16 maja 1657 roku został okrutnie zamordowany św. Andrzej Bobola

E.P-P, mal. Kamila Chojnacka

Ewa Polak-Pałkiewicz

Kontakt z autorem

Prawie sto lat przed Katyniem, nie bez przeciwności i protestów, dokonano w Watykanie beatyfikacji Andrzeja Boboli, misjonarza polskich Kresów i autora tekstu ślubów lwowskich Jana Kazimierza. W latach sześćdziesiątych XVII wieku Bobola nawracał ludność polską zagrożoną wpływami Rosji i prawosławia. W obliczu śmierci nie chciał wyrzec się katolickiej wiary.

W dniu jego beatyfikacji car Mikołaj I (formalny zwierzchnik Cerkwi) zapłonął nie tylko gniewem, ale dziką wściekłością, i skazał na śmierć sześciu Polaków wcielonych do rosyjskiej armii. Rząd carski nie szczędził nacisków, by Pius IX nie odważył się ogłosić, że uznaje Andrzeja Bobolę błogosławionym. A jednak 30 października 1853 r. beatyfikacja została dokonana i towarzyszył jej królewski wręcz splendor.

Wnętrze całej bazyliki św. Piotra wybito czerwonym adamaszkiem i oświetlono mnóstwem świateł. W miejscu, gdzie według zwyczaju wieszało się herby: papieski oraz panującego w państwie, z którego pochodził błogosławiony, polecił Ojciec Święty powiesić dwa herby papieskie, aby w ten sposób symbolicznie zaznaczyć, że uciemiężonemu narodowi on zastępuje króla.


Bóg daje znaki

Prześladowania katolików w całym Imperium nasilały się, rusyfikacja osiągała apogeum. Polskim katolikom potrzebny był wzór „mocarza ducha, który nie uląkł się przemocy”. Pius IX miał do Polaków słabość – przedstawiciele Wielkiej Emigracji zasiadali z nim do stołu – rozumiał powagę sytuacji. I choć unikał konfliktu politycznego z Rosją, dyplomatycznie omijając rafy i miny, starał się Polaków upewnić, że nie zostali zapomniani. Niezwykłe wydarzenia rozpoczęły się dosłownie w chwilę po śmierci Andrzeja Boboli. Fakty zaprzeczające prawom natury, nadzwyczajność, potęga Boga. Jaki jest ich cel? Dlaczego Bóg dawał tak liczne znaki?

Ciało Świętego, zamordowanego w wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego w Janowie Poleskim, w pobliżu Pińska, nie rozłożyło się po śmierci, mimo że Męczennikowi zadano setki ran i poddano najwymyślniejszym torturom. Miejscowi, gromadzący się przy trumnie doznawali nagłych uzdrowień. W kolejnych latach nadzwyczajne wydarzenia powtarzały się, moralna zaś i duchowa wymowa zbrodni stawała się dla Rosjan coraz trudniejsza do zniesienia – i do ukrycia. 

Odnaleziona trumna

Rok 1702. Rektor jezuickiego kolegium w Pińsku, ks. Marcin Godebski, jest zrozpaczony perspektywą kompletnego załamania pracy misyjnej – Szwedzi podchodzą coraz bliżej miasta, w okolicy mnożą się gwałty i rabunki. Klasztoru nie ma kto bronić. I oto przed rektorem pojawia się nieznajomy zakonnik i zaczyna gwałtownie wyrzucać mu, że nie zwraca się do niego o pomoc. Wyjawia, że jest zmarłym współbratem, a jego ciało spoczywa w podziemiach kościoła. Poleca je odnaleźć i zapewnić należny kult. Rektor jest wstrząśnięty. Nie zna nikogo o tym imieniu, rozpytuje wśród zakonników. Na szczęście Andrzeja Bobolę i okoliczności jego śmierci pamiętają mieszkańcy Pińska. Po trzech dniach znaleziono zbutwiałą trumnę z napisem: „Ojciec Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego, zamordowany przez Kozaków 16 maja 1657 roku w Janowie Poleskim”. Gdy ją otworzono, ujrzano ciało w takim stanie, jakby Andrzej Bobola zmarł dosłownie przed chwilą. Krew jeszcze nie zakrzepła, widoczne były ślady tortur. Wiadomość o odnalezieniu ciała, które zachowało niezmieniony wygląd, obiegła Polesie lotem błyskawicy. Przy zwłokach Męczennika gromadziły się tłumy, były spektakularne uzdrowienia. Szwedzi nie wtargnęli do Pińska, nikomu włos z głowy nie spadł. A kiedy w latach 1709–1710 Kresy ogarnęła epidemia, która pochłonęła tysiące ofiar, jedynie klasztor, Pińsk i cała okolica zostały uchronione przed zarazą.

Cały artykuł Ewy Polak-Pałkiewicz o cudownych pojawieniach się świętego po śmierci, można będzie przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"
Źródło: tygodnik GP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Zakończyły się kwalifikacje do pierwszego,…

Zakończyły się kwalifikacje do pierwszego,…

Jeszcze jeden konkurent dla Petru

Jeszcze jeden konkurent dla Petru

„Mamy obowiązek bronić prześladowanych…

„Mamy obowiązek bronić prześladowanych…

Niemcy i Grecja zawarły sojusz. Chcą…

Niemcy i Grecja zawarły sojusz. Chcą…

Takie rzeczy tylko w Rosji. Ukradli… kabel…

Takie rzeczy tylko w Rosji. Ukradli… kabel…

Zakończyły się kwalifikacje do pierwszego, indywidualnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Stoch na 5. miejscu

/ facebook.com/KamilStochOfficial

Kamil Stoch uzyskał 122 m i zajął piąte miejsce w kwalifikacjach do niedzielnego, pierwszego w sezonie indywidualnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle-Malince. Kwalifikacje wygrał Austriak Stefan Kraft - 126,5 m. W pierwszej serii wystąpi siedmiu Polaków.

Drugi był Niemiec Stephan Leyhe - 124,5 m, a trzeci Japończyk Junishiro Kobayashi - 126 m.

W czołowej dziesiątce uplasowali się także 7. Stefan Hula - 124 m i dziewiąty Maciej Kot - 120 m. 

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl