TYLKO U NAS: Dlaczego zginął "Anoda"? - ujawnia autor książki o Bohaterze

Archiwum IPN

JW

Kontakt z autorem

Jeden z najbliższych kolegów „Anody” z AK, Henryk Kozłowski, rozważał popełnienie samobójstwa poprzez skok z IV piętra budynku MBP, a odebranie sobie życia w warunkach antyniemieckiej konspiracji uważano za akt bohaterstwa, jeśli unikało się w ten sposób wydawania wrogowi kolegów. W tym ostatnim aspekcie skok samobójczy w żaden sposób nie uderza w pamięć o Janie Rodowiczu i nie umniejsza jego legendy, jak próbowali to przedstawiać komuniści - mówi portalowi niezalezna.pl Przemysław Benken, historyk szczecińskiego IPN w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim. 

Dlaczego 26-letni Jan Rodowicz "Anoda" stanowił zagrożenie dla Urzędu Bezpieczeństwa?
Jan Rodowicz był jednym z liderów środowiska skupiającego weteranów Powstania Warszawskiego ze Zgrupowania AK „Radosław”. Ludzi ci byli przez komunistów uznawani za osoby wrogie wobec tzw. nowej rzeczywistości z uwagi na ich służbę w AK, wywodzenie się w znacznym stopniu z elit społecznych II Rzeczypospolitej oraz utrzymywanie ze sobą silnych więzi po zakończeniu II wojny światowej. Nawet ujawnienie się przez „Anodę” i jego kolegów we wrześniu 1945 r. i skorzystanie z tzw. amnestii nie spowodowało, że przestał on być przez władze traktowany w kategoriach potencjalnego zagrożenia.

Komunistyczny aparat bezpieczeństwa miał wiedzę o jego bliskich z relacjach z dowódcą Zgrupowania, płk. Janem Mazurkiewiczem, a także interesował się działalnością społeczną Rodowicz (zbieranie relacji uczestników powstania, poszukiwanie wśród gruzów stolicy ciał poległych kolegów w celu godnego ich upamiętnienia oraz organizowanie zimowisk, w których brali udział ocaleli z wojny towarzysze broni). „Anoda” ukrył też część broni z okresu powstania, której nie zdano komunistom, co stało się główną przesłanką do jego aresztowania w Wigilię 1948 r.

Jaki przebieg miało jego przesłuchanie?
 Niewiele wiemy na temat przebiegu poszczególnych przesłuchań Jana Rodowicza. Protokoły z tych czynności są relatywnie lapidarne, a biorąc pod uwagę znane metody działania aparatu bezpieczeństwa, należy do nich podchodzić z dużą ostrożnością. Wprawdzie przesłuchujący „Anodę” naczelnik Wydziału IV Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego mjr Wiktor Herer i jego podwładny por Bronisław Kleina twierdzili, że Rodowicz nie tylko nie został nigdy uderzony, lecz nawet nie podnoszono na niego głosu, to jednak można sądzić, że wobec „Anody” stosowano wyrafinowane metody psychicznej manipulacji, a w ostatnich dniach jego życia zapewne także przemoc fizyczną.

Rodowicz był dla funkcjonariuszy ważną osobą, która mogła złożyć zeznania obciążające płk. Mazurkiewicza i innych weteranów Powstania. Ostatecznie jednak na pytania dotyczące „Radosława” odpowiadał wymijająco, co mogło skłonić funkcjonariuszy do stosowania w kolejnych dniach śledztwa coraz bardziej brutalnych metod przesłuchań.

Dlaczego zginął? Co było główną przyczyną śmierci?
 W mojej ocenie najbardziej prawdopodobne są dwa warianty. Pierwszy, to doprowadzenie do śmierci podejrzanego na skutek nieumiejętnego stosowania wobec niego przemocy fizycznej mającej na celu wymuszenie zeznań. Ponieważ zdarzenie takie byłoby dla funkcjonariuszy obciążające nawet w myśl obowiązującego wtedy prawa, mogli oni sfingować samobójstwo „Anody” wyrzucając jego ciało z okna. Drugi wariant zakłada skok samobójczy, wymuszony przebiegiem śledztwa, mający na celu pokrzyżowanie planów funkcjonariuszy. Musimy pamiętać, że „Anoda” wskazał 4 stycznia 1949 r. miejsce ukrycia zakopanej przez siebie broni, a także wiedział, że mjr Herer będzie od niego żądał kolejnych informacji. Wobec tego wykorzystanie nadarzającej się sposobności w postaci nieuwagi konwojującego go por. Kleiny mogło się jawić Rodowiczowi jako doskonała okazja do przerwania śledztwa, w toku którego funkcjonariusze prędzej czy później wymuszą na nim potrzebne im zeznania. Warto dodać, że jeden z najbliższych kolegów „Anody” z AK, Henryk Kozłowski, również rozważał popełnienie samobójstwa poprzez skok z IV piętra budynku MBP, a odebranie sobie życia w warunkach antyniemieckiej konspiracji uważano za akt bohaterstwa, jeśli unikało się w ten sposób wydawania wrogowi kolegów. W tym ostatnim aspekcie skok samobójczy w żaden sposób nie uderza w pamięć o Janie Rodowiczu i nie umniejsza jego legendy, jak próbowali to przedstawiać komuniści.

Jak tłumaczyli się śledczy ze śmierci "Anody"?
Według nich, Jan Rodowicz popełnił samobójstwo 7 stycznia 1949 r. po tym, jak załamał się w toku śledztwa. Doszło do tego rzekomo wówczas, gdy „Anoda” zdał sobie sprawę, że swymi zeznaniami przyczynił się do aresztowania kolegów, jak również zrozumiał złą wolę swych dowódców z AK, którzy najpierw doprowadzili do tragedii, jaką było Powstanie, a następnie wplątali młodych, nieświadomych podwładnych w działalność antykomunistyczną. Rodowicz miał wykorzystać moment nieuwagi konwojującego go funkcjonariusza i wyskoczyć przez otwarte okno w jednym z gabinetów na czwartym piętrze budynku MBP, w wyniku czego poniósł śmierć na miejscu.


Fot. Książka autorstwa Przemysława Benkena


Jak zachowywali się wobec działań UB inni żołnierze "Zośki"?
Spektrum zachowań wobec komunistycznego aparatu bezpieczeństwa było szerokie i w dużym stopniu uzależnione od reżymu poszczególnych śledztw. Olbrzymią rolę odgrywała indywidualna wytrzymałości powstańców na tortury fizyczne i psychiczne, jak również zgromadzony przez pracowników aparatu bezpieczeństwa obciążający przesłuchiwanych materiał agenturalny i wymuszone zeznania kolegów. Zdarzało się, że przesłuchiwanych tak wyczerpało prowadzone przeciwko nim śledztwo, że nie byli nawet w stanie zrozumieć treści protokołów przesłuchań, które kazano im podpisywać.

Występowały także przypadki podejmowania przez weteranów Zgrupowania AK „Radosław” współpracy z aparatem bezpieczeństwa. W pierwszym rzędzie wynikało to ze strachu przed represjami, aczkolwiek pewne znaczenie miały także otrzymywane przez donosicieli duże sumy pieniędzy, pomoc w znalezieniu pracy, itp. Doskonałym tego przykładem był jeden z zasłużonych weteranów „Zośki”, tajny informator Donat Czerewacz. Przekazał on mjr. Hererowi szereg bezcennych informacji na temat swych kolegów, które zostały następnie wykorzystane w toku poszczególnych śledztw. Stawiało to dawnych towarzyszy broni Czerewacza w fatalnej sytuacji, utrudniając lub wręcz uniemożliwiając im udzielanie podczas przesłuchań wymijających lub fałszywych odpowiedzi.

Dlaczego Herer, mimo tak haniebnej przeszłości" wszedł do struktur "Solidarności". Kto go promował?
W mojej ocenie decyzja Herera, by zaangażować się w działalność opozycji demokratycznej wynikała przede wszystkim z lęku przed możliwością rozliczenia jego działalności w okresie stalinowskim. Trzeba pamiętać, że doszedł on w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa do stopnia podpułkownika. Na początku lat osiemdziesiątych dekompozycja systemu władzy była wyraźnie widoczna i Herer nie mógł mieć pewności czy dalszy rozwój wypadków potoczy się po myśli komunistów. Ponadto uznawał on możliwość interwencji ZSRR w Polsce za nierealną.

Ponieważ Herer był w tym czasie cenionym ekonomistą, przedstawiciele lewicowego nurtu „Solidarności” – m.in. Ryszard Bugaj, Waldemar Kuczyński, Jacek Kuroń oraz Tadeusz Mazowiecki – uznali, że może on być przydatny w pracach nad programem ekonomicznym „Solidarności”. Tłumaczono to później tym, że związek odczuwał brak odpowiedniej ilości doświadczonych naukowców, jak również brakiem pełnej wiedzy na temat wcześniejszej działalności Herera w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa. Niemniej, gdy jeden z dawnych więźniów funkcjonariusza, Wiesław Chrzanowski, ujawnił przeszłość Herera, nie spotkało się to ze zdecydowaną reakcją Bugaja, Kuczyńskiego i Mazowieckiego, a Kuroń stanął wręcz po stronie Herera, broniąc jego prawa do działalności w „Solidarności”.

Jak dziś, po blisko 70 latach możemy patrzeć na Janka "Anodę"?
Z pewnością możemy uznać go za jednego z polskich bohaterów narodowych XX w., który przeciwstawiał się zarówno niemieckiemu terrorowi w okresie okupacji, jak i komunizmowi wprowadzanemu po tzw. wyzwoleniu ziem polskich przez Armię Czerwoną. „Anoda” zapłacił za to najwyższą możliwą cenę.

Trudno doszukać się w jego przedwcześnie i brutalnie zakończonym życiu jakiejś skazy. Przebija z niego natomiast patriotyzm, przywiązanie do polskiej tradycji, bohaterstwo, wytrwałość, zdolność do największych poświęceń, a przy tym wszystkim umiejętność w postaci czerpania przyjemności z życia. Rodowicz był wszak duszą towarzystwa – osobą niezwykle wesołą i bardzo lubianą. Bez wątpienia jest on także jedną z tych postaci, która ciekawi i inspiruje młode pokolenie Polaków, lecz również badaczy dziejów naszego kraju, o czym świadczy liczba poświęcanych mu publikacji popularnych i naukowych.
Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Rycerze Kolumba zbierają makulaturę, by…

Rycerze Kolumba zbierają makulaturę, by…

Chiny powiększają flotę na Morzu…

Chiny powiększają flotę na Morzu…

"Oddajemy hołd tym, których fakt…

"Oddajemy hołd tym, których fakt…

Próbowali samodzielnie rozbroić niewybuch.…

Próbowali samodzielnie rozbroić niewybuch.…

Kolejna artystka oskarża Polańskiego o…

Kolejna artystka oskarża Polańskiego o…

Znany spec od wizerunku politycznego zatrzymany. Miał rozpowszechniać dziecięcą pornografię

/ TVP Info/print screen

– Zarzuty rozpowszechniania pornografii z udziałem małoletniego postawiła w niedzielę Piotrowi T. prokuratura – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa. Według mediów, chodzi o znanego specjalistę od budowania wizerunku i doradcę polityków.

Piotra T. zatrzymała w sobotę w tej sprawie policja. O zatrzymaniu T. poinformowało jako pierwsze Radio ZET.

Policja na zlecenie prokuratury zatrzymała mężczyznę podejrzanego o posiadanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem małoletniego i prezentowaniem przemocy
powiedziała Ewa Sitkiewicz z sekcji prasowo-informacyjnej Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Stołecznej Policji.

Czynności z zatrzymanym prowadzi w ramach śledztwa Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ
podała. Rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prokurator Marcin Saduś powiedział, że Piotr T. został zatrzymany w sobotę przez policję na zlecenie Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ w wyniku śledztwa prowadzonego od 2015 r.

Śledztwo dotyczy posiadania treści pornograficznych z udziałem osób małoletnich.

W niedzielę prokurator przedstawił Piotrowi T. zarzut przestępstwa (...) polegającego na posiadaniu i rozpowszechnianiu treści pornograficznych z udziałem małoletniego
powiedział.

Po zakończeniu czynności śledczych z podejrzanym, zostaną podjęte decyzje co do zastosowania i rodzaju środka zapobiegawczego. To wszystko, co mogę powiedzieć na tym etapie trwających jeszcze czynności
stwierdził prokurator.

W czerwcu 2015 r. w ramach policyjnej akcji przeciw pornografii dziecięcej przeszukano mieszkania 34 osób, m.in. T. Zabezpieczono m.in. jego komputer i telefon. Sam mówił później w mediach, że nie ma z pornografią dziecięcą nic wspólnego.

Musiałbym być zboczeńcem, żeby mieć coś takiego u siebie. I kompletnym idiotą. Albo mi ktoś coś podrzucił, albo próbował podrzucić. W ostatnim czasie włamano mi się na internetowe konto. Przysyłano SMS-y z groźbami i hasłami: ty pedofilu. Zgłaszałem sprawę policji, ale sprawców nie znaleziono
mówił "Super Expressowi" w 2015 r.

Za przestępstwo rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem małoletniego grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia, a za utrwalanie treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 lat, podlega karze od roku do 10 lat więzienia.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl