niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
28 marca 2017

TYLKO U NAS: Dlaczego zginął "Anoda"? - ujawnia autor książki o Bohaterze

Dodano: 07.01.2017 [22:29]
TYLKO U NAS: Dlaczego zginął "Anoda"? - ujawnia autor książki o Bohaterze - niezalezna.pl
foto: Archiwum IPN
Jeden z najbliższych kolegów „Anody” z AK, Henryk Kozłowski, rozważał popełnienie samobójstwa poprzez skok z IV piętra budynku MBP, a odebranie sobie życia w warunkach antyniemieckiej konspiracji uważano za akt bohaterstwa, jeśli unikało się w ten sposób wydawania wrogowi kolegów. W tym ostatnim aspekcie skok samobójczy w żaden sposób nie uderza w pamięć o Janie Rodowiczu i nie umniejsza jego legendy, jak próbowali to przedstawiać komuniści - mówi portalowi niezalezna.pl Przemysław Benken, historyk szczecińskiego IPN w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim. 

Dlaczego 26-letni Jan Rodowicz "Anoda" stanowił zagrożenie dla Urzędu Bezpieczeństwa?
Jan Rodowicz był jednym z liderów środowiska skupiającego weteranów Powstania Warszawskiego ze Zgrupowania AK „Radosław”. Ludzi ci byli przez komunistów uznawani za osoby wrogie wobec tzw. nowej rzeczywistości z uwagi na ich służbę w AK, wywodzenie się w znacznym stopniu z elit społecznych II Rzeczypospolitej oraz utrzymywanie ze sobą silnych więzi po zakończeniu II wojny światowej. Nawet ujawnienie się przez „Anodę” i jego kolegów we wrześniu 1945 r. i skorzystanie z tzw. amnestii nie spowodowało, że przestał on być przez władze traktowany w kategoriach potencjalnego zagrożenia.

Komunistyczny aparat bezpieczeństwa miał wiedzę o jego bliskich z relacjach z dowódcą Zgrupowania, płk. Janem Mazurkiewiczem, a także interesował się działalnością społeczną Rodowicz (zbieranie relacji uczestników powstania, poszukiwanie wśród gruzów stolicy ciał poległych kolegów w celu godnego ich upamiętnienia oraz organizowanie zimowisk, w których brali udział ocaleli z wojny towarzysze broni). „Anoda” ukrył też część broni z okresu powstania, której nie zdano komunistom, co stało się główną przesłanką do jego aresztowania w Wigilię 1948 r.

Jaki przebieg miało jego przesłuchanie?
 Niewiele wiemy na temat przebiegu poszczególnych przesłuchań Jana Rodowicza. Protokoły z tych czynności są relatywnie lapidarne, a biorąc pod uwagę znane metody działania aparatu bezpieczeństwa, należy do nich podchodzić z dużą ostrożnością. Wprawdzie przesłuchujący „Anodę” naczelnik Wydziału IV Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego mjr Wiktor Herer i jego podwładny por Bronisław Kleina twierdzili, że Rodowicz nie tylko nie został nigdy uderzony, lecz nawet nie podnoszono na niego głosu, to jednak można sądzić, że wobec „Anody” stosowano wyrafinowane metody psychicznej manipulacji, a w ostatnich dniach jego życia zapewne także przemoc fizyczną.

Rodowicz był dla funkcjonariuszy ważną osobą, która mogła złożyć zeznania obciążające płk. Mazurkiewicza i innych weteranów Powstania. Ostatecznie jednak na pytania dotyczące „Radosława” odpowiadał wymijająco, co mogło skłonić funkcjonariuszy do stosowania w kolejnych dniach śledztwa coraz bardziej brutalnych metod przesłuchań.

Dlaczego zginął? Co było główną przyczyną śmierci?
 W mojej ocenie najbardziej prawdopodobne są dwa warianty. Pierwszy, to doprowadzenie do śmierci podejrzanego na skutek nieumiejętnego stosowania wobec niego przemocy fizycznej mającej na celu wymuszenie zeznań. Ponieważ zdarzenie takie byłoby dla funkcjonariuszy obciążające nawet w myśl obowiązującego wtedy prawa, mogli oni sfingować samobójstwo „Anody” wyrzucając jego ciało z okna. Drugi wariant zakłada skok samobójczy, wymuszony przebiegiem śledztwa, mający na celu pokrzyżowanie planów funkcjonariuszy. Musimy pamiętać, że „Anoda” wskazał 4 stycznia 1949 r. miejsce ukrycia zakopanej przez siebie broni, a także wiedział, że mjr Herer będzie od niego żądał kolejnych informacji. Wobec tego wykorzystanie nadarzającej się sposobności w postaci nieuwagi konwojującego go por. Kleiny mogło się jawić Rodowiczowi jako doskonała okazja do przerwania śledztwa, w toku którego funkcjonariusze prędzej czy później wymuszą na nim potrzebne im zeznania. Warto dodać, że jeden z najbliższych kolegów „Anody” z AK, Henryk Kozłowski, również rozważał popełnienie samobójstwa poprzez skok z IV piętra budynku MBP, a odebranie sobie życia w warunkach antyniemieckiej konspiracji uważano za akt bohaterstwa, jeśli unikało się w ten sposób wydawania wrogowi kolegów. W tym ostatnim aspekcie skok samobójczy w żaden sposób nie uderza w pamięć o Janie Rodowiczu i nie umniejsza jego legendy, jak próbowali to przedstawiać komuniści.

Jak tłumaczyli się śledczy ze śmierci "Anody"?
Według nich, Jan Rodowicz popełnił samobójstwo 7 stycznia 1949 r. po tym, jak załamał się w toku śledztwa. Doszło do tego rzekomo wówczas, gdy „Anoda” zdał sobie sprawę, że swymi zeznaniami przyczynił się do aresztowania kolegów, jak również zrozumiał złą wolę swych dowódców z AK, którzy najpierw doprowadzili do tragedii, jaką było Powstanie, a następnie wplątali młodych, nieświadomych podwładnych w działalność antykomunistyczną. Rodowicz miał wykorzystać moment nieuwagi konwojującego go funkcjonariusza i wyskoczyć przez otwarte okno w jednym z gabinetów na czwartym piętrze budynku MBP, w wyniku czego poniósł śmierć na miejscu.


Fot. Książka autorstwa Przemysława Benkena


Jak zachowywali się wobec działań UB inni żołnierze "Zośki"?
Spektrum zachowań wobec komunistycznego aparatu bezpieczeństwa było szerokie i w dużym stopniu uzależnione od reżymu poszczególnych śledztw. Olbrzymią rolę odgrywała indywidualna wytrzymałości powstańców na tortury fizyczne i psychiczne, jak również zgromadzony przez pracowników aparatu bezpieczeństwa obciążający przesłuchiwanych materiał agenturalny i wymuszone zeznania kolegów. Zdarzało się, że przesłuchiwanych tak wyczerpało prowadzone przeciwko nim śledztwo, że nie byli nawet w stanie zrozumieć treści protokołów przesłuchań, które kazano im podpisywać.

Występowały także przypadki podejmowania przez weteranów Zgrupowania AK „Radosław” współpracy z aparatem bezpieczeństwa. W pierwszym rzędzie wynikało to ze strachu przed represjami, aczkolwiek pewne znaczenie miały także otrzymywane przez donosicieli duże sumy pieniędzy, pomoc w znalezieniu pracy, itp. Doskonałym tego przykładem był jeden z zasłużonych weteranów „Zośki”, tajny informator Donat Czerewacz. Przekazał on mjr. Hererowi szereg bezcennych informacji na temat swych kolegów, które zostały następnie wykorzystane w toku poszczególnych śledztw. Stawiało to dawnych towarzyszy broni Czerewacza w fatalnej sytuacji, utrudniając lub wręcz uniemożliwiając im udzielanie podczas przesłuchań wymijających lub fałszywych odpowiedzi.

Dlaczego Herer, mimo tak haniebnej przeszłości" wszedł do struktur "Solidarności". Kto go promował?
W mojej ocenie decyzja Herera, by zaangażować się w działalność opozycji demokratycznej wynikała przede wszystkim z lęku przed możliwością rozliczenia jego działalności w okresie stalinowskim. Trzeba pamiętać, że doszedł on w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa do stopnia podpułkownika. Na początku lat osiemdziesiątych dekompozycja systemu władzy była wyraźnie widoczna i Herer nie mógł mieć pewności czy dalszy rozwój wypadków potoczy się po myśli komunistów. Ponadto uznawał on możliwość interwencji ZSRR w Polsce za nierealną.

Ponieważ Herer był w tym czasie cenionym ekonomistą, przedstawiciele lewicowego nurtu „Solidarności” – m.in. Ryszard Bugaj, Waldemar Kuczyński, Jacek Kuroń oraz Tadeusz Mazowiecki – uznali, że może on być przydatny w pracach nad programem ekonomicznym „Solidarności”. Tłumaczono to później tym, że związek odczuwał brak odpowiedniej ilości doświadczonych naukowców, jak również brakiem pełnej wiedzy na temat wcześniejszej działalności Herera w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa. Niemniej, gdy jeden z dawnych więźniów funkcjonariusza, Wiesław Chrzanowski, ujawnił przeszłość Herera, nie spotkało się to ze zdecydowaną reakcją Bugaja, Kuczyńskiego i Mazowieckiego, a Kuroń stanął wręcz po stronie Herera, broniąc jego prawa do działalności w „Solidarności”.

Jak dziś, po blisko 70 latach możemy patrzeć na Janka "Anodę"?
Z pewnością możemy uznać go za jednego z polskich bohaterów narodowych XX w., który przeciwstawiał się zarówno niemieckiemu terrorowi w okresie okupacji, jak i komunizmowi wprowadzanemu po tzw. wyzwoleniu ziem polskich przez Armię Czerwoną. „Anoda” zapłacił za to najwyższą możliwą cenę.

Trudno doszukać się w jego przedwcześnie i brutalnie zakończonym życiu jakiejś skazy. Przebija z niego natomiast patriotyzm, przywiązanie do polskiej tradycji, bohaterstwo, wytrwałość, zdolność do największych poświęceń, a przy tym wszystkim umiejętność w postaci czerpania przyjemności z życia. Rodowicz był wszak duszą towarzystwa – osobą niezwykle wesołą i bardzo lubianą. Bez wątpienia jest on także jedną z tych postaci, która ciekawi i inspiruje młode pokolenie Polaków, lecz również badaczy dziejów naszego kraju, o czym świadczy liczba poświęcanych mu publikacji popularnych i naukowych.
Autor: Źródło:
DZIAŁ:
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

Pamiętajmy że Anoda był torturowany:
Zabrany do gmachu Bezpieczeństwa Publicznego przy Koszykowej róg al. Ujazdowskich, zostaje 7.01.1949 r. zamęczony w śledztwie. Prokuratura i UB oficjalnie ogłosiły, że przyczyną śmierci "Anody" był skok samobójczy z okna IV piętra budynku UB. 12.01.1949 r. ekipa funkcjonariuszy UB przywiozła ciężarówką zawinięte w koc ciało "Anody" do Zakładu Pogrzebowego. Po przełożeniu ciała do trumny, polecili je wywieźć natychmiast na powązkowski Cmentarz Komunalny i pochować jako NN ("nieznane"). Rodzina o śmierci Janka została powiadomiona dopiero 1.03.1949 r. i 16 marca, na własną rękę przeprowadziła ekshumację. Udało się to dzięki pomocy grabarzy - pracowników Zakładu Pogrzebowego, z którymi wcześniej "Anoda" współpracował przy ekshumacjach i pogrzebach żołnierzy, łączniczek i sanitariuszek baonu "Zośka". Trumnę przeniesiono do rodzinnego grobu Rodowiczów na Starych Powązkach (kw. 228-I-12), gdzie spoczął obok swojego starszego brata Zygmunta, porucznika AK pseudonim "Zero", poległego w czasie Powstania Warszawskiego. Do brytyjskiej bluzy wojskowej, w której chodził na co dzień i zginął, matką przypięła jego odznaczenia, z których był bardzo dumny. W 1968 r. matka por. "Anody" - Zofia Rodowicz, we wspomnieniach o Synu napisała, że została w sekrecie poinformowana przez dyrektora Szpitala Dzieciątka Jezus, dr Konrada Okolskiego (ojca "Kuby" - przyjaciela "Anody"), który przekazał jej w wielkiej tajemnicy opinię prof. Grzywo-Dąbrowskiego, ówczesnego kierownika Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie przy ul. Oczki 6, w którym była dokonana sekcja zwłok Janka. Z relacji tej wynikało, że Janek nie popełnił samobójstwa lecz został w czasie śledztwa zamordowany. "Miał wgniecioną klatkę piersiową, o czym w protokóle nie wspominano". Protokół opiewał, że przyczyną śmierci był krwotok z tętnicy głównej, spowodowany skokiem z okna. Profesor nie chciał tego protokółu podpisać i miał w związku z tym poważne przykrości. W 1991 r. na wniosek rodziny przekonanej, że Janek został zamordowany, ówczesny Minister Sprawiedliwości Wiesław Chrzanowski polecił wznowić śledztwo. Wiosną 1995 r. szczątki Janka zostały ekshumowane i zbadane w Zakładzie Medycyny Sądowej w Warszawie. Nie udało się ustalić przyczyny śmierci i prokurator Stefan Szustakiewicz umorzył dalsze postępowanie. Ponowny pogrzeb porucznika Jana Rodowicza "Anody" odbył się 24.05.1995 r. Jego ordery, decyzją stryjecznego brata, trafiły do Muzeum Wojska Polskiego.

GW opisuje stan trofeum bardzo dokładnie, kuzynka i lekarka rodziny Rodowiczów, miała okazję obejrzeć zwłoki Anody, i w jej opisie a póżniej również w archiwach ub jest opis braku jakichkolwiek złamań i małego otworu za uchem w tyle głowy. Wnoda został zamordowany stylem katyńskim, był synem profesora warszawskiej politechniki, niezwykle utalentowanym młodym człowiekiem który po wojnie w wieku lat 25 wyglądał na 50 letniego człowieka. Czemu nie kontaktujecie się z IPN-nem, tam w beckich archuwach jest dokładny opis zwłok. Ciekawa jestem czy w głowie Anody jest jeszcze kula. Być może można ustalić z czyjego pistoletu, jeśli takowe są zdane w archiwach ub. W gabinecie szefa tylko szef prawdopodobnie mógł mieć broń. Anoda musiał coś wiedzieć na temat zdrajcy , tak samo jak Witold Pilecki, to mój Tato zawse powtarzał że żydowscy komuniści wydawali Polaków Gestapo, i tylu Polaków ile załatwiła zosia gomółka to nie załatwił nikt. Podobno Anoda przyznał się do udziału w próbie zamachu na sowieckiego generała attache radzieckiego msz-tu ale nie podpisał dokumentu o innych osobach uczestniczących w owej próbie. Próba podobno była nie udana bo kierowca uciekł, trochę trudno jest w to uwierzyć Anoda był doświadczonym żołnierzem. W lesie nie poradzili sobie jak w mieście.? Bardzo dziwna historia, kierowca nie potrafił zajechać drogi,zupełnie w stylu kierowcy księdza Popiełuszki.

Jasne, że Herrer nie przeszkadzał Kuroniowi, Mazowieckiemu i innym. Zbrodniarzami dla nich byli ci, którzy zamykali i torturowali KOMUNISTÓW, a tacy jak Herrer zwalczali wrogie bandy,zaplutych karłów reakcji, to bohaterowie, utrwalacze władzy ludowej!!!

No i czyż nie miał racji WSIok Mazguła? Przecież prześladowania Narodu odbywały się w sposób kulturalny, nawet UB nie podnosiło głosu przy przesłuchaniach, a ofiary same wymierzały karę, strzelając sobie w tył głowy, skacząc z okien. Typowa żydokomuna. Pełno jej wszędzie we władzach, teraz też się skumały, by powrócić do władzy i roztaczać "opiekę" nad polską demokracją przy pomocy swoich pobratymców na całym świecie. Chyba im bardzo Polacy odpowiadają jako siła robocza
Jak coś nowego powstaje - oni muszą tam być pierwsi i przejąć kontrolę - tak było z tymi "doradcami" Solidarności.
Przyczepiali łatki polskim bohaterom, by ich ośmieszać i zohydzać w oczach Polaków, bo sami swoich bohaterów nie dorobili się. ŻydoUBowcy kształcili polską młodzież? Herer, Bauman, kto jeszcze?
Myślę, że kluczem do prawdy w sprawie śmierci "Anody" mogą być dalsze losy por. Kleiny.
Cześć i Chwała Bohaterom! Zdrajcom - wieczna hańba!

Jedno w tym wszystkim jest pocieszające - pamięć Bohaterów żyje w ludziach. Pamięć zdrajców też pozostanie na wieki.
Cześć i chwała Bohaterom. Cześć ich pamięci po wsze czasy.

Ciągle powraca mi reakcja ojca na informację, że po sierpniu podjąłem się pewnej niedużej funkcji z wyboru w strukturach "Solidarności". Machnął ręką i nie odrywając się od swojego zajęcia rzucił: "Będziecie tam mieli samą agenturę". Ja, młody, idealistyczny, rzuciłem zniecierpliwiony: "Taa.., a Ty niby po czym to poznasz". On, podnosząc wzrok i wzruszając ramionami: "Będą wysoko...". Mądrość wieku i doświadczenia.

Jak inaczej mogli postąpić towarzysze z pzpr, kuroń, geremek czy poseł na sejm prl -mazowiecki. Oni tylko ratowali korzenie z których wyrośli i ideę w które wierzyli. Na szczęście zostali odwołani. Tacy ludzie jak Śp. Jan Rodowicz był realnym zagrożeniem dla żydokomuny i został zgodnie z moskiewską doktryną zlikwidowany. Nawet dzisiaj polscy patrioci są ośmieszani a co znamienne dalej nazywani przez żydokomunę faszystami. Tylko że teraz dla sprzedawczyków wyrocznią nie jest Moskwa a Bruksela. Nienawiść do Polski i Polaków jest ta sama.

no tak, zdRadzieckie szmaciarze od grubej kreski wprowadzali do Solidarności zbrodniarzy z ub - przypomnijmy tez sobie jakie szmatłactwa pisał mazowiecki w latach 50 na żołnierzy wyklętych

ANODA - BOHATER - CZEŚĆ I CHWAŁA

Ktoś zapytał: "W świetle tych informacji rodzi sie pytanie: kim właściwie jest "opozycjonista" - Ryszard Bugaj - adwokat ubeków ?."
Odpowiedź jest krótka. Izaak Blumfeld to prawdziwe nzwisko naszego "profesora" i "opozycjonisty" Polaka ponad wszystkich Polaków.
Błędem wielu internautów jest to że oczekują od tych ludzi postaw patriotycznych, honoru i umiłowania Ojczyzny. Nie tej w której żyjemy czyli Polski i z tego trzeba sobie zdawać sprawę

Chwała poległym Polakom!

https://www.youtube.com/watch?...

Powinniście wreszcie nazywać sprawy po imieniu i pisać o tym, że byli to komuniści żydowscy,którym roiła się żydowska Polska, mordercy polskich bohaterów. Sami nie piszemy prawdy o swojej przeszłości, a oczekujemy tego od szwabskich morderców i złodziei.

Świetnie to ująłeś. Dlatego też tak trudno przebić się prawdzie o polskim holokauście. Żydzi od razu po wojnie przystąpili do opracowania historii holokaustu wg własnej wersji i przez bardzo długi czas byli jedynymi specjalistami (z tendencyjną interpretacją), Niemcy już w 1950 r. pracowali nad pomniejszeniem swojej roli w historii II wojny światowej. A my? Oddaliśmy opracowanie naszej historii żydom i komuchom.

to nie walka z komuną , to wciąż trwająca wojna z żydokomuną którą niestety Polacy przegrywają

bolek w. tez mowil ze PiS sam bedzie wyskakiwal z okien - ta sama ubecka szkola

Kiedy zostaam aresztowana w czasie stanu wojennego też otrzymałam taką propozycję skoku z okna, odmówiłam. Inne były czasy, mój rozmówca pózniej pracowałw konsulacie w NYC, siedziałw czasie głosowania o eu przy stole do zapisów. Były to już inne czasy. Anoda był niezwykłym Polakiem, niezwykle zdolnym oraz niezwykle odważnym, dlatego został zamordowany perfidnie i starano się zniszczyć jego honor. Na szczęście to się nie udało. Zniszczono nam najpiękniejszy kwiat naszego narodu, niewielu zostało. Cześc i chwała bohaterom.

Wielka luka, brak wzmianki jak wazna dla "Anody" byla dzialalnosc w ZHP.

Wiktor Herer – ur. 19 stycznia 1920 r. w Czerniowcach, zm. 24 marca 2003 r. polski ekonomista, funkcjonariusz bezpieki w okresie stalinowskim. Pochodził z rodziny żydowskiej. W młodości działał w komunistycznych organizacjach młodzieżowych m.in. Komunistycznym Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy. W 1943 roku ochotniczo wstąpił do armii Berlinga. Skończył szkołę oficerów polityczno-wychowawczych, po czym znalazł się w korpusie oficerów oświatowych. Od 1944 roku należał do PPR. W 1945 roku był starszym instruktorem polityczno-wychowawczym w KBW.

W tym samym roku, jako porucznik, rozpoczął pracę w MBP, gdzie z rekomendacji Julii Brystygier objął stanowisko zastępcy kierownika Wydziału IV Departamentu V, a następnie naczelnika tego wydziału. W 1948 roku wydał nakaz aresztowania Jana Rodowicza ps. „Anoda”. Po 1956 roku pracował był wicedyrektorem w Instytucie Planowania Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. W 1968 roku usunięto go ze stanowiska w związku z pochodzeniem żydowskim. W 1980 roku z rekomendacji Jacka Kuronia został doradcą Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” ds. rolnictwa. Pracował m.in. w Zakładzie Badań Statystyczno-Ekonomicznych Głównego Urzędu Statystycznego i Polskiej Akademii Nauk.

To wydarzenia 70 roku i dojscie jaruzela do wladzy pod pozorem unowoczesnienia kraju, byly rewolta zydowska??

Dlaczego zginal? Bo polska stalinowska bezpieka pod rzadami oficerow z sowieckiego NKVD mordowala przywodztwo polskie by je zastapic swoimi.

Chyba chciałeś napisać polskojęzyczna, bo z pewnością nie polska.

Czesc i Hwala dla ANODY i jego kolegow.
TAKICH LUDZI POLSKA POTRZEBUJE T E R A Z
MORDERCOW Anody trzeba osadzic NAWET PO SMIERCI

W świetle tych informacji rodzi sie pytanie: kim właściwie jest "opozycjonista" - Ryszard Bugaj - adwokat ubeków ?.

Falszywa opozycja przejela wladze i tak zostalo do dzisiaj.

7 stycznia to zawsze mamy pootwierane okna w tym klimacie...Gdyby było inaczej-kto z was wytrzyma tortury z tamtych lat?

lol, 100 na 100. Pozdrawiam.

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl