A teraz… parlament

Już 11 i 18 czerwca Francuzi wybiorą skład Zgromadzenia Narodowego, które będzie współpracowało z Emmanuelem Macronem. Chociaż nad Sekwaną obowiązuje system prezydencki, to przywódca kraju bez poparcia większości parlamentarnej skazany jest na tzw. kohabitację, która może szybko zużywać jego kapitał zaufania.

Ten kapitał w wypadku Emmanuela Macrona nie jest zresztą zbyt duży. Ponad 60 proc. osób, które na niego zagłosowały, twierdzi, że zrobiły to po to, by „zatrzymać” Marine Le Pen, a nowego prezydenta bynajmniej nie popierają. Dodatkowo, Macron ma mało czasu na budowę zaplecza dla swojej nowej partii – Republique en Marche! (REM – Republika w drodze). Sprzyja mu jednak dekompozycja partii tradycyjnych, bowiem i Republikanie, i socjaliści przeżywają głęboki kryzys. Ponadto efekt wyborów prezydenckich niemal zawsze ma też wpływ na wyniki parlamentarne.

Prezydenckie zaplecze i V kolumna

Połowę kandydatów do En Marche stanowią przedstawiciele różnych środowisk społecznych, a połowę znani już politycy. Swoją drogą, takie pomysły realizowano już w Polsce, ale dla Francji jest to nowość i otoczenie Macrona mówi o „nowoczesności”.

Przez siedzibę nowej partii przetaczały się tabuny polityków różnych partii i złośliwi mówili o… „tańcu kurtyzan”, które usiłują uwodzić nowego prezydenta. Największym wygranym jest tu François Bayrou, szef Ruchu Demokratycznego (MoDem), słabnącej ostatnio, jednej z dwóch partii centrowych, który otrzymał 35 miejsc na listach wyborczych Republique en Marche! W siedzibie REM pojawił się też szef drugiej partii centrowej (UDI) Jean-Louis Borloo. W ten sposób formacje, którym groziło zejście ze sceny politycznej, stały się nagle jednym z głównych graczy.

Drugą grupę polityków tworzą socjaliści uciekający ze swojej partii. Część działaczy od początku wspierała Macrona przeciw kandydatowi własnej partii (Hamon) i teraz może liczyć na wdzięczność. Akces do partii prezydenckiej zgłosił nawet niedawny premier Manuel Valls. Partia Socjalistyczna wszczęła procedury usunięcia go ze swoich szeregów, a karykaturzyści przedstawiali byłego premiera zgłaszającego akces do obozu prezydenckiego, który wali w klawiaturę komputera i mówi: „klikam i klikam, i nic…”. Ostatecznie prezydencki REM zadecydował, że poprze Vallsa pośrednio, bo nie wystawi w jego okręgu kontrkandydata.

Chęć współpracy deklarują także niektórzy politycy centroprawicy (Republikanie). En Marche! zamierza wystawić ostatecznie zamiast 577 kandydatów tylko ponad 400. W pozostałych okręgach będzie po prostu wspierać kandydatów „zaprzyjaźnionych” z innych partii. Napięty kalendarz wyborczy spowodował, że partie nie mają obecnie zbyt dużo czasu na powyborcze kłótnie, ale po wyborach takich „remanentów” można się już spodziewać. Nie można wykluczyć, że część deputowanych z innych list także zasili w końcu obóz prezydencki. Do większości w parlamencie Macron potrzebuje 289 posłów i jest w stanie tylu zdobyć. Sondaże mówią, że REM może liczyć na 29-procentowe poparcie, Republikanie i Front Narodowy na 20-procentowe, France Insoumise Mélenchona na 14-procentowe, a PS jedynie na 7-procentowe. Trwa też budowanie zaplecza prezydenckiego w senacie. Po raz pierwszy we Francji pojawią cztery bloki, które mogą liczyć na ok. 20 proc. poparcia.

Socjaliści

Poza tą czwórką znaleźli się socjaliści. Po 48 latach PS znajduje się niemal w agonii. Bardziej umiarkowanych wyborców tej partii przejmuje obóz Emmanuela Macrona, tych bardziej ideologicznych – Mélenchon. Powtórzenie wyniku jej kandydata na prezydenta Benoit Hamona (6,36 proc.) nie daje wielkiej szansy na poważną reprezentację w parlamencie. PS zapowiada, że jest gotowa na rezygnację z kandydatur w okręgach, w których duże poparcie ma Front Narodowy, by dać szanse politykom innych partii centrolewicy i lewicy. Pewien wyjątek czyni dla byłego premiera Vallsa. Za „zdradę” partia wystawi przeciw niemu swojego kandydata.

Kilku czołowych polityków Partii Socjalistycznej – Anne Hidalgo (mer Paryża), Martine Aubry (była szefowa PS) czy Christiana Taubira (minister sprawiedliwości) i wspomniany Hamon – ogłosiło utworzenie nowej „platformy” politycznej – ruchu obywatelskiego pod nazwą Jutro. Na listach PS nie znajdzie się 110 obecnych deputowanych, a nowa reprezentacja tej partii w Zgromadzeniu Narodowym zapewne mocno stopnieje.

Republikanie

Na zewnątrz partia Republikanie stara się zachowywać jedność. To fasada, pod którą kryje się chęć rozliczeń za porażkę wyborczą François Fillona i za odebranie tej partii niemal pewnego zwycięstwa. Do wyborów Republikanie idą ze znacznie bardziej umiarkowanym programem niż przedwyborcze zapowiedzi ich kandydata, co oznacza przesunięcie się do centrum. Dobry wynik uchroniłby tę partię przed podziałami i pozwolił stworzyć rząd. Jeśli rewanż się nie uda, to kilku polityków zmieni barwy i poprze obóz prezydencki.

Nowa lewica – France Insoumise (Zbuntowana Francja)

Swój sukces wyborczy chce przełożyć na dobry wynik do parlamentu Jean-Luc Mélenchon. Skupił on głosy skrajnej lewicy, lewego skrzydła socjalistów i ruchu oburzonych, zwłaszcza młodzieży. Jego ruch nie może jednak się dogadać ani z komunistami, ani z Zielonymi. Wspierają go jednak partyjne „doły” tych partii. Poparcia Mélenchonowi udzieliła m.in. grupa byłych deputowanych komunistycznych. W I turze wyborów Mélenchon uzyskał obiecujące wyniki w 67 okręgach wyborczych. Zdaniem analityków jego ruch może uzyskać od 16 do 30 mandatów. Mélenchon nie ma jednak „twardego elektoratu” i w trakcie kampanii możliwe są jego duże przepływy.

Front Narodowy

Front Narodowy ma dużą szansę powiększyć swój stan posiadania w parlamencie. W kilku okręgach tzw. zapora republikańska przeciw tej partii okazała się nieskuteczna. W innych jednak działa i reprezentacja w parlamencie nie będzie zapewne proporcjonalna do uzyskanego poparcia procentowego. Ciosem dla FN było odejście z polityki siostrzenicy Marine – Marion-Marechal Le Pen, najmłodszej deputowanej. Media pisały o konflikcie z ciotką. Jean-Marie Le Pen nazwał jej postawę „dezercją”. Marion powołuje się na „względy osobiste”, a mówiąc eufemistycznie, konserwatyzm jej poglądów nie przełożył się na praktykę i życie osobiste. Trochę szkoda, bo była zapowiedzią nowego pokolenia w polityce. Marine Le Pen skomentowała jej decyzję słowami o tym, że „jako matka (Marion ma trzyletnią córkę) taką decyzję rozumie”.

Front zapowiada głębokie zmiany. Od zmiany nazwy, po otwarcie się na sojusze z innymi środowiskami prawicy. Jeśli Macron nie przeprowadzi głębokich reform, za pewien czas partia narodowa może być dla niego rzeczywiście najgroźniejszym przeciwnikiem. Na razie jednak doszło do „rozwodu” z Dupont-Aignem, który uzyskał w pierwszej turze 5 proc. i był zgłoszony jako kandydat Le Pen na premiera w wypadku wygrania przez nią wyborów. Dodatkowo trwa wewnętrzna kłótnia o euro, a elektorat FN po porażce w wyborach prezydenckich może się okazać zdemobilizowany. Pozytywy – to wystawienie na listach w 80 proc. lokalnych działaczy (w 2012 r. stanowili oni tylko 10 proc.) i możliwość wielu dogrywek w II turze z udziałem trzech kandydatów (wystarcza wówczas zwykła większość głosów bez potrzeby przekroczenia 50 proc. uzyskiwanych głosów). Analitycy twierdzą, że grupa parlamentarna Frontu Narodowego może się zwiększyć z obecnych dwóch deputowanych do ok. 35.

Bilans

Emmanuel Macron stoi przed trudnym wyzwaniem. Jest postrzegany jako kontynuator Hollande’a, a Hol­lande odchodzi tymczasem jako najbardziej niepopularny prezydent Francji. Jego bilans to 540 tys. dodatkowych bezrobotnych, nieudana walka z terroryzmem islamskim, zamiast której zostawia po sobie stan wyjątkowy, i wreszcie, niestety, „udana” reforma społeczna pod nazwą „małżeństwa dla wszystkich”, która Francję mocno podzieliła. Czy nowy prezydent potrafi coś tu zmienić? Francuzi są dalecy od euforii. Jeśli reformy zawiodą, „gniew ludu” może dać o sobie znacznie wcześniej, niż upłynie termin nowych wyborów…

Autor jest publicystą „Głosu Katolickiego” (Voix Catholique) w Paryżu.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Energetyka jądrowa – japoński przykład

Delegacja polskich dziennikarzy spędziła tydzień w Japonii, gdzie oglądała tamtejsze elektrownie jądrowe. Tokio chce przekonać Polaków, że to właśnie japońska technologia powinna zostać wykorzystana przy polskim projekcie elektrowni jądrowej.

Nie przesądzając, czy to najlepszy wybór, wyprawa przyniosła kluczowe informacje: Japończycy zdołali w terminie i mieszcząc się w budżecie, zbudować elektrownię z reaktorami w technologii ABWR – zmodernizowany i bezpieczniejszy wariant technologii z Fukushimy. Tymczasem kluczowym argumentem przeciwników energetyki jądrowej w Europie jest to, że elektrowni jądrowych nie da się zbudować na czas, a ich koszty są wielokrotnie wyższe od zakładanych. Tak jest niestety w wypadku projektów we Francji i w Finlandii. Jednak przykład japoński pokazuje, że może być inaczej. Wymaga to jednak wysokiego poziomu organizacji i determinacji. Po katastrofie w Fukishimie Japończycy podjęli tytaniczny wysiłek, by udowodnić, że energetyka jądrowa może być bezpieczna. Jeśli Polska chce budować „atom”, musi wspiąć się na te same wyżyny organizacyjne. Wtedy może i nam się udać.

Udostępnij

Tagi

Kłamią i szczują bez granic

W stosowaniu kłamstwa w walce politycznej opozycja nie zna granic – także moralnych. Przekracza je, wykorzystując dramat ludzi poszkodowanych przez nawałnice.

Tymczasem wbrew jej twierdzeniom na terenach doświadczonych przez żywioł działania podjęto natychmiast. Służby niosły pomoc tuż po wydarzeniach i nie jest prawdą, że mieszkańców pozostawiono samym sobie. Niezwłocznie podjęto decyzje o uruchomieniu pieniędzy – ponad 30 mln zł przelano na wsparcie poszkodowanych. Ta pomoc jest rozdzielana wśród mieszkańców. Pracują komisje, które oceniają zniszczenia, by na tej podstawie wypłacać odszkodowania. Mimo to politycy opozycji totalnej głoszą kłamstwa o braku pomocy. Warto więc przypomnieć, że tereny poszkodowane to w większości powiaty zarządzane przez PO. Tam służby samorządowe powinny zadziałać w pierwszej kolejności. Ale podlegają właśnie działaczom PO – kolegom tych, którzy w Warszawie budują na dramacie poszkodowanych propagandę. Nic nie jest dla nich powodem do współczucia i wszczęcia działań – jest materiałem do walki politycznej. U tych partii to nic nowego: cynizm i hipokryzja. W kolejnych wyborach samorządowych warto ich z tego rozliczyć.

Udostępnij

Tagi

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl