Komu zależy na oczernianiu kpt. Romualda Rajsa „Burego”

arch.

Coraz bardziej agresywne stają się nowe pokolenia UB walczące z legendą bohaterskich Żołnierzy Wyklętych. Szczególnie haniebnie brzmią w ustach postkomunistów zarzuty rzekomego „bandycenia się” partyzantów powstania antykomunistycznego. Konsekwentnie i z premedytacją tworzona jest zwłaszcza czarna legenda kpt. Romualda Rajsa „Burego”, jednego z najbardziej zasłużonych dowódców polskiego podziemia niepodległościowego - pisze w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska” Dariusz Jarosiński.

Kapitan Romuald Rajs „Bury” to kawaler Orderu Virtuti Militari, współtwórca sukcesów 3. Brygady Wileńskiej AK na Wileńszczyźnie, dowódca szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” na Białostocczyźnie, dowódca 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. To o nim pisał Jerzy Ślaski „Nieczuja” w książce „Żołnierze Wyklęci”:

„Był żołnierzem o niebywałej odwadze, świetnym dowódcą. Śmiałe akcje, jakie przeprowadzał, odbijały się echem w całym kraju”.

Poprzez pokazywanie rzekomych zbrodni kpt. Romualda Rajsa niszczone jest dobre imię Żołnierzy Wyklętych, całego podziemia niepodległościowego. Niepokojący jest fakt, że do towarzystwa szkalującego kapitana dołączyli też prawicowi publicyści, historycy, którzy powtarzają o nim wyświechtane frazesy, niemające wiele wspólnego z prawdą historyczną. Nie sięgają do źródeł, a swoje opinie opierają na książce Jerzego Kułaka „Rozstrzelany oddział. 3. Wileńska Brygada kapitana Romualda Rajsa >>Burego<<. Białostocczyzna 1945–1946”. Do tego stanu rzeczy przyczynił się też w dużej mierze białostocki oddział IPN.

Konkluzje prokuratora Olszewskiego

Asumpt do ataku na kpt. Rajsa i jego żołnierzy dał prokurator Dariusz Olszewski z białostockiego oddziału IPN. To on, po interwencji środowisk białoruskich, postkomunistów, którzy wówczas rządzili w III RP, przeprowadził śledztwo „w sprawie zbrodni kpt. »Burego«”. Śledztwo zakończył w 2005 r. konkluzją, że m.in. „zabójstwo furmanów i pacyfikacji wsi w styczniu i lutym 1946 roku nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa”. Ostateczny wniosek jest po prostu kuriozalny, świadczący o kompletnej ignorancji prokuratora (pisownia oryginalna): „Działania pacyfikacyjne przeprowadzone przez »Burego« w żadnym wypadku nie sprzyjały poprawnie stosunków narodowych polsko – białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski. Przeciwnie tworzyły często nieprzejednanych wrogów lub też rodziły zwolenników dążeń oderwania Białostocczyzny od Polski. Żadna zatem okoliczność nie pozwala na uznanie tego co się stało za słuszne. Z tych też względów należało podjąć decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawach określonych w sentencji przestępstw jako zbrodni przeciwko ludzkości i z przyczyn wskazanych na wstępie” (Informacja o ustaleniach końcowych śledztwa S 28/02/Zi).

Trudno powstrzymać się od riposty: panie prokuratorze Olszewski, przecież to białoruscy działacze komunistyczni, od dawna, bo od 1918 r., związani z sowieckimi komunistami, ze Stalinem, dążyli do oderwania Białostocczyzny od Polski. Byli zawiedzeni, że w 1944 r. znaczna część województwa białostockiego znalazła się w granicach Polski, a kiedy pojawiły się na Białostocczyźnie oddziały mjr. „Łupaszki”, kpt. „Burego”, zwalczali je, jak mogli. Trudno żeby dowódca oddziału zbrojnego, walczący o suwerenną Polskę, był pobłażliwy wobec jawnych wrogów Polski.

Jedynie końcowe wnioski prokuratora Olszewskiego zostały zamieszczone na stronie internetowej białostockiego oddziału IPN. Aby zapoznać się z zebranym przez prokuratora materiałem badawczym, zeznaniami świadków, m.in. ostatnich żyjących żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej NZW, trzeba pofatygować się do IPN. Niewiele osób to uczyniło, choć materiał jest obszerny i ciekawy, a po jego analizie natychmiast rodzi się pytanie: dlaczego swoją konkluzję prokurator oparł głównie na zeznaniach świadków białoruskiego pochodzenia, a nie uwzględnił zeznań żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej NZW?

Niestety, wiele osób kształtuje swoją opinię o kpt. Rajsie właśnie na podstawie tej zmanipulowanej konkluzji prokuratora Olszewskiego, uznając, że skoro jest stempel IPN, to „musi coś w tym być, to musi być prawda”. A prawda wygląda zupełnie inaczej.

Prokurator Olszewski całkowicie zignorował wydany w 1995 r. wyrok Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, który unieważnił wyrok śmierci na Romualda Rajsa, uzasadniając, że „walczył o niepodległy byt państwa polskiego”, a wydając rozkazy dotyczące m.in. pacyfikacji białoruskich wsi, działał w sytuacji „stanu wyższej konieczności, [w sposób – przyp. red.] zmuszający do podejmowania działań nie zawsze jednoznacznych etycznie”. Prokurator Olszewski swoje postępowanie umorzył, ale pozostały jego wnioski końcowe, mówiące o „znamionach ludobójstwa”. Wnioski końcowe to nie wyrok sądu, ale robią wrażenie, tym bardziej kiedy pada określenie „znamiona ludobójstwa”. Wydaje się, że czas najwyższy, aby zażądać od prokuratora Olszewskiego wyjaśnienia tych słów, określających działania żołnierzy reprezentujących Polskie Państwo Podziemne. Nad tym nie można przejść do porządku dziennego.

Nie ma dzisiaj innego wyroku sądowego, który dotyczy kpt. Romualda Rajsa, jest tylko prawomocny wyrok wydany w 1995 r. Ignorowanie go dowodzi w sposób ewidentny braku szacunku dla prawa. Co na to przełożeni prokuratora Olszewskiego?

Główną osobą kształtującą fałszywy obraz kpt. Romualda Rajsa jest Jerzy Kułak, ongiś pracownik białostockiego oddziału IPN, autor pierwszej i jedynej jak dotąd monografii 3.  Brygady Wileńskiej NZW. Zebrał on imponujący materiał źródłowy w latach 90., m.in. relacje żyjących jeszcze żołnierzy kpt. „Burego”, dotarł do wielu świadków historii, jednak podobnie jak w przypadku prokuratora Olszewskiego, końcowe wnioski książki zdominowała poprawność polityczna, a nie prawda historyczna. Można odnieść wrażenie, że wnioski końcowe dotyczą zupełnie innej książki. Być może wynika to z pewnych uwikłań środowiskowych, bo obaj panowie pochodzą z Białegostoku. To z książki Kułaka historycy, publicyści, białoruscy aktywiści czerpią swoją wiedzę o kpt. Rajsie.

Takie są fakty

Ostatnimi czasy ukazało się kilka bardzo dobrych tekstów porządkujących nasz stan wiedzy o działalności kpt. Romualda Rajsa „Burego” i jego 3. Brygady Wileńskiej NZW. Niezmiernie ważny jest artykuł autorstwa dr. Kazimierza Krajewskiego z warszawskiego oddziału IPN, jednego z najlepszych znawców podziemia niepodległościowego w północno-wschodniej Polsce, i mecenasa Grzegorza Wąsowskiego, prezesa Fundacji „Pamiętamy”, pt. „Kapitan Romuald Rajs »Bury« a Białorusini – fakty i mity”. Ukazał się on w ubiegłym roku, w 33. numerze pisma „Glaukopis”. Autorzy ponad wszelką wątpliwość stwierdzają, że pacyfikacje wiosek zamieszkanych przez Białorusinów na Podlasiu, dokonane przez żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej NZW, nie miały ani podłoża narodowościowego, ani religijnego, jak powszechnie formułuje się zarzuty. W oddziale „Burego” służyło wielu chłopców prawosławnych, pochodzenia białoruskiego, ba, nawet dowódcy plutonów byli prawosławni. Żołnierze 3. Brygady Wileńskiej NZW walczyli z wrogami Rzeczypospolitej – z agentami NKWD, UB, zarówno polskiego, jak i białoruskiego pochodzenia.

Warto też zwrócić uwagę na artykuły Michała Ostapiuka, niezależnego historyka podziemia niepodległościowego, zamieszczone w ubiegłym roku w olsztyńskim miesięczniku „Debata”. Michał Ostapiuk przygotowuje książkę o kpt. Romualdzie Rajsie, która powinna w tym roku pojawić się na półkach księgarskich.

Już 20 września 1945 r. Komenda Okręgu NZW wydała rozkaz przeprowadzenia akcji pacyfikacyjnej: „Rozkazuję w czasie od 20-IX-1945 r. do 30-IX-1945 r. przygotować i przeprowadzić pacyfikację terenów południowo-wschodnich powiatu »Burza«. [...] D-cą jednostek pacyfikacyjnych zostaje mianowany Kolega [kpt. Rajs]. […] Pacyfikacja dotyczyć będzie jednostek UBP /szpicle/, zorganizowanie odwetu na wrogiej ludności do sprawy konspiracyjnej”. Rozkaz ten z wielu względów został czasowo zawieszony, a do jego wykonania doszło dopiero w styczniu i w lutym 1946 r. Kapitan „Bury” osobiście nadzorował pacyfikacje wsi Zaleszany i Końcowizna. W tej drugiej nikt nie zginął, a jedynie spalono część zabudowań, w Zaleszanach rozstrzelanych zostało siedmiu Białorusinów należących do komunistycznej jaczejki, zaś siedem osób zginęło w płomieniach domów, ponieważ zlekceważyli nakaz przyjścia na zebranie wiejskie zarządzone przez kpt. Rajsa. Pacyfikacją wsi Wólka Wygonowska dowodził ppor. Boguszewski „Bitny”. Zginęło dwóch mieszkańców wioski, którzy próbowali ratować swoje domostwa. 1 lutego 1946 r. pluton ppor. „Bitnego” dokonał pacyfikacji wioski Zanie. Mieszkańcy wsi byli uzbrojeni i zaatakowali oddział „Bitnego”. W walce zginęło 24 Białorusinów. W Zaniach znajdował się we wrześniu 1939 r. polski szpital polowy. 17 września opanowali go białoruscy dywersanci i przekazali Sowietom. Ci wymordowali rannych i personel. Wieś Szpaki została spacyfikowana przez pluton ppor. Włodzimierza Jurasowa ps. Wiarus – życie straciło pięć osób.

Romuald Rajs, odpowiadając przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Białymstoku, nie uchylał się od odpowiedzialności za wszystkie akcje przeprowadzone w białoruskich wioskach współpracujących z bolszewikami, również te, w których nie brał osobiście udziału.

Najmniej rozpoznane i zbadane jest wydarzenie z 31 stycznia 1946 r. w pobliżu wsi Puchały Stare. Zostało tam rozstrzelanych około 30 furmanów pochodzenia białoruskiego. Nie ma do końca pewności, kto wydał rozkaz strzelania, o ile w ogóle takowy był. Najprawdopodobniej terenowa siatka przekazała kpt. Rajsowi nazwiska furmanów, którzy współpracowali z NKWD, m.in. 10 lutego 1940 r. pomagali w deportacji rodzin polskich urzędników państwowych, leśników.

Komu służy rozpalanie emocji

Pewnym środowiskom w Polsce, a może nie tylko tu – przede wszystkim postkomunistycznym, białoruskim – zależy od wielu lat na ustawicznym przypominaniu niewątpliwego dramatu, który rozegrał się zimą 1946 r. na wschodzie Podlasia. Na ciągłym utrzymywaniu napięcia wokół historii związanej z pacyfikacją wsi. IPN doskonale się tu wpisał w ową politykę w ubiegłym roku, m.in. nominując do nagrody audycji historycznej roku program Walentyny Łojewskiej, dziennikarki białoruskiego Radia Racja, znanej z ataków na Żołnierzy Niezłomnych. Audycja na pewno nie służy wyjaśnieniu przyczyn pacyfikacji, a tylko na nowo rozpala emocje. Mało tego – nominowana przez IPN do prestiżowej nagrody, niebywale zyskała na znaczeniu.

Bardzo wymowna była nieobecność przedstawicieli białostockiego oddziału IPN w pogrzebie ekshumowanych żołnierzy 3. Brygady Wileńskiej NZW kpt. Romualda Rajsa, poległych w bitwie w Gajrowskich na Mazurach 16 lutego 1946 r. Pogrzeb, który odbył się 15 lutego 2015 r. w Orłowie, był jedną z najbardziej poruszających uroczystości religijno-patriotycznych ostatnich lat w Polsce. Był hołdem oddanym wszystkim Żołnierzom Niezłomnym, którzy ginęli w osamotnieniu w walce o niepodległą Polskę.

W ubiegłym roku IPN wydał książkę-kuriozum pt. „Między pamięcią a historią. Konflikt pamięci zbiorowych Polaków i Białorusinów na przykładzie postaci Romualda Rajsa »Burego«”, ze wstępem Pawła Machcewicza. Jej autorką jest prawosławna Białorusinka Anna Moroz pochodząca z Hajnówki. Zebrała ona cytaty tekstów, wypowiedzi z gazet na temat pacyfikacji białoruskich wsi z: „Gazety Wyborczej”, „Kuriera Porannego”, „Gazety Współczesnej”, „Przeglądu”, białoruskiego miesięcznika „Czasopis”, „Przeglądu Prawosławnego”, dla „równowagi” dodała też fragmenty tekstów z „Naszego Dziennika”. Aby wzmocnić przesłanie ideowe o mordowanych Bogu ducha winnych Białorusinach przez polskich Żołnierzy Wyklętych, autorka dorzuciła jeszcze anonimowe wpisy z forów internetowych.

Gdyby IPN chciał wyjaśnić przyczyny pacyfikacji, to w pierwszej kolejności powinien zdjąć ze swej strony haniebny, pełen nieudokumentowanych oskarżeń „Komunikat” prokuratora Olszewskiego, na którym opierają się Białorusini, na jaki powołują się wszyscy ci, których stałym i podstawowym zajęciem jest szarganie pamięci żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Dlaczego do tej pory nie pojawiła się edycja źródeł, dlaczego nie dokonano analizy życiorysów zabitych mieszkańców pod kątem ich przynależności do komunistycznych organizacji czy współpracy z tymi organizacjami (PPR, NKWD, UB)? W czasie dokonywania pacyfikacji oprócz konfidentów NKWD i UB, zdrajców, przeciwników niepodległego państwa polskiego zginęli też na pewno niewinni mieszkańcy, im bezwzględnie należy się współczucie, modlitwa, ale to należałoby w sposób profesjonalny ustalić, a nie podsycać emocje. Na pewno wiele spraw zostałoby wyjaśnionych, gdyby polscy historycy uzyskali dostęp do sowieckich archiwów – bo jest oczywiste, że Sowieci do instalowania swojej władzy w Polsce po 1944 r. wykorzystali mniejszości narodowe.

Większość podlaskich Białorusinów od zawsze stanowi w powojennej Polsce elektorat, zaplecze komunistycznych partii. W atakach na polskie podziemie antykomunistyczne celują media białoruskie na Podlasiu finansowane z budżetu państwa. Jeżeli rząd RP nie podejmie rozsądnych przedsięwzięć i dalej będzie finansował antypolskie media, to za parę lat będziemy się tłumaczyli w Europie, że to nie my wywołaliśmy II wojnę światową (bo przecież są na to dowody w postaci filmu „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”), że to nie my organizowaliśmy obozy koncentracyjne, że nie jesteśmy narodem zbrodniarzy.
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Uwaga! Burze nad morzem

Upamiętnią Marię Kaczyńską na Białorusi

Amerykanie chcą pomników konfederatów

Trzęsienie ziemi na włoskiej wyspie.…

Przeprowadzono eksperyment procesowy ws.…

Usuńmy symbole totalitaryzmu

Pomnik gen. Zygmunta Berlinga / fot. Tadeusz Rudzki

W IPN odbyła się dyskusja „Patroni naszych ulic. Dekomunizacja w Warszawie i okolicach”. Instytut wskazał w całej Polsce 943 ulice, które podlegają tzw. ustawie dekomunizacyjnej i przypomniał, że Samorządy mają czas na samodzielną zmianę do 2 września oraz, że mogą w każdej chwili zwrócić się do IPN o pomoc w weryfikacji nazwy ulicy. Ustawa z 1 kwietnia 2016 r. mówi o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej.

Szef biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN Adam Siwek tłumaczył, że obecna dekomunizacja nie jest pierwszym zjawiskiem usuwania śladów po dominacji wrogich Polsce obcych państw. Przedstawił przykłady usuwania śladów pruskich i po carskiej Rosji na ziemiach polskich po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. m.in. pomniki rosyjskich carów jak np. Aleksandra II, a także pruskich władców – Otto Bismarcka czy Wilhelma II Hohenzollerna.

Pomniki są narzędziem realizowania polityki historycznej, były i są symbolem władzy i dominacji. 

 

– podkreślił. 

W nawiązaniu do uwag, które słyszymy dzisiaj bardzo często: >>Po co zajmować się tą dekomunizacją? Tyle lat minęło od przemiany ustrojowej, to jest właściwie już nieistotne, wyrosły nowe pokolenia już w III Rzeczypospolitej, dla których ta sytuacja jest stanem niezmiennym (...). Dlaczego te pomniki mają teraz znikać?<<. Odpowiadam – one powinny znikać, mówię o pomnikach, ale też oczywiście o patronach ulic, placów, obiektów przestrzeni publicznej, bo te zmiany są konieczne, jeżeli poważnie traktujemy nasze państwo, jeżeli na serio podchodzimy do naszej niepodległości, do naszej niezależności.

 

– przekonywał.

Dr Piotr Oleńczak, kierownik Oddziału Współpracy Instytucjonalnej w Biurze Wojewody Mazowieckiego podkreślił, że obecna dekomunizacja jest kontynuacją procesu, który rozpoczął się już na początku lat 90. XX wieku. Z tym, że wówczas był ogromny entuzjazm społeczny i nie było negatywnej reakcji na zmiany. Wszystko działo się spontanicznie jak w przypadku zburzenia w Warszawie pomnika Feliksa Dzierżyńskiego.

Ten proces nie został dokończony i myśmy nie mieli świadomości, że tyle jeszcze pracy jest do zrobienia. Bo dekomunizowano w Warszawie, ale na prowincji w województwie mazowieckim do tej pory mamy ulice Rewolucji Październikowej, KBW (Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego), Karola Świerczewskiego (...). Nic się nie zmieniło, prawie 30 lat mieszkamy w wolnej Polsce, a komunistyczni zbrodniarze, zdrajcy dalej są patronami ulic. 

 

– mówił Oleńczak.

Jeżeli do 2 września br. samorządy nie dokonają samodzielnie zmiany nazwy ulic, wówczas, zgodnie z przepisami, wojewodowie będą wydawali zarządzenia zastępcze, nadające nowe nazwy. W przypadku pomników, które propagują ustroje totalitarne, np. poświęconych Armii Czerwonej czy tzw. braterstwu broni polsko-sowieckiemu, urzędnicy zajmą się nimi w przyszłym roku.

O potrzebie usuwania symboli totalitarnych z przestrzeni publicznej w Polsce mówił również historyk dr Maciej Korkuć, który jest naczelnikiem Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Krakowie. 

Jeżeli chcemy być ludźmi wolnymi, musimy szanować tych, którzy o wolność walczyli. Jeżeli chcemy, żeby nasza armia nas broniła w chwili, która może być zagrożeniem wolności dla nas wszystkich, musimy pokazywać, że będziemy o nich pamiętać jako społeczeństwo, a możemy to pokazać tylko w ten sposób, kiedy pokażemy, że pamiętamy o tych, którzy walczyli o wolność i nie mieszamy ich z tymi, którzy walczyli przeciwko wolności. Nie mówimy, że nam wszystko jedno.

 

W dyskusji uczestniczyło również kilkanaście osób, m.in. z inicjatywy „Historia czerwona i czarno-czerwona”, prezentującej – jak piszą o sobie w internecie jej przedstawiciele – „historię polskiej rewolucyjnej lewicy”. Przed siedzibą IPN protestowali m.in. w obronie tzw. Dąbrowszczaków, czyli członków XIII Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego w czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 30. XX wieku. Głośno wyrażali swój sprzeciw także podczas dyskusji, domagając się m.in. podawania źródła cytatów, które wykorzystywali prelegenci.

Protestujemy przeciwko manipulacjom historycznym, które są dokonywane przez IPN przy okazji tzw. dekomunizacji. To manipulacje dotyczące kłamstw na temat m.in. polskich ochotników walczących w wojnie domowej w Hiszpanii z faszyzmem.

 

– mówił współorganizator protestu Piotr Ciszewski. 

W ocenie IPN, „Dąbrowszczacy” byli realizatorami polityki stalinowskiej na Półwyspie Iberyjskim, a postać samego Jarosława Dąbrowskiego, zasłużonego polskiego dowódcy, który po klęsce w wojnie z Prusami w roku 1871, stanął na czele wojsk tzw. Komuny Paryskiej – wykorzystywali ze względów propagandowych. W uzasadnieniu zmiany nazwy ulicy Dąbrowszczaków IPN stwierdził, iż należeli oni „do ściśle współpracującego z wywiadem sowieckim pionu politycznego – pełnili m.in. funkcje komisarzy politycznych, tworzonych przy poszczególnych jednostkach wojskowych według wzorców stalinowskich”.

Na stronie internetowej IPN znajduje się lista przykładowych ulic podlegających zmianie. Są tam także informacje dla samorządów i dla mieszkańców, którzy nie poniosą w związku ze zmianami żadnych kosztów.

Wśród nazw ulic, które IPN zakwalifikował do zmian (wraz z komentarzem historycznym) są m.in. ul. 1 Armii Wojska Polskiego (także 2 AWP), 22 lipca, 9 maja (1945 r.), Armii Czerwonej, Zygmunta Berlinga, Bohaterów Stalingradu (także Obrońców Stalingradu), Dąbrowszczaków, Edwarda Gierka, Ludowego Wojska Polskiego, Juliana Marchlewskiego, Marcelego Nowotki, PKWN, Wincentego Rzymowskiego, Karola Świerczewskiego, np. 10-lecia lub 40-lecia PRL, Michała Żymierskiego. 


 

Źródło: dzieje.pl, ipn.gov.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Niezwykła sytuacja we włoskiej piekarni

Około dwa tysiące odbiorców bez prądu

Muzułmańskie dzieci są radykalizowane od…

Kryzys w Niemczech. Rozwiązał się…

W tym kraju papierosy zdrożeją o 100 proc.

Uwaga! Burze nad morzem

Dziś na Wybrzeżu w strefie brzegowej prognozowane są burze i intensywne opady. Porywy wiatru dochodzić będą do 7 w skali Beauforta - zapowiada Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej - PIB.

IMGW - PIB wydał ostrzeżenie pierwszego stopnia dotyczące burz w strefie brzegowej. Ostrzeżenie obowiązuje w województwie zachodniopomorskim do wtorku do godz. 14, a w województwie pomorskim do godz. 12. "Obserwowane i prognozowane są burze z porywami wiatru i intensywnymi opadami deszczu, lokalnie gradu. Porywy wiatru do 7 w skali B" - napisano na stronie instytutu.

7 w skali Beauforta oznacza, że podmuchy wiatru przekraczają 50 km/h, piętrząc krótką, stromą falę do wysokości ponad 4 m.

Ostrzeżenie pierwszego stopnia jest najniższe w 3-stopniowej skali używanej przez IMGW-PIB. Oznacza, że instytut przewiduje wystąpienie niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych, które mogą powodować szkody materialne, możliwe zagrożenie życia. Prowadzenie działalności w warunkach narażenia na działanie tych czynników jest utrudnione i niebezpieczne. Zalecana jest ostrożność, potrzeba śledzenia komunikatów i rozwoju sytuacji pogodowej. 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Bomba miała wybuchnąć w samolocie

Sprawca zamachu w Barcelonie zastrzelony

Wiceszef MON odpowiada Schetynie

Bezpłatne szkolenia wojskowe dla studentów

Zaćmienie Słońca w USA - TRANSMISJA

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl