niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
27 maja 2017

​Strategia ekscesów

Dodano: 17.05.2017 [22:11]
​Strategia ekscesów - niezalezna.pl
foto: arch. GP
Warto się zastanowić, czy znaczna część poplatformerskiej opozycji pogodziła się z demokratycznymi wynikami wyborów z 2015 r. Jak się zdaje, dziś w KOD-zie nie tylko deprecjonują legalny werdykt wyborców, ale chcą utrzymać atmosferę społecznego podenerwowania – z braku merytorycznej wizji własnej polityki antypis chwyta się strategii ekscesów.

Bardzo szybko po 10  kwietnia 2010 r. rozpoczęła się coraz bardziej niesmaczna gra na szyderstwo, nieraz najbardziej dotkliwie uderzająca w pamięć i cześć zmarłej pary prezydenckiej. Czasem racjonalizowana i estetyzowana za pomocą pojęć z pogranicza nauk humanistycznych i publicystyki, służyła jako element gry politycznej i światopoglądowej, współformowała i legitymizowała antypisowski przekaz. Liberalna inteligencja, mocno zaprzyjaźniona z Platformą Obywatelską i w znacznej mierze zależna od niej finansowo i instytucjonalnie, chętnie korzystała w tej materii z analiz i tekstów pochodzących wprost z lewicowych środowisk, które nicowały to, co nazywały „religią smoleńską”. Na marginesie: dawało to obu stronom poczucie, że nieźle się ze sobą dogadują. Dziś jednak dobrze widać, że czynniki decyzyjne postplatformerskiej opozycji znacznie częściej mrugają okiem w stronę zdecydowanie bardziej prawicowego niźli liberalnego obyczajowo i lewicowego/lewicującego elektoratu.

Dyskurs i eksces

Liberalny i nowolewicowy dyskurs dawały pojęciowe zaplecze mediom związanym z PO, które – w mniej już subtelny sposób – przekładały je z kolei na język czytelny dla masowego odbiorcy. Ale potrzeba było czegoś więcej – nośnikiem treści dla znacznej części mediów jest emocja: silna, ogniskująca uwagę, rozpalająca wyobraźnię. Krzyże z puszek po piwie, publiczne oddawanie uryny, niemała dawka obelżywości wobec „ludu smoleńskiego” – to wszystko było widać gołym okiem tuż po Smoleńsku i później. A to dlatego, że „jaśnieoświecone” nowo-stare elity IIII Rzeczypospolitej żyją wedle logiki podwójnych standardów: gdy trzeba, są piewcami inteligenckiej kultury, humanistycznych wartości, tolerancji itp.; gdy jednak trzeba wywrzeć presję społeczną, nie oszczędzą swoich przeciwników – kiedyś to były ofiary transformacji, dziś wszyscy, którzy nie chcą być po ich stronie.

A zatem „dyskurs” to awers walki politycznej i światopoglądowej. Rewersem jest „eksces”, który bazuje na konfrontacji, dąży do niej i ją wymusza. Gdy opadły już nieco emocje po 10 kwietnia 2010 r., a kompradorskie elity III RP oraz utrzymywani przez nie robotnicy umysłowi (wedle określenia Jana Wacława Machajskiego) poczuły, że status quo został utrzymany, eksces nie był już aż tak potrzebny – wszak to obosieczna broń, narzędzie destabilizacji nastrojów społecznych, a to mogło rykoszetem uderzać też w ówczesny obóz władzy. Jednak jesienią 2015 r. sytuacja uległa potężnej zmianie. Ku zdumieniu i przerażeniu swoich popleczników nie tylko Bronisław Komorowski, ale i cała platformerska formacja przejechała na pasach niepełnosprawną zakonnicę w ciąży (ciekawe, czy Adam Michnik boleśnie pogryzł sobie język po przegranych przez PO wyborach). W tych realiach eksces musiał wrócić do pełni łask.

Strategia „na kolizję”

Jeżeli w Krakowie zwolennicy i zwolenniczki KOD-u celowo blokują wjazd rządowych samochodów na Wawel, mamy do czynienia ze świadomą strategią „na kolizję”: eksces nie tylko daje okazję do medialnego zaistnienia, ale i wymusza reakcję drugiej strony. Dla władzy to wizerunkowo niebezpieczne, ponieważ w wydarzenia zakłócające porządek muszą zaangażować się służby publiczne jednoznacznie kojarzone z ewentualnym użyciem siły. Medialny ładunek, który idzie wówczas w świat, jest prosty: policja interweniuje w obronie opresyjnej władzy (w dodatku w zachodnich mediach łatwiej okrasić materiał mocniejszym epitetem). Jeśli przekaz ma właściwie wybrzmieć, a przecież w znacznej części krajowych i zachodnich mediów jest on antypisowski, to nie jest już istotne, kto komu stanął na drodze – ważne, jaki obraz utrwala się widzom w pamięci.

Eksces nabiera już cech niby-instytucjonalnych: postplatformerska opozycja, funkcjonująca z pomocą różnego rodzaju mniej lub bardziej formalnych grup oddziaływania, wzięła na cel miesięcznice ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej. Gdy spojrzeć na to z dystansu, rzecz jest niewiarygodna: miesięcznice są organizowane zgodnie z wymogami prawa, mają miejsce w określonym czasie i miejscach, są dobrowolnym spotkaniem ludzi, którzy tworzą jasno zdefiniowaną wspólnotę pamięci. Owszem, stanowią także wspólnotę polityczną – ale nie wymuszają przecież współuczestnictwa na osobach postronnych. A jednak z całą premedytacją stosowana jest obecnie wobec nich ze strony przeciwników politycznych strategia ekscesu, strategia kolizji. Rzecz idzie naprawdę daleko: niedawno zelżony i pobity na miesięcznicy został Adam Borowski, legendarny opozycjonista z czasów PRL-u, szef warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”. Czy zaatakował cudzą manifestację? Nie, skądże. To jego napadnięto, gdy brał udział w zupełnie legalnym wydarzeniu.

Demokracja i konflikt

Rzecz jasna, nie istnieją bezkonfliktowe społeczeństwa – także w warunkach demokratycznych narody nie tworzą jednolitej i jednomyślnej wspólnoty. Napięcia społeczne, protesty i strajki rozlicznych grup zawodowych, konflikty klasowe, przemoc związana z psychologią tłumu, różne formy opresji fizycznej i symbolicznej w obrębie większych i mniejszych społeczności, samoobrona słabych przed eksmisjami – to wszystko jest częścią także demokratycznego świata. Tylko ludzie bardzo naiwni i zawodowi moraliści nie potrafią się pogodzić z faktem, że wielkie zwierzę, czyli społeczeństwo, jest po części żywiołem nieokiełznanym i agresywnym. Ale równocześnie nie cieszy myśl, że ewidentnie część antypisu traktuje dosłownie już rozumianą przemoc jako element politycznego i medialnego show.

Oczywiście poturbowanie lewicowej aktywistki, która wraz z innymi osobami stanęła naprzeciw ludzi uczestniczących w miesięcznicy, także jest czymś złym. Polityczny manicheizm kazałby usprawiedliwiać jedną przemoc, a bagatelizować inną. Ale obiektywnie rzecz biorąc, każdy akt przemocy jest ogromnym problemem, wzmacnia poczucie nerwowości społecznej, blokuje możliwość rozmowy, daje prymat złym emocjom. Ważna rzecz: nie tak mało znanych mi osób z lewicy z niesmakiem reagowało choćby na krakowskie ekscesy, związane z blokowaniem przez antypisowskie środowiska dojazdu na Wawel. Poczucie niestosowności pewnych zachowań na szczęście wciąż jest apolityczne.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że kurs na eksces będzie kontynuowany przez środowiska niepogodzone z wciąż niedawną przecież zmianą władzy w państwie. Eskalacja napięcia to także część ostro toczonej gry pt. „Próba odzyskania władzy”.
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl