Tajemnice „Pokłonu Trzech Króli”. Hołd Dzieciątku

„Pokłon Trzech Króli”. Galeria Uffizi we Florencji

  

Prawie wszystkie zachowane dzieła arcymistrza Leonarda da Vinci, zarówno te o tematyce sakralnej, jak i świeckiej, zawierają w sobie wiele dwuznaczności i tajemniczości, co zawsze tworzyło niezwykły klimat, fascynujący także widzów współczesnych.

Leonardo da Vinci zlecenie namalowania obrazu do głównego ołtarza klasztornego kościoła San Donato a Scopeto otrzymał w 1481 r. Obraz określany był raz jako „Hołd”, a raz jako „Pokłon Trzech Króli”. Pierwszy rysunkowy projekt tego dzieła przechowywany jest obecnie w Luwrze. Scena pierwszoplanowa rysunku przedstawia Marię z Dzieciątkiem i św. Józefem. Z dwóch stron zbliżają się monarchowie w otoczeniu orszaków. Scenę zamykają umieszczone w głębi sylwety osła i wołu. Tło, wyglądające zresztą jak sztucznie podwieszone, tworzą w tym szkicu architektoniczne ruiny i podwójne schody. Obok nich zaznaczył artysta dalsze grupy orszaków. Inny szkic Leonarda do „Pokłonu Trzech Króli”, eksponowany dziś we florenckiej Galerii Uffizi i znany jako „Studium perspektywy do obrazu »Hołd Trzech Króli«”, symboliczne ruiny antycznej architektury zdaje się ukazywać jako upadek świata pogańskiego w chwili narodzin Jezusa Chrystusa.

Kolejne zachowane rysunkowe studium do „Pokłonu Trzech Króli” Leonarda zdradza natomiast fascynację artysty ekspresją gestów i gwałtownych, wręcz konwulsyjnych ruchów. Znajomość anatomii pozwoliła tu da Vinci przedstawić dynamicznie ujęte sylwety koni, które potem malarz umieścił na dalszych planach ołtarzowego obrazu. Dynamika ruchu zawsze pociągała mistrza Leonarda, na rysunku widzimy więc nienaturalnie poruszone zwierzęta, zdające się przeczuwać święte wydarzenie, przekraczające ludzką wyobraźnię. Rysunek genialnie łączy prawie nadrealistyczne studium konia z mistycznym pojmowaniem realnego świata przyrody. Natomiast dosiadających koni jeźdźców rozpoznać można w późniejszych postaciach na znanym tylko z kopii, niezachowanym kartonie Leonarda ze szkicem do obrazu „Bitwa pod Anghiari” z lat 1503–1504.

Niedokończony obraz

Wykonane wcześniej szkice i rysunki w dość niejasny i zagadkowy sposób połączył Leonardo w zamówionym dla kościoła w Scopeto „Pokłonie Trzech Króli”. Nigdy niedokończony obraz, przechowywany obecnie we florenckiej Galerii Uffizi, nadal jest więc pełen tajemniczych szyfrów. Otóż np. po jego prawej stronie widnieją widoczne i na wcześniejszych szkicach sylwety wołu i osła oraz ruiny szopki, przed którą stają dęba porażone jakimś niebiańskim światłem dwa konie. W ten sposób, poprzez czasowy skrót, w „Pokłonie Trzech Króli” przywołane zostało wielkie wydarzenie, które miało miejsce dwa tygodnie wcześniej – narodziny Jezusa. Znawcy sztuki porównują nawet ten malarski zabieg do filmowej sekwencji wydarzeń. Domniemana ruchoma kamera przesuwa się ze wskazanej perspektywą Leonarda skalnej groty z miejscem narodzin Dzieciątka na przedstawienie sceny głównej z Matką Bożą, Jej Synem, św. Józefem i składającymi dary monarchami.

Tworzące kompozycyjny trójkąt postacie Marii z trzymanym na kolanach maleńkim Jezusem i otaczających ją Króli wyraźnie odcinają się tonem monochromatycznej barwy od licznych, kłębiących się po lewej i prawej stronie obrazu tajemniczych osób. Nie można właściwie dokładnie obliczyć, ile tu występuje postaci, bo w miarę jak bliżej im się przyglądamy, łączą się i zlewają w jakąś senną wręcz wizję. Możemy tylko założyć, że na obrazie znajduje się co najmniej 60 postaci ludzkich i ok. 10 zwierząt. Zagadkowe są również dwie wyprostowane postacie na bokach sceny pierwszoplanowej: zatopiony w filozoficznej medytacji mężczyzna po lewej stronie obrazu i stanowiący dla niego kompozycyjną przeciwwagę młodzieniec w zbroi po prawej. Ta druga postać, odwracająca wzrok od sceny głównej i pozornie niewidząca rozgrywającej się akcji, uchodzi za autoportret Leonarda. Artysta bezpośrednio relacjonuje w ten sposób widzom podniosłe wydarzenie składania narodzonemu Dzieciątku hołdu przez przybyłych z dalekich stron Trzech Króli.

Geniusz renesans

„Doprawdy niezwykły był Leonardo, syn pana Piotra da Vinci. W ciągu paru miesięcy tak się nauczył arytmetyki i takie na tym polu zrobił postępy, że zadziwił swoich mistrzów pytaniami i znajomością wielu zagadnień. Zajął się później muzyką i nauczył grać na lutni i śpiewać tak doskonale, jak ci, którzy z natury obdarzeni są słuchem muzycznym. Lecz chociaż oddawał się tylu dziedzinom, nie przestawał rysować i rzeźbić, do których to zajęć miał największe skłonności” – tak zanotował pierwsze artystyczne kroki przyszłego arcymistrza Leonarda historiograf sztuki czasów renesansu Georgio Vasari w swoich „Żywotach najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów”.

Leonardo da Vinci (1452–1519) nauki zakończył w 1472 r. i jako mistrz został wpisany do „Libro Rosso” florenckiego Bractwa św. Łukasza. Od tamtego czasu mógł samodzielnie wykonywać różnego rodzaju artystyczne prace. Te z nielicznych jego dzieł, które zachowały się do dziś, stanowią największą atrakcję w najsłynniejszych muzeach i galeriach świata, sytuując mistrza Leonarda w gronie geniuszy naszej cywilizacji.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Polskie matki coraz lepiej wykształcone

/ pixabay.com

  

Ponad połowa Polek (51,7 proc.), które zostały matkami w 2017 r. miało wyższe wykształcenie, a w 1990 r. było to jedynie 6,1 proc. - wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.

Tylko 6,1 proc. kobiet, które urodziły dziecko w 2017 r. miało wykształcenie gimnazjalne, podstawowe czy niepełne podstawowe. 27 lat wcześniej te dane wyglądały zgoła inaczej - wyższym wykształceniem legitymowało się jedynie 6,1 proc., średnim i policealnym - 39,9 proc. (w 2017 r. było to 32,5 proc.). 35,9 proc. kobiet, które urodziły dziecko w 1990 r. miało wykształcenie zasadnicze zawodowe - w 2017 r. 9,7 proc.

W stosunku do 1990 roku zdecydowanie zmienił się wiek macierzyństwa. 33,6 proc. kobiet, które rodziły w 2017 r. miało między 30-34 lata, w 1990 r. udział kobiety w tym przedziale wiekowym był niemal dwa razy mniejszy i wynosił 17,4 proc.

33 proc. rodzących w 2017 r. miało między 25 a 29 lat (w 1990 r. 29,3 proc.) Zdecydowanie zmienił się udział rodzących w wieku 20-24 lata. O ile w 1990 r. było to 36,4 proc., to 27 lat później jedynie 13,9 proc. Zmiana widoczna jest również w przypadku najmłodszych matek. W 2017 r. tylko 2,5 proc. kobiet, które urodziły dziecko miało 19 lat lub mniej. W 1990 r. takich matek było 8 proc. W przypadku pań, które zostały matkami powyżej 40. roku życia też zaszła zmiana - w 2017 r. stanowiły 2,7 proc. rodzących, w 1990 r. - 1,6 proc.

GUS przebadał też tzw. współczynnik dzietności, czyli określający liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym (15-49 lat) w latach 2000 i 2017 w poszczególnych województwach. W 2000 r. średnia dla Polski wynosiła 1,37, w 2017 wzrosła i wyniosła 1,45.

O ile w 2000 r. w województwach południowo wschodnich: lubelskim, podkarpackim i małopolskim był on wyższy niż średnio w Polsce (kolejno 1,50, 1,54 i 1,50), o tyle w 2017 r. sytuacja się odwróciła. Województwa ściany wschodniej nieco odstają od średniej krajowej. Współczynnik dzietności w województwie podlaskim wynosi 1,40, lubelskim 1,37, podkarpackim 1,37. Najniższy - 1,26 jest w województwie świętokrzyskim i opolskim - 1,29. Najwyższy współczynnik dzietności występuje w województwie pomorskim - 1,63. Powyżej średniej jest też woj. wielkopolskim - 1,58 i mazowieckim - 1,57. 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl