Real koszmarem Atletico

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Piłkarze Atletico jak lwy rzucili się na Real od początku rewanżowego meczu półfinału Ligi Mistrzów. Piłkarze Diego Simeone zaimponowali walecznością i zadziornością, dzięki czemu zwyciężyli 2:1, ale nie zdołali odrobić straty z pierwszego meczu na Santiago Bernabeu, który Królewscy wygrali 3:0. Los Blancos stali się dla rywali zza miedzy prawdziwym koszmarem na drodze do triumfu w Lidze Mistrzów.

Real stanął na drodze Atletico w LM już czwarty raz z rzędu. O ile drużyna z Vicente Calderon pod wodzą Simeone potrafiła przerwać dominację rywali - Realu i Barcelony - w lidze hiszpańskiej i sięgnąć po mistrzostwo, a także wyeliminować Real w Pucharze Króla, o tyle w Champions League znów lepsi okazali się Królewscy. Ten koszmar trwa już od 2014 roku, kiedy to w finale w Lizbonie Real w doliczonym czasie strzelił gola na wagę dogrywki, a w niej zdeklasował Atletico. Rok później obie drużyny spotkały się w ćwierćfinale - po bezbramkowym remisie na wyjeździe, w rewanżu Real wygrał 1:0 dzięki bramce Chicharito i awansował do półfinału. Nie był to jednak koniec - rok 2016 przyniósł kolejne starcie madryckich klubów w LM. Finał w Mediolanie miał dramatyczny przebieg - do jego rozstrzygnięcia konieczna była seria rzutów karnych. Kiedy Juanfran trafił w słupek, a Cristiano Ronaldo do siatki, stało się jasne, że Atleti po raz kolejny obejdą się smakiem.

Tym razem, eliminując Atletico, Real jako pierwszy w historii cztery razy z rzędu wyrzucił za burtę LM tego samego rywala. Nie było łatwo, bo Atletico poważnie zabrało się do odrabiania strat. - Nie poddamy się, nie jedliśmy kilka dni, jesteśmy głodni - powtarzał Simeone i rzeczywiście tak było. W 16 min. jego piłkarze prowadzili 2:0 i wydawało się, że remontada jest blisko. Wówczas jednak błysk geniuszu pokazał Karim Benzema, który znalazł się przy linii końcowej i mimo że miał obok siebie trzech rywali, ośmieszył ich zwodami i podał piłkę do lepiej ustawionego Toniego Kroosa. Strzał Niemca dobił Isco. - Jak on się wydostał w tamtej sytuacji? Nie mam pojęcia, jak to zrobił - mówił po ostatnim gwizdku zachwycony Zinedine Zidane. - Jego magia nam pomogła - wtórował trenerowi Marcelo.

Po ostatnim gwizdku załamani piłkarze Atletico nie chcieli określać Los Blancos mianem drużyny, która prześladuje właśnie ich. - Real nie jest naszym koszmarem, Real to koszmar całej Europy. Dwa razy z rzędu doszli do finału LM i nie jest to nasza wina. Mógł ich przecież wyeliminować Bayern, mogło Napoli, ale również nie umieli tego uczynić. Królewscy mają po prostu wielką drużynę i zasługują na miejsce, w którym się znajdują - podkreślił Filipe Luis. Hiszpańska prasa podkreśla jednak, że Atletico zapamięta ten dwumecz jako bolesny, choć nie ma się czego wstydzić. „Real znowu okazał się okrutny dla Atletico. Po Lizbonie, po Mediolanie, po tamtej bramce Chicharito w ostatnich minutach, i po 3:0 z pierwszego meczu, Atletico znów skończyło z głęboką raną w sercu: kolejnym rozczarowaniem” - pisze Marca. „Byli bliscy cudu, ale to Real zagra w finale. Mimo wszystko Atleti kończy te rozgrywki z wysoko podniesioną głową i przy wsparciu swoich kibiców” – czytamy z kolei w Mundo Deportivo.

Atletico zakończyło udział w półfinale Ligi Mistrzów z dumą, Real z awansem i rekordem. Strzelając gola na Vicente Calderon Królewscy wyrównali rekord wszech czasów ustanowiony w latach 2013-2014 przez Bayern Monachium. Obie drużyny zdobyły przynajmniej jedną bramkę w 61 spotkaniach z rzędu. Real pracował na wyrównanie tego osiągnięcia przez 375 dni. Ostatni raz bramki nie zdobył 26 kwietnia 2016 r. w meczu półfinału LM z Manchesterem City (0:0). Od tego momentu piłkarze Zidane’a nastrzelali przeciwnikom 167 goli (średnia 2,74 bramki na mecz).

Teraz przed Realem wielki finał Ligi Mistrzów, w którym zmierzy się z odradzającym się Juventusem Turyn. - Finał będzie piękny, iskry będą lecieć w każdej akcji i walce o piłkę. Zostawimy w Cardiff duszę. Trudno wskazać faworyta, na pewno 
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

No nieźle! Biedroń sam mianował się liderem opozycji. Bo "przecież nie Schetyna, ani Tusk"

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Bardzo się cieszę, że stałem się liderem całej opozycji - wyznał w wywiadzie dla "Super Expressu" prezydent Słupska Robert Biedroń. Sęk w tym, że owym liderem mianował się sam. Nawet wymyślił już nową partię, którą chciałby założyć, by "zjednoczyć opozycję w walce przeciw PiS". Ciekawe, co na to Grzegorz Schetyna i reszta?

W sondażu, w którym typowano kandydata na prezydenta Polski, wykonanym na zlecenie "Super Expressu" Biedroń zajął trzecią pozycję - z niezbyt porywającym wynikiem na poziomie 19 procent. Jakimś cudem doszedł jednak do wniosku, że czyni go to... liderem całej opozycji.

Co do sondażu dla "Super Expressu", to bardzo się cieszę, że stałem się liderem całej opozycji

- stwierdził prezydent Słupska.

Na pytanie, czy stanie na czele opozycji odpowiedział bez zawahania.

Tak, przecież liderem nie jest dziś ani Schetyna, ani Tusk, ani nikt inny. To pokazują sondaże

- powiedział pewny siebie.

Dodał, że chciałby założyć nową partię o nazwie "Polska", która jednoczyłaby wszystkie partie przeciwne rządom Prawa i Sprawiedliwości, by z nim walczyć. Zaprosił nawet do rozmów "Schetynę, Katarzynę Lubnauer, Ryszarda Petru i innych".

Internauci przecierają oczy ze zdumienia...

 

Źródło: se.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl