Leśnodorski przerwał milczenie

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska. Jak kibice Legii zapamiętają Bogusława Leśnodorskiego?

Na kilka tygodni przed sprzedażą swojej części akcji Legii Bogusław Leśnodorski przestał pojawiać się w mediach. Były prezes Wojskowych znany był z barwnych wypowiedzi i wywiadów, jednak temat sprzedaży i odejścia z klubu podsumował jedynie oficjalnym oświadczeniem. Teraz przerwał milczenie. - Nie czuję się przegrany, ponieważ przede wszystkim coś udało się przez lata stworzyć - powiedział serwisowi weszlo.com.

Leśnodorski miał narzędzia, dzięki którym mógłby walczyć o klub jeszcze przez kilka miesięcy, uznał jednak, że nie ma to sensu - Dariusz Mioduski nie był zainteresowany sprzedażą Legii, mimo że na stole pojawiło się niemal 60 milionów złotych. - Nie uważam, żeby sprzedaż udziałów była jakimś wstydem. Zresztą ja zawsze powtarzałem, że mnie nie stać na to, by utrzymywać taki klub jak Legia, ponieważ generalnie uważam, że ona nie powinna się sama finansować, tylko należałoby do niej regularnie dokładać duże pieniądze, żeby się ścigać z najlepszymi - tłumaczy na weszlo.com były już prezes.

Po odejściu ze stanowiska Leśnodorski wyjechał koić ból do Zakopanego, a potem na narty do Szwajcarii. Jak sam przyznaje, prowadzenie tak dużego klubu piłkarskiego było czymś niezwykle emocjonującym, ale jednocześnie wyczerpującym, dlatego już półtora roku po raz pierwszy zasygnalizował współudziałowcom, że nie chce być prezesem na lata. - Jak jesteś na takim miejscu, na jakim ja byłem, to robisz dobrą minę. Nie możesz sobie pozwolić na pokazywanie słabości, niezadowolenia. Wchodzisz do klubu i musisz to trzymać od środka. Bycie prezesem takiego klubu jak Legia, to jest orka. Codzienna, 24-godzinna orka. Cena, jaką się za to płaci, to jest kosmos. (…) To jest po prostu psychofizycznie nie do wytrzymania. I to nawet w sytuacji komfortu finansowego, którego my, jako Legia, nigdy pełnego nie mieliśmy - tłumaczy. 

Legia awansowała latem do Ligi Mistrzów i powinna zbudować solidne zaplecze finansowe, ale Dariusz Mioduski w wywiadach sugerował, że pieniądze z Champions League gdzieś się poprzednim władzom rozeszły. Leśnodorski broni się mówiąc, że wszystko można łatwo policzyć. - Przecież to prosta matematyka. Wszyscy to wiedzą. Na koniec zostanie jakieś 15-20 mln. A wcześniej musiałeś zapłacić podatki, zapłacić ITI, zapłacić jakieś sprawy z poprzedniego roku, wypłacić premie piłkarzom - a to kilkanaście milionów, ale uważam, że zasłużyli. Żadne czary-mary, wszystko przecież jest dokładnie opisane, są audytorzy… Pamiętam, jak ze dwa lata temu Deloitte zrobił wielkie halo, że przekroczyliśmy budżetem 100 milionów. Złotymi literami to drukowali. A teraz walnęliśmy 300. Tylko w kontekście Europy co to jest? - pyta retorycznie.

Mimo kłótni na szczycie Leśnodorski wszedł do Rady Nadzorczej klubu. Zostanie w niej przynajmniej do zakończenia sezonu. - Uznałem, że dzięki temu cała ta transformacja przebiegnie możliwie najmniej boleśnie. Poza tym chcę zdobyć czwarte mistrzostwo Polski. No i mistrzostwo juniorów. I jeszcze żeby koszykarze awansowali… Trzeba zrobić wszystko, żeby w tym pomóc - tłumaczy.

W zimie Legia pozyskała Daniela Chimę Chukwu i Tomasa Necida. Żaden z nich nie mieści się nawet na ławce rezerwowych. To kamyczek do ogródka Leśnodorskiego. Porażką okazało się także roczne wypożyczenie Walerego Kazaiszwiliego - reprezentant Gruzji zupełnie nie sprawdził się w Ekstraklasie i latem wróci do holenderskiego Vitesse.

- Zrobiliśmy Vako i Necida na zasadzie wypożyczeń - potrzeba chwili, sytuacja, dostępność… Wszystkie kluby tak robią. Natomiast jeśli chodzi o wszystkie inne transfery to jesteśmy zadowoleni. Nagy będzie kozakiem, „Jędza” będzie ostoją przez lata, a Chukwu będzie ładował gole, jestem tego całkowicie pewny - broni swoich decyzji Leśnodorski.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie,dodatek mazowiecki,weszlo.com

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Adamowicz o ściekach: to nie katastrofa

/ PP Group in the CoR; creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en

- Awaria przepompowni ścieków w Gdańsku to nie jest katastrofa ekologiczna. To są ścieki komunalne, nie przemysłowe - powiedział prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Polityk nie ma sobie nic do zarzucenia także w kwestiach swych niejasnych finansów, czyli 36 kont. Bo - jak twierdzi - to rachunki, a nie konta.

Adamowicz, który był wieczorem gościem TVN 24, został zapytany m.in. o awarię przepompowni ścieków Ołowianka w Gdańsku. Na skutek awarii do piątku trwał awaryjny zrzut ścieków do Motławy i Zatoki Gdańskiej.

"Tylko przez dwie i pół doby dokonaliśmy z konieczności, z przymusu, zrzutu do rzeki Motławy. Jedynie 5 proc. objętości tej rzeki było zajęte przez ścieki. To była jedyna możliwość techniczna, aby nie doprowadzić do lokalnych podtopień ściekami mieszkańców Gdańska"

- powiedział Adamowicz. "Dwie i pół doby to nie jest katastrofa ekologiczna. (...) to są ścieki komunalne, nie przemysłowe" - podkreślał prezydent Gdańska.

Zaznaczył, że według komunikatu wojewódzkiej stacji sanepidu, sytuacja na plażach jest dobra. "Sądzę, że jeszcze kilka dni i ta sytuacja powróci do tej sytuacji przed awarią" - dodał.

"Co do przyczyn - prokuratura prowadzi postępowanie wyjaśniające. Również jest powołana przez prezydenta Gdańska komisja, ale również i wewnątrz Saur Neptun Gdańsk, czyli firmy, która jest operatorem całego systemu wodociągowo-kanalizacyjnego na terenie miasta Gdańska, Sopotu oraz okolicznych gmin, również oni badają te przyczyny"

- zapewniał. Zaznaczył także, że obecnie trudno jest powiedzieć "czy człowiek zawinił, czy system".

Adamowicz podkreślił, że dopóki niezależni eksperci nie wyjaśnią przyczyn awarii nie można mówić o nakładaniu kar, choć kontrakt między miastem Gdańsk a firmą Saur Neptun Gdańsk, operatorem sieci, przewiduje taką możliwość.

Podczas wywiadu w TVN24 prezydenta Gdańska zapytano też o sprawę jego oświadczeń majątkowych, m.in. o to po co mu 36 kont bankowych. Tutaj tłumaczenia były równie przekonujące. "To nie są konta, tylko rachunki (...) To są rachunki techniczne, a nie konta" - wyjaśnił Adamowicz. "Jeżeli mam kilka kredytów we frankach, należę do jednego z miliona Polaków, którzy wzięli kredyt we frankach, to automatycznie bank oczekuje ode mnie iluś tam rachunków (...). Robię to, co banki oczekują ode mnie jako klienta" - dodał.

Zapewnił, że jest "w pełni przezroczysty". "Jestem niewinny i tę niewinność udowodniam i udowodnię przed sądem" - podkreślił.

Adamowicz jest oskarżony o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010-2012.

Źródło: TVN24, niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl