Biały Dom nie porzuci militarnych sojuszników

U.S. Army photo by SPC Joshua Ballenger / army.mil

Paweł Kryszczak

Dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl, gdzie pisze o obronności.

Kontakt z autorem

Siła USA tkwi nie tylko w potędze militarnej, ale również w systemie sojuszy, które były budowane przez kilkadziesiąt lat. „USA potrzebują wiarygodnych sojuszników, którzy nie tylko zapewnią wsparcie militarne, ale również dostęp do baz oraz całe spektrum wkładu pozamilitarnego” – pisze w swojej analizie Andrew Shearer, ekspert amerykańskiego think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS).

Andrew Shearer z amerykańskiego ośrodka analitycznego CSIS zauważa, że różnego rodzaju sojusze kosztowały Stany Zjednoczone biliony dolarów oraz życie tysięcy żołnierzy. Z kolei wśród niektórych sojuszników Stanów Zjednoczonych pojawiło się przeświadczenie o tym, że za ich bezpieczeństwo odpowiedzialny jest Biały Dom, dlatego ograniczyły one własne nakłady na obronność. To nie podoba się władzom w Waszyngtonie, które w ramach NATO wykładają blisko 70 proc. wszystkich wydatków na kolektywną obronę Sojuszu.

- Wśród Amerykanów panuje przeświadczenie, że Europa musi wziąć na swoje barki większą odpowiedzialność za siebie. Chodzi o wzrost wydatków na obronność, które zwiększyłyby realnie zdolności obronne NATO – mówi „Codziennej” Wojciech Lorenz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). – Dochodzi do tego jeszcze umowa nuklearna z Iranem, przez którą USA zraziły do siebie Izrael i arabskich sojuszników oraz pogarszające się relacje z Turcją, a także populiści, którzy niszczą wzajemne relacje budowane latami, czego przykładem jest nowy prezydent Filipin Rod­rigo Duterte – dodaje ekspert PISM.

Eksperci z amerykańskiego think tanku CSIS zwracają uwagę, że zarówno Waszyngton, jak i jego sojusznicy nie mają innego wyjścia, jak polegać na sobie ze względu na ogrom wyzwań i zagrożeń na świecie. Chodzi nie tylko o neoimperialną politykę Rosji oraz działania Chin podejmowane w regionie Azji i Pacyfiku. Źródło niepokojów stanowi też nuklearny program Korei Północnej, a także działalność terrorystyczna, które są elementami destabilizującymi ład międzynarodowy.

„Wartość sojuszu z USA dostrzegły władze Australii. W ostatnich latach zawarły one z Waszyngtonem umowę, w myśl której 2,5 tys. żołnierzy piechoty morskiej USA będzie stacjonować rotacyjnie w bazie Darwin leżącej na północy Australii. Obecnie prowadzone są rozmowy w sprawie dyslokacji amerykańskich bombowców w tamtym regionie” – twierdzi Andrew Shearer w swojej najnowszej analizie.

Coraz ściślej układa się również współpraca USA z Japonią. Kraj ten chciał zmniejszyć swoje uzależnienie w kwestiach obronnych od innych państw, jednak z powodu zagrożenia, jakie stanowią Chiny, władze w Tokio zacieśniły relacje z Białym Domem. Japonia pokrywa m.in. część kosztów związanych z amerykańskimi bazami wojskowymi w regionie, w których przebywa ponad 50 tys. żołnierzy USA.

– Warto również przypomnieć, że w regionie Azji i Pacyfiku Waszyngton nie dysponuje sojuszem militarnym na wzór NATO, dlatego też musi się opierać na dwustronnych relacjach – wyjaśnia Wojciech Lorenz. – Powracając do Europy, w amerykańskiej polityce obronnej liczą się przede wszystkim państwa, które dysponują istotnym potencjałem i są gotowe na użycie go do kształtowania wspólnego bezpieczeństwa, a więc Wielka Brytania, Francja i Niemcy. W 2015 r. po raz pierwszy w Strategii Bezpieczeństwa USA wśród ważnych sojuszników wymieniono jednak również Polskę jako państwo, które przyczynia się do wzmocnienia NATO – kończy ekspert PISM w rozmowie z „Codzienną”.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kto zyska na ustawie 447, a kto straci? Senator Mróz o niebezpiecznej formie nacisków

/ whoismargot

Izba Reprezentantów Kongresu USA przyjęła dziś ustawę o sprawiedliwości dla ofiar Holokaustu, którzy nie otrzymali zadośćuczynienia. Senator Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Mróz mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl, że jest to bardzo niebezpieczna dla Polski forma wywierania presji politycznej przez środowiska żydowskie. 

Z punktu formalno-prawnego ustawa S. 447 przyjęta przez Kongres nie wywołuje dla Polski bezpośrednio żadnych konsekwencji prawnych. Mówi jedynie o monitorowaniu restytucji mienia żydowskiego w krajach Europy środkowo-wschodniej. 

Jednak, zdaniem senatora Prawa i Sprawiedliwości Krzysztofa Mroza, jest to bardzo niebezpieczna dla Polski forma "wywierania presji politycznej przez środowiska żydowskie przy wykorzystaniu naszego największego sojusznika i supermocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone”. 

Dlatego też, jak podkreśla senator, z tego punktu widzenia jest to ustawa dla nas mocno niekorzystna. 

Na pewno nie uciekniemy od jakiejś formy reprywatyzacji, ale reprywatyzacja musi dotyczyć wszystkich, którym zabrano mienie, a nie tylko tych, którzy są pochodzenia żydowskiego

- mówi i zaznacza, że musi być oparta na tych samych zasadach dla każdego, biorąc również pod uwagę "pewne możliwości finansowe państwa". 

Zdaniem Mroza nie może być żadnego ustępstwa w jednej sprawie: w kwestii tego, czego domagają się środowiska żydowskie, czyli zwrotu mienia żydowskich organizacji międzynarodowych.

To jest sprzeczne z zasadami prawa, zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Polskie prawo jasno definiuje, kto jest uprawniony do dziedziczenia 

- zaznacza.

CZYTAJ WIĘCEJ: Amerykańska ustawa S.447 przyjęta, ale czy to koniec? Uwaga! Jeszcze nie wszystko jest stracone

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl