Przygotujmy się na leczenie imigrantów

Adrian Grycuk; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en

Polski system opieki zdrowotnej musi być przygotowany na wzrost zachorowań na gruźlicę lekooporną. Zagrożenie może przyjść z migrantami ze Wschodu, gdzie notuje się duży odsetek chorych na tego typu gruźlicę – alarmują specjaliści.

W krajach byłego Związku Sowieckiego niepokojąco wzrasta liczba chorych na bardzo niebezpieczny rodzaj gruźlicy opornej na większość leków. Cierpi na nią niemal co piąty pacjent chory na gruźlicę. Powyżej postsowieckiej średniej znajduje się Ukraina. Gruźlica dotyka niemal 90 na 100 tys. mieszkańców tego kraju (średnia w Unii Europejskiej to 11,9 chorych na 100 tys. osób). Jedna trzecia z nich choruje na jej lekooporny typ.

Dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc prof. dr hab. n. med. Kazimierz Roszkowski-Śliż zwraca uwagę, że emigranci z Ukrainy mogą spowodować w Polsce wzrost zachorowań na gruźlicę lekooporną. – Jeżeli według rządowych informacji w Polsce przebywa około jeden milion obywateli Ukrainy, to możemy się spodziewać, że wśród nich jest 400 chorych na gruźlicę, z tego 120 to chorzy na gruźlicę lekooporną – szacuje prof. Roszkowski-Śliż. Podkreśla, że taka liczba chorych stawia nowe wyzwania przed systemem ochrony zdrowia. – Trzeba podjąć działania prewencyjne – mówi dyrektor Instytutu.

Do tej pory w Polsce cierpiący na gruźlicę lekooporną nie stanowili nawet jednego procenta wszystkich chorych na różne rodzaje gruźlicy. W 2015 r. lekarze stwierdzili 35 przypadków gruźlicy lekoopornej. Nie odnotowano żadnego przypadku choroby opornej na wszystkie leki. Niestety w naszym kraju obserwuje się wzrost zachorowań. W ubiegłym roku odnotowano 44 takie przypadki.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nauczycielka historii chwaliła Hitlera. Już nie pracuje

/ stevepb

Deputowana Rady Miejskiej Lwowa straciła pracę nauczycielki historii w jednej z miejscowych szkół za umieszczenie na Facebooku wpisu, w którym gloryfikowała Adolfa Hitlera. „Wielki człowiek, co by tu nie mówić” – napisała, dodając zdjęcie przywódcy III Rzeszy.

"Nie dopuścimy, by w lwowskich szkołach pracowali ludzie gloryfikujący tych, którzy zabijali miliony Ukraińców” – oświadczył mer Lwowa Andrij Sadowy.

Zwolniona była wicedyrektorką szkoły nr 100, gdzie uczyła historii. W radzie Lwowa zasiadała z ramienia nacjonalistycznej partii Swoboda. 20 kwietnia umieściła na Facebooku wpis z okazji urodzin Hitlera. „Wielki człowiek, co by tu nie mówić” – napisała, dodając zdjęcie przywódcy III Rzeszy i cytaty z jego wypowiedziami z książki „Mein Kampf”.

Wpis szybko został usunięty, jednak wcześniej zauważyli go dziennikarze, po czym sprawą zajęły się władze oświatowe. Nauczycielka tłumaczyła portalowi Zaxid.net, że wpis o Hitlerze umieścili na jej profilu na Facebooku hakerzy. Okazało się to jednak nieprawdą.

Mer Lwowa powiedział w środę, że w szkołach jego miasta nie ma miejsca dla nauczycieli, którzy pozwalają sobie na takie zachowania.

Hitler i Stalin to zbrodniarze, którzy mają na rękach krew naszych przodków i krew innych narodów. Jeśli nauczycielka historii tego nie wie, to nie ma dla niej miejsca wśród dzieci

– oświadczył Sadowy.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl