niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
25 maja 2017

​Wielka niewiadoma nad Sekwaną

Dodano: 18.04.2017 [22:28]
​Wielka niewiadoma nad Sekwaną - niezalezna.pl
foto: arch. GPC
W niedzielę 23 kwietnia odbędzie się we Francji pierwsza tura wyborów prezydenckich. W czołówce znajduje się radykalny lewicowiec, katolicki konserwatysta, lewicowy liberał i przedstawicielka twardej prawicy narodowej. Warto pospekulować, kto może zostać w maju prezydentem drugiego co do wielkości kraju Unii Europejskiej.

Mój kolega z europarlamentu, skrajny lewak i dużej klasy demagog Jean-Luc Melenchon, ma szansę wejść do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji! W PE niemal w ogóle go nie ma, chyba że sesja odbywa się w Strasburgu, w Alzacji, gdzie też trzeba się ubiegać o wyborców. Zamiast do Brukseli woli jeździć do Marsylii czy Lens i tam populistycznie przykładać zarówno Frontowi Narodowemu, „centroprawicy ustanowionej”, czyli republikanom de Gaulle’a, jak również rządzącym socjali-stom. Jest więc politykiem zwalczającym establiszment, ale trudno go porównać z nurtem antyestabliszmentowym w Polsce, ponieważ Jarosław Kaczyński, a nawet Paweł Kukiz, to przy nim Himalaje, a może lepiej francuskie Alpy rozsądku ekonomicznego i równowagi budżetowej. 

Jeden ze środkowoeuropejskich think tanków wykazał powiązania lewaka Melenchona z Rosją, co mnie nie dziwi, bo Rosjanie jeśli nie zawsze, to prawie zawsze grają w krajach swojej strefy wpływów lub budzących ich zainteresowanie na paru politycznych fortepianach. We Francji wynik wyborów jest tak nieprzewidywalny, że Moskwa nie tylko utrzymuje relacje z bardzo prawicowym Frontem Narodowym czy centroprawicowym, konserwatywnym François Fillonem, ale też skrajnie lewicowym Jeanem-Lukiem Melenchonem. Skądinąd złośliwi mówią, że o ile Le Pen ma być prorosyjska „za pieniądze”, to Fillon jest prorosyjski z własnych przekonań. Trzeba jednak uważać z takimi etykietami, bo łatki „rosyjskiego agenta wpływu” przypinane są często politykom czy ugrupowaniom nie tyle ze względów merytorycznych, ile dla ich dyskredytacji. Jednocześnie jest faktem, że Kreml używa dość często środowisk właśnie antyestabliszmentowych do tworzenia w Europie Zachodniej PPR, czyli Partii Przyjaciół Rosji. 

Europoseł Melenchon był już kandydatem w wyborach prezydenckich w 2011 r. Uzyskał wtedy niemal 4 mln głosów, czyli zagłosował na niego co dziewiąty Francuz (11,1 proc.). Kiedyś komunista i trockista, potem socjalista, wreszcie lider Partii Lewicy, która w 2009 r. utworzyła sojusz wyborczy na wybory europejskie AD 2009 z partią komunistyczną. Dla Melenchona był to korzystny ruch, bo dzięki temu po raz pierwszy uzyskał mandat europosła (przed trzema laty wybrany został ponownie). Ten 66-letni polityk urodzony w marokańskim Tangerze, choć ostro krytykuje establiszment, to jednak przez dwa lata był ministrem w socjalistycznym rządzie Lionela Jospine’a, a przez aż 19 lat senatorem. W dużym stopniu w tym samym czasie, gdy był w izbie wyższej Zgromadzenia Narodowego czy był ministrem, przez aż 18 lat był radnym, przez sześć lat wicemerem i dwa lata wiceprzewodniczącym departamentu. Można powiedzieć, że Melenchon walczy z establiszmentem, którego od bardzo dawna jest częścią. 

Skandalem w Fillona, czyli stara broń lewicy

W niektórych sondażach Melenchon ma 20 proc. i zaskakująco dobrze finiszuje. Już pobił swoje najlepsze sondaże sprzed poprzedniej kampanii, gdzie miał maksimum 15 proc. Niektórzy wieszczą scenariusz skrajnie zaskakujący i dla mnie bardzo mało prawdopodobny, czyli starcia dwóch panów „M” w drugiej turze: Macron–Melenchon.

Gdy ostatnio w Strasburgu rozmawiałem z pewną znaną francuską polityk z partii Republikanów, gotowa była się zakładać, że jej kandydat François Fillon będzie w drugiej turze z Marine Le Pen, a to by oznaczało bezproblemowe zwycięstwo w pierwszą niedzielę maja. 

François Fillon, 63-letni polityk, rozpoczął karierę tuż po studiach, gdy został asystentem jednego z republikańskich deputowanych. Po roku jego patron Joel Le Theule został ministrem transportu i pociągnął Fillona do Paryża jako wicedyrektora swojego gabinetu. Po czterech latach, a więc zaledwie w wieku 27 lat, został pierwszy raz posłem. Potem był jeszcze pięciokrotnie deputowanym, ale też ministrem szkolnictwa wyższego i badań (przez dwa lata), ministrem usług pocztowych i technologii informacyjnych (też przez dwa lata), wreszcie ministrem spraw społecznych, pracy i solidarności. Po wygranej Nicolasa Sarkozy’ego w wyborach prezydenckich został premierem, a po zwycięskich dla jego partii wyborach parlamentarnych ponownie stanął na czele rządu. Po raz trzeci Fillon premierem został w 2011 r., pozostając cały czas całkowicie lojalny i w cieniu „Sarko”, co w polityce francuskiej nie jest zbyt częste. Jeszcze parę miesięcy temu wydawał się pewniakiem do fotela w Pałacu Elizejskim. Przy słabych kandydatach podzielonej lewicy miał łatwo w drugiej turze zmieść Madame Le Pen. Tymczasem został zaatakowany ewidentnie przy wykorzystaniu służb i dyspozycyjnych prokuratorów z ekipy François Hollande’a. Ci sami ludzie wcześniej staranowali Sarkozy’ego, gdy niedawno wydawał się pewniakiem do nominacji na prezydenta ze strony centroprawicy. Mechanizm był identyczny, ale zwierzyna łowna już inna. To, że François Fillon zatrudniał we własnym biurze dzieci jako asystentów, a jego żona miała w dużej mierze fikcyjną posadę u zaprzyjaźnionego wydawcy to fakt, tyle że akurat zaatakowała go o to słynąca z nepotyzmu i korupcji ekipa socjalistyczna. W sposób bardzo znaczący zmniejszyło to szanse Fillona, a zwiększyło kandydata lewicowo-liberalnego Emmanuela Macrona. Fillon ma jeszcze szanse, ale rolę faworyta przejął od niego młodszy o niemal ćwierć wieku Macron.

Miła dla ucha Francuzów Le Pen

Jeżeli nawet nie wygra tych wyborów, to tak naprawdę już jest ich politycznym zwycięzcą. Front Narodowy stał się partią lewicową pod względem socjalnym, dawno porzucając ostro wolnorynkowe postulaty i rezygnując z retoryki skierowanej przeciwko związkom zawodowym. Jakie są główne różnice między pretendentami na stanowisko prezydenta Republiki? Skrajna lewica spotyka się ze skrajną prawicą, gdy chodzi o eurosceptycyzm. Le Pen wprost mówi o frexicie, a więc o wyjściu przede wszystkim z UE, ale też raczej z NATO. Melenchon co prawda nie jest tak radykalny, ale ostro krytykuje euroentuzjastów i federalistów, uważając że obecna Unia to chłopiec na posyłki kapitalistów i ponadnarodowych korporacji. To klasyczny lewicowy eurosceptycyzm, którego podłożem jest nie tyle niechęć do internacjonalizmu – jak u prawicy narodowej – co postawienie znaku równości „UE = krwiożerczy kapitalizm”. W tym sensie, gdyby został prezydentem – choć na pewno nim nie zostanie – nie śpiewałby w establiszmentowym, federalistycznym chórze.

W przeciwieństwie do Le Pen i Melenchona Macron i Fillon to euroentuzjaści, zwolennicy przyśpieszonej integracji europejskiej i kolejnych kroków do Stanów Zjednoczonych Europy. Pod tym względem ‒ mimo przepaści ideologicznej i w jakiejś mierze obyczajowej Fillon jest na prawym skrzydle Republikanów, a Macron, choć umiarkowany liberał, nie odrzuca liberalno-lewicowych, postępowych dogmatów – grają w jednej drużynie.

Gdybym miał wskazać teraz prezydenta Francji, to największe szanse ma Emmanuel Macron, choć całkowite ich odbieranie Fillonowi jest bezzasadne. Pozostała dwójka potencjalne swoje bardzo dobre lub świetne wyniki wyborów prezydenckich może przekuć w potencjalny sukces swoich formacji politycznych w wyborach parlamentarnych. Przy czym Madame Le Pen pójdzie to o wiele łatwiej niż outsiderowi bez struktur – Monsiuer Melenchonowi.
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

A ja sądzę, że Francuzi mają już dość "ubogacania kulturowego" i federalistycznych absurdów oraz dyktatu korporacji i wygra Marine Le Pen. Nie jest prawdą, że Le Pen chce Frexitu. Ona chce dużych zmian w UE, dużego wzmocnienia państw narodowych i zdaje się wyjścia Francji ze strefy euro (bo Francja na euro traci). Chce renegocjować traktat akcesyjny. Dopiero jeśli nie uda jej się uzyskać tego co chce albo przynajmniej znacznej części jej planów to wtedy przewiduje referendum w sprawie opuszczenia UE przez Francję. Euroentuzjazm w obecnym kształcie UE to prosta droga do samozagłady dlatego wg mnie Fillon i Macron przegrają kwestia tylko czy w I czy w II turze.

Dla mnie nie gra zadnej roli, czy Zaboland wyjdzie czy nie z Eurokolchozu - wystarczy mi zapowiedz Marine, ze wyrzuci wiekszosc z tych "obogacaczy kulturowych" na zbity pysk skad przybyli i tym samym zapoczatkuje proces budzenia sie Europy Zach. z fatalnego letargu ...

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl