Polska Kaczyńskiego jako wielki projekt

Po Smoleńsku Jarosław Kaczyński zrozumiał, że szeroki front prawicy, o którym marzył przez całe lata 90., trzeba zbudować nie tyle dzięki sojuszom, ile przez utworzenie zwartej formacji politycznej, która dzięki spójnej ideowej linii i konsekwencji w działaniu z czasem będzie przyciągała ludzi z innych obozów i tradycji politycznych.

Po katastrofie smoleńskiej, w której zginęło wielu ważnych i bardzo doświadczonych polityków Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński odbudowywał partię według klucza nie tylko doświadczenia, ale przede wszystkim lojalności. W tym samym okresie bardzo wyraźny był odpływ z partii tych wszystkich, którzy byli targani wątpliwościami co do twardej antyplatformerskiej i smoleńskiej linii partii albo byli nakierowani bardziej na cele osobiste niż na pracę na rzecz formacji politycznej. Odeszli więc wówczas m.in. Elżbieta Jakubiak, Michał Kamiński, Joanna Kluzik-Rostkowska czy Paweł Poncyljusz. 

Mocne zaplecze intelektualne

Niewielu krytyków PiS-u zauważyło, że już w 2011 r. po raz pierwszy odbył się Kongres „Polska – Wielki Projekt”, który był próbą policzenia się ekspertów, intelektualistów oraz ludzi kultury związanych i sympatyzujących z tym obozem politycznym. Ton nadawali tam profesorowie, którzy dzisiaj stanowią o sile intelektualnej (i nie tylko) obozu dobrej zmiany: Ryszard Legutko, Zdzisław Krasnodębski, Piotr Gliński, Andrzej Zybertowicz, Krzysztof Szczerski. Wielu z nich pomogło Kaczyńskiemu budować pozycję lidera i stratega, jakiego znamy obecnie. Na kongresie podjęto również udaną próbę wejścia w dyskusję z ludźmi o szerokiej wiedzy i doświadczeniu, ludźmi sukcesu zarówno zawodowego, jak i sukcesu w przestrzeni publicznej, którzy wcześniej z PiS-em nie mieli wiele wspólnego. Tu wymienić można grono przedsiębiorców, np. Piotra Voelkela (założyciela i wieloletniego prezesa Grupy Kapitałowej VOX, współzałożyciela Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej), Solange Olszewską (wieloletnią prezes Solaris Bus & Coach, członka Polskiej Rady Biznesu) czy Ryszarda Florka (założyciela i prezesa Fakro). Wśród panelistów na kolejnych kongresach pojawili się wszyscy dzisiejsi wicepremierzy w rządzie Beaty Szydło, a także ona sama.

Polska tradycja polityczna

Po Smoleńsku Jarosław Kaczyński zrozumiał, że szeroki front prawicy, o którym marzył przez całe lata 90., trzeba zbudować nie tyle dzięki sojuszom, ile przez utworzenie zwartej formacji politycznej, która dzięki spójnej ideowej linii i konsekwencji w działaniu z czasem będzie przyciągała ludzi z innych obozów i tradycji politycznych. Warto przypomnieć, że Kaczyński utożsamiał się z tradycją chrześcijańsko-demokratyczną i rozumiał chadecję jako najbardziej elastyczną, a także pragmatyczną tradycję polityczną – taką, która czerpie po trosze z socjalizmu, liberalizmu i konserwatyzmu. 

Potrzebni eksperci, specjaliści, urzędnicy 

Prawo i Sprawiedliwość ma gigantyczną intelektualną przewagę nad opozycją. Jednak w instytucjach, które po wyborach zaczęli obsadzać zwolennicy tej partii, poziom kadr pozostawia wiele do życzenia. Jeśli PiS szybko nie upora się z tym problemem, poniesie dotkliwe koszty wizerunkowe. Równie źle jest w dyplomacji. Poza wiedzą, brakiem uwikłania w PRL-owską przeszłość i patriotyczną postawą, niebagatelne znaczenie ma doświadczenie, którego ludziom związanym z PiS-em zazwyczaj brakuje. 

Rozwiązaniem tego problemu jest zawarcie sojuszu z ludźmi spoza partii, którzy jednak nie przeszli przez „korporację Geremka” i nie dali się wciągnąć w model kariery proponowany przez Radosława Sikorskiego.

Takiej drodze sprzyja z pewnością prowadzona przez PiS polityka społeczna i gospodarcza, odbudowa etosu patriotycznego w polityce i administracji, wreszcie budowa elit, które nadają ton kulturze i społeczeństwu. 

Jacek Saryusz-Wolski jest tu dobrym przykładem, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Prawo i Sprawiedliwość, chcąc skutecznie zmieniać Polskę, powinno zacząć korzystać z własnego sukcesu, czyli przyciągać polityków, specjalistów i ekspertów, nie tylko ich kupując czy oferując lepszy model kariery. Celem jest stworzenie tak atrakcyjnego ruchu politycznego, że przyjmą oni jego cele za własne z pobudek intelektualnych czy ideowych, a nie jedynie merkantylnych.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Rynsztokowy język Sikorskiego

„Ku…y i nieroby” – takimi wulgarnymi słowami były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski określił rektorów polskich wyższych uczelni w rozmowie z Jackiem Krawcem, byłym prezesem Orlenu. Kolejne fragmenty knajpianych rozmów prowadzonych w restauracji Sowa i Przyjaciele opublikował portal TVP Info – to część słynnych już dialogów nagrywanych podczas biesiad polityków i biznesmenów w czasach rządów koalicji PO-PSL.

Po raz kolejny słyszymy knajacki język, którym posługuje się Sikorski – przebija z niego pogarda i lekceważenie. Warto zauważyć, że mówi on o ludziach, którzy w większości popierali Platformę Obywatelską, czyli partię, której Sikorski jest członkiem. Chodzi o rektorów wyższych uczelni – to właśnie naukowcy pisali listy popierające PO, prezydenta Bronisława Komorowskiego i jednocześnie krytykowali prawicę. Radosław Sikorski, który kreował się na gentlemana i człowieka o etykiecie brytyjskiego arystokraty, w świetle kolejnych opublikowanych rozmów jawi się jako zwykły prostak i cham. Bo tylko tak można opisać człowieka, który tak bardzo jak on nie szanuje innych i miota pod ich adresem przekleństwa godne „lwowskiego żulika”.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Skuteczność kontra tupet

„Do końca sierpnia w każdym gospodarstwie, które ucierpiało w wyniku nawałnic, zostaną oszacowane szkody. We wrześniu pierwsze środki finansowe na odbudowę i remonty będą mogły wpływać na konta mieszkańców” – powiedziała premier Beata Szydło w Gostyniu.

Rząd konsekwentnie i szybko niesie pomoc osobom, które ucierpiały, ale totalna opozycja stara się, jak może, by wmówić Polakom, że tak nie jest. Czyni to nieskutecznie, ludzie wiedzą swoje i mają dobrą pamięć. Rząd Beaty Szydło wydał rozporządzenia pomocowe uruchamiające pieniądze dla poszkodowanych w kilka dni. A jak to wyglądało w czasie rządów PO? W listopadzie 2013 r. doszło do wybuchu gazu w Jankowie Przygodzkim. Rozporządzenie pomocowe zostało podpisane przez premiera Tuska dopiero pod koniec stycznia 2014 r. W kwietniu i lipcu 2013 r. nad Polską przeszły gwałtowne burze z gradem, było zniszczonych wiele upraw. Rozporządzenie pomocowe Donald Tusk podpisał dopiero we wrześniu 2013 r. Rok później było podobnie – po letnich nawałnicach i wichurach ówczesna szefowa rządu Ewa Kopacz odpowiednie rozporządzenie podpisała… w listopadzie. PO ma tę samą technikę każdego dnia. Kłamstwo i tupet.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl