Kronikarze własnej nienawiści

W sieci pojawiła się cała masa „recenzentów”, którzy rzekomo z patriotycznych pobudek walczą z „kłamstwem, nadużyciami i szkodnikami” z partii rządzącej. „Na moich oczach rozwalany jest kraj, nie pamiętam, żeby w kraju dział się kiedyś taki syf, dzisiaj to Jarosław Kaczyński wypowiada nam wojnę” – słyszy się słowa wypowiadane poważnym tonem.

Znany z niechęci (to lekko powiedziane) do partii rządzącej tygodnik „Newsweek” zachwyca się tym, jakoby wykształciła się nowa grupa: „Kronikarze podłej zmiany”. – Dokumentują kłamstwa PiS-u z nadzieją, że ktoś rozliczy polityków – zachwyca się Renata Kim na łamach tygodnika Tomasza Lisa.

Po krótkiej analizie okazuje się jednak, że wielu tych „kronikarzy” zaślepionych dziś nienawiścią do „jednej partii”, a szczególnie „jednego człowieka”, kompletnie utraciło kontakt z rzeczywistością. Bo można by potraktować całe zjawisko „kronikarstwa” w kategorii żenujących żartów. Można by, gdyby nie to, że postacie typu Klaudia Jachira (o której za chwilę) stają się dla salonowych dziennikarzy autorytetami. „Kronikarze” zaś kreują się na sumienie narodu. Tych, którzy spisują po to, żeby kiedyś „można było dzisiejszą władzę rozliczyć”. Co ciekawe, przez osiem lat rządów Platformy nie byli tak aktywni jak dzisiaj, nie dostrzegali kłamstwa. Dziś wzrok im się wyostrzył tak dalece, że naraz wszędzie dostrzegają rzekome zło.

Już sam tytuł tekstu „Newsweeka”: „Kronikarze podłej zmiany” obiecuje, że zawartość artykułu będzie nie lada gratką dla miłośników jadu, leczenia własnych frustracji i wylewania żółci. „Newsweek” się zachwyca: jakie to szczęście, że mamy dziś internet, bo są obywatele, na których można liczyć. To oni, współcześni patrioci „dokumentują łamanie prawa i nadużywanie władzy przez PiS. Zapisują najbardziej szokujące wypowiedzi i kłamstwa”.

Na pierwszy ogień dostajemy porcję demaskatorskich działań trojga autorów strony „Nie lubię PiS-u”, co z miejsca sygnalizuje intelektualny poziom, z którym możemy mieć do czynienia. Za komentarz do działania strony niech posłużą cytowane przez autorkę słowa pomysłodawców: „Ale najbardziej oburza ich (wrogów PiS-u) – co widać po liczbie przysyłanych materiałów – upór, z jakim PiS forsuje swoje pomysły. Program 500+, obniżenie wieku emerytalnego, likwidacja gimnazjów”. Cóż, logika racjonalnie myślącego człowieka nakazywałaby pochwalić za realizowanie wyborczych pomysłów. Cieszyć się, że wreszcie są politycy, którzy realizują obietnice. Docenić, że wreszcie nie skończyło się tylko na kampanii wyborczej. Jednak kronikarze „podłej zmiany” nie działają racjonalnie, ale podobnie jak zakochani w nich dziennikarze kierują się własnymi uprzedzeniami.

Kłamstwa i podrygi

Tropienie i demaskowanie kłamstwa w obozie rządzącym to motyw przewodni działania założyciela innej strony internetowej „Kłamstwa PiS”. Tytuł strony, podobnie jak cały artykuł, obiecuje rewelacje, a kończy na tezach w stylu: „[...] w zasadzie cała polityka obecnego rządu polega na okłamywaniu obywateli. Oni kłamią nawet wtedy, gdy kłamać nie muszą. Przede wszystkim udało im się wmówić wielu Polakom, że w kraju dzieje się źle”. Oczywiście nie da się poważnie traktować krytyki, która sprowadza się do absurdalnych ogólników. Próżno szukać w tekście konkretnych przykładów owego okłamywania. Wygląda na to, że zamiast wytropić oszustwa politycznych przeciwników, autorzy strony wpadli w pułapkę stworzonej przez siebie iluzji, polegającej na rzucaniu wielkich oskarżeń bez żadnego uzasadnienia.

Jednocześnie można odnieść wrażenie, że również część niedoszłych gwiazd postanowiła zbić kapitał na „kronikarstwie”. Tak jest z np. aktorką Klaudią Jachirą, która wpadła na pomysł nagrywania filmików, w których wyśmiewa rząd. Z ciekawości sięgnąłem po „twórczość” pani Jachiry, która w egzaltowanym monologu „Dokąd zmierzamy?” głupotą przebija najbardziej absurdalne wypowiedzi o rządzących, które do tej pory słyszałem. Nie tylko odgrzewa nieświeże kotlety o propagowaniu przez PiS faszyzmu, posuwa się do nazwania Lecha Kaczyńskiego miernotą, retorycznie „pyta o zniszczenie przez Jarosława Kaczyńskiego opozycji”, ale także dzieli się proroczą wizją, jakoby „Jarosław Kaczyński miał ruszyć na Moskwę”. „Aktorka” skromnie wyznaje: „Jestem kronikarzem tych czasów, taką mam misję”.

Inni „kronikarze” także podejmują heroiczne wysiłki dokumentowania grzechów obecnej władzy, co kończy się najczęściej odkryciami w stylu: „na pewno nie zapomnę, jak prezydent ułaskawił Mariusza Kamińskiego i odmówił zaprzysiężenia trzech prawomocnie wybranych sędziów TK”. Choć mając odrobinę wiedzy na temat procesu Mariusza Kamińskiego, należy uznać gest Dudy jako przywrócenie elementarnego porządku, a nie nadużycie. Zwieńczeniem demaskatorskich działań jednego z kronikarzy jest fragment: „mieli mu w spisywaniu grzechów PiS pomagać koledzy, strasznie się do tego projektu zapalili, ale w końcu nie napisali nic. Więc Michał wszystko robi sam”. Czy może być bardziej wymowny komentarz do własnej nieudolności?

Kodeks etyki politycznej

Prawdziwie groteskowym zwieńczeniem kronikarsko-demaskatorskich wystąpień jest pomysł stworzenia Kodeksu Etyki Politycznej. Trudno zgadnąć, co jest bardziej etyczne (i estetyczne, i żartobliwe): nominacja dla Beaty Szydło w kategorii obłudy roku czy nominowanie prezydenta Dudy jako lizusa roku?

Idąc za ciosem, demaskatorzy chcieliby też założyć OCPD (Obywatelskie Centrum Pamięci Demokratycznej), której wyznaczają sprzeczne cele. Raz mówią, że chodzi im o instytucję prowadzącą „rzetelną, nie emocjonalną dokumentację”, by za chwilę stwierdzić, iż byłaby to „instytucja komentująca”. Miałaby ona powstać przy Komitecie Obrony Demokracji, co z pewnością gwarantowałoby jej fachowość i bezstronność. Do pomysłu aż pali się wieczny krytyk obecnej władzy Władysław Frasyniuk, który nie poprzestaje na chęci stawiania pod pręgierzem, sądem czy Trybunałem Stanu wszystkich najważniejszych polityków PiS-owskich.

Obrona demokracji przez jej zaprzeczenie

Internetowe pajacowanie, które rzekomo demaskuje kłamstwa i inne grzechy obecnej władzy, mimo wszystko wydaje się niegroźne. Znacznie poważniejszy charakter mają publiczne wynurzenia płk. Mazguły, b. wojskowego, który ogarnięty pomrocznością jasną nie tylko opowiada w pozytywnym tonie o stanie wojennym, ale przede wszystkim nawołuje do wypowiedzenia posłuszeństwa obecnej władzy. Gdy mówi to emerytowany pułkownik, przestaje to być traktowane jako kiepski dowcip, ale deklaracja, której nie można lekceważyć. Oddaje to doskonale pewnego rodzaju mentalność, której istota polega na obronie demokracji przez zupełne jej zaprzeczenie, brak szacunku dla demokratycznego wyboru, opluwanie politycznych przeciwników, nawoływanie do buntu.

Trudno o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wielu aktorów, ludzi kultury cierpi na syndrom mentalności stadnej. Dlaczego do znudzenia powtarzają te same slogany zaczerpnięte od polityków opozycji i salonowych dziennikarzy. Żyją zamknięci w świecie własnych lęków, przekonani o nadchodzącej apokalipsie, „Polsce zniszczonej przez Jarosława Kaczyńskiego, demonicznego Macierewicza i prezydenta marionetkę”.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Polska ofensywa

Grudniowy szczyt Rady Europejskiej w Brukseli w ostatni piątek był debiutem nowego premiera Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej. Oczywiście szef rządu w Warszawie nie jest na europejskich salonach postacią anonimową, bo przez przeszło dwa lata regularnie uczestniczył w Ecofin, czyli strukturze grupującej ministrów finansów krajów członkowskich UE.

Jako pierwszy w historii szef resortu finansów rządu RP zaproszony został na posiedzenie Eurogrupy, która zrzesza ministrów finansów krajów strefy euro. Teraz wystąpił w nowej roli i zaczyna do niej przyzwyczajać partnerów i z naszego regionu Europy, i ze starej Unii. Na szczycie omawiane były sprawy dla Polski bardzo ważne w trzech obszarach. Pierwszy to polityka obronna. Drugi – polityka społeczna, edukacja i kultura. Wreszcie trzeci – polityka imigracyjna.

Jeśli chodzi o działania Unii Europejskiej w obszarze obrony, dla Polski szczególnie istotne jest zapewnienie komplementarnego, uzupełniającego charakteru działań UE wobec NATO i współpracy w ramach Paktu Północnoatlantyckiego krajów członkowskich Unii. Szczególnie istotna dla nas jest flanka wschodnia, stąd też będziemy kontynuowali nie tylko współpracę z Amerykanami w kontekście zwiększania ich obecności wojskowej w Polsce oraz z Brytyjczykami również stacjonującymi w naszym regionie Europy. Zresztą w tym tygodniu w stolicy RP ma być premier Theresa May wraz z ministrami spraw zagranicznych, obrony i kanclerzem skarbu w ramach cyklicznych corocznych konsultacji międzyrządowych polsko-brytyjskich, co ustawia relacje Warszawa–Londyn na wyjątkowym poziomie.

PESCO – nie tylko dla Berlina i Paryża

Formuła PESCO – unijnej polityki obronnej, przyjęta była przez stronę polską z oporami i zastrzeżeniami. Zgłaszał je zwłaszcza resort Antoniego Macierewicza. Formalnym wyrazem tych wątpliwości był też specjalny list ministrów spraw zagranicznych i obrony rządu RP, który skierowany został do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej i odpowiedzialnej za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo Federiki Mogherini. List ten zyskał rangę oficjalnego polskiego stanowiska dołączonego do dokumentu końcowego PESCO.

Publicystycznie można podsumować, że nie chcemy, aby z jednej strony beneficjentem ekonomicznym tejże polityki były wyłącznie niemieckie i francuskie fabryki przemysłu obronnego, a z drugiej, aby PESCO wiązało politycznie ręce krajom członkowskim Unii w ich relacjach zewnętrznych, choćby z Rosją.

Jednak jest jeszcze jeden aspekt funkcjonowania PESCO. Chodzi o kwestie stricte ekonomiczne, choć oczywiście związane z polityką. Rzecz w tym, aby unijne środki przeznaczone na politykę obronną szły nie tylko do niemieckich i francuskich fabryk związanych z przemysłem obronnym, lecz żeby również Polska była beneficjentem tych zamówień. Chodzi więc o zapewnienie tych zamówień i inwestycji dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dodatkowo będzie to też wsparcie dla polskich małych i średnich firm (MŚP) oraz polskich przedsiębiorstw o średniej kapitalizacji (mid-cap) w sektorze obronnym. Dla polskiego ucha brzmi wręcz fenomenalnie to, że Unia Europejska wreszcie chce się bronić i że pacyfistyczne mrzonki wyrzucane są na śmietnik. Jest jednak rzeczą fundamentalną, czy spore unijne dotacje przeznaczone będą na rozkręcenie francuskich i niemieckich fabryk, czy też jednak odpowiednio duży kawałek tego obronnego tortu będzie przeznaczony dla Polski i naszego przemysłu obronnego.

„Nie” dla ideologicznych furtek

Drugi wymiar ostatniego szczytu w Brukseli to polityka społeczna, kultura i edukacja. Polska wspiera proklamację europejskiego filaru praw socjalnych oraz wyniki szczytu społecznego. Jednak rząd RP mocno podkreśla, że nowe rozwiązania muszą być transparentne i opierać się na pewnym konsensusie. Jednocześnie chcemy egzekwować zapisane w traktacie lizbońskim – jak on by się nam nie podobał – prerogatywy i kompetencje państw członkowskich UE. Europejski filar praw socjalnych jest wyłącznie „mapą drogową”, gdy chodzi o wspieranie rynków pracy oraz ochrony socjalnej. Z jego sugestii czy rozwiązań polski rząd może skorzystać, ale nie musi, bo politykę społeczną prowadzi kraj członkowski, a nie jest to kompetencją Unii Europejskiej. Niektóre natomiast sformułowania filaru wykraczają dalece poza prerogatywy Unii. Nie może on być nigdy w przyszłości wykorzystywany przez Komisję Europejską jako swoista furtka legislacyjna do kreowania nowych obowiązków w obszarze polityki społecznej. Jego zapisy mogą być przyjęte wyłącznie dobrowolnie przez poszczególne państwa członkowskie. Oczywiste, że potrzebne podnoszenie standardów socjalnych w krajach UE musi się odbywać w sposób naturalny, a nie z góry narzucony przez Brukselę. Te standardy muszą być zakorzenione w ekonomicznych możliwościach poszczególnych krajów tworzących Unię. Próby legislacyjne i pozalegislacyjne ze strony Komisji Europejskiej, próbujące normować np. równowagę między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów nie muszą być traktowane przez członków UE jako konieczne do wykonania. Podobnie kwestie dostępu do ochrony socjalnej, czasu pracy, informacji dla pracowników. Żadna z 20 głównych zasad i praw sformułowana przez europejski filar praw socjalnych nie może być potraktowana przez państwa tworzące UE na zasadzie „kopiuj, wklej”.

Polska jest przeciwna ujednolicaniu szkolnych programów nauczania w krajach UE. Uważamy, że należy współpracować na bazie sprawdzonych instrumentów i form, a nie tworzyć nowe, które mogłyby ograniczać kompetencje państw członkowskich, i też np. uczelni wyższych. Takich „furtek ideologicznych” w obszarze legislacyjnym nie chcemy. A decyzje o konkretnych kierunkach działania w zakresie kultury i edukacji muszą zapadać po dyskusjach i uzgodnieniach wewnątrz Unii.

Konsensus w polityce migracyjnej

Wreszcie polityka imigracyjna. Polska będzie kontynuowała działania w zwalczaniu imigracji do krajów Unii Europejskiej u jej źródeł. Powinniśmy pomagać krajom, z których imigranci wyjeżdżają do Europy, a nie obywatelom tych krajów, którzy tutaj, do Europy, głównie w celach ekonomicznych, przybędą. Rzeczpospolita – jak ostatnio pisał „Financial Times” – jest jednym z liderów, jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów i stabilizowanie sytuacji imigracyjnej w Europie. To nasz kraj przyjął w 2016 r. ok. 60 proc. (sic!) całej nowej imigracji zarobkowej do UE. Przede wszystkim dzięki zaakceptowaniu obecności obywateli Ukrainy – 70 proc. wszystkich pozwoleń na pracę w Unii to pozwolenia wydane przez Polskę Ukraińcom (!).

Polska – to oficjalne stanowisko rządu Mateusza Morawieckiego – w polityce imigracyjnej będzie żądać przyjmowania przez UE tylko rozwiązań akceptowalnych przez wszystkie kraje członkowskie. Będziemy nadal zdecydowanie sprzeciwiali się wszystkim obowiązkowym mechanizmom „redystrybucji” uchodźców. Deklarujemy też wsparcie dla tzw. zewnętrznego wymiaru polityki imigracyjnej, czyli chcemy pomagać u źródła, a nie już potem, gdy kolejne setki tysięcy imigrantów znajdą się w Europie.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl