​Jak powstało „Quo vadis”. Powieść Sienkiewicza jako pierwsza opublikowała „Gazeta Polska”

Kazimierz Mordasewicz, Portret Henryka Sienkiewicza, 1899; domena publiczna

Kiedy Henryk Sienkiewicz jako korespondent „Gazety Polskiej” i niezmordowany podróżnik przemierzał Europę i Amerykę, nadsyłając reportaże z różnych zakątków świata, w 1879 r. po raz pierwszy ujrzał Rzym.

Spośród wszystkich miejsc na ziemi Wieczne Miasto zyskiwało w jego oczach wymiar szczególny. Otwierał się przed nim świat, który dotąd znał jedynie z dzieł dawnych mistrzów – poetów, historyków i filozofów. Rzym zaś był najosobliwszym z miast, bo w nim przenikały się starożytność, nowożytność i czasy papieskie.

Wszystko było, działało i przeszło

Najbardziej fascynował go jednak ciąg ruin od Kapitolu do Koloseum, których ogniskiem i sercem było niegdyś Forum Romanum. Dziś to już tylko „wielki zrujnowany cmentarz” z „bezwładem grobowców dopełniającym dzieła śmierci”. Cała przestrzeń zasłana jest szczątkami posągów – sczerniałymi, pokrytymi pleśnią, zapomnianymi. Na widok Kapitolu stają przed oczyma Sienkiewicza obrazy z zamierzchłej przeszłości. Wśród lasu kolumn i posągów widzi zasiadający senat z trybunami, zbliżające się wozy tryumfatorów, za którymi idą „w pętach królowie barbarzyńców zadumani o puszczach rodzinnych, smętni, ogromni; […] dalej legiony, łupy, orły i radosny lud”. Wyobraża sobie, jak na Kapitolu bladł senat, gdy bezlitosny dyktator Sulla śmiał się, słysząc jęki mordowanych z więzień mamertyńskich. „Wszystko to było, żyło, działało i przeszło” – opowiadał Sienkiewicz czytelnikom „Gazety Polskiej” w swoim „Liście z Rzymu”, przechodząc przez Łuk Tytusa do Koloseum. To właśnie Koloseum natchnęło go do stworzenia literackiej wizji Cesarstwa Rzymskiego. Oto stał naprzeciw olbrzymiej ruiny amfiteatru Flawiuszów, w której przed wiekami „wśród ryku zwierząt i chrapania konających, dziewięćdziesiąt tysięcy gardzieli wyło: »Macte« [Śmiało, odwagi!]. Klaskały dłonie, palce podnosiły się ku górze lub na dół, gladiatorowie wykrzykiwali: »Ave, Caesar! Morituri te salutant!« [Witaj Cezarze! Idący na śmierć cię pozdrawiają!]. Na arenie przesuwali się Germanowie, Gallowie, […], olbrzymi Dakowie, ludzie tak osobliwi jak te zwierzęta, których dosyłała Afryka. Tu także konali cicho chrześcijanie. Potem ten piekielny chorał krzyków i jęków dzikich i wściekłych, rozpaczliwych lub pokornych umilkł raz na zawsze, a na przesiąkłej krwią arenie rozciągnął w głuchym milczeniu ramiona krzyż”. 

Walka o powieść

Przesłany do „Gazety Polskiej” „List z Rzymu” to już niewątpliwie zapowiedź mającej narodzić się po szesnastu latach powieści „Quo vadis”. Obrazy zawarte w liście stanowią swoiste miniatury oddające ducha Wiecznego Miasta, które Sienkiewicz rozwinie z właściwym sobie rozmachem w najsłynniejszej polskiej epopei chrześcijańskiej. I to właśnie „Gazecie Polskiej”, jako pierwszej, przypadnie zaszczytna rola opublikowania powieści na swoich łamach w latach 1895–1896. Propozycję druku „Quo vadis” otrzymał Sienkiewicz od Edwarda Leo, redaktora naczelnego naszego dziennika, i od razu na nią przystał, chociaż o powieść zabiegało również „Słowo” Mścisława Godlewskiego. „[Przykro mi bardzo] – pisał do Sienkiewicza z wyrzutem Godlewski – że powieść Twoja […] w »Gazecie Polskiej« wychodzić będzie […]. Przykro mi też, ze powziąwszy zamiar pisania »Quo vadis« nie uprzedziłeś mnie o tym, a byłbym z pewnością dał ci warunki, jeśli nie lepsze, to przynajmniej takie same, jak Leo”. Sienkiewicz jednak pozostał niewzruszony i stanowczo odpowiedział: „Leo przyjechał do Krakowa i układ ze mną zawarł […]. »Gazeta Polska« pierwsza się zgłosiła, więc w razie zgody na moje warunki musi mieć pierwszeństwo”. 

Praca nad powieścią, której pierwszy odcinek ukazał się 26 marca 1895 r., była niezmiernie wyczerpująca dla Sienkiewicza. Przez jedenaście miesięcy intensywnego pisania żył jak w transie. Nie był w stanie myśleć o niczym innym jako tylko o „Quo vadis”. Mimo narzekań, że „mózg go boli i zmęczenie wychodzi każdym nerwem”, pisał z coraz większym zacięciem i entuzjazmem. „Doszedłem wreszcie do wybuchu – oznajmiał rozradowany w jednym z listów – To, co zapowiadało się dotąd groźnie, było tylko jak pomruk przed burzą. Teraz dopiero będzie burza i rozpocznie się prawdziwa epopeja chrześcijańska. Ułożyłem i mam w głowie tyle scen wspaniałych i strasznych, że byle zdrowia i sił starczyło – to »Quo vadis« będzie donioślejsze niż wszystko, com napisał”. 

Zaczęło się przy Via Appia Antica

Już współczesnych Sienkiewiczowi intrygowało pytanie, jak doszło do powstania „Quo vadis”. Otóż sam autor w liście do paryskiego dziennikarza i krytyka Ange Galdemara zdradzał, że pomysł powieści zawdzięcza historykowi Tacytowi, którego dokładnie przestudiował, i z jego „Rocznikami” w ręku zwiedzał Rzym i okolice: „Mogę śmiało rzec, iż sama myśl była we mnie dojrzała; szło tylko o znalezienie punktu wyjścia. Kaplica Domine, Quo vadis, widok bazyliki św. Piotra, Góry Albańskie, tre fontane – dokonały reszty. […] Wszystko, co Panu piszę, jest nadto krótkie i suche, ponieważ do tych motywów można by dodać jeszcze wiele innych – me uczucia osobiste, wędrówki po katakumbach, przecudny krajobraz, który otacza zawsze miasto wieczne, akwedukty widziane o zachodzie lub wschodzie słońca…”. Przewodnikiem Sienkiewicza po Rzymie został zaś słynny polski malarz – Henryk Siemiradzki – który podczas wspólnych wędrówek pokazał mu kapliczkę Quo vadis. I gdy tylko pisarz ujrzał ów maleńki kościółek, powziął myśl napisania powieści z czasów starożytnych. Można więc powiedzieć, że wszystko zaczęło się przy Via Appia Antica, pod murami kapliczki Domine, Quo Vadis. Osnuta legendą, może poszczycić się ona piękną historię żywą w pismach greckiego filozofa Orygenesa, św. Ambrożego, św. Atanazego, papieża Grzegorza Wielkiego, w świadectwach męczeństwa s. Processusa i Martyniana. Znajomość jej tradycji ma istotne znaczenie dla odczytania idei Sienkiewiczowskiego dzieła. Według legendy, którą przypomina Józef Kremer w swej „Podróży do Włoch”, „święty Piotr – uwięziony w Rzymie – czekał śmierci męczeńskiej, ale wyswobodził się jeszcze po raz ostatni z ciemnicy. Gdy wyszedł z murów miasta, spotkał Chrystusa, dążącego do Rzymu, a dźwigającego krzyż. – Domine, quo vadis? – Panie, dokąd idziesz, zapytał Apostoł Święty. […] – Przychodzę, bym był powtórnie ukrzyżowany – odrzekł Zbawiciel”. Wtedy Piotr odpowiedział: „Wracam z powrotem, aby iść za Tobą” i powróciwszy do Rzymu, poniósł śmierć na krzyżu. Co więcej, z kapliczką wiąże się legenda o pozostawieniu przez Chrystusa śladu stóp na kamieniu przy Via Appia.

Na oczach czytelników „Gazety Polskiej” w kolejnych odcinkach „Quo vadis” rozgrywało się wielkie starcie dwóch światów – pogańskiego i chrześcijańskiego. Z jednej strony istniał świat stojący jeszcze u szczytu swej potęgi, choć już bliski upadku, z drugiej zaś rodziła się i wzrastała w siłę nowa religia będąca zaczynem Królestwa Bożego na Ziemi. Wielka przeszłość Wiecznego Miasta od zawsze fascynowała Sienkiewicza. Wspaniałe dzieła sztuki i wysublimowane wytwory myśli ludzkiej współistniały równocześnie z krwawymi podbojami, tyranią, zbrodnią i upodlającym człowieka niewolnictwem. Sienkiewicz osadził akcję „Quo vadis” w przełomowym momencie historycznym, gdy za panowania Nerona doszło do niebezpiecznego przesilenia negatywnych zjawisk społeczno-politycznych rozsadzających od środka potężne imperium cezarów. Był to początek końca: „Szalejem, dążym do przepaści, coś nieznanego idzie ku nam z przyszłości, coś się załamuje pod nami, coś mrze obok nas” – trafnie diagnozował sytuację Petroniusz, jeden z bohaterów „Quo vadis”, mając poczucie schyłku swojej epoki.

Dużo więcej na ten temat przeczytacie Państwo w bieżącym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”.
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Terroryści z Hiszpanii przed sądem

Therese Johaug nie wystąpi na igrzyskach

JSW pomoże poszkodowanym w nawałnicach

Rosja: skandalizujący reżyser…

Uwaga! Burze nad morzem

Rooney złamał barierę 200 goli

/ Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Wayne Rooney został drugim w 25-letniej historii Premier League piłkarzem, który osiągnął pułap 200 goli, zdobywając bramkę dla Evertonu w wyjazdowym meczu z Manchesterem City 1:1.

Faworytem byli gospodarze i od początku do nich należała inicjatywa. Podopieczni trenera Josepa Guardioli mieli jednak problem ze sforsowaniem dobrze zorganizowanej defensywy Evertonu. Najbliżej szczęścia w 34. minucie był David Silva, który trafił w słupek. Zaledwie dwie minuty po nieudanym strzale Hiszpana, goście przeprowadzili kontratak, a celnym uderzeniem wykończył go Rooney, który dzięki temu osiągnął pułap 200 bramek w Premier League.

W historii Premier League więcej bramek od niego zdobył tylko legendarny Alan Shearer - 260.

Po ostatniej kolejce w tabeli PL Manchester City jest piąty, a Everton ósmy. Obie ekipy mają po cztery punkty.

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Upamiętnią Marię Kaczyńską na Białorusi

Amerykanie chcą pomników konfederatów

Trzęsienie ziemi na włoskiej wyspie.…

Przeprowadzono eksperyment procesowy ws.…

Niezwykła sytuacja we włoskiej piekarni

Pranie brudnych pieniędzy, poświadczenie nieprawdy, łapówki. Były prezes sądu oskarżony

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Akt oskarżenia przeciwko byłemu prezesowi Sądu Apelacyjnego w Krakowie skierował dziś do krakowskiego Sądu Okręgowego Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Krzysztof S. został oskarżony o udział w okresie od co najmniej 15 lutego 2013 roku do 16 września 2016 roku w zorganizowanej grupie przestępczej, na czele której stał inny podejrzany w tej sprawie - dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie Andrzej P.

Według aktu oskarżenia, w skład grupy wchodzili również m.in. główna księgowa tego sądu – Marta K., dyrektor Centrum Zakupów Dla Sądownictwa - Marcin B. oraz przedsiębiorcy, którzy wystawiali na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie fikcyjne faktury VAT i inne dokumenty poświadczające rzekome wykonanie zleceń na rzecz tego sądu w celu uzyskania nienależnych środków pieniężnych.

Prokurator oskarżył także Krzysztofa S. o niedopełnienie obowiązków prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie i przyjmowanie korzyści majątkowych znacznej wartości w kwocie nie mniejszej niż 376 tys. 300 zł.

Korzyści te - jak napisano w komunikacie - były przyjmowane przez byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie jako zapłata za realizację rzekomych zamówień na opracowania teoretyczne; otrzymywał on je w zamian za przychylność dla pozostałych członków zorganizowanej grupy przestępczej oraz brak realizacji obowiązków prezesa sądu i w ten sposób umożliwienie pozostałym podejrzanym przywłaszczenia co najmniej 21 milionów złotych na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Krzysztof S. został również oskarżony o pranie brudnych pieniędzy i poświadczania nieprawdy w dokumentach.

Wobec oskarżonego sędziego w dalszym ciągu stosowany jest środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Około dwa tysiące odbiorców bez prądu

Muzułmańskie dzieci są radykalizowane od…

Kryzys w Niemczech. Rozwiązał się…

W tym kraju papierosy zdrożeją o 100 proc.

Bomba miała wybuchnąć w samolocie

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl