2016 w światowej polityce

Z punktu widzenia polityki międzynarodowej rok 2016 był szczególny. Przyniósł sensacyjne zwycięstwo Donalda Trumpa. Niemal wszędzie trwa, wbrew mediom i elitom, swoisty „bunt mas”. W Turcji Erdoğan stłumił zamach stanu i w Ankarze nie zapanował chaos. A byłby to fatalny scenariusz, jeśli zważyć rolę Turcji w NATO i fakt obecności na jej terytorium baz lotnictwa USA, ale też w kontekście pozaeuropejskich uchodźców, głównie islamskich. Wzrosła też niestety rola Rosji na Bliskim Wschodzie – interwencja Moskwy w Syrii spowodowała, że z Kremlem bardziej muszą się liczyć i Izrael, i Egipt. Na rzecz Rosji działa też to, że w Bułgarii i Mołdawii prezydentami zostali politycy prorosyjscy. W świecie islamu zwiększyła się rola Iranu, a w świecie arabskim pogłębiły się konflikty. Na szczęście NATO po latach uśpienia pokazało, że żyje i chce odgrywać istotną rolę w zakresie globalnego bezpieczeństwa – szczyt w Warszawie był wielkim sukcesem Polski i krajów bałtyckich także dlatego, że wyszedł daleko poza agendę nakreśloną jeszcze w 2014 r. Polska zaś w 2016 r. prowadziła samodzielną politykę zagraniczną, na miarę jednego z największych państw UE. I oby w tym nie ustawała.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Tbilisi – 10 lat później

Niespełna dwa lata po agresji na Gruzję, 10 kwietnia pod Smoleńskiem, Putin wystawił Polsce rachunek za Tbilisi.

Tydzień temu pisząc o Mundialu, przypomniałem słowa Lecha Kaczyńskiego wypowiedziane w sierpniu 2008 r. na placu w Tbilisi: „Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”. Za kilka tygodni minie 10 lat od ataku Rosji na sąsiadujące z nią, niepodległe państwo – na Gruzję. Niestety, życie potwierdziło słowa Lecha Kaczyńskiego. Może z tą różnicą, że nasz kraj padł ofiarą rosyjskiego ataku jako drugi. Niespełna dwa lata po agresji na Gruzję, 10 kwietnia pod Smoleńskiem, Putin wystawił Polsce rachunek za Tbilisi. Gruzja, Smoleńsk, Krym, Donbas to nie oderwane od siebie wydarzenia, ale ciąg działań potwierdzający konsekwentną i zbrodniczą próbę rekonstrukcji imperium. Do pełnego obrazu trzeba dodać rozliczne skrytobójcze mordy, dezintegracyjne i destabilizacyjne działania w sieci i militarną aktywność Rosji w Zatoce Perskiej. Dopiero z tej perspektywy akt, którego dokonał Lech Kaczyński, mobilizując przywódców Europy Środkowej do wspólnej interwencji w Tbilisi, jawi się we właściwej skali. Gdy wobec nadciągającej katastrofy kraje Zachodu okazały bierność i bezradność, gdy Francja, która wtedy przewodniczyła UE, ociągała się z jakąkolwiek reakcją, Lech Kaczyński, a wraz z nim prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, prezydent Litwy Valdas Adamkus, prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilvers i premier Łotwy Ivars Godmanis stanęli ramię w ramię, by dać odpór i powstrzymać gwałt na małym kaukaskim kraju. I zrobili to skutecznie. Ten szczególny akt solidarności sprzed 10 lat, ukazujący wspólnotę interesów i wielki potencjał, którym jest jedność państw naszego regionu, niestety nie ma kontynuacji. Widocznie tak paraliżująco działa lekcja smoleńska i tak skuteczna w tej części Europy jest rosyjska agentura. Na marginesie dziesiątej rocznicy ciśnie się jeszcze jedno pytanie. Gdyby dziś miała miejsce podobna sytuacja, jak zachowałby się obecny prezydent Polski?

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl