Francuski totalitaryzm: 2 lata więzienia za prowadzenie stron broniących życia dzieci

twitter.com/printscreen

Francuski rząd przyjął nową ustawę, według której za prowadzenie strony internetowej pro-Life można otrzymać karę pozbawienia wolności na 2 lata. Powodem ma być udostępnianie rzekomo mylących informacji, zniechęcających kobiety do dokonywania aborcji.

Francja jest krajem bardzo nieprzyjaznym dla ludzi, którzy wierzą, że dziecko w łonie matki zasługuje na godne traktowanie i prawo do życia. Próba odwiedzenia kobiety od decyzji o aborcji była już przestępstwem we Francji. Prawo to jednak zostało zaostrzone. Teraz kara to 2 lata więzienia i grzywna w wysokości 30 tys. euro.

Laurence Rossignol, minister ds. kobiet, twierdzi, że działacze nadal mogą wyrażać własne zdanie - pod warunkiem, że jasno określą "kim są, co robią i czego chcą".

Gaullistowska partia Republikanie nazywa nowe prawo "cenzurą rządową" i zapowiada, że zakwestionuje je w sądzie.

Francuscy działacze proaborcyjni zarzucają organizacjom pro-Life, że pod pozorem udzielania neutralnych informacji próbują przekonywać kobiety, by nie dokonywały aborcji. 

Marechal-Le Pen zwróciła uwagę na to, że pro-aborcyjny rząd przypisał sobie prawo do decydowania o tym, które informacje są prawdziwe, a które nie, co wykracza poza jego kompetencje. Polityk dodała, że na oficjalnej stronie rządu widnieje informacja, że "nie istnieją żadne fizyczne lub psychiczne skutki aborcji", co w żaden sposób nie zostało udowodnione.

Od 1975 r. we Francji całkowicie legalna jest aborcja do 12. tygodnia ciąży. W późniejszym okresie życia nienarodzonego dziecka można je zabić, jeśli ciąża stanowi poważne zagrożenie trwałego uszczerbku na fizycznym lub psychicznym zdrowiu matki - lub jeśli dziecko jest nieuleczalnie cierpi na określone choroby. W kraju tym zabija się ok. 220  tys. nienarodzonych dzieci rocznie.


 
Źródło: niezalezna.pl,lifenews.com

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tillerson dobitnie o Rosji. To ten kraj ponosi odpowiedzialność za użycie broni chemicznej w Syrii

/ wikipedia.org/Domena publiczna

Amerykański sekretarz stanu Rex Tillerson oświadczył, że ostatecznie to Rosja "ponosi odpowiedzialność" za ataki z użyciem broni chemicznej w Syrii. Zaznaczył, że reżim Baszara el-Asada prawdopodobnie wciąż dopuszcza się takich zbrodni.

Tylko wczoraj więcej niż 20 cywilów, głównie dzieci, ucierpiało najprawdopodobniej na skutek ataku z użyciem chloru" we Wschodniej Gucie - powiedział Tillerson.

Podkreślił, że rząd w Damaszku "prawdopodobnie kontynuuje używanie broni chemicznej przeciwko Syryjczykom".

Ktokolwiek przeprowadził ataki, ostatecznie to Rosja "ponosi odpowiedzialność" zarówno za "ofiary we Wschodniej Gucie", jak i "niezliczonych Syryjczyków, których zaatakowano bronią chemiczną od rozpoczęcia rosyjskiej interwencji (w Syrii) – dodał amerykański sekretarz stanu.

Tillerson zaznaczył, że Moskwa nie przestrzega porozumienia z USA z 2013 roku dotyczącego likwidacji broni chemicznej w Syrii oraz pomaga rządowi w Damaszku łamać Konwencję o zakazie broni chemicznej (CWC).

Amerykański szef dyplomacji wezwał również Rosję do "zaprzestania wetowania rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie pociągnięcia do odpowiedzialności winnych ataków chemicznych" w Syrii. 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Tillerson przyjeżdża do Polski. „Wybór Warszawy nie jest przypadkowy”

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl