Technologia może zastąpić ludzkie kompetencje

pixabay.com/CC0 Public Domain

mn

Kontakt z autorem

Każda technologia zastępuje jakiś obszar pracy ludzi. Pytanie jednak brzmi, jak nowe technologie w obecnej, czwartej rewolucji przemysłowej, wpłyną na kompetencje pracowników; zastąpią je czy uzupełnią – powiedział główny ekonomista Microsoft Corporation Preston McAfee.

Dodał, że choć niektóre technologie likwidują pewne miejsca pracy, to inne powodują, że ludzie stają się bardziej produktywni i przez to powstają lepiej płatne profesje, wzmacniające pozycję wykwalifikowanych pracowników.

Preston McAfee to ekonomista oraz badacz w obszarze mikroekonomii. Był on jednym z gości IX Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który w ostatnich dniach odbył się w Katowicach. Tegoroczna edycja wydarzenia przyciągnęła, wg danych organizatorów, ponad 8,5 tys. osób z wielu krajów świata.

Ekspert zastanawiał się, jak będzie wyglądać przyszłość, jeśli chodzi o rozwój technologii i ich wpływ na pracę człowieka. – Czy będzie ona należała do 1 proc. bardzo bogatych ludzi, a reszta – przedstawiciele klasy średniej – zostaną zepchnięci przez inteligentne technologie, które zastąpią ich w pracy? Czy to właśnie inteligentne maszyny zajmą się wykonywaniem gorszych prac, a ludzie będą mieli swobodę w myśleniu i kreowaniu nowego? A więc czeka nas raczej zła, czy jednak dobra przyszłość? – pytał.

Zdania ekspertów są w tej kwestii "raczej podzielone po równo". – Niektóre technologie nie kreują nowych miejsc pracy, a inne powodują, że ludzie stają się bardziej produktywni i tym samym wpływają one na tworzenie nowych miejsc pracy, a także nowych zawodów – podkreślił McAfee.

I choć – jak mówił – każda technologia zastępuje jakiś obszar pracy ludzi, współcześnie trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jak technologie wpłyną na kompetencje pracowników – zastąpią je czy raczej uzupełnią.

Jego ulubionym przykładem na rozwój umiejętności ludzi dzięki technologii jest spychacz, który "zastąpił pracę ponad 100 osób z łopatami". – A więc jeden operator spychacza wykonuję pracę, którą wcześniej wykonywało 100 pracowników fizycznych, którzy stają się tym samym bezrobotni. Kluczowy fakt jest jednak taki, że kierowca musi posiadać dużo wyższe kwalifikacje, niż osoba, która kopie łopatą – mówił ekonomista.

Tak więc uzupełnianie kompetencji prowadzi do zwiększenia zarobków tych pracowników, ponieważ w procesie automatyzacji poszczególnych czynności muszą oni mieć odpowiednie kompetencje i kwalifikacje do obsługi nowych maszyn.

Jednak technologia i wprowadzenie maszyn może także zastępować umiejętności człowieka. – Kasjer w restauracji do niedawna musiał znać się na arytmetyce, obecnie nie jest to wymagane, ponieważ często naciska on jedynie guziki z obrazkami i w ogóle nie musi liczyć. Takie usprawnienia prowadzą do zastąpienia umiejętności, a nie, tak jak w poprzednim wypadku, ich rozwoju – wskazał McAfee.

Pytanie o to, czy technologie będą zastępować czy uzupełniać kompetencje pracowników jest także pytaniem o przyszłość klasy średniej i jej zarobki. – Tak naprawdę nie ma więc znaczenia, czy technologia zastąpi jakieś obszary pracy ludzkiej, ponieważ każda z nich to robi w jakimś zakresie. Pytanie brzmi natomiast, czy przyczyni się tym samym do generowania lepiej płatnych zawodów, czy nie? Czy będą to technologie, które wzmacniają pozycję wykwalifikowanych pracowników, czy takie, które zastępują umiejętności, co w konsekwencji doprowadzi do redukcji klasy średniej i jej osłabienia – zaznaczył McAfee.

Przypomniał też, jak kwestia ta rozwijała się na przestrzeni wieków. Pierwsza rewolucja przemysłowa – mówił McAfee – doprowadziła w większości do wymiany wykwalifikowanych pracowników na tych o mniejszych umiejętnościach. – Przykład bliski każdemu ekonomiście dotyczy fabryki szpilek, gdzie precyzyjna praca rąk ludzkich została zastąpiona przez proste kręcenie wałkiem maszyny, która wytwarzała szpilki. Dość powiedzieć, że 1 operator maszyny zastąpił 240 ręcznych wytwórców – wskazał ekonomista.

Wiele technologii w tym czasie – aż po drugą rewolucję przemysłową – spowodowało właśnie wymianę wykwalifikowanych artystów czy rzemieślników na niewykwalifikowanych pracowników fizycznych. – Konsekwencją był brak wzrostu klasy średniej, pogorszenie podziału dochodów, rozwarstwienie ekonomiczne i powiększająca się przepaść pomiędzy bardzo bogatymi, a kolejną klasą społeczną, która ze średniej spadała do statusu niższej warstwy – mówił McAfee.

Tendencja odwróciła się pod koniec XIX w., ponieważ wykwalifikowani fachowcy znów stali się potrzebni. – A teraz jesteśmy świadkami czwartej rewolucji przemysłowej i to, czego (jeszcze) nie wiemy, to czy obecna rewolucja będzie rozwijać się w kierunku uzupełniania kompetencji, czy też ich zastępowania – wskazał.

Mimo, że każda technologia zastępuje człowieka i jego pracę, to nie powoduje jednocześnie, że stajemy się ubożsi. Wręcz przeciwnie, może doprowadzić do tego, że będziemy bogatsi. Tu chodzi o umiejętności i kompetencje. Edukacja, pozyskiwanie nowej wiedzy, rozwój kwalifikacji w obszarze nowych technologii pomaga w rozwoju zawodowym i pozyskiwaniu pozycji lidera

– podsumował McAfee.

Preston McAfee jest głównym ekonomistą Microsoft Corporation, a także badaczem w obszarze mikroekonomii i projektowania rynków. Swoje doświadczenie zdobywał pracując wcześniej m.in. w Google i Yahoo!. W 2008 r. otrzymał tytuł doktora honoris causa ekonomii Uniwersytetu w Purdue. W swym naukowym dorobku ma m.in. ponad 100 artykułów i publikacji, a także patenty i książki.
Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Polacy wypalają rocznie ok. 40 mld…

Polacy wypalają rocznie ok. 40 mld…

Pogrzeb biskupa Kazimierza Ryczana

Pogrzeb biskupa Kazimierza Ryczana

Spotkanie z redaktorem Sakiewiczem w Gdańsku

Spotkanie z redaktorem Sakiewiczem w Gdańsku

Jubileusz Jitki Stokalskiej

Jubileusz Jitki Stokalskiej

W Pendolino będzie WiFi

W Pendolino będzie WiFi

Tylko co piąty Polak potrafi udzielić pierwszej pomocy

/ pixabay.com

Według badań CBOS 67 proc. Polaków deklaruje, że potrafi udzielać pierwszej pomocy, ale tylko 19 proc. jest pewnych swoich umiejętności w tym zakresie. Rosnąca świadomość społeczna wpływa na coraz większą popularność profesjonalnych kursów pomocy przedmedycznej. Firmy i korporacje również chcą szkolić swoich pracowników z zakresu udzielania zasad pierwszej pomocy, traktując to jako element polityki społecznej odpowiedzialności biznesu.

Od pewnego czasu obserwujemy coraz większe zainteresowanie pracodawców tym, aby szkolić swoich pracowników w zakresie udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Białkowski, wiceprezes zarządu Medicover.

Obok wypadków drogowych jedną z najczęstszych sytuacji wymagających udzielenia pierwszej pomocy jest zasłabnięcie albo zatrzymanie akcji serca. Średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych na miejsce zdarzenia wynosi 8 minut w mieście i około 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie poszkodowanego lub ofiary wypadku często zależy od świadków i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. 

Szacunki wskazują, że można byłoby uratować o połowę więcej osób wymagających natychmiastowej pomocy, gdyby świadkowie nie czekali na przyjazd karetki i natychmiast udzielali pierwszej pomocy poszkodowanemu.

Na powodzenie akcji resuscytacyjnej ma wpływ wiele czynników, przede wszystkim szybkie rozpoznanie i powiadomienie pogotowia ratunkowego, a po drugie, odnalezienie automatycznego defibrylatora zewnętrznego, które można spotkać w metrze, na stacji benzynowej, w hotelu, na basenie, a po trzecie – rozpoczęcie resuscytacji, czyli uciskania klatki piersiowej i sztucznego oddychania – przypomina Ireneusz Urbanke, kierownik Pogotowia i Hotline Medicover.

Na tle innych państw Europy aktywność Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy nie wypada zbyt dobrze. W europejskiej skali ok. 40 proc. osób z zatrzymaną akcją serca wraca w pełni do zdrowia dzięki szybkiemu udzieleniu pierwszej pomocy. W Polsce odsetek ten wynosi jedynie 4 proc.

Świadomość Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy na tle krajów europejskich czy skandynawskich jest znacznie gorsza. Natomiast zainteresowanie szkoleniami cały czas rośnie. Rosną również umiejętności dzieci i młodzieży w zakresie udzielania pierwszej pomocy, ponieważ mają ten przedmiot w szkole – mówi Ireneusz Urbanke.

Jak wskazują lipcowe badania CBOS, 44 proc. Polaków wyraża zainteresowanie szkoleniem się i pogłębianiem umiejętności ratowniczych. Dlatego wzrasta też liczba uczestników profesjonalnych kursów. Zapotrzebowanie na takie usługi zgłaszają też firmy i korporacje, które coraz częściej chcą szkolić swoich pracowników z zakresu udzielania zasad pierwszej pomocy, traktując to jako element polityki CSR.

Realizowany od 2006 r. przez Akademię Ratownictwa Medicover projekt Bezpieczna Firma ma propagować i edukować w zakresie inicjatyw zwiększających bezpieczeństwo życia i zdrowia wśród pracowników, klientów oraz społeczności lokalnych. Do tej pory w ramach programu przeszkolono już ponad 1,5 tys. osób. Rokrocznie Medicover organizuje też Mistrzostwa w Ratownictwie Medycznym – Bezpieczna Firma, w których biorą udział przedstawiciele polskiego biznesu.

Źródło: newseria.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Polacy wypalają rocznie ok. 40 mld papierosów

Lukasz Jac/freeimages.com

W latach 90-tych XX wieku Polacy wypalali rocznie 100 miliardów papierosów, teraz - około 40 miliardów - mówił dziś w Warszawie prof. Witold Zatoński, podczas prezentacji raportu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) o globalnej epidemii palenia.

Światowa premiera tegorocznego raportu "WHO report on the global tobacco epidemic 2017", odbyła się w lipcu br. w Nowym Jorku, a we wtorek zaprezentowano go w Warszawie.

Jak mówiła reprezentująca WHO dr Kerstin Schotte, manager programu chorób niezakaźnych i promocji zdrowia, znaczny postęp w walce z epidemią palenia udało się osiągnąć zwłaszcza w przypadku krajów o niskich i średnich dochodach. Dotyczy on w szczególności ostrzegawczych napisów i grafik na paczkach papierosów.

Przedstawiciele WHO wyjaśniali, że szczególnie skuteczną metodą walki z paleniem jest zwiększanie opodatkowania wyrobów tytoniowych, a co za tym idzie - podnoszenie cen papierosów. Dzięki temu młodzieży nie stać na rozpoczynanie palenia, a palący dorośli palą mniej i mają większą motywację do rzucenia nałogu. Jednocześnie zwiększają się dochody budżetu.

Przemysł tytoniowy używa tzw. argumentów zombie – choć obalono je w wielu kolejnych krajach, są podnoszone w każdym kolejnym - w USA, w Polsce, w Mołdawii

– mówił dr Gauden Galea, dyrektor programu promocji zdrowia WHO.

Lobbyści mówią na przykład, że skoro handel wyrobami tytoniowymi jest legalny, legalna powinna być także reklama. Często twierdzą, że podnoszenie cen skłania do przemytu i tworzy czarny rynek, czego badania nie potwierdziły

- powiedział.

Jak poinformowano podczas prezentacji raportu, wraz z innymi państwami Unii Europejskiej, Polska jest jednym z liderów wprowadzania polityki mającej zmniejszyć skalę palenia. W latach 80-tych aż 42 proc. Polaków paliło wyroby tytoniowe, w roku 2015 – 24 proc.

W latach 90-tych XX wieku Polacy wypalali rocznie 100 miliardów papierosów. Teraz - około 40 miliardów. To w dużej mierze zasługa uchwalonej w roku 1995 ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, która została wówczas uznana przez WHO za najlepszą na świecie

- mówił zasłużony na polu walki z paleniem prof. Witold Zatoński.

W roku 1997 całkowicie zakazano reklamy wyrobów tytoniowych. Nowelizacja ustawy w roku 2010 wprowadziła liczne zakazy palenia m.in. na terenie szpitali i zakładów pracy oraz na przystankach.

Jak zaznaczył profesor, widocznym efektem rozpoczętych w latach 90. działań jest obserwowany w ostatnich latach spadek zachorowań na raka płuc.

Gdy zaczynała się walka z paleniem, liczba chorych na ten nowotwór rosła w naszym kraju najszybciej na świecie, wraz z Węgrami byliśmy najbardziej narażeni na raka płuc

- przypomniał.

Chcemy, by papierosy były drogie i w nieefektownych opakowaniach, aby były trudnodostępne

- mówił wiceminister zdrowia Zbigniew Król. Jak przypomniał, dzięki Ministerstwu Zdrowia wdrożono w roku 2016 do prawa krajowego tzw. „nową dyrektywę tytoniową”. Ustanowiła ona m.in. zakaz wprowadzania do obrotu papierosów posiadających charakterystyczny aromat (wyjątkiem są papierosy mentolowe, na które ustanowiono okres przejściowy do 2020 r.), obowiązek umieszczania na opakowaniach ostrzeżeń zdrowotnych zajmujących 65 proc. zewnętrznego obszaru opakowania oraz uregulowała rynek papierosów elektronicznych.

Mimo licznych działań, palenie tytoniu pozostaje wciąż jedną z głównych przyczyn śmierci ponad 7 milionów osób.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl