​Demokratyczny mandat eurokraty

Głównym przegranym wyborów w Holandii w istocie jest Partia Pracy (PvdA). Uzyskała ona 5,6 proc. głosów i 9 miejsc w 150-osobowym parlamencie. W stosunku do wyborów z 2012 r. utraciła 29 miejsc i poparcie 19 proc. ogółu wyborców. Partia ta utraciła także status drugiej siły politycznej w kraju, spadając na 7. miejsce. Tu warto dodać, że PvdA to macierzysta partia Fransa Timmermansa, pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej oraz komisarza ds. rządów prawa, który tak bardzo dał się Polsce we znaki. Przypadek PvdA to przyczynek do szerszej refleksji nad brakiem mandatu demokratycznego dla wysokich urzędników unijnych. Choć baza społecznego poparcia dla Timmermansa, podobnie jak dla Donalda Tuska, poważnie zmalała, wciąż jest on jednym z tych, którzy decydują o losach Europy. Niby formalnie wszystko jest w porządku, lecz jednak coś zgrzyta.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Przyzwoita opozycja potrzebna od zaraz

Styczeń to niebezpieczna pora dla opozycji. Podobnie jak w ubiegłym roku, nie udało się im i znów wyłożyli się koncertowo. Jeden z lewicowych publicystów, Marcin Celiński, ogłosił nawet, że „w najbliższych wyborach postulat zmiany władzy jest wtórny, podstawowym jest stworzenie opozycji”.

Początek roku kolejny raz odziera opozycjonistów z szat – król jest goły jak święty turecki. Przed rokiem był pasztet na Wigilię, uderzające głupotą i chamstwem scenki i śpiewy z nieudanego puczu sejmowego oraz, rzecz jasna, wyjazd na Maderę Ryszarda Petru, kreującego się na lidera tego, pożal się Boże, protestu. Tym razem niezwykłe efekty przyniósł projekt ustawy liberalizujący ustawę antyaborcyjną, skrajny, feministyczny wymysł czynnie popierany przez polityków zarówno PO, jak i Nowoczesnej na różnych „czarnych marszach”. Zaskakujące było nie tyle to, że w PO i Nowoczesnej znaleźli się jednak posłowie, którzy postanowili zademonstrować swoje konserwatywne poglądy.

Część zagłosowała za odrzuceniem projektu już w pierwszym czytaniu, część, mniej odważna, postanowiła nie wziąć udziału w głosowaniu, czym uniemożliwiła skierowanie projektu do dalszego procedowania. Nie mniej zaskakujące było to, że liderzy obu opozycyjnych partii nie przewidzieli, jak będzie wyglądać to głosowanie. A przecież mieliśmy powtórkę z historii – przed rokiem było podobne. Ponownie część klubu PiS – 58 posłów wraz z kierownictwem partii i klubu – zagłosowało za skierowaniem projektu do dalszych prac, mimo że zawartych w nim rozwiązań nie popiera. Było to jednak zgodne z zasadą, którą przyjął PiS – każdy obywatelski projekt, który trafia pod obrady sejmu, poparty przez odpowiednią liczbę obywateli, ma być potraktowany poważnie i nie może być odrzucony już w pierwszym czytaniu. Było jednak także jasne, że mimo tak przyjętej zasady, aborcja jest kwestią, która większości posłom PiS wymyka się z reguł zimnej gry politycznej. Wiadomo było, że znaczna część konserwatywnych posłów potraktuje głosowanie dotyczące skierowania do dalszych prac projektu – a zatem decyzję czysto proceduralną, a nie merytoryczną – jako opowiedzenie się „za życiem” albo „za cywilizacją śmierci” i żadne argumenty na temat szacunku wobec projektów obywatelskich nie zadziałają. Wniosek z podobnego głosowania przed rokiem był zatem jasny – większość klubu PiS zagłosuje za odrzuceniem tego projektu już w pierwszym czytaniu, ale też jasne było, że znaczna grupa, z Jarosławem Kaczyńskim włącznie, zagłosuje tak jak PiS deklarował to w kampanii wyborczej w stosunku do wszelkich obywatelskich projektów.

Jednak ani PO, ani Nowoczesna nie odrobiły tej lekcji. Zabrakło im kilku głosów, bo jak powiedziała Katarzyna Lubnauer (po dwóch latach obecności w sejmie): „My jesteśmy ugrupowaniem nowym i bardzo wielu posłów nie mając doświadczeń w polityce, nie zdaje sobie sprawy, że nie głosują za danym projektem, tylko za skierowaniem go do komisji”.  Płacze i pretensje do opozycji jej najbardziej zaangażowanego elektoratu są oczywiście muzyką dla uszu rządzących, ale i sygnałem, że być może po lewej stronie sceny politycznej zrodzi się coś nowego, bo tak beznadziejnej próżni żadna rzeczywistość długo nie wytrzyma. I być może tak by się stało, gdyby nie fakt, że przy okazji tego blamażu opozycji widać wyraźnie, że postkomuna wciąż stawia raczej na PO i że w związku z tym to ta formacja będzie blokować możliwość powstania czegoś nowego. W mediach postkomunistycznych główny atak krytyki poszedł na Nowoczesną, a nie na partię Schetyny. Układ III RP, stawiając wciąż na pogruchotaną Platformę, łudzi się zapewne, że jakiś potencjał do skołowania Polaków ma wciąż Donald Tusk. Oznacza to, że twarzami opozycji będą ludzie otwarcie występujący przeciw Polsce, za to w interesie swoich zagranicznych patronów i liczący na nasze kłopoty w Europie, łącznie z ryzykiem wypchnięcia nas z Unii Europejskiej. Taka opozycja nie ma już raczej szans na zdobycie zaufania większości Polaków, ale będzie jeszcze długo zajmować miejsce, które mogłaby mieć jakaś nowa partia.       

A przydałaby się przecież Polsce przyzwoita, merytoryczna opozycja. Tyle że te 22 miesiące, jakie zostały do wyborów parlamentarnych, to zbyt krótki czas, by wyłonić jakąś formację polityczną, która mogłaby zastąpić upadłe, skompromitowane kłamstwami, aferami i zwykłą głupotą partie opozycyjne. Pisałam już to nieraz – wypada serdecznie współczuć wyborcom PO i Nowoczesnej, bo reprezentację parlamentarną mają taką, że nie daj Boże. Ciekawe, kiedy i czy w ogóle po tamtej, liberalno-lewicowej stronie nastąpi wreszcie przebudzenie? 
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl