Plany biorą w łeb, będzie Tuskopowrót

W 2000 r. w czasie wyborów prezydenckich dawny układ PRL-owskich służb specjalnych i PZPR-owskich prominentów oprócz Aleksandra Kwaśniewskiego miał także Andrzeja Olechowskiego, który był swoistym „back upem” na wypadek niekorzystnego wyroku sądu lustracyjnego dla starającego się o reelekcję prezydenta. 

Ostatecznie plan A się powiódł: Aleksander Kwaśniewski po raz drugi został prezydentem RP (sąd lustracyjny orzekł, że nie skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym), a Olechowski zaczął budować Platformę Obywatelską, nową formację polityczną, która potem na osiem lat objęła władzę w Polsce. 

Dziś, jak na razie, wszelkie plany powtórzenia podobnego sukcesu skazane są na niepowodzenie. Ani Ryszard Petru, ani Mateusz Kijowski nie spełniają pokładanych w nich nadziei, ale wręcz zaliczają kompromitację za kompromitacją. Dobrej passy nie ma też Grzegorz Schetyna, lider współtworzonej niegdyś przez Olechowskiego partii. A to oznacza, że wcielony w życie zostanie najprawdopodobniej plan awaryjny: Tuskopowrót.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Kompromitacja szefa BBN

Na miejscu szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha oddałbym się natychmiast do dyspozycji Prezydenta RP po ujawnionej przez portal Niezależna jego potwornej wpadki z przedłużeniem zatrudnienia w tym ważnym organie państwowym przejętego „w spadku” po generale Stanisławie Kozieju pułkownikowi Czesławowi Juźwikowi, który w latach 1983-1990 był oficerem Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli peerelowskiego kontrwywiadu stanowiącego centrum zniewalającego rodaków reżimu.

Niezależna zacytowała prośbę płk. Juźwika do szefa Departamentu Kadr Ministerstwa Obrony z 10 września 1983 roku o przyjęcie go do WSW, która nie pozostawia żadnych wątpliwości, że nie powinien on służyć ani jednego dnia władzy jednoznacznie odżegnującej się od takich ludzi jako trwale skażonych komunistyczną mentalnością:


Motywy mojej prośby są następujące: Mój ojciec jest emerytowanym oficerem Służby Bezpieczeństwa. Miałem okazję poznać charakter i specyfikę jego pracy. Wiem, jak bardzo jest trudna i uciążliwa, ale też wiem, jaką potrafi dać satysfakcję. Polska przeżywa obecnie trudne chwile. Szczególna rola przypada w tym okresie służbom specjalnym. Od ich działania w znacznej mierze zależy, jak długo jeszcze przeciwnicy polityczni będą wichrzyć w naszym kraju. Jako kandydat PZPR chciałbym być w pierwszej linii walki o socjalistyczną Ojczyznę.


Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego minister Soloch tolerował w swoim otoczeniu człowieka o takich poglądach i o takiej przeszłości. Wyjaśnienie udzielone portalowi przez rzecznika Biura jest dalszym ciągiem kompromitacji:


Szef BBN nie był informowany i nie miał wiedzy, że „płk Czesław Juźwik był w latach 1983-1990 oficerem Wojskowej Służby Wewnętrznej”. Jednocześnie pragnę zaznaczyć, że za osłonę kontrwywiadowczą BBN i przekazywanie tego typu informacji odpowiedzialne są właściwe służby ochrony państwa. Ponadto szef BBN w 2016 r. bezpośrednio zwrócił się do ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, a także ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, o przekazywanie wszelkich niepokojących sygnałów dotyczących zatrudnionych w BBN osób. Dotychczas żadne informacje o takim charakterze nie zostały przekazane. Informuję także, że za analizę raportu ze Strategicznego Przeglądu Obronnego odpowiedzialny był dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. bryg. Jarosław Kraszewski, a następnie jego zastępca płk Adam Brzozowski.


Tę klasyczną próbę przerzucenia odpowiedzialności na innych polityków można zrozumieć w kontekście coraz liczniejszych i mocniejszych napięć na linii Prezydent RP – minister obrony narodowej, ale nie wytrzymuje ona krytyki w kwestii merytorycznej. Jak szef organu mającego odpowiadać za bezpieczeństwo narodowe mógł nie sprawdzić życiorysów swoich podwładnych obejmując tak odpowiedzialną funkcję? Nie jest to przecież nazbyt skomplikowane zadanie, skoro potrafili je zrealizować życzliwi obecnemu obozowi władzy dziennikarze, a o trafności ich ustaleń jednoznacznie świadczy natychmiastowe zwolnienie płk. Juźwika z BBN.


Uznanie dla Niezależnej jest równoznaczne z negatywną oceną pracy ważnych urzędników Kancelarii RP. Skoro media potrafią dotrzeć do istotnych dokumentów znajdujących się w posiadaniu polityków, to jak nazwać postępowanie (a raczej jego całkowity brak) tych drugich?


Paweł Soloch ewidentnie nie dopilnował swoich obowiązków. Nawet jeżeli czekał – zgodnie z podziałem kompetencji - od roku na odpowiedź ministrów Antoniego Macierewicza i Mariusza Kamińskiego w sprawie „przekazywania wszelkich niepokojących sygnałów dotyczących zatrudnionych w BBN osób”, sam powinien przyjrzeć się przeszłości swoich współpracowników pod kątem ich ewentualnych związków z komunistycznym reżimem, zwłaszcza że nie jest to zbyt wielka grupa.


Nie wiem, czy prezydent Andrzej Duda przyjąłby jego dymisję, ale oczekuję, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego niezwłocznie odda się do jego dyspozycji.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Obudzić PIP z letargu

Wstyd się przyznać, ale nie mam zbyt dużych zdolności manualnych. Kończą się one na wykręceniu kilku śrub, bo jeśli trzeba je wkręcić z powrotem, to robi się problem. Na szczęście w pracy dziennikarza nie jest to jakoś niezbędne. Ale nie zawsze nim byłem, ongiś pracowałem „tymi ręcami” inaczej, niż klikając w klawisze.

Wiązało się to z tym, że swego czasu przewierciłem sobie palec wiertarką, a innym razem poszarpałem dłoń pneumatyczną nitownicą.

Było to w czasach, gdy za godzinę płacono mniej więcej od 3 do 4 zł, a o umowie (nawet śmieciowej) nie marzył nikt. Pracowałem wówczas na montowni. Dość powiedzieć, że mnie podobnych było tam w różnych „firmach-krzakach” całe tuziny. Bez papierów, umów, świadczeń. Gdy coś się stało, pracodawca bardziej niż o nas drżał o to, by w zamroczeniu wypadkiem nie przyszło nam do głowy powiedzieć na pogotowiu, że stało się to „w robocie”. Oczywiście o chorobowym też nikt nie słyszał – siedziało się w bandażach w domu lub wykonywało lżejsze czynności. Tak wykuwała się potęga biznesmenów III RP. Cóż, myślałem, że te czasy szczęśliwie mijają. Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas rozmowy z młodymi ludźmi dowiedziałem się, że pomimo wprowadzenia ustawowych 13 zł na godzinę nie brak wciąż firm, gdzie połowa z tego jest z niewiadomych przyczyn uznawana za godziwą stawkę. Umowa to dla wielu wciąż obiekt westchnień, chorobowe to mit, a wszystko odbywa się „w atmosferze wzajemnego zrozumienia” (nie podoba ci się, to… się zwolnij). „Rekiny biznesu” nic nie robią sobie ani z przepisów, ani z faktu, że to jednak lekka przesada tak postępować z ludźmi. Może czas najwyższy, aby Państwowa Inspekcja Pracy przestała istnieć jedynie teoretycznie? Skoro Krajowa Administracja Skarbowa może kontrolować praktycznie każdą ciężarówkę z benzyną, to nie ma powodów, aby PIP nie miała wreszcie ruszyć cwaniaków z szarej strefy rozsianych po montowniach, zakładach, w gastronomii i turystyce.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl