Przyroda jak niepodległość

W potocznym przekonaniu dbałość o przyrodę to domena „lewactwa” i „ekooszołomów”. Katolik, patriota, konserwatysta ustawiany jest w roli niemalże wroga ekologii. Na to, że jest to nieprawda, można jednak znaleźć wiele przykładów zarówno w przeszłości, jak i obecnie. Warto powrócić do tradycji i harmonii z przyrodą.

W ostatnich latach sporo w Polsce mówi się o ekologii. Kwestia ta zaczęła interesować Polaków z kilku powodów. Jesteśmy wciąż krajem katolickim, więc nie mogła zostać niezauważona „ekologiczna” encyklika papieża Franciszka „Laudato si’”.

Rozmowy i awantury

Wielkim i narastającym problemem dla niektórych polskich miast, w tym Warszawy, jest smog. Na zainteresowanie ekologią wpływają też kwestie energetyczne – polska gospodarka z jednej strony musi zmniejszyć emisję dwutlenku węgla, z drugiej strony chcemy ocalić udział węgla w naszym miksie energetycznym. Usilnie próbujemy znaleźć takie metody jego przetwarzania i użytkowania, by wiązały się z jak najmniejszą emisją CO2. Ekologiczne kwestie podnoszone są też w związku z awanturą o Puszczę Białowieską – czy w nią ingerować, a jeśli tak, to na ile, a także w dyskusji o „uwolnieniu” wycinki drzew na prywatnych posesjach. Niedługo zapewne wejdzie w życie dość restrykcyjna ustawa o ochronie zwierząt, za którą opowiadają się wszystkie kluby poselskie. W tej sprawie też pewnie znajdzie się grono bardzo z niej niezadowolonych, choćby z sektora rolniczego.

Ostatni raz na temat ekologii tak dużo mówiło się w Polsce u schyłku komunizmu, gdy Solidarność i mniejsze organizacje opozycyjne krytykowały gospodarkę PRL‑u m.in. za doprowadzenie do katastrofy ekologicznej na Górnym Śląsku czy w Sudetach. Wtedy wszyscy Polacy „dobrej woli”, od ludzi Kościoła po tzw. lewicę laicką, uważali, że brudne powietrze to wielki problem dla kraju i narodu. W tym czasie trwały też protesty przeciwko budowanej wg technologii sowieckiej elektrowni atomowej w Żarnowcu. Udało się tę inwestycję zablokować po 1989 r. Pamiętam również, jak straszny był wówczas stan wód Bałtyku, zwłaszcza Zatoki Gdańskiej, co miało fatalne konsekwencje dla regionu.

Poprawić jakość życia

Wiele od tego czasu się zmieniło. Dziś przemysł ciężki znajduje się na wyższym poziomie technologicznym. Polska jest czystszym krajem, zwiększyła się nawet powierzchnia lasów, odrodziły się też niektóre gatunki zwierząt, które ćwierć wieku temu były na granicy wyginięcia. Np. wilki można dziś spotkać niemal w całej Polsce. Bardzo rzadkie kilkadziesiąt lat temu bobry, dziś są pospolitym gatunkiem. Na Bałtyku naukowcy odrodzili populację fok.

Morze Bałtyckie również jest czystsze niż 20–30 lat temu. Negatywnym zjawiskiem pozostaje natomiast zanikanie populacji dorsza w Bałtyku. Z kolei Sudety, po upadku przemysłu wydobywczego na Dolnym Śląsku, dziś odżywają.

Obecnie zagrożenia dla przyrody mają inną przyczynę niż za czasów PRL‑u. Wynikają nie z działalności przemysłu, lecz są raczej efektem zacofanej polityki przestrzennej, transportowej i społecznej w samorządach. Niekontrolowane zabudowywanie powoduje, że zieleni w miastach i na ich obrzeżach jest coraz mniej. Jak fatalne ma to skutki, widać na przykład przy okazji ulew, gdy w zabetonowanym mieście woda nie ma gdzie wsiąkać. Mniej zieleni to także więcej dwutlenku węgla, bardziej zanieczyszczone powietrze. Poważnym problemem jest to, że biedniejsi mieszkańcy pozbawieni centralnego ogrzewania palą zimą w piecach byle czym, bo tak jest taniej. Tym samym przyczyniają się do powstawania smogu. W mniejszym stopniu za jego tworzenie odpowiadają spaliny samochodowe.

Prawi to wiedzieli

Zasobami przyrody są nie tylko ropa, gaz czy węgiel. Są nimi też lasy, góry, zwierzęta i wody. Obrońcami polskiej przyrody byli działacze niepodległościowi w XIX i XX w. Hrabia Władysław Zamoyski wywalczył dla Polski część Tatr, a potem bronił je przed rabunkową eksploatacją. Warto wspomnieć proboszcza zakopiańskiego, ks. Józefa Stolarczyka, pioniera taternictwa i turystyki tatrzańskiej, działacza społecznego i współzałożyciela Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, stawiającego sobie za cel popularyzację i ochronę przyrody polskich gór. Z czasem PTT poszerzyło swoją działalność i na tej bazie powstało Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Prof. Rafał Łętocha, historyk polskiej myśli politycznej, za głównego prekursora ekologii polskiej uważa z kolei Jana Gwalberta Pawlikowskiego, działacza ruchu narodowego. To również zasłużony taternik i niezmordowany obrońca przyrody polskich Tatr. Był współtwórcą Ligi Ochrony Przyrody.

W tej wyliczance nie można też zapominać o postaci Jana Żabińskiego, wieloletniego dyrektora zoo w Warszawie, żołnierza AK, Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, zasłużonego dla odtworzenia populacji żubra w Polsce. Odtworzenie żubra to jeden z największych sukcesów naszego kraju. Zresztą, czym byłaby Polska bez naszych żubrów, orłów, rysiów, gór, jezior, morza i lasów?

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

List otwarty przedsiębiorców

Sz. P. Henryk Kowalczyk, Minister Środowiska. W imieniu przedsiębiorców zrzeszonych w Radzie Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa, reprezentujących branżę elektroodpadów, z ogromną satysfakcją i nadzieją przyjęliśmy zapowiedzi rządu w sprawie zaostrzenia przepisów związanych z gospodarką odpadami i likwidacji mafii śmieciowej w Polsce.

Polscy przedsiębiorcy, działający uczciwie i odpowiedzialnie na rynku elektroodpadów, apelują o to od lat. Dlatego z entuzjazmem wspieraliśmy wszelkie działania resortu środowiska, nastawione na likwidację patologii na rynku przetwarzania odpadów i przynoszące poprawę stanu środowiska w Polsce. W dalszym ciągu może Pan liczyć w tym względzie na nasze wsparcie i współpracę. Jednocześnie apelujemy do Pana Ministra o objęcie zdecydowanymi działaniami naprawczymi także rynku elektroodpadów. 

Według raportu NIK z czerwca 2017 roku polski system zbiórki i przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego funkcjonuje nieprawidłowo i wymaga naprawy. „Podmioty zaangażowane w system gospodarowania zużytym sprzętem, w tym m.in. zajmujące się jego zbieraniem i przetwarzaniem, nie przestrzegają przepisów w zakresie swojej działalności. Brakuje standardów przetwarzania elektroodpadów, a system sprawozdawczy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym nie jest źródłem rzetelnych i wiarygodnych danych. Częsta wymiana sprzętu elektrycznego i elektronicznego powoduje znaczny wzrost strumienia elektroodpadów, które ze względu na zawartość wielu niebezpiecznych substancji stanowią ogromne zagrożenie dla środowiska naturalnego oraz dla zdrowia i życia ludzi” – czytamy w raporcie.

Sprzęt ten zawiera bardzo wiele substancji chemicznych, takich jak azbest, brom, kadm, ołów, rtęć, freony czy cyklopentany, które muszą zostać w procesie przetwarzania odpadów wychwycone i unieszkodliwione. Inaczej przedostają się do atmosfery, gleby i wody, a następnie do organizmów ludzi, zwierząt, i roślin. 

Jednak zebrany sprzęt przetwarzany jest, według NIK, w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Według Izby „stan techniczny większości polskich zakładów przetwarzania zdecydowanie odbiega od standardów podobnych podmiotów działających w innych krajach Unii Europejskiej. Wiele zakładów przetwarzania opiera swoją działalność na ręcznym demontażu zużytego sprzętu, do którego wykorzystuje narzędzia ręczne oraz elektronarzędzia”. 

Powyższa sytuacja wynika według raportu NIK „z braku wymagań dla procesów przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego lub dla instalacji do przetwarzania tych odpadów oraz wymagań dla odpadów powstających w wyniku tych procesów” oraz niskich wymagań technicznych dla zakładów przetwarzania. Co warte podkreślenia, Polska, jako jedyny kraj UE, nie ma standardów technologicznych dla zakładów przetwarzania elektroodpadów. „Przerabiać” je może więc praktycznie każdy, kto posiada kawałek placu, nawet w centrum miasta, oraz młotek lub strzępiarkę do złomu.

Powyższa sytuacja to okazja dla przestępców i szarej strefy – bardzo atrakcyjna finansowo, gdyż w polskim systemie zbiórki występuje permanentny niedobór zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego w legalnym systemie zbierania oraz w zakładach przetwarzania, przy jednocześnie rosnącym zapotrzebowaniu ze strony producentów i sprzedawców sprzętu elektrycznego i elektronicznego na potwierdzenie wykonania obowiązku zbiórki i przetworzenia elektroodpadów. Tworzy to z kolei rynek „lewych kwitów”, skutkujący przestępczymi fortunami. Tym większymi, im bardziej rabunkowo i prymitywnie, przy niższych kosztach i inwestycjach, dokonuje się pozornego lub fikcyjnego przetworzenia elektroodpadów.

Obecna sytuacja blokuje z kolei inwestycje rzetelnych polskich przedsiębiorców w unowocześnianie zakładów przetwarzania – inwestowanie w poprawę jakości jest bowiem nieracjonalne. Powoduje wzrost kosztów i może doprowadzić przedsiębiorcę do upadłości – musi on bowiem konkurować z przestępcami i pseudoprzetwórcami, którzy nie ponoszą żadnych kosztów i nakładów na przetwarzanie zużytego sprzętu w zgodzie z wymogami środowiska.

Z poważaniem

Piotr Hofman
Prezes Zarządu Rady Gospodarczej SWS

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl