Legia aktywna na rynku transferowym

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska. Hlousek wciąż czeka na konkurenta na lewą obronę

Podczas gdy w większości klubów Ekstraklasy w przerwie zimowej hula wiatr, na Łazienkowskiej jest gorąco, a pion sportowy ani myśli o urlopach. Legia mocno zaczęła okno transferowe - na Łazienkowską wraca prawdziwy as, reprezentant Polski Artur Jędrzejczyk. A to jeszcze nie koniec transferów.

Prezes Bogusław Leśnodorski lubi błyszczeć w social mediach i właśnie zrobił to po raz kolejny, ujawniając na Twitterze inicjały pierwszego zimowego wzmocnienia zespołu. „AJ” to nie kto inny, jak Artur Jędrzejczyk, którego kibicom polskiej piłki przedstawiać nie trzeba. 29-letni obrońca w styczniu podpisze czteroletni kontrakt z Legią, stając się najlepiej zarabiającym piłkarzem w Ekstraklasie. Legia kupuje go z FK Krasnodar za około milion euro - takich pieniędzy nie była w stanie dać za „Jędzę” tuż przed Euro 2016, kiedy kończyło się jego półroczne wypożyczenie do Warszawy. Pieniądze zarobione dzięki awansowi i występom w Lidze Mistrzów sprawiły jednak, że mistrzowie Polski mogą śmiało szaleć na rynku transferowym, nie oglądając się na ligowych rywali. W dodatku przed świętami sprzedali do USA Nemanję Nikolicia, co wzbogaciło ich kasę o kolejne 3 mln euro. 

O powrocie Jędrzejczyka na Łazienkowską mówiło się już od kilku tygodni. Sam piłkarz odrzucił latem ofertę z Girondins Bordeaux, nie chcąc najwyraźniej pakować się w kolejne zobowiązania kontraktowe. W Krasnodarze wyceniano go na ok. 3,5 mln euro, jednak kluby już od zimy były ze sobą w kontakcie i zdołały wynegocjować odpowiadającą obu stronom cenę. Transfer zależny był od widzimisię właściciela Krasnodaru, multimiliardera Siergieja Galickiego. Najbogatszy rosyjski biznesmen nie zamierzał stwarzać problemów.
- Wszystko idzie w dobrym kierunku, ale oficjalnie będę mógł potwierdzić transfer Artura, kiedy będę miał podpisy na umowie – mówi dyrektor sportowy Legii Michał Żewłakow, który przyznaje, że „Wojskowi” stracą zapewne Bartosza Bereszyńskiego. – Nadal jest naszym zawodnikiem, choć każdy dzień może to zmienić – podkreśla.

Legia trzyma rękę na pulsie także jeśli chodzi o formację ofensywną. Odejście do Chin ogłosił właśnie Aleksandar Prijović, za którego warszawianie płacili 0,3 mln euro. Sprzedadzą go 7-8 razy drożej. Za „Prijo” do Warszawy ma przyjść, jak czytamy w serwisie weszlo.com, Daniel Chima Chukwu. Nigeryjczyk grał ostatnio w Szanghaju, jednak Legii jest znany z czasu występów w Molde MK. W 3. rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów w 2013 roku Chukwu napsuł krwi warszawskiej defensywie i trafił do notesu działu skautingu. 
Źródło: niezalezna.pl,GPC dodatek Mazowsze

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Największa sensacja igrzysk! Przyjechała wygrać w snowboardzie, ma złoto w narciarstwie

Ester Ledecka - największa sensacja igrzysk w Pjongczangu / Photo: Stefan Brending, Lizenz: Creative Commons by-sa-3.0 de" In printed material: "Photo: Stefan Brending, Lizenz: http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/legalcode

Czeszka Ester Ledecka już teraz jest największą wygraną zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. 22-letnia snowboardzistka wystartowała także w supergigancie, co ciekawe: zrobiła to na używanych nartach. Sportowy świat stanął na głowie, po tym jak Ledecka wpadła na metę najszybciej spośród wszystkich zawodniczek.

Dla Ester Ledeckiej igrzyska w Pjongczangu są drugimi w karierze. Cztery lata temu w Soczi młodziutka wówczas zawodniczka zajęła szóste miejsce w slalomie równoległym oraz siódme w gigancie równoległym, oczywiście są to konkurencje snowboardowe. Ledecka jest bowiem wysokiej klasy zawodniczką w snowboardzie, to czterokrotna mistrzyni świata - na najwyższym stopniu podium światowego czempionatu stawała dwukrotnie jako juniorka oraz również dwa razy jako seniorka.

W 2016 roku Ledecka zaczęła startować także w narciarstwie alpejskim. Dotychczas nie odnosiła wielkich sukcesów w tej dyscyplinie. Na Mistrzostwach Świata była maksymalnie dwudziesta (w superkombinacji), a w supergigancie zajęła dopiero 29. miejsce. 15 lutego w Pjongczangu swoją olimpijską przygodę z narciarstwem alpejskim zainaugurowała 23. miejscem w gigancie. Dwa dni później zszokowała cały sportowy świat.

17 lutego 2018 roku, Pjongczang. Trwa supergigant - najmłodsza olimpijska konkurencja w narciarstwie alpejskim. 30 lat temu w Calgary po raz pierwszy rozegrano tę konkurencję na igrzyskach i na ten okrągły jubileusz doczekaliśmy się wielkiej sensacji. Na prowadzeniu jest Anna Veith. Austriaczka osiągnęła świetny czas i wydaje się, że obroni olimpijskie złoto z Soczi. Tymczasem na trasę z numerem 26 wyrusza Ester Ledecka, czeska snowboardzistka jadąca na nartach używanych wcześniej przez jedną z amerykańskich zawodniczek. To nie jest jej koronna konkurencja, więc nikt nie spodziewa się cudu.

Ledecka jedzie fantastycznie, przez trasę mknie z zawrotną prędkością i osiąga kolejne bardzo dobre międzyczasy. Publiczność podnosi głos, na wyciągnięcie ręki jest jedna z największych sensacji w historii zimowych igrzysk olimpijskich. Reprezentantka Czech wpada na metę i wpatruje się w czas - 1:21.11. Zegar wskazuje rezultat o jedną setną sekundy lepszy od Anny Veith.

Zastanawiałam się co się stało. Czy to jakiś błąd? Myślałam: Ok, zmienią ten czas. Poczekam, a oni przestawią wynik i dodadzą kilka sekund. Wpatrywałam się w planszę, nic się nie działo, a wszyscy dookoła krzyczeli. Zaczęłam myśleć: "Ok, to jest niesamowite".

- mówi Ledecka. Czas nie został zmieniony i stało się jasne, że mamy do czynienia z nową mistrzynią olimpijską. Jedna z faworytek rywalizacji snowboardowej do swojej koronnej konkurencji przystąpi już jako mistrzyni w narciarstwie alpejskim. Przed fenomenalnym przejazdem Ledeckiej liderką była Anna Veith z Austrii. Jak sama przyznaje, była już niemal pewna złotego medalu igrzysk olimpijskich.

Myślałam, że mam złoto. Dla mnie to duża niespodzianka, że Ester mogła to zrobić. Na początku pomyślałam: czy to błąd? Ale chcę jej pogratulować, bo miała naprawdę dobry występ.

- stwierdza srebrna medalistka. 

Czeska mistrzyni olimpijska była tak zszokowana swoim wynikiem, że na konferencję prasową przyszła w goglach, bo nie była gotowa na zainteresowanie mediów i nie zrobiła makijażu. To wcale nie musi być koniec jej medalowych zdobyczy w Korei - już 22 lutego zaczyna się rywalizacja w snowboardowym gigancie równoległym. Ledecka, jako aktualna mistrzyni świata, będzie jedną z faworytek do złota. Tym razem może być pewna, że media i kibice z całego świata będą śledzić każdy jej występ.

Źródło: olympic.org, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl