranym momencie zastępuję inną osobę, wcielając się w jej postać. Oczywiście zastąpiony zostaje zlikwidowany.
Jest to żmudna, czasochłonna i bardzo kosztowna metoda. Jednak sowieckie służby specjalne udowadniały niejednokrotnie, że gdy chodzi o interesy Imperium potrafią pracować z wyprzedzeniem idącym w dziesiątki lat, nie licząc się z kosztami, ofiarami ani niczym innym. Tak było z “matrioszkami” wywiadów.
Opowieści goryla [wersja I]. W czasie pisania książki Byłem gorylem Jaruzelskiego, opartej m.in. o relacje płk. A. Gotówki, były szef goryli generała wielokrotnie wspominał o zasłyszanej teorii podmian osób celem “wyhodowania” agenta wpływu. Chodziło o gen. W. Jaruzelskiego. Nie traktowałem tych relacji poważnie (podobnie jak i nie czynię tego obecnie), nie umieściłem o nich wzmianki w książce. Gdy jednak z innych źródeł usłyszałem podobne “rewelacje”, czuję się w obowiązku zasygnalizować problem. Sięgam po notatki (nie autoryzowane).
- Wiesz - przekonywał mnie goryl - od dawna w środowisku dotyczącym Jaruzela słyszę głosy, że Jaruzelski, to nie Jaruzelski.
- Tylko kto?
- Facet podstawiony przez NKWD.
- Bzdury.
- Zobacz: dobra szlachecka, herbowa rodzina. Świetne gimnazjum. Syberia. Tajga. Berlingowcy. Nagła kariera. Najmłodszy generał w LWP. Najmłodszy wiceminister. Najmłodszy minister. Członek Biura Politycznego. Pierwszy sekretarz partii. Wreszcie prezydent, już na pół wolnej Polski, ale jeszcze z sowieckimi wojskami w środku. Przecież jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych do Moskwy szły z Warszawy sprawozdania o ruchach kadrowych w naszej armii, podpisywane niekoniecznie przez polityków dawnego reżimu. Tego nie można osiągnąć bez pomocy potężnych służb specjalnych Imperium.
- Twoja opowieść jest najlepszym przykładem na spiskową teorię dziejów.
- Niedawno odwiedziłem w Warszawie pewnego krawca. Szyje generalskie mundury. Pochodzi z rodzinnej miejscowości Jaruzela. I on również twierdzi, że Jaruzelski z Kurowa, to nie Jaruzelski z Belwederu.
- Też mi dowód…
- A moje spostrzeżenia się nie liczą? Wiele się napatrzyłem na nietypowe spotkania Jaruzela z rodziną (siostra, matka). Oschłe, zimne, wyrachowane, dziwne, jakby nieludzkie, jakby się spotykał robot dawno zaprogramowany. Mam dziwne przeczucie, że Jaruzel Belwederski jest wytworem radzieckich służb specjalnych.
Mało wiadomo o planowaniu z wieloletnim wyprzedzeniem. Ale ono było. Wizja wasalnej Polski. Miał ją Stalin na długo przed zakończeniem wojny. Byłoby dziwne gdyby nie postawił służbom specjalnym, które doceniał, odpowiednich zadań. Przygotowywanie kadr zgodnie z dyrektywami generalissimusa. Różnymi sposobami. Jawnymi i tajnymi. O jawnych wiemy dużo, o tajnych prawie nic. Rola NKWD. Ci faceci uwielbiali takie trudne zabawy. Wytypowanie własnych kandydatów. Wybranie odpowiednich ofiar spośród łagierników, z dobrymi życiorysami. Podmiana. Likwidacja niepotrzebnej ofiary. Trudna adaptacja, pod kontrolą. Potem puszczenie kandydata na głębokie wody, ale pilotowanie. Czas wojny sprzyjał takim grom.
***Opowiedziałem tę historyjkę generałowi W. Jaruzelskiemu. Usłyszałem:
Bzdury. W. Jaruzelski, matrioszki [cz. II], mecenas
cz. 2/3
Jeżeli misja wyjdzie na jaw jeszcze przed rozpoczęciem, trzeba zabić szpiega i wszystkich, którym udzielił on informacji.
Sun Tzu
Ciekaw jestem, co w kontekście zacytowanych słów Sun Tzu myślicie o gen. Piotrze Jaroszewiczu? Wydaje mi się, że to bardzo zagadkowa historia, której nie chciano wyjaśnić. Podobnie, jak chyba nie chciano wyjaśnić sprawy morderstwa gen. M. Papały. No i to wleczenie sprawy wypadku prof. Geremka. Mam wątpliwości co do użytego określenia. Nie jestem pewien czy to wypadek czy przypadek. Katastrof samochodowych, dużych i małych VIP-ów, ci u nas dostatek. Rozstrzygnięć: wypadek albo przypadek? - mało. Wypadki chodzą po ludziach. Przypadki po służbach specjalnych. Czyż to nie zastanawiające? Przypominam – jestem zdecydowanym przeciwnikiem spiskowej teorii dziejów i gorącym zwolennikiem spisków polityków. Ale do brzegu!
Kontynuując poprzedni wątek dziś “Matrioszki” Bohdana Rolińskiego.
Relacje reportera oparte są na rozmowach z generałem Piotrem Jaroszewiczem. Roliński komponuje opowieść z relacji z relacji, poszerza o sprawy związane ze śmiercią Karola Świerczewskiego, by dojść na koniec do wniosku i uzasadniać go, że sowieckie służby specjalne miały w Polsce co najmniej kilka “matrioszek”.
Roliński pisze, że P. Jaroszewicz opowiadał, że Karol Świerczewski: …się zorientował, że chodziło o operację wywiadu polegającą na podmianie ludzi. Słyszał kiedyś w Hiszpanii o stosowaniu tej metody. Zapoczątkowano ją podobno jeszcze w latach dwudziestych w walce z białą emigracją rosyjską. Teraz okazało się, że Żukow przygotowywał podmianę na polski teren. Karol zrozumiał, że dla przygotowanych w normalnym trybie, i pewnie od lat, agentów na Polskę, Żukow wynalazł sobowtórów, czy choćby bardzo podobnych, wśród setek tysięcy Polaków, których wojna rzuciła do Sojuza. Miał już kandydatów do podmiany. Jeśli operacje będzie realizowana, autentyczni znikną, jak mała matrioszka w dużej… Operacja ryzykowna, ale w razie powodzenia daje rezultaty nadzwyczajne.Wedle P. Jaroszewicza, o całej operacji przygotowywania “matrioszek” na Polskę miał decydować sam J. Stalin. Generalissimus planował ponoć “zainstalować” w Wojsku Polskim cztery do sześciu “matrioszek”. Opiekun z NKWD I Dywizji mjr/gen. G. Żukow musiał oczywiście przygotować więcej kandydatów. B. Roliński opowiada opowieści P. Jaroszewicza o opowieściach K. Świerczewskiego dotyczących jego kontaktów z opiekunem z NKWD: “Swoich ludzi wytypowałem trafnie spośród innych przygotowywanych do służby specjalnej” - ciągnął Żukow. “Byli doskonale wyszkoleni, wychowani jak Polacy. Nie myśl, że uczyli ich nasi, ja miałem nawet dwóch księży, prawdziwych, polskich. Moje wymagania były bardzo wysokie. Znalazłem kandydatów. Powiem ci, że oni pochodzili z rodzin kiedyś polskich, które osiadły w Rosji. Byli doskonali i nadawali się do każdej pracy w Polsce. Ale do tej musiałem im znaleźć sobowtórów”. Żukow wreszcie użył właściwego słowa, które było schowane w tej operacji, jak matrioszka w matrioszce.Jeżeli ciekawi was, co powiedział J. Stalin, to B. Roliński zaspokoi waszą ciekawość opowieścią z czwartej ręki. Będzie tak: Stalin przekazał ważny rozkaz Żukowowi. Major zdradził go Świerczewskiemu, który był generałem i który zwierzył się Jaroszewiczowi. Ten podkablował tercet - Stalina, Żukowa i Świerczewskigo Rolińskiemu, który sypnął metody NKWD, ujawniając najskrytszą tajemnicę generalissimusa tysiącom czytelników.A J. Stalin (mając na myśli rwące się do roboty szpiegowskiej matrioszki) powiedział tak: Dajcie ich do polskiej armii. Mają siedzieć, jak ryba w lodzie, ani drgnąć dopóki nie zgłosimy się do nich. Wszystkie zwykłe prace wykonujcie przez agenturę. Oni niech czekają. Tylko ja mogę wam dać znać, kiedy i jak ich uruchomić.
Oczywiście, K. Świerczewski nie ustawał w molestowaniu mjr./gen. Żukowa aby mu zdradził rozmieszczenie “matrioszek”. NKWD-ysta wzdraga się długo, ale w końcu, rozmiękczony alkoholem zdradza: Czterech andersowców jest tam, u nich. Bardzo dobrze. Dwóch z drugiego rzutu było w pierwszej dywizji. Jeden o mało nie zginął pod Lenino. Dwóch było w drugiej (dywizji - przyp. H.P.). Dwóch poleciało do Polski, do partyzantów. I jest jeszcze jeden, poszedł drogą cywilną […]. Wszyscy przeżyli wojnę. Są tu, żyją między ludźmi. Lepsi to Polacy niż wy, w tych mundurach. To nie są jacyś zwykli agenci. Oni nie zajmują się sprawami, które załatwia wywiad czy kontrwywiad. Oni po prostu tu żyją, pracują, działają. Już wrośli w otoczenie. Taki to, widzisz, genialny jest nasz wynalazek. Oni są dziś Polakami, moje “Matrioszki”…
I na koniec sypnę J. Stalina, Żukowa, K. Świerczewskiego, P. Jaroszewicza i B. Rolińskiego. Reporter mi to zapewne wybaczy. “Matrioszki” Żukowa w Polsce, to - B. Bierut, J. Światło i (ale bez wskazania po nazwisku) W. Jaruzelski.
Tę historyjkę również opowiedziałem generałowi W. Jaruzelskiemu. Usłyszałem:
- Bzdury!
Trudno jest pisać o najtajniejszych sprawach wywiadów nie mając dostępu do pełnych materiałów archiwalnych. Ale nawet, gdy się ma dostęp do wybranych dokumentów, nigdy nie wiadomo, co jest prawdziwe a co fałszywe, co jest zapisem działań operacyjnych, co dezinformacją, co planami, co sprawozdaniem przygotowanym wyłącznie na użytek polityków, aby wydusić z decydentów dodatkowe środki, a co zestawieniem przygotowanym do dyscyplinowania podwładnych, co analizą… Jeszcze trudniej jest opierać zapisy na relacjach osób wierzących, że wszystko wiedzą o służbach specjalnych. Czasami wygląda to tak:
Opowieści pewnego mecenasa:
- W. Jaruzelski nie jest W. Jaruzelskim.
- Kim jest W. Jaruzelski?
- To inny człowiek.
- Ale nazywa się W. Jaruzelski?
- Tak, nazywa się W. Jaruzelski, ale nie jest W. Jaruzelskim.
- W. Jaruzelski jest W. Jaruzelskim, ale nie jest W. Jaruzelskim?
- Tak właśnie.
- Uf!
- Takie są służby specjalne.
- Takie są sowieckie służby specjalne?
- Tak właśnie. Takie są sowieckie służby specjalne.
- A dowody?
- W służbach specjalnych nie ma dowodów. Zwłaszcza w sowieckich służbach specjalnych.
- Skoro nie ma dowodów. Nie ma i nie było sprawy.
Tej historyjki nie opowiadałem generałowi W. Jaruzelskiemu. Domyślałem się odpowiedzi. Mecenasa znałem od zawsze. Był wychowankiem mojego przyjaciela ze Służby Wywiadu i Kontrwywiadu. Mecenas śpi spokojnie, bo wie, że ma w IPN czyste konto. Papirusy dotyczące jego mozolnego trudu z lat 70/80, w 1989 r. zmieniły mp. Dlatego mecenas je z ręki tym, którzy dysponują zasobem dotyczącym jego dorobku. W tym miejscu dodam, że nie są to ludzie, którym warto zaryzykować i dać się ogolić brzytwą. Przekonałem się o tym osobiście. Moi przyjaciele, na szczęście, zamiast brzytwy, umiejętnie posłużyli się organami [45 lat praktyki do czegoś zobowiązuje]. Przez naiwnych zwanymi organami sprawiedliwości [za Levinasem: sprawiedliwość to przede wszystkim prawo głosu].
W. Jaruzelski - proces, L. Wałęsa, Grudzień ‘70, matrioszki [cz. III]
W oczekiwaniu na igrzyska olimpijskie poobserwowałem igrzyska sądowe. Bronił się W. Jaruzelski et consortes. Generał bronił się milcząc. Nacierała prokuratura. Arbitrem był Lech Wałęsa. Sprawa szła o Grudzień ‘70. Słuchając zadziwiająco nieprecyzyjnej paplaniny zastanawiałem się, czy tak poważne grono osób nie potrafi dostrzec paradoksu w tym, co robi? Z całym szacunkiem dla chęci oraz późniejszych dokonań, kiedy to L.W. stał się, obok Jana Pawła II, drugim rozpoznawalnym Polakiem w świecie, ale słuchanie fantazjowania niegdysiejszego elektryka na temat tego, co się w grudniu 1970 r. działo w Białym Domu, kto i o czym decydował itp., itd. zakrawa na kpinę.
Czyż tak trudno pojąć, że aby powiedzieć coś rozsądnego o faktycznym przebiegu tragedii na Wybrzeżu, nie wystarczy chcieć. Trzeba jeszcze przeczytać jakieś 50-100 metrów akt, przestudiować z 50 książek, przesłuchać 3-5 km taśmy magnetofonowej z nagraniami oraz przede wszystkim, zebrawszy świadków z obu stron barykady, przeprowadzić coś na kształt wizji lokalnej, albo przynajmniej podróży historycznej, ustalając krok po kroku przebieg wydarzeń, rejestrując co kto mówił, co robił, a nawet gdzie stał etc.Uczestnikiem takiej wizji, jako jeden z relantów, mógłby być i powinien być Lech Wałęsa. Mógłby i powinien być uczestnikiem takiego przedsięwzięcia nie dlatego, że L.W. był w latach 80. przywódcą potężnej ”Solidarności”, która wstrząsnęła światem dwubiegunowym, i nawet nie dla tego, że następnie piastował urząd prezydenta RP, a dlatego, że w grudniu roku 70. L.W. był aktywnym uczestnikiem wydarzeń w Trójmieście. Ale, dodajmy od razu, uczestnikiem, który nie mógł wiedzieć co się działo nie tylko w najważniejszych gmachach Peerelu, ale nawet co się działo w gabinetach lokalnych kacyków Gdańska, Gdyni, Sopotu…
Czego się wówczas dowiemy? Ano chociażby tego, że w Trójmieście na długo przed wybuchem konfliktu prowadzono działania operacyjne, m.in. z udziałem ówczesnego wiceministra MSW gen. F. Szlachcica; że w pierwszej, kilkusetosobowej grupie stoczniowców, która opuściła stocznię wychodząc na miasto, znalazło się ok. 50 kadrowych pracowników służb specjalnych, a każdy z nich miał nielichą grupkę agentów i informatorów, którzy dobrze wiedzieli, co mają krzyczeć i robić; że w czasie wydarzeń funkcjonowało 7 [słownie: siedem] sztabów decyzyjnych, których nikt nie koordynował; że o wszystkim na bieżąco informowany był E. Gierek - ówczesny sekretarz KW PZPR w Katowicach [informatorem był Szlachcic, a łączność telefoniczną, z pominięciem środków MSW, zapewniał generałowi ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds bezpieczeństwa płk W. Pożoga]; że działy się dziwne sprawy związane z kluczowym dla masakry w Gdyni, uruchomieniem kolejki; że dziwnym trafem zaginęły notatki do meldunków 6-cio godzinnych o sytuacji w Trójmieście, opracowywanych przez specjalny zespół KW MO, a podpisywanych przez płk. Kolczyńskiego i Pożogę… Że wreszcie w Warszawie zawiązany był nieco egzotyczny sojusz personalny w składzie: S. Kania, E. Babiuch, W. Jaruzelski i F. Szlachcic. Sojusz, który promując E. Gierka, równocześnie odstrzelił od fotela I sekretarza KC PZPR W. Gomułkę. Czyż nie był to swoisty zamach stanu, który następnie, 12 grudnia 1981 r., powtórzono w nieco zmodyfikowanej formie [ale także z decydującym udziałem W. Jaruzelskiego wspartym przez F. Siwickiego, Cz. Kiszczaka i M.F. Rakowskiego]? Uf!!!, długo by o tym pisać. Jedno jest pewne – o tym wszystkim L. Wałęsa nie miał, bo nie mógł wówczas mieć najmniejszego pojęcia. Na jakiej podstawie i dlaczego więc dziś wystawia laurki gen. W. Jaruzelskiemu?
Dlaczego o tym wspominam? Bo jeszcze potrafię się dziwić. Poza tym pamiętam słowa Edwarda. Krasińskiego, przekonującego:
Ja nie mam koncepcji
Ja nie mam pomysłów
To wszystko co robię
To są moje widzimisię.
I do tego widzimisię dorzucam, zgodnie z obietnicą, ostatni odcinek o matrioszkach. Tak niegdyś zanotowałem słowa gen. W. Pożogi dotyczące tego tematu. Szef Służby Wywiadu i Kontrwywiadu tłumaczył mi:
Wykorzystywaliśmy nową falę emigracji do zagęszczenia naszej agentury w Niemczech. Wykombinowaliśmy prosty sposób, aby podrzucać BND naszych kadrowych pracowników. Wyszukaliśmy odpowiednich kandydatów dorabiając im wiarygodną legendę, aby mogli się zaadaptować jako członkowie rodzin wybranych mieszkańców Niemiec. W tym celu nasi pracownicy wyszukiwali zmarłe osoby [przypomnę, że za zmarłe można także uznać osoby wyprowadzone z tego świata metodami dobrze znanymi gangsterom oraz służbom specjalnym - HP], które miały rodziny w RFN. Pod taką rodzinę podszywał się nasz pracownik. Zbierał materiały dotyczące zmarłego, zapoznawał się z jego życiem, warunkami pracy, zamiłowaniami etc. Rosjanie nazywają taką metodę “na matrioszkę”.W tej fazie przygotowań liczyły się najdrobniejsze elementy. Im więcej szczegółów dało się zgromadzić, tym lepiej. Była to żmudna, trwająca nieraz latami praca dla wielu setek ludzi. Trud się opłacił. Nasi agenci szybko się adaptowali do zmienionych warunków, błyskawicznie awansując. Niektórzy zostali adoptowani przez z góry upatrzone przez nas rodziny. Kontakty z niemiecką rodziną nawiązywano przeważnie poprzez Czerwony Krzyż lub ogłoszenia prasowe.Z kilkunastu naszych w ten sposób wysłanych pracowników kontrwywiad niemiecki rozszyfrował tylko jednego. Stało się tak w wyniku głupoty agenta, który poczuł się zbyt pewnie w Niemczech, nie zniszczył otrzymanych od nas materiałów i w końcu wpadł. Wyrwaliśmy go jednak z niemieckiego więzienia. Przypomnieliśmy Niemcom, że są nam winni rewanż za Wenzla. Pamiętali. Zachowali się jak dżentelmeni. Oddali naszego agenta za darmo.Gen. Pożoga ograniczył swoją relację do terenu Niemiec. Skądinąd jednak wiem, że np. płk Marceli Wieczorek prowadził w Chicago dwie matrioszki, inny oficer zajmował się podobną sprawą w Kanadzie, jeszcze inny we Francji.Co by jednak nie powiedzieć, to te przedsięwzięcia peerelowskich służb specjalnych były parodią klasycznej idei matrioszek. Parodia parodią, jednak dzięki tej metodzie sporo łupów do Kraju Pieroga i Zalewajki przywieziono. Zupełnie inną sprawą jest, ile z tych łupów było przydatne w kraju, a ile przekazano do Wielkiego Nadzorcy. Będzie jednak okazja szerzej o tym wspomnieć przy okazji wpisu poświęconego pewnemu dżentelmenowi z serialu TVN “Szpieg”.Cóż, dżentelmeni służb specjalnych dżentelmenami, a matrioszki matrioszkami. Interesującym byłoby rozejrzenie się ile matrioszek pozostawił w Kraju Pieroga i Zalewajki mój niezastąpiony przyjaciel gen dyw. Witalij Pawłow. Można domniemywać, że…
Ale zostawmy to dziennikarzom śledczym, bo nasze służby specjalne są wstanie przestraszyć się nawet myszy w piwnicy dyr. Bączka. A poza tym, domniemywania nie są moją najmocniejszą stroną, to nie jest uczciwy wysiłek filozoficzny. ---wyciągnijcie teraz samodzielnie myślący wnioski.
Tak jak ja żądam badania DNA tej matrioszki Wolskiego,żądają już także i inni Polacy znający prawdę o nim.Już się,zaczęło jawne i odważne żądanie badań DNA Wolskiego
Andrzej Pilipiuk na swoim blogu w Netbird.pl pisze o zakładanym przez mieszkańców Ciechanowca stowarzyszeniu, mającym zbadać, czy generał Jaruzelski jest rzeczywiście urodzonym w tej miejscowości potomkiem szlachciców z Podlasia.
Pilipiuk przytoczył opowieść człowieka spotkanego niegdyś w pociągu: „(...)grupa mieszkańców zbiera podpisy, by zarejestrować stowarzyszenie. Gdy tego dokonają, zamierzają wystąpić do sądu o przymusowe testy DNA. Są bowiem przekonani, że człowiek, który przez dekadę rządził naszym krajem, to podstawiony agent NKWD, zaś ich kolega ze szkoły – prawdziwy Wojciech Jaruzelski – spoczywa gdzieś w zbiorowej mogile na Ałtaju…”.Rozmówca Pilipiuka przedstawił się jako mieszkaniec Ciechanowca. Ukończył to samo gimnazjum, które przed wojną kończył generał. „Znał rodzinę Jaruzelskich – typową szlachtę z Podlasia, porządnych patriotów, katolików”.
Wygląda więc na to, że Wojciech Jaruzelski może mieć więcej kłopotów niż proces i oskarżenie o nakłanianie ZSRR do pomocy przy wprowadzaniu stanu wojennego.
#
05-02-2010 09:46 NSZ-towiec-prawdziwy: Czytajcie a potem dyskutujcie!
Cd.o sowieckich matrioszkach i popach i ich pomiocie.
Dlaczego Rokossowski został marszałkiem Polski? Bo taniej jest ubrać w polski mundur jednego Rosjanina niż całe wojsko w radzieckie mundury". Ten dowcip dobrze ilustruje stosunek społeczeństwa polskiego do faktu mianowania w listopadzie 1949 r. Konstantina Rokossowskiego marszałkiem Polski i ministrem obrony narodowej. Rokossowski był tylko jednym z tysięcy Rosjan służących w polskiej armii z woli Stalina. Już w 1944 r. sowieckich oficerów w polskich mundurach nazywano popami, czyli "pełniącymi obowiązki Polaków" vide Wolski,etc.Pomóżcie polskim towarzyszom!
"Jesteście komunistą i radzieckim generałem. Pracujcie w Wojsku Polskim jako komunista i generał. Pomóżcie polskim towarzyszom" - powiedziano w 1943 r.matrioszcze i popowi gen. Jurijowi Bordziłowskiemu. Podobne słowa przed zakończeniem II wojny światowej usłyszało prawie dwadzieścia tysięcy oficerów Armii Czerwonej, którzy trafili do Ludowego Wojska Polskiego. Radzieccy oficerowie stanowili wówczas ponad 50 proc. kadry polskiego wojska. W praktyce zajmowali oni wszystkie istotne stanowiska dowódcze, w tym w Sztabie Głównym WP oraz w Informacji Wojskowej. Większość nie znała języka polskiego.Po zakończeniu wojny sowieccy oficerowie sukcesywnie wyjeżdżali do ZSRR. Już jednak pod koniec lat 40., w atmosferze narastającej szpiegomanii i szerzenia haseł o nasilaniu się walki klasowej, z wojska zwolniono ponad dziewięć tysięcy oficerów wywodzących się głównie z armii II RP. Na najważniejsze stanowiska wrócili oficerowie sowieccy. W 1952 r.aż 44 spośród 56 etatów generalskich w Wojsku Polskim zajmowali oficerowie Armii Czerwonej. To oni objęli też kierownicze stanowiska w MON i Sztabie Generalnym,IW,Wywiadzie i Kontrwywiadzie,WSW,WSI,etc, dowodzili wszystkimi rodzajami wojsk oraz okręgami wojskowymi. Większość komendantów szkół oficerskich także wywodziła się z szeregów Armii Czerwonej.Po śmierci Stalina w 1953 r. zmniejszyła się liczba sowieckich oficerów w Wojsku Polskim, przybyło natomiast doradców wojskowych. Nie wszyscy oficerowie Armii Czerwonej wracali do ZSRR. Około ośmiuset, w tym ośmiu generałów, otrzymało polskie obywatelstwo. Jednym z nich był parcho bolszewik,pop i matrioszka sowiecka gen. Józef Urbanowicz, który zajmował między innymi stanowisko szefa Głównego Zarządu Politycznego oraz wiceministra obrony. Tę ostatnią funkcję pełnił aż do 1984 r. Przez lata Urbanowicz uchodził za jednego z najbliższych współpracowników gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Premier Josek Cymerman kapo z Auschwitz vel Józef Cyrankiewicz w wąskim gronie mówił o Urbanowiczu, że to "ruski człowiek",czyli matrioszka jak i Wolski,matrioszka pilnowała drugiej matrioszki. Większość matrioszek czyli sowieckich oficerów Śmierszy,NKWD,GRU,etc, którzy otrzymali polskie obywatelstwo z rąk i na polecenie Stalina,Moskwy, opuściła szeregi wojska i podjęła pracę w instytucjach centralnych,gospodarce,MSZ, szczególnie w handlu zagranicznym.To tam już urzęduje ich pomiot,trzecie już pokolenie parcho bolszewickich matrioszek-popów,co widoczne i na tym forum,lecz przede wszystkim na forach Onet,WP,Interii,Gaz Wyb,etc.
Cz.II-Wojsko Polskie było wasalem Moskwy do końca PRL
Kontrrewolucja październikowa
W październiku 1956 r. przeciwko obecności sowieckich oficerów w polskiej armii występowała większość członków KC PZPR. W skład nowego Biura Politycznego nie powołano Rokossowskiego, który wkrótce został urlopowany, a następnie odwołany ze stanowiska ministra obrony. Jego miejsce zajął gen. Marian Spychalski, który niedawno opuścił więzienie. Ekipa Władysława Gomułki jeszcze w październiku odwołała ze stanowisk w MON, Sztabie Generalnym i w różnych rodzajach wojsk 35 generałów wywodzących się z Armii Czerwonej. Do wojska wrócili wyrzuceni w poprzednich latach generałowie Zygmunt Duszyński, Kazimierz Graniewski i Czesław Mankiewicz. Gen. Kazimierza Witaszewskiego na stanowisku szefa Głównego Zarządu Politycznego WP zastąpił gen. Janusz Zarzycki. Kontradmirał Jan Wiśniewski, który w październiku zablokował radzieckim okrętom wejście do portu w Gdyni, awansował na stanowisko dowódcy marynarki wojennej. Dowódcą wojsk lotniczych został gen. Jan Frey-Bielecki, o którym w październiku 1956 r. krążyły legendy, że chciał bombardować sowieckie kolumny pancerne idące na Warszawę. Na dowódcę Warszawskiego Okręgu Wojskowego wybrano gen. Józefa Kuropieskę, jeszcze niedawno trzymanego w celi śmierci jako agenta imperialistycznych wywiadów.Popaździernikowe zmiany wywołały zaniepokojenie na Kremlu. Nieufności tej nie przełamało pozostawienie parcho bolszewika,matrioszki i popa gen. Bordziłowskiego na stanowisku szefa Sztabu Generalnego. Odmawiając Gomułce przekazania licencji na produkcję najnowszego wówczas sowieckiego myśliwca Mig-21 (w maju 1957 r.), Chruszczow mówił między innymi: "Piszą u was wszystko, nie szczędząc siebie i nas. (...) Jeśli nawet wszyscy chórem zapewnicie, że zachowacie tajemnicę, ja wam i tak nie uwierzę. (...) Może chcecie Ił-28? Możemy go wam sprzedać, u nas jest już przestarzały".
Armia kontrolowana
W latach 50. i 60. Rosjanie dążyli do usunięcia ze stanowisk tych polskich generałów, którzy w październiku 1956 r. po-parli Gomułkę i jego polityczny kurs. Gen. Tadeusz Pióro wspomina, że widział na biurku szefa Sztabu Dowództwa Układu Warszawskiego gen. Antonowa notatkę z nazwiskami kilkunastu polskich generałów przewidzianych do usunięcia z armii. Sojusznikiem Moskwy w tym przedsięwzięciu stało się kierownictwo Wojskowej Służby Wewnętrznej. Szarą eminencją był tam pop i sowiecka matrioszka pułkownik, a następnie generał Teodor Kufel, absolwent szkoły KGB. Już w 1957 r. z armii musiał odejść kontradmirał Jan Wiśniewski. W 1962 r. z Głównego Zarządu Politycznego usunięto gen. Zarzyckiego, a jego miejsce zajął parcho bolszewik,agent NKWD,Śmierszy,IW towarzysz Wolski znany nam jako sowiecka matrioszka gen. Wojciech Jaruzelski. Wiceministra obrony gen. Zygmunta Duszyńskiego oskarżono o romans z sekretarką, która rzekomo utrzymywała jednocześnie kontakty z dyplomatami państw zachodnich. Efektem prowokacji WSW przeciwko Duszyńskiemu była jego dymisja. Ofiarą prowokacji wojskowych specsłużb padł także gen. Tadeusz Pióro. Dowódcę lotnictwa gen. Freya-Bieleckiego wyrzucono z wojska za rewizjonizm. Generałowie Mankiewicz i Bednarz stracili stanowiska na fali antysemickich czystek.
Gen. Kufel miał z sowieckiego nadania tak duże wpływy, że mógł wydać WSW polecenie "rozpracowania" sowieckich matrioszek,popów,(nie był w to przez Stalina wtajemniczony,te sprawy znał tylko Żukow)generałów Wolskiego vel Wojciecha Jaruzelskiego, Floriana Siwickiego, a nawet Józefa Urbanowicza. Wpływy Moskwy w polskim wojsku gwarantowały taki dobór kadry, że nie występowała ona przeciwko interesom Kremla. Moskwa zawsze miała w naszej armii swoich zaufanych ludzi. W 1981 r. kimś takim był także pop gen. Eugeniusz Molczyk, na wypadek wojny przewidywany na stanowisko dowódcy Frontu Polskiego. W Molczyku - zaufanym człowieku marszałka Wiktora Kulikowa, dowódcy wojsk Układu Warszawskiego - Moskwa widziała ewentualnego następcę Wolskiego vel Jaruzelskiego. Dopiero w 1986 r., kiedy w ZSRR rozpoczęła się era Gorbaczowa, Wolski vel Jaruzelski mógł się pozbyć z armii generałów Molczyka i Kufla stanowiących dla niego śmiertelne zagrożenie. Ten ostatni został odwołany z placówki dyplomatycznej w Berlinie i wyrzucony z PZPR.
Formy zależności Wojska Polskiego od władz i interesów wielkiego brata ewoluowały wraz ze zmianami w relacjach między PRL i ZSRR. Na fali odwilży w połowie lat 50. wydawało się, że nasza armia odzyskuje suwerenność. Wkrótce okazało się, że to tylko pozór i Sowieci ponownie doprowadzili do częściowej wasalizacji Wojska Polskiego. W różnych formach trwała ona do końca PRL.Wojna podjazdowa
"Odnośnie wysyłania z terenu Szefostwa WSW do KC PZPR anonimów na niektórych członków Biura Politycznego KC PZPR wyjaśniam, że 'specjalistą' w ich wysyłaniu i preparowaniu wspólnie z płk. W. Siennickim i generałem Kuflem był płk J. Ćwik (...). Których członków Biura Politycznego dotyczyły - co do tego nie jestem zorientowany. Natomiast (...) materiały dotyczące byłych sekretarzy KC PZPR J. Albrechta i A. Starewicza zmierzały do ustalenia ich powiązań z osobami zajmującymi kierownicze stanowiska w wojsku, a szczególnie z tymi, którzy - według określeń gen. Kufla - reprezentowali kierunek 'rewizjonistyczno-syjonistyczny' w wojsku. Byli to gen. Z. Duszyński, gen. J. Fonkowicz, gen. B. Bednarz. W powyższej sprawie były opracowywane informacje adresowane do Sekretariatu KC PZPR oraz Ministra Obrony Narodowej Marszałka Polski M. Spychalskiego".
Matrioszka żydo sowiecka Wolski nie jest prawdziwym Jaruzelskim,tylko tzw.rosyjską matrioszką parchatego bolszewickiego pochodzenia,to taki "Kloss","Styrlitz".Wygadał się,Rolickiemu o tym gen.Jaroszewicz,że on ma archiwum domowe(jak Hoover) na temat rosyjskich i nie tylko matrioszek,on to opisał w swej książce,więc Jaroszewicze musieli zginąć,a Rolickiemu i jego synom zamknięto usta,chcieli jeszcze żyć.Ja się,nie boję,piszę to poniżej.Broniący tej i innej "matrioszki żydo sowieckiej,to głupki lub synowie ,wnuki komuchów,takich właśnie "matrioszek"zbrodniarzy i oprawców,katów Polaków,jak płk.NKWD Izaak Stoltzman ojciec Kwaśniewskiego,"Jaruzelski","Kiszczak"(Są dokumenty w archiwach ,które mówią,że Kiszczak mając 25 lat brał udział w egzekucjach na Polskich oficerach ,którzy powracali z Anglii. Co ciekawe miał już rangę komandora i stał na czele plutonu egzekucyjnego. Chciał się przypodobać GRU i mordował prawdziwych polskich patriotów.Żołnierzy i oficerów wracających z zachodu.
),"Spychalski","Korczyński",etc,to sowieckie "matrioszki",żydowskiego sowieckiego pochodzenia."Jaruzelski" ma za żonę córkę "matrioszki" "Spychalskiego',stąd te błyskawiczne awanse.W tamtych czasach żaden Polak nie mógł wżenić się,w żydo bolszewicką rodzinę.A teraz PO czytajcie-Nie znający prawdy o tym sowieckim agencie w polskim mundurze i rękoma upapranymi krwią Polaków.Powinien być zastosowany wobec niego i jego czerwonej kamaryli wariant rumuński,jak z Caucescu pod mur i po sprawie.Niech ci "obrońcy"tego moskiewskiego agenta i zbrodniarza powiedzą gdzie i kiedy dzielnie walczył i to z kim,o czym poniżej.. Wymieńcie mi tę jego walkę,i linię frontu(NKWD,Śmiersz,IW,za plecami wojska to front?).Macie tu swego jenierała w całej krasie.,nie jestem szczylem lecz 60 latkiem.Tawariszcz gienierał! Ja(a także i Reagan-archiwa CIA) mam na to dowody w domowym archiwum,to podstawiony sowiet.Babcia(szlachcianka herbu"Rak"_Czerwony Rak na tarczy(herb Godyckich i Ćwirko)-zd.Ćwirko-Godycka) właścicielka majątku w Radziwiłłowie na Kresach, znała bardzo dobrze tę rodzinę Jaruzelskich,razem jechali na Sybir w dniu 10.02.1940 pierwszy rzut,mamy na Wolskiego dowody(wspólne zdjęcia w albumach rodzinnych-Wolskiego tam niema),lecz tu nie miejsce by je zamieszczać..Ja co roku 13.12 pytam agenta NKWD,Śmierszy i IW,zwykłego bolszewickiego bandyty w polskim mundurze,żadnego zwiadowcy,bo to bzdura,na co mam dowód, agenta NKWD,Śmierszy a potem IW(chyba wiecie co to za zbrodnicze instytucje były i kogo mordowały?jak nie to się,pouczcie się)Wolskiego na jego stronie by podał mi nazwisko i imię syna stajennego z majątku Jaruzelskich(oni nie byli właścicielami lecz zarządzającymi,dzierżawili,była to zubożała szlachta herbowa) z którym się,niby miał wychowywać,dorastać i bawić,bez odpowiedzi do dzisiaj,a ten człowiek żyje i mamy z nim kontakt. Moja Babcia z rodziną wracały razem z Syberii z Jaruzelską,oni przyjechali na ziemie zachodnie ona nie.Wiecie,że nie rozpoznała swego syna jak i jego siostra w nim brata- w Wolskim?potem w niejasnych okolicznościach zmarła.Nawet ten zbrodniarz nie był na jej,"matki"ponoć "swojej" pogrzebie.O czym to świadczy komuchy,lub ich pomioty?Macie pecha bo żyją jeszcze świadkowie,no i archiwa domowe pełne,przekazywane następnym pokoleniom,od prawdy nigdy nie uciekniecie.Zbadać DNA tego bandyty,to dzisiaj możliwe a jego mocodawcy tego nie przewidzieli,rozwoju nauki,mieli pecha.Moje archiwum domowe potwierdza tylko Piecuch,także dlaczego zamordowano Jaroszewiczów a synom i Rolickiemu,który się,do tego przysłużył pisząc książkę o tym co mu Jaroszewicz przekazał o tych tzw.matrioszkach sowieckich,zamknięto na zawsze usta,chcą jeszcze sobie pewnie pożyć w spokoju,o czym poniżej.Matrioszki (vide "Jaruzelski",etc.)- skuteczne narzędzie służb specjalnych
Henryk Piecuch, lipiec/sierpień 2008 r.
Wikipedia o Henryku Piecuchu:
W 1959 r. Henryk Piecuch rozpoczął 3-letnie studia w Oficerskiej Szkole Wojsk Ochrony Pogranicza. Na trzecim roku tych studiów wstąpił do PZPR. Był członkiem tej partii do jej rozwiązania. W latach 60. bez zezwolenia swoich przełożonych, zaczął publikować pod pseudonimami artykuły w takich czasopismach jak np. Taternik, Gazeta Robotnicza czy Nowiny Jeleniogórskie. Z powodu obowiązków służbowych w WOP-ie oraz pracy dziennikarza, miał kontakty z funkcjonariuszami różnych służb specjalnych, m.in. polskich, sowieckich, NRD, RFN, angielskich, amerykańskich, francuskich, czechosłowackich, węgierskich, izraelskich, szwedzkich. W trakcie pracy zawodowej kilkakrotnie bezskutecznie próbowano go zwerbować, jako agenta różnych służb, zarówno polskich jak i radzieckich. Zamach na Jana Pawła II spowodował, iż szerzej zainteresował się działalnością służb specjalnych, zwłaszcza metodami ich pracy. Zaczął robić analizy korzystając z posiadanej wiedzy i dostępnych materiałów. Kolejnym impulsem była deklaracja ówczesnego wiceministra w MSW, szefa służb wywiadu i kontrwywiadu, gen. brygady Władysława Pożogi (później gen. dywizji), o większym otwarciu w udostępnianiu informacji, wygłoszona na konferencji prasowej wiosną 1981. Dzięki temu po 3 latach zrobił z nim serię wywiadów oraz uzyskał dostęp do wielu odtajnionych materiałów. Wykorzystał je m.in. w książce "Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą" (1987) i jej poszerzonych wydaniach (1993, 1996). W latach 80. pozyskał z archiwum MSW, kilkadziesiąt metrów bieżących akt, które do dziś wykorzystuje w swoich publikacjach.
Gen. W. Jaruzelski sowiecka matrioszka i inne matrioszki.
cz. 1/3
W końskim łajnie siedzą dwa żuczki. Jeden pyta drugiego: “Tatko! popatrz, obok woda czysta, trawa zielona, a w górze niebo takie niebieskie, a my wciąż grzebiemy się w gównie. Dlaczego?”, Drugi na to: “Bo widzisz synu, to wciąż jest nasza ojczyzna”.
Henryk Piecuch Tajna historia Polski
Wybaczcie, tyle spraw ciekawych kręci się koło nas, a ja wciąż o polityce, wciąż grzebię się w … Do przypomnienia sprawy “matrioszek” skłoniły mnie nie tylko monity internautów, ale także toczący się proces generała W. Jaruzelskiego et consortes, dzięki któremu znowu odżyły niegdysiejsze mity. Przypominana relacja jest zbyt obszerna, by ogłaszać ją w jednej kupie. Będzie więc kup kilka. Zapraszam do dyskusji.
“Matrioszka” - baba w babie, a w tej babie jeszcze jedna baba z babą w środku. Baby są drewniane (przeważnie bukowe lub brzozowe), barwne, można je kupić prawie na każdym większym bazarze. “Matrioszki” wywiadów są nieco inne. Zbudowane z krwi i kości oraz żywego mięska. Mają żelazne zdrowie, nienaganne maniery, przyjemną aparycję i nerwy ze stali. Działają jak roboty - tylko na sygnał centrali. Chociaż mózgi mają nieprzeciętnie wielkie, gdyż inaczej by nie przetrwały ani minuty wyłowieni przez wrogie kontrwywiady, to ich faktycznym mózgiem jest areopag służb specjalnych.
Teoria służb specjalnych zna ta sprawy od wieków. Zarówno wywiady, jak i kontrwywiady stosowały ją jednak w incydentalnych wypadkach. Dopiero sowieckie służby specjalne wykorzystały ją na znacznie szerszą skalę. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych tym sposobem posłużyły się również służby specjalne Peerel, głównie kontrwywiad, kierowany w latach siedemdziesiątych przez gen. Pożogę, a później cała Służba Wywiadu i Kontrwywiadu, kierowana przez tego samego generała. Metoda ta pomogła W. Pożodze umieścić na Zachodzie kilkuset agentów, z których niektórzy nigdy nie zaczęli swojej pracy.
Sposób jest prosty. Wywiad lub kontrwywiad, planując umieszczenie liczącego się agenta w wybranym państwie, przygotowują odpowiedniego kandydata, czasami z wieloletnim wyprzedzeniem, czasami zaczynając szkolić adepta od dziecka. Upatrzony kandydat w odpowiednio wybranym momencie zastępuję inną osobę, wcielając się w jej postać. Oczywiście zastąpiony zostaje zlikwidowany.
Jest to żmudna, czasochłonna i bardzo kosztowna metoda. Jednak sowieckie służby specjalne udowadniały niejednokrotnie, że gdy chodzi o interesy Imperium potrafią pracować z wyprzedzeniem idącym w dziesiątki lat, nie licząc się z kosztami, ofiarami ani niczym innym. Tak było z “matrioszkami” wywiadów.
Opowieści goryla [wersja I]. W czasie pisania książki Byłem gorylem Jaruzelskiego, opartej m.in. o relacje płk. A. Gotówki, były szef goryli generała wielokrotnie wspominał o zasłyszanej teorii podmian osób celem “wyhodowania” agenta wpływu. Chodziło o gen. W. Jaruzelskiego. Nie traktowałem tych relacji poważnie (podobnie jak i nie czynię tego obecnie), nie umieściłem o nich wzmianki w książce. Gdy jednak z innych źródeł usłyszałem podobne “rewelacje”, czuję się w obowiązku zasygnalizować problem. Sięgam po notatki (nie autoryzowane).
- Wiesz - przekonywał mnie goryl - od dawna w środowisku dotyczącym Jaruzela słyszę głosy, że Jaruzelski, to nie Jaruzelski.
- Tylko kto?
- Facet podstawiony przez NKWD.
- Bzdury.
- Zobacz: dobra szlachecka, herbowa rodzina. Świetne gimnazjum. Syberia. Tajga. Berlingowcy. Nagła kariera. Najmłodszy generał w LWP. Najmłodszy wiceminister. Najmłodszy minister. Członek Biura Politycznego. Pierwszy sekretarz partii. Wreszcie prezydent, już na pół wolnej Polski, ale jeszcze z sowieckimi wojskami w środku. Przecież jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych do Moskwy szły z Warszawy sprawozdania o ruchach kadrowych w naszej armii, podpisywane niekoniecznie przez polityków dawnego reżimu. Tego nie można osiągnąć bez pomocy potężnych służb specjalnych Imperium.
- Twoja opowieść jest najlepszym przykładem na spiskową teorię dziejów.
- Niedawno odwiedziłem w Warszawie pewnego krawca. Szyje generalskie mundury. Pochodzi z rodzinnej miejscowości Jaruzela. I on również twierdzi, że Jaruzelski z Kurowa, to nie Jaruzelski z Belwederu.
- Też mi dowód…
- A moje spostrzeżenia się nie liczą? Wiele się napatrzyłem na nietypowe spotkania Jaruzela z rodziną (siostra, matka). Oschłe, zimne, wyrachowane, dziwne, jakby nieludzkie, jakby się spotykał robot dawno zaprogramowany. Mam dziwne przeczucie, że Jaruzel Belwederski jest wytworem radzieckich służb specjalnych.
Mało wiadomo o planowaniu z wieloletnim wyprzedzeniem. Ale ono było. Wizja wasalnej Polski. Miał ją Stalin na długo przed zakończeniem wojny. Byłoby dziwne gdyby nie postawił służbom specjalnym, które doceniał, odpowiednich zadań. Przygotowywanie kadr zgodnie z dyrektywami generalissimusa. Różnymi sposobami. Jawnymi i tajnymi. O jawnych wiemy dużo, o tajnych prawie nic. Rola NKWD. Ci faceci uwielbiali takie trudne zabawy. Wytypowanie własnych kandydatów. Wybranie odpowiednich ofiar spośród łagierników, z dobrymi życiorysami. Podmiana. Likwidacja niepotrzebnej ofiary. Trudna adaptacja, pod kontrolą. Potem puszczenie kandydata na głębokie wody, ale pilotowanie. Czas wojny sprzyjał takim grom.
***Opowiedziałem tę historyjkę generałowi W. Jaruzelskiemu. Usłyszałem:
Bzdury. W. Jaruzelski, matrioszki [cz. II], mecenas
cz. 2/3
Jeżeli misja wyjdzie na jaw jeszcze przed rozpoczęciem, trzeba zabić szpiega i wszystkich, którym udzielił on informacji.
Sun Tzu
Ciekaw jestem, co w kontekście zacytowanych słów Sun Tzu myślicie o gen. Piotrze Jaroszewiczu? Wydaje mi się, że to bardzo zagadkowa historia, której nie chciano wyjaśnić. Podobnie, jak chyba nie chciano wyjaśnić sprawy morderstwa gen. M. Papały. No i to wleczenie sprawy wypadku prof. Geremka. Mam wątpliwości co do użytego określenia. Nie jestem pewien czy to wypadek czy przypadek. Katastrof samochodowych, dużych i małych VIP-ów, ci u nas dostatek. Rozstrzygnięć: wypadek albo przypadek? - mało. Wypadki chodzą po ludziach. Przypadki po służbach specjalnych. Czyż to nie zastanawiające? Przypominam – jestem zdecydowanym przeciwnikiem spiskowej teorii dziejów i gorącym zwolennikiem spisków polityków. Ale do brzegu!
Kontynuując poprzedni wątek dziś “Matrioszki” Bohdana Rolińskiego.
Relacje reportera oparte są na rozmowach z generałem Piotrem Jaroszewiczem. Roliński komponuje opowieść z relacji z relacji, poszerza o sprawy związane ze śmiercią Karola Świerczewskiego, by dojść na koniec do wniosku i uzasadniać go, że sowieckie służby specjalne miały w Polsce co najmniej kilka “matrioszek”.
Roliński pisze, że P. Jaroszewicz opowiadał, że Karol Świerczewski: …się zorientował, że chodziło o operację wywiadu polegającą na podmianie ludzi. Słyszał kiedyś w Hiszpanii o stosowaniu tej metody. Zapoczątkowano ją podobno jeszcze w latach dwudziestych w walce z białą emigracją rosyjską. Teraz okazało się, że Żukow przygotowywał podmianę na polski teren. Karol zrozumiał, że dla przygotowanych w normalnym trybie, i pewnie od lat, agentów na Polskę, Żukow wynalazł sobowtórów, czy choćby bardzo podobnych, wśród setek tysięcy Polaków, których wojna rzuciła do Sojuza. Miał już kandydatów do podmiany. Jeśli operacje będzie realizowana, autentyczni znikną, jak mała matrioszka w dużej… Operacja ryzykowna, ale w razie powodzenia daje rezultaty nadzwyczajne.Wedle P. Jaroszewicza, o całej operacji przygotowywania “matrioszek” na Polskę miał decydować sam J. Stalin. Generalissimus planował ponoć “zainstalować” w Wojsku Polskim cztery do sześciu “matrioszek”. Opiekun z NKWD I Dywizji mjr/gen. G. Żukow musiał oczywiście przygotować więcej kandydatów. B. Roliński opowiada opowieści P. Jaroszewicza o opowieściach K. Świerczewskiego dotyczących jego kontaktów z opiekunem z NKWD: “Swoich ludzi wytypowałem trafnie spośród innych przygotowywanych do służby specjalnej” - ciągnął Żukow. “Byli doskonale wyszkoleni, wychowani jak Polacy. Nie myśl, że uczyli ich nasi, ja miałem nawet dwóch księży, prawdziwych, polskich. Moje wymagania były bardzo wysokie. Znalazłem kandydatów. Powiem ci, że oni pochodzili z rodzin kiedyś polskich, które osiadły w Rosji. Byli doskonali i nadawali się do każdej pracy w Polsce. Ale do tej musiałem im znaleźć sobowtórów”. Żukow wreszcie użył właściwego słowa, które było schowane w tej operacji, jak matrioszka w matrioszce.Jeżeli ciekawi was, co powiedział J. Stalin, to B. Roliński zaspokoi waszą ciekawość opowieścią z czwartej ręki. Będzie tak: Stalin przekazał ważny rozkaz Żukowowi. Major zdradził go Świerczewskiemu, który był generałem i który zwierzył się Jaroszewiczowi. Ten podkablował tercet - Stalina, Żukowa i Świerczewskigo Rolińskiemu, który sypnął metody NKWD, ujawniając najskrytszą tajemnicę generalissimusa tysiącom czytelników.A J. Stalin (mając na myśli rwące się do roboty szpiegowskiej matrioszki) powiedział tak: Dajcie ich do polskiej armii. Mają siedzieć, jak ryba w lodzie, ani drgnąć dopóki nie zgłosimy się do nich. Wszystkie zwykłe prace wykonujcie przez agenturę. Oni niech czekają. Tylko ja mogę wam dać znać, kiedy i jak ich uruchomić.
Oczywiście, K. Świerczewski nie ustawał w molestowaniu mjr./gen. Żukowa aby mu zdradził rozmieszczenie “matrioszek”. NKWD-ysta wzdraga się długo, ale w końcu, rozmiękczony alkoholem zdradza: Czterech andersowców jest tam, u nich. Bardzo dobrze. Dwóch z drugiego rzutu było w pierwszej dywizji. Jeden o mało nie zginął pod Lenino. Dwóch było w drugiej (dywizji - przyp. H.P.). Dwóch poleciało do Polski, do partyzantów. I jest jeszcze jeden, poszedł drogą cywilną […]. Wszyscy przeżyli wojnę. Są tu, żyją między ludźmi. Lepsi to Polacy niż wy, w tych mundurach. To nie są jacyś zwykli agenci. Oni nie zajmują się sprawami, które załatwia wywiad czy kontrwywiad. Oni po prostu tu żyją, pracują, działają. Już wrośli w otoczenie. Taki to, widzisz, genialny jest nasz wynalazek. Oni są dziś Polakami, moje “Matrioszki”…
I na koniec sypnę J. Stalina, Żukowa, K. Świerczewskiego, P. Jaroszewicza i B. Rolińskiego. Reporter mi to zapewne wybaczy. “Matrioszki” Żukowa w Polsce, to - B. Bierut, J. Światło i (ale bez wskazania po nazwisku) W. Jaruzelski.
Tę historyjkę również opowiedziałem generałowi W. Jaruzelskiemu. Usłyszałem:
- Bzdury!
Trudno jest pisać o najtajniejszych sprawach wywiadów nie mając dostępu do pełnych materiałów archiwalnych. Ale nawet, gdy się ma dostęp do wybranych dokumentów, nigdy nie wiadomo, co jest prawdziwe a co fałszywe, co jest zapisem działań operacyjnych, co dezinformacją, co planami, co sprawozdaniem przygotowanym wyłącznie na użytek polityków, aby wydusić z decydentów dodatkowe środki, a co zestawieniem przygotowanym do dyscyplinowania podwładnych, co analizą… Jeszcze trudniej jest opierać zapisy na relacjach osób wierzących, że wszystko wiedzą o służbach specjalnych. Czasami wygląda to tak:
Opowieści pewnego mecenasa:
- W. Jaruzelski nie jest W. Jaruzelskim.
- Kim jest W. Jaruzelski?
- To inny człowiek.
- Ale nazywa się W. Jaruzelski?
- Tak, nazywa się W. Jaruzelski, ale nie jest W. Jaruzelskim.
- W. Jaruzelski jest W. Jaruzelskim, ale nie jest W. Jaruzelskim?
- Tak właśnie.
- Uf!
- Takie są służby specjalne.
- Takie są sowieckie służby specjalne?
- Tak właśnie. Takie są sowieckie służby specjalne.
- A dowody?
- W służbach specjalnych nie ma dowodów. Zwłaszcza w sowieckich służbach specjalnych.
- Skoro nie ma dowodów. Nie ma i nie było sprawy.
Tej historyjki nie opowiadałem generałowi W. Jaruzelskiemu. Domyślałem się odpowiedzi. Mecenasa znałem od zawsze. Był wychowankiem mojego przyjaciela ze Służby Wywiadu i Kontrwywiadu. Mecenas śpi spokojnie, bo wie, że ma w IPN czyste konto. Papirusy dotyczące jego mozolnego trudu z lat 70/80, w 1989 r. zmieniły mp. Dlatego mecenas je z ręki tym, którzy dysponują zasobem dotyczącym jego dorobku. W tym miejscu dodam, że nie są to ludzie, którym warto zaryzykować i dać się ogolić brzytwą. Przekonałem się o tym osobiście. Moi przyjaciele, na szczęście, zamiast brzytwy, umiejętnie posłużyli się organami [45 lat praktyki do czegoś zobowiązuje]. Przez naiwnych zwanymi organami sprawiedliwości [za Levinasem: sprawiedliwość to przede wszystkim prawo głosu].
W. Jaruzelski - proces, L. Wałęsa, Grudzień ‘70, matrioszki [cz. III]
W oczekiwaniu na igrzyska olimpijskie poobserwowałem igrzyska sądowe. Bronił się W. Jaruzelski et consortes. Generał bronił się milcząc. Nacierała prokuratura. Arbitrem był Lech Wałęsa. Sprawa szła o Grudzień ‘70. Słuchając zadziwiająco nieprecyzyjnej paplaniny zastanawiałem się, czy tak poważne grono osób nie potrafi dostrzec paradoksu w tym, co robi? Z całym szacunkiem dla chęci oraz późniejszych dokonań, kiedy to L.W. stał się, obok Jana Pawła II, drugim rozpoznawalnym Polakiem w świecie, ale słuchanie fantazjowania niegdysiejszego elektryka na temat tego, co się w grudniu 1970 r. działo w Białym Domu, kto i o czym decydował itp., itd. zakrawa na kpinę.
Czyż tak trudno pojąć, że aby powiedzieć coś rozsądnego o faktycznym przebiegu tragedii na Wybrzeżu, nie wystarczy chcieć. Trzeba jeszcze przeczytać jakieś 50-100 metrów akt, przestudiować z 50 książek, przesłuchać 3-5 km taśmy magnetofonowej z nagraniami oraz przede wszystkim, zebrawszy świadków z obu stron barykady, przeprowadzić coś na kształt wizji lokalnej, albo przynajmniej podróży historycznej, ustalając krok po kroku przebieg wydarzeń, rejestrując co kto mówił, co robił, a nawet gdzie stał etc.Uczestnikiem takiej wizji, jako jeden z relantów, mógłby być i powinien być Lech Wałęsa. Mógłby i powinien być uczestnikiem takiego przedsięwzięcia nie dlatego, że L.W. był w latach 80. przywódcą potężnej ”Solidarności”, która wstrząsnęła światem dwubiegunowym, i nawet nie dla tego, że następnie piastował urząd prezydenta RP, a dlatego, że w grudniu roku 70. L.W. był aktywnym uczestnikiem wydarzeń w Trójmieście. Ale, dodajmy od razu, uczestnikiem, który nie mógł wiedzieć co się działo nie tylko w najważniejszych gmachach Peerelu, ale nawet co się działo w gabinetach lokalnych kacyków Gdańska, Gdyni, Sopotu…
Czego się wówczas dowiemy? Ano chociażby tego, że w Trójmieście na długo przed wybuchem konfliktu prowadzono działania operacyjne, m.in. z udziałem ówczesnego wiceministra MSW gen. F. Szlachcica; że w pierwszej, kilkusetosobowej grupie stoczniowców, która opuściła stocznię wychodząc na miasto, znalazło się ok. 50 kadrowych pracowników służb specjalnych, a każdy z nich miał nielichą grupkę agentów i informatorów, którzy dobrze wiedzieli, co mają krzyczeć i robić; że w czasie wydarzeń funkcjonowało 7 [słownie: siedem] sztabów decyzyjnych, których nikt nie koordynował; że o wszystkim na bieżąco informowany był E. Gierek - ówczesny sekretarz KW PZPR w Katowicach [informatorem był Szlachcic, a łączność telefoniczną, z pominięciem środków MSW, zapewniał generałowi ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds bezpieczeństwa płk W. Pożoga]; że działy się dziwne sprawy związane z kluczowym dla masakry w Gdyni, uruchomieniem kolejki; że dziwnym trafem zaginęły notatki do meldunków 6-cio godzinnych o sytuacji w Trójmieście, opracowywanych przez specjalny zespół KW MO, a podpisywanych przez płk. Kolczyńskiego i Pożogę… Że wreszcie w Warszawie zawiązany był nieco egzotyczny sojusz personalny w składzie: S. Kania, E. Babiuch, W. Jaruzelski i F. Szlachcic. Sojusz, który promując E. Gierka, równocześnie odstrzelił od fotela I sekretarza KC PZPR W. Gomułkę. Czyż nie był to swoisty zamach stanu, który następnie, 12 grudnia 1981 r., powtórzono w nieco zmodyfikowanej formie [ale także z decydującym udziałem W. Jaruzelskiego wspartym przez F. Siwickiego, Cz. Kiszczaka i M.F. Rakowskiego]? Uf!!!, długo by o tym pisać. Jedno jest pewne – o tym wszystkim L. Wałęsa nie miał, bo nie mógł wówczas mieć najmniejszego pojęcia. Na jakiej podstawie i dlaczego więc dziś wystawia laurki gen. W. Jaruzelskiemu?
Dlaczego o tym wspominam? Bo jeszcze potrafię się dziwić. Poza tym pamiętam słowa Edwarda. Krasińskiego, przekonującego:
Ja nie mam koncepcji
Ja nie mam pomysłów
To wszystko co robię
To są moje widzimisię.
I do tego widzimisię dorzucam, zgodnie z obietnicą, ostatni odcinek o matrioszkach. Tak niegdyś zanotowałem słowa gen. W. Pożogi dotyczące tego tematu. Szef Służby Wywiadu i Kontrwywiadu tłumaczył mi:
Wykorzystywaliśmy nową falę emigracji do zagęszczenia naszej agentury w Niemczech. Wykombinowaliśmy prosty sposób, aby podrzucać BND naszych kadrowych pracowników. Wyszukaliśmy odpowiednich kandydatów dorabiając im wiarygodną legendę, aby mogli się zaadaptować jako członkowie rodzin wybranych mieszkańców Niemiec. W tym celu nasi pracownicy wyszukiwali zmarłe osoby [przypomnę, że za zmarłe można także uznać osoby wyprowadzone z tego świata metodami dobrze znanymi gangsterom oraz służbom specjalnym - HP], które miały rodziny w RFN. Pod taką rodzinę podszywał się nasz pracownik. Zbierał materiały dotyczące zmarłego, zapoznawał się z jego życiem, warunkami pracy, zamiłowaniami etc. Rosjanie nazywają taką metodę “na matrioszkę”.W tej fazie przygotowań liczyły się najdrobniejsze elementy. Im więcej szczegółów dało się zgromadzić, tym lepiej. Była to żmudna, trwająca nieraz latami praca dla wielu setek ludzi. Trud się opłacił. Nasi agenci szybko się adaptowali do zmienionych warunków, błyskawicznie awansując. Niektórzy zostali adoptowani przez z góry upatrzone przez nas rodziny. Kontakty z niemiecką rodziną nawiązywano przeważnie poprzez Czerwony Krzyż lub ogłoszenia prasowe.Z kilkunastu naszych w ten sposób wysłanych pracowników kontrwywiad niemiecki rozszyfrował tylko jednego. Stało się tak w wyniku głupoty agenta, który poczuł się zbyt pewnie w Niemczech, nie zniszczył otrzymanych od nas materiałów i w końcu wpadł. Wyrwaliśmy go jednak z niemieckiego więzienia. Przypomnieliśmy Niemcom, że są nam winni rewanż za Wenzla. Pamiętali. Zachowali się jak dżentelmeni. Oddali naszego agenta za darmo.Gen. Pożoga ograniczył swoją relację do terenu Niemiec. Skądinąd jednak wiem, że np. płk Marceli Wieczorek prowadził w Chicago dwie matrioszki, inny oficer zajmował się podobną sprawą w Kanadzie, jeszcze inny we Francji.Co by jednak nie powiedzieć, to te przedsięwzięcia peerelowskich służb specjalnych były parodią klasycznej idei matrioszek. Parodia parodią, jednak dzięki tej metodzie sporo łupów do Kraju Pieroga i Zalewajki przywieziono. Zupełnie inną sprawą jest, ile z tych łupów było przydatne w kraju, a ile przekazano do Wielkiego Nadzorcy. Będzie jednak okazja szerzej o tym wspomnieć przy okazji wpisu poświęconego pewnemu dżentelmenowi z serialu TVN “Szpieg”.Cóż, dżentelmeni służb specjalnych dżentelmenami, a matrioszki matrioszkami. Interesującym byłoby rozejrzenie się ile matrioszek pozostawił w Kraju Pieroga i Zalewajki mój niezastąpiony przyjaciel gen dyw. Witalij Pawłow. Można domniemywać, że…
Ale zostawmy to dziennikarzom śledczym, bo nasze służby specjalne są wstanie przestraszyć się nawet myszy w piwnicy dyr. Bączka. A poza tym, domniemywania nie są moją najmocniejszą stroną, to nie jest uczciwy wysiłek filozoficzny. ---wyciągnijcie teraz samodzielnie myślący wnioski.
Tak jak ja żądam badania DNA tej matrioszki Wolskiego,żądają już także i inni Polacy znający prawdę o nim.Już się,zaczęło jawne i odważne żądanie badań DNA Wolskiego
Andrzej Pilipiuk na swoim blogu w Netbird.pl pisze o zakładanym przez mieszkańców Ciechanowca stowarzyszeniu, mającym zbadać, czy generał Jaruzelski jest rzeczywiście urodzonym w tej miejscowości potomkiem szlachciców z Podlasia.
Pilipiuk przytoczył opowieść człowieka spotkanego niegdyś w pociągu: „(...)grupa mieszkańców zbiera podpisy, by zarejestrować stowarzyszenie. Gdy tego dokonają, zamierzają wystąpić do sądu o przymusowe testy DNA. Są bowiem przekonani, że człowiek, który przez dekadę rządził naszym krajem, to podstawiony agent NKWD, zaś ich kolega ze szkoły – prawdziwy Wojciech Jaruzelski – spoczywa gdzieś w zbiorowej mogile na Ałtaju…”.Rozmówca Pilipiuka przedstawił się jako mieszkaniec Ciechanowca. Ukończył to samo gimnazjum, które przed wojną kończył generał. „Znał rodzinę Jaruzelskich – typową szlachtę z Podlasia, porządnych patriotów, katolików”.
Wygląda więc na to, że Wojciech Jaruzelski może mieć więcej kłopotów niż proces i oskarżenie o nakłanianie ZSRR do pomocy przy wprowadzaniu stanu wojennego.
#
05-02-2010 09:52 Irena: Do rysiek z 9:10
Masz rację co do treści tego artykułu!!!
Mocodawcy wprowadzili taki scenariusz--aby Polskę podzielić na kibicujących za PO i PiS--i w ten sposów zatuszować stan Polski będącej nad przepaścią.
Żałosne są te emocjonalne wpisy i ta walka o swoich sympatyków.
Zwyciężałaś,zwyciężaj,
Straszny jest szczęk, oręża.
Już różaniec,różaniec,różaniec,
Wytaczają Polacy na szaniec.
Ty w Gietrzwałdzie po polsku mówiłaś,
Że w różańcu,w trzeżwości jest siła,
Sto lat przeszło w tylu już klęskach,
Wstań narodzie masz szansę zwycięstwa.
Splećmy łańcuch różańców prze Polskę,
Jubileusz uczyni nas wojskiem.
Niech zakwitną krokusy trzeżwości,
Wtedy wze3jdzie jutrzenka wolności:
#
05-02-2010 09:57 rysiek: do Irena
no właśnie tym z po i pis tak naprawdę chodzi o ciepłe posadki to jest ich praca w ten sposób zarabiają i to sporo na chleb
potrzebne są zmiany ale ich niestety nie widać
#
05-02-2010 10:40 rysiek: fałszywy rysiek się znalazł
to pewno ION lub jakaś gnida
#
05-02-2010 11:43 Chłopak: "plan z spalił na panewce"
No cóż. Jaki artykuł, taka ortografia. I tyle.
#
05-02-2010 12:10 jerry: Do Bożeny.
Prawda Kamińskiego absolutnie nie zależy od wypowiedzi Wilczej Gęby.
#
05-02-2010 12:44 jerry: Amatorskie rządy.
Dobrze się stało że wystąpiła sekwencja premierów w komisji.Dzięki temu można porównać. No i co widzimy i słyszymy.Z jednej strony premier amator, krętacz,z daleko zawansowaną amnezją, zagadujący słuchaczy byle gadulstwem, wykonanym w fatalnej polszczyźnie, przeciwko mężowi stanu doskonale zorientowanemu w arkanach rządzenia, potrafiącemu przyznać się do własnych błędów,logicznie prezentującemu swoje racje, bardzo przyzwoitym językiem polskim.Podwórkowy piłkarz zapewne zbyt zajęty swoim hobby nie miał czasu na pracę w rządzie,chociaż uprawianie sportu jest czynnością chwalebną.Całe szczęście że piłkarz amator nie zażądał od selekcjonera zaliczenia go do kadry, chociaż wiadomo że szkody to narodowej kopananej by nie przyniosło.Niestety nie można tego stwierdzić w przypadku polityka amatora wyniesionego na stanowisko premiera.A w golfa sam bym chętnie zagrał, gdybym potrafił.
#
05-02-2010 13:24 Kacper: Mam pytanie ?
Chodzi mi oto czy p.Plemier Tusk farbuje sobie wloski czy tylko zdjecia tak go zciemniaja. Bo wyglad to wazna sprawa, przeciez go nie opala jak Kwasa przed wyborami a oczki tez jakies takie smutne ma.Moze zdrowie nie dopisuje? Tyle odpowiedzi i tyle stresu.
#
05-02-2010 14:17 Adam W.: CO DO WŁOSÓW TUSKA....
ciekawe ze, Tusk jest rudy ale w zadnej kamerze tego nie widac,poco to maskowanie!? wiadomo ze co rude to zdradliwe! przestan sie ukrywac rudzielcu Tusku!
#
05-02-2010 15:37 Jan Długosz: oglądałem fragmenty
i twierdzę że Tusk jest w sobie zakochany czyli jakby samopedał. I takie coś jest premierem !
#
05-02-2010 15:38 Jan Długosz: oglądałem fragmenty
i twierdzę że Tusk jest w sobie zakochany czyli jakby samopedał. I takie coś jest premierem !
#
05-02-2010 21:26 Meku: Platforma-aferotywa.
Stoi na stacji oddzial platfofmy
i kazdy ma projekt wlasnej reformy
Chwala sie:"Mamy projektow kupe"
i kazdym z nich mozna podetrzec dupe
Projekty,ustawy-co jedna to gorsza,
Pitera co miala ochote na dorsza
Palkot z kutasem i koltem w swej dloni
I ten co kapowal kolegow swych Boni
I nagle sie wokol cos krecic zaczyna,
spotkanie,o ktorym zapomnial Schetyna.
CPN,lotnisko,w tle jakies cmentarze,
co znaczy to wszystko komisja wykaze.
Sekula na czele komisji tej stanie,
by Grzechom i Mirom ulatwic zadanie.
By wlos z glowy nie spadl Tuskowi,Schetynie
Wyborcza sondaze oglosi w witrynie.
Przelomu w aferze napewno nie bedzie
Herr Tusk sie zagapi,wyglosi oredzie.
"Platforma to prawda,to sila-MUR CHINSKI
Afera i hazard to PiS i Kaminski
POLAKU WYRUSZAJ PO ROZUM DO GLOWY,
BO JEDEN,JEDYNY JEST PROJEKT GOTOWY.
OSZWABIC I OKRASC,CO POLSKIE TO SPRZEDAC,
DO DNA WYPOMPOWAC I W ZAMIAN NIC NIE DAC
Pozdrawiam - Meku
#
07-02-2010 21:41 małe miki: ryżulec nawet na komisji robi sobie kampanię wyborczą,
tiaaaaaa, celebryci, wybitni lekarze (co zostawiają tampony w ciele operowanych, ze skutkiem śmiertelnym), aktorzy, politycy od hasła "żeby (swojakom) żyło się lepiej" wiecie już na kogo głosować? niemieckożydowski rżulec będzie was chronił, będziecie ponad prawem, bo jesteście nadludźmi.
#
07-02-2010 21:44 małe miki: ryżulec nawet na komisji robi sobie kampanię wyborczą,
tiaaaaaa, celebryci, wybitni lekarze (co zostawiają tampony w ciele operowanych, ze skutkiem śmiertelnym), aktorzy, politycy od hasła "żeby (swojakom) żyło się lepiej" wiecie już na kogo głosować? niemieckożydowski rżulec będzie was chronił, będziecie ponad prawem, bo jesteście nadludźmi.
#