Geopolityka Trumpa

  

Odtworzenie geopolitycznych poglądów i zamierzeń Donalda Trumpa nie jest zadaniem prostym – nigdy nie pełnił żadnej publicznej funkcji, nie można więc analizować jego głosowań, do czasu kandydowania na urząd prezydenta rzadko wypowiadał się na tematy międzynarodowe. Wnioski, jakie eksperci z prawa i lewa wyciągają z wypowiedzi, doboru doradców i, oczywiście, tweetów nowego prezydenta z pewnością zweryfikują nadchodzące miesiące.

Jeszcze przed objęciem urzędu Donald Trump wydawał się podążać śladami swojego poprzednika sprzed stu lat, podobnie starannie budującego swój wizerunek twardziela – Theodore’a Roosevelta, który wykorzystywał swoje stanowisko jako „bully pulpit” (wspaniały lub w późniejszym znaczeniu – brutalny), rozumiejąc, że samo wygłoszenie przez prezydenta opinii w jakiejś sprawie może rodzić realne konsekwencje. Tak właśnie tweety Trumpa, w których krytykuje przenoszenie miejsc pracy za granicę lub wygórowane, jego zdaniem, koszty zamówień rządowych, wydają się odnosić natychmiastowe wręcz skutki w postaci zmian.
Wydaje się także, że Trump, podobnie do Theodore’a Roosevelta, traktować będzie politykę międzynarodową jako narzędzie do osiągnięcia celów wewnątrzamerykańskich. Jak wówczas, gdy ten ostatni wykorzystał sprawę porwania Iona Perdicaisa przez marokańskich korsarzy rebeliantów do demonstracji siły marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i zapewnienia sobie nominacji na kolejną kadencję.

Co wiemy

Sztandarowe hasła wyborcze Trumpa dotyczące polityki międzynarodowej to: mur na granicy z Meksykiem, renegocjacja traktatu o wolnym handlu NAFTA, doprowadzenie do uczciwych warunków handlu z Chinami, wezwanie do niewpuszczania muzułmanów do USA, dopóki rząd „nie zrozumie, o co naprawdę chodzi”, zerwanie nuklearnego porozumienia z Iranem oraz „dogadanie się z Rosją” w celu zniszczenia Państwa Islamskiego.

W kampanii Trump przedstawiał się więc z jednej strony jako neoizolacjonista, który chce skoncentrować się na sprawach wewnętrznych kraju, według którego relacje międzynarodowe mają być konsekwencją celów i priorytetów narodowych. Z drugiej zaś podkreślał, że jako praktyk biznesu potrafi się dogadać w konkretnych sprawach z innymi przywódcami.

Poglądy Trumpa na politykę międzynarodową można więc chyba określić jako zbliżone do szkoły nazywanej realizmem, która głosi, że podstawowymi aktorami na scenie międzynarodowej są unitarne państwa zachowujące się racjonalnie, w zgodzie z własnymi interesami. Najlepiej analizować ich zachowanie, nie wchodząc zbytnio w ich sprawy wewnętrzne czy też sposób funkcjonowania ich instytucji wewnętrznych, bo de facto do zrozumienia polityki międzynarodowej wystarczy analiza interesów i stosunku sił pomiędzy państwami na arenie globalnej. Nie powinno też dziwić, że z Trumpem od pewnego czasu spotyka się najbardziej chyba znany praktyk realizmu – Henry Kissinger, architekt oskrzydlającego Związek Sowiecki ocieplenia stosunków USA z Chinami za czasów prezydentury Richarda Nixona.

Dodać warto, że ustępujący prezydent Barack Obama prezentował diametralnie inne podejście do polityki międzynarodowej, zdecydowanie bliższe postmarksistowskiemu instytucjonalizmowi; konstruktywistycznemu w swojej istocie podejściu do spraw międzynarodowych, w którym idzie nie tyle o analizę relacji między państwami, co o budowanie ponadpaństwowych instytucji, mających na celu zapewnienie harmonijnego współistnienia różnych podmiotów – państw, organizacji międzynarodowych i podmiotów niepaństwowych.

Czy prezydent Trump dotrzyma wszystkich obietnic kandydata Trumpa?

Czego możemy się domyślać

Możemy się spodziewać polityki transakcyjnej – coś za coś, nie bez powodu przecież największy sukces wydawniczy Trumpa to bestseller „The Art of the Deal” z 1987 r.

Z kim i co będzie Trump negocjował? W kampanii wyborczej podkreślał, że najważniejszym handlowym przeciwnikiem Stanów są Chiny, które sztucznie zaniżając wartość swojej waluty, są nieuczciwym konkurentem, zalewającym rynek amerykański tanimi towarami, blokującym Amerykanom dostęp do własnego rynku i w dodatku skupującym na bezprecedensową skalę amerykańskie papiery dłużne.

Komunistyczny władca Chin Xi Jinping dość zaskakująco i chyba symbolicznie wybrał spotkanie postrzegane jako symbol współczesnego kapitalizmu – szczyt w Davos – na przedstawienie swojej koncepcji. Tam podkreślił, że „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. To element jego strategii „inkluzywnej globalizacji” – eufemizmu określającego kontynuację chińskiej ekspansji gospodarczej, opierającej się na poszerzaniu tradycyjnych zachodnich rynków zbytu i wypełnianiu luki po kolonialnych potęgach w Afryce i Azji. Pekin ma kontynuować politykę wielostronnych umów handlowych, w wyraźnej opozycji do wizji Donalda Trumpa, potwierdzonej jego zapowiedzią zawarcia bilateralnego porozumienia handlowego z Wielką Brytanią po opuszczeniu przez nią Unii Europejskiej.

Wygląda na to, że argumentem Trumpa w negocjacjach z Chinami będzie podniesienie ceł na ich produkty. Podobnie może być z Meksykiem, dostarczycielem taniej siły roboczej dla eksportujących do USA wielkich międzynarodowych koncernów. Jeśli chodzi o Iran – to już z kręgów bliskich nowemu prezydentowi pojawiają się głosy, że układ nuklearny niekoniecznie musi trafić do kosza.

Ważnym elementem kampanii Trumpa było wsparcie, jakiego udzieliły mu niezależne media głoszące antyglobalizm, jak chociażby internetowo-radiowe miniimperium Alexa Jonesa, uważanego przez niektórych obserwatorów za zastanawiająco prorosyjskiego. I to właśnie w opozycji do globalizmu – świata kontrolowanego przez ponadnarodowe korporacje i organizacje – ma prowadzić Trump politykę „ekonomicznego nacjonalizmu” (określenia tego użył szef kampanii, a obecnie główny strateg nowego prezydenta Stephen Bannon).

Poglądy Bannona, jeśli pozostanie on na dłużej w najbliższym kręgu doradców Donalda Trumpa, mogą stanowić klucz do pryncypiów ideowych, z których wynikać będą kierunki światowej polityki nowej administracji amerykańskiej. O Bannonie wiemy, że postrzega siebie jako obrońcę tradycyjnych zachodnich wartości w wojnie wydanej im przez tzw. kulturowy marksizm oparty na wytycznych Antonia Gramsciego. Bannon nie ma najlepszego zdania o współczesnej Rosji, uważa ją za postkagebowską kleptokrację, a jej ideologa Aleksandra Dugina za kryptofaszystę. Nie kupuje też, coraz popularniejszej wśród prawicowych myślicieli i polityków na Zachodzie, tezy o Rosji jako ostatnim bastionie tradycyjnych wartości. Jednak za najważniejsze, wręcz egzystencjalne zagrożenie dla Zachodu uważa rozwój radykalnego islamu.

Co z Rosją?

Ostatnio światową prasę po raz kolejny obiegły słowa Trumpa o NATO jako tworze przestarzałym. W czołówkach zabrakło jednak ważnego dopowiedzenia – przestarzałym, bo niedostosowanym do współczesnych zagrożeń, przede wszystkim zaś do dawania sobie rady z islamskim terroryzmem. Trump wielokrotnie powtarzał w czasie kampanii, że świetnie byłoby dogadać się z Rosją właśnie w tym obszarze. Czy jednak dwóm samcom alfa to się uda? Kiedy Nikita Chruszczow spot­kał się po raz pierwszy z Johnem F. Kennedym, uznał go za mięczaka i wysłał rakiety na Kubę, co niemal doprowadziło do wojny. Czy Putin, stawiając zbyt wygórowane żądania, nie wścieknie mistrza biznesowych negocjacji? Czy Trump jest naiwny, myśląc, że jest w stanie użyć Rosji? Czy będzie próbował przeciągnąć ją na swoją stronę w zasadniczym sporze z coraz ambitniejszymi Chinami?

A może, podobnie jak Bannon, nie ma co do Rosji złudzeń? Kiedy w pierwszej połowie lat 70. ub.w. zaczynał swoją ekspansję na najbardziej prestiżowym rynku nieruchomości – Manhattanie – zatrudnił jako swojego prawnika Roya Cohna, jednego z najbliższych współpracowników słynnego tropiciela sowieckich szpiegów i agentów wpływu, senatora Josepha McCarthy’ego. Czy uczynił to wyłącznie ze względu na jego reputację najbezwzględniejszego rekina nowojorskiej palestry?
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl