75. rocznica rozpoczęcia Akcji Reinhardt

Marcin Jurkiewicz/IPN. Mateusz Szpytma składa kwiaty pod Umschlagplatz

Transport ok. 1600 Żydów z lubelskiego getta do obozu zagłady w Bełżcu, przeprowadzony w nocy z 16 na 17 marca 1942 roku, zapoczątkował niemiecką Akcję Reinhardt – zbrodniczą operację polegającą na masowej eksterminacji żydowskich mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa. W 75. rocznicę pierwszego transportu Żydów z lubelskiego getta, na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady w Bełżcu (Muzeum Miejsce Pamięci w Bełżcu) zaplanowano uroczystości, zorganizowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Państwowe Muzeum na Majdanku w Lublinie. Wezmą w nich udział przedstawiciele władz państwowych, ocaleni z Zagłady, duchowni oraz młodzież. Obecny będzie także wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Mateusz Szpytma, twórca i pierwszy dyrektor Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej.

Wiceprezes IPN złożył w czwartek kwiaty przed Pomnikiem Umschlagplatz przy ul. Stawki w Warszawie, gdzie z istniejącej w tym miejscu podczas okupacji rampy kolejowej odjeżdżały transporty Żydów do obozu zagłady w Treblince. Od lipca do września 1942 r. Niemcy wysłali tam na śmierć ponad 250 tys. Żydów z warszawskiego getta.



Obchody w Bełżcu poprzedzi otwarcie wystawy plenerowej „Dzielnice zagłady”, która prezentowana będzie na Starym Mieście w Lublinie. Ekspozycja dokumentuje prześladowania i eksterminację Żydów, przetrzymywanych najpierw w lubelskim getcie, a następnie zabijanych w obozie zagłady w Bełżcu. Od marca do grudnia 1942 r. życie straciło w nim około 450 tys. osób, przede wszystkim polskich Żydów, ale także obywateli żydowskich z Niemiec, Austrii, Czech i Słowacji.

W związku z rocznicą IPN wydał broszurę „Zagłada Żydów i stosunki polsko-żydowskie podczas II wojny światowej”, zawierającą wykaz i krótkie opisy publikacji poświęconych tematyce Holokaustu, wydanych przez Instytut w latach 2000–2016.

Akcja Reinhardt – nazwana tak na cześć Reinharda Heydricha, szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) – zakładała wymordowanie Żydów zamieszkałych na terenie pięciu dystryktów GG: warszawskiego, radomskiego, krakowskiego, lubelskiego i galicyjskiego, a od końca 1942 r. również w okręgu białostockim. Początkowo ofiary były rozstrzeliwane oraz gazowane spalinami w specjalnie przystosowanych do tego samochodach ciężarowych, jednak z biegiem czasu metody te zostały przez Niemców uznane za „nieefektywne”.  To dało początek pomysłowi wybudowania obozów zagłady, gdzie spodziewano się ową „efektywność” uzyskać. Masową eksterminacją Żydуw bezpośrednio kierowali dowódca SS i policji dystryktu lubelskiego Odilo Globocnik oraz jego zastępca – Hermann Hцfle, szef sztabu sztab akcji, ulokowanego w Lublinie. Decyzje kierownictwa zatwierdzał Reichsfuhrer SS Heinrich Himmler, który już jesienią 1941 r. wyposażył Globocnika w specjalne pełnomocnictwa, nakazując rozpoczęcie przygotowań do realizacji akcji.




 
Źródło: ipn.gov.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych.

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl