niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
28 czerwca 2017

W stronę normalności

Dodano: 16.02.2017 [21:06]
W stronę normalności - niezalezna.pl
foto: Gazeta Polska Codziennie
W ubiegłym roku udział płac w PKB po raz pierwszy od ośmiu lat wyraźnie wzrósł. Towarzyszył mu też duży wzrost zarobków. W wyniku czynników demograficznych oraz działań politycznych polscy pracownicy nareszcie byli w stanie wykroić sobie nieco większy kawałek tortu.

Wzrost płac wyniósł w 2016 r. 4,2 proc., czyli był o 20 proc. wyższy niż w 2015 r., w którym i tak płace rosły stosunkowo szybko. Tak wysoki realny wzrost wynagrodzeń był w naszej gospodarce w ostatnim ćwierćwieczu raczej rzadko spotykany. Obok również czteroprocentowego wzrostu liczby narodzonych dzieci to najbardziej optymistyczny wskaźnik ekonomiczno-społeczny z ubiegłego roku. Wydawałoby się, że w kraju, w którym od lat zauważa się, że głównym problemem są niskie płace, taka informacja musi być powodem do radości. Okazuje się, że niekoniecznie. Krzysztof Adam Kowalczyk, kierownik działu ekonomicznego „Rzeczpospolitej”, w swoim komentarzu o wymownym tytule „Wzrost płac może zaszkodzić” w zasadzie nad tym ubolewa. No cóż, zapewne dla gospodarki byłoby najlepiej, gdyby część zatrudnionych zgodziła się pracować za darmo – w końcu w niewolniczych południowych stanach USA eksport kwitł aż miło, a produkcja bawełny biła kolejne rekordy.

Polityka państwa a zarobki

Redaktor Kowalczyk zauważa, że płace wzrosły bardziej niż produktywność (której wzrost wyniósł prawdopodobnie ok. 2 proc.), co może się odbić na polskiej konkurencyjności. W sytuacji, gdy wynagrodzenie pracowników rośnie szybciej niż wydajność, przedsiębiorcy muszą podnosić ceny, a przecież niskie ceny to nasza główna przewaga konkurencyjna. I lepiej jej się nie pozbywać, dopóki polska gospodarka nie wypracuje innej przewagi, typowej dla krajów Zachodu – czyli innowacyjności. Nasi przedsiębiorcy mogą nie zdążyć zbudować innowacyjnych firm i produktów, gdyż zawczasu zarżną ich koszty pracy. Redaktor oskarża też polityków, którzy swoimi działaniami (500+, podwyżka płacy minimalnej) mieli sztucznie przyspieszyć wzrost polskich zarobków, co finalnie może Polsce zaszkodzić.
Jeśli można się w czymś zgodzić z red. Kowalczykiem – rzeczywiście działania polityczne pomogły wzrostowi płac. Program 500+ wzmocnił pozycję negocjacyjną posiadających potomstwo pracowników, dzięki temu nie musieli się już godzić na nierzadko uwłaczające pensje, gdyż mieli bufor bezpieczeństwa w postaci państwowego wsparcia na dzieci. Pamiętamy przecież, że niemal zaraz po wprowadzeniu 500+ mogliśmy podziwiać wręcz serię podwyżek (Lidl, Biedronka, nieco wcześniej Ikea). Zapowiedzi podwyższenia płacy minimalnej w 2017 r. i wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej też zwiększyły presję na wzrost płac – gdy ktoś zarabiający 2200 zł słyszy, że pensja minimalna wzrośnie do 2 tys., to naturalnie zaczyna się domagać, by jego zarobki były wyższe niż 200 zł nad kreską. Oczywiście głównymi powodami wzrostu zarobków nad Wisłą są ogromna emigracja i wyludnienie się wielkich połaci kraju. A brak rąk do pracy to od co najmniej epidemii dżumy w XIV w. najskuteczniejszy sposób skłonienia pracodawców do podzielenia się zyskiem. Pozostałe argumenty redaktora są już jednak, delikatnie mówiąc, dosyć dęte.

Płace w pogoni za wydajnością

Oczywiście regularny i utrzymujący się przez lata wzrost zarobków przewyższający wzrost produktywności byłby dla gospodarki w długiej perspektywie zabójczy. Tylko że wspominanie o takiej możliwości w kontekście Polski jest nie na miejscu. Płace od lat nie nadążały za wzrastającą wydajnością, choć zapewne akurat nad tym Krzysztof Adam Kowalczyk specjalnie nie lamentował. Według danych OECD w latach ­2001–2012 jednostkowy koszt pracy rósł w Polsce średniorocznie o 0,9 proc., a produktywność o 3,3 proc., czyli ponadtrzykrotnie szybciej. Relacja ta była najmniej korzystna dla płac ze wszystkich krajów OECD w tym okresie. Był to też trzeci najwyższy wzrost produktywności wśród członków tej organizacji (za Słowacją i Estonią). W Czechach jednostkowy koszt pracy rósł w tym czasie dwa razy szybciej przy wzroście produktywności o 0,5 pkt proc. niższym. W ostatnich latach wyścig między wynagrodzeniami a wydajnością nieco się wyrównał, jednak to drugie wciąż rosło nieco szybciej. Według Eurostatu w latach 2010–2015 polska produktywność wzrosła o 12 proc., a godzinowy koszt pracy o nieco ponad 10 proc. Obecnie mamy więc w Polsce korektę – tak jak na giełdzie, gdy po znacznych spadkach lub wzrostach następuje urealnienie wycen aktywów. Urealnienie płac to zjawisko, nad którym na pewno nie powinniśmy załamywać rąk. Nasi pracownicy czekali na to od lat.

Nie jest również prawdą, że w sytuacji korekty przedsiębiorcy muszą podnieść ceny. Jest jeszcze jedna możliwość, która najwyraźniej red. Kowalczykowi nie mieści się w głowie. Mianowicie mogą jeszcze zmniejszyć swoje dochody, czyli po prostu podzielić się zyskiem z załogami, które współtworzą ich firmy. Nie zapominajmy, że nawet najbardziej błyskotliwy pracodawca nie jest herosem, który jednoosobowo wytwarza całe swoje przychody, pracownicy zaś – zawalidrogami, które tylko mu w tym przeszkadzają. Wielu polskich pracodawców ma spore możliwości podzielenia się zyskiem. Udział płac w PKB, który pokazuje podział dochodów między zyski a pensje, spada w naszym kraju od 2008 r. W latach 2008–2015 spadł z 50,1 proc. PKB do 46,9 proc. Średnia unijna to 55,4 proc. Przewaga zysków nad płacami jest w Polsce jedną z najwyższych w UE. Według szacunków Komisji Europejskiej w 2016 r. udział płac w PKB nad Wisłą wzrósł do 47,5 proc., co jest pierwszym wyraźnym wzrostem od ośmiu lat. A i tak to wciąż szósty najniższy wynik w UE. Tak więc w ubiegłym roku, w wyniku czynników demograficznych i działań politycznych, pracownicy wreszcie wykroili sobie nieco większy kawałek tortu. Który im się należał jak psu buda.

Płace impulsem dla innowacyjności

Wątpliwy jest również argument, że wzrost płac zahamuje wzrost innowacyjności, przez co nie doczekamy się gospodarki opartej na wiedzy, gdyż wcześniej przedsiębiorstwa zostaną zarżnięte przez rozpasane roszczenia pracowników. W rzeczywistości kolejność najczęściej jest odwrotna – to wzrost płac napędza wzrost innowacyjności, gdyż przedsiębiorcy są zmuszeni szukać bardziej zaawansowanych sposobów produkcji, by mimo to mieć wysokie zyski. W sytuacji niskich kosztów pracy przedsiębiorcy nie mają motywacji do rozwijania swoich produktów, ponieważ produkcja tanich towarów przy jeszcze niższych kosztach i tak zapewnia im godziwy dochód. Gdy są postawieni pod ścianą konieczności płacenia więcej, zaczynają eksperymentować z bardziej zaawansowanymi metodami produkcji, które zmniejszyłyby koszty. Szukają też ulepszeń swoich produktów, by móc generować większe dochody. Najlepszym tego przykładem jest rewolucja przemysłowa. Ian Morris w dziele „Dlaczego Zachód rządzi – na razie” zastanawia się m.in., dlaczego rewolucja przemysłowa miała miejsce w Wielkiej Brytanii, a nie w Chinach czy na południu Europy. Mimo że Chińczycy byli w tym okresie równie rozwinięci technologicznie co Zachód, a północ Włoch również nie ustępowała Brytyjczykom pod względem bogactwa. Jednym z powodów były różnice w płacach. Pracownik w Londynie realnie zarabiał ponadpięciokrotnie więcej niż pracownik w Pekinie lub we Florencji. A więc brytyjscy przedsiębiorcy nieustannie szukali sposobów usprawnienia produkcji, tymczasem równie bogaci przedsiębiorcy z Chin czy Włoch zadowalali się tym, co już mają. I dzięki temu to James Watt usprawnił silnik parowy, a nie któryś z licznych chińskich naukowców.

Wyraźny wzrost płac w 2016 r. to dowód na to, że relacja pracownik–pracodawca w naszym kraju wreszcie normalnieje. A więc to powód raczej do radości, a nie rytualnego załamywania rąk. Ostatecznie nie tylko wielkość tortu się liczy, ale też to, w jaki sposób rozdzielimy go między gości. Przecież ktoś, kto po raz kolejny dostaje wąski kawałeczek, niespecjalnie się cieszy, że w tym roku tort znów był większy.
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

Miejsca pracy tworzy ktoś, kto coś tworzy, a nie ten, który się zadowala tym, co jest.
Dlatego tylko część biznesmenów tworzy miejsca pracy, część pracowników także. To ci, którzy się rozwijają, którzy inwestują w rozwój siebie i firmy, w umiejętności, możliwości. Ci, którzy tego nie robią, nie tworzą miejsc pracy, mimo że dają wypłaty ludziom, jeśli dają.

Także ktoś, kto nie pracuje, tworzy miejsce pracy dla siebie w przyszłości ucząc się, poznając swoje możliwości, poszerzając je i tworząc nowe w oparciu o stare.

Zysk jest wszędzie tam, gdzie jest, a nie tam, gdzie ktoś dzisiaj chce za coś ileś zapłacić.
Wszyscy używają propagandy, biznesmeni, pracownicy, rodzice, dzieci, że są potrzebni, by zwiększyć zyski.

Oczywiscie, jak nie o Smolensku albo 500+ to juz nie ma chetnych do myslenia. 'Zamach' sie rozejdzie po kosciach, pieniadze rozdawane przez lewicujacy rzad sie skoncza, i bedzie znowu rozpacz i 'sfalszowane wybory'.

Bronek nie pijcie tyle.

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl