Doradcy restrukturyzacyjni pod większą kontrolą

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Krzysztof Bałękowski

Kontakt z autorem

Z dniem 1 stycznia br. utworzony został nowy zawód regulowany – doradca restrukturyzacyjny. Zastąpił on syndyka licencjonowanego i zyskał szersze kompetencje. Obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad rozwiązaniami, które miałyby podwyższyć standardy pracy doradców i zwiększyć kontrolę nad ich działalnością.

Kim jest doradca restrukturyzacyjny?
Zgodnie z ustawą Prawo restrukturyzacyjne i nowelizacją ustawy Prawo upadłościowe, które wprowadziły regulowany zawód doradcy restrukturyzacyjnego powinna być to osoba posiadająca kompetencje z zakresu prawa, ekonomii, finansów i zarządzania. Jest to niezbędne do rzetelnego świadczenia usług w zakresie restrukturyzacji i upadłości czy pełnieniu różnego rodzaju funkcji w postępowaniach restrukturyzacyjnych, upadłościowych i egzekucyjnych. Sądy wyznaczają bowiem spośród doradców nadzorców, zarządców i syndyków. Dodatkowo doradcy biorą również udział w postępowaniach dotyczących upadłości konsumenckiej. Ze względu na wagę podejmowanych przez doradców działań, aby wykonywać ten zawód należy zdobyć licencję przyznawaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Aktualnie prawo do wykonywania tego zawodu posiada niewiele ponad 1000 osób w Polsce.

Potrzebne zmiany w przydzielaniu doradców do postępowań
Jak przekonują przedstawiciele ministerstwa konieczne jest zwiększenie nadzoru nad pracą doradców oraz zmiana systemu wyboru doradców do danej sprawy. Według obecnie obowiązujących przepisów uzyskanie licencji doradcy restrukturyzacyjnego uprawnia do prowadzenia każdego postępowania. Ministerstwo chce, aby do spraw związanych np. z upadłością dużych przedsiębiorstw dysponujących wielomilionowym majątkiem przydzielani byli doradcy z odpowiednim doświadczeniem. Przy wyborze doradcy sąd będzie uwzględniał również dodatkowe kwalifikacje kandydatów czy ich obłożenie innymi sprawami. Ma to wpłynąć nie tylko na zwiększenie profesjonalizmu doradców, ale także zwiększyć tempo prowadzonych postępowań.
Projekt zakłada wprowadzenie tytułu kwalifikowanego doradcy restrukturyzacyjnego, o który ubiegać będą się mogli tylko doradcy z największym doświadczeniem. Spośród nich sądy będą wybierały specjalistów do najbardziej skomplikowanych postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. Jedynie kwalifikowani doradcy będą mogli pełnić funkcje nadzorców, zarządców i syndyków w postępowaniach dotyczących przedsiębiorstw większych niż średnie – zgodnie z ustawową definicją. Lista kwalifikowanych doradców publikowana będzie w Biuletynie Informacji Publicznej. Resort sprawiedliwości chce w ten sposób zabezpieczyć prawidłowy przebieg postępowań dotyczących firm zatrudniających dużą ilość pracowników oraz zminimalizować ewentualne negatywne skutki upadłości takiego przedsiębiorstwa. Dodatkowo stworzona zostanie lista firm szczególnie ważnych z punktu widzenia Skarbu Państwa. W przypadku prowadzenia postępowań restrukturyzacyjnych lub upadłościowych dotyczących tych przedsiębiorstw Minister Sprawiedliwości będzie wskazywał dwóch doradców spośród, których sąd powoła jednego na nadzorcę, zarządcę lub syndyka.

Będzie nadzór ministra
Projekt nowelizacji zakłada również zwiększenie kontroli nad pracą doradców. Oprócz nadzoru sądowego, to Minister Sprawiedliwości zyska uprawnienie do zawieszenia lub cofnięcia licencji doradcy, jeśli będzie on np. działał niezgodnie z prawem. Dla podjęcia właściwej decyzji minister  będzie miał wgląd do akt postępowań prowadzonych przez doradców, a na wniosek doradcy lub kiedy sam minister uzna to za konieczne, będzie mógł przeprowadzić wizytację podczas jego pracy.
Projekt nowelizacji ustawy o licencji doradcy restrukturyzacyjnego oraz niektórych innych ustaw został przesłany przez resort sprawiedliwości do uzgodnień międzyresortowych, konsultacji i opiniowania w połowie listopada br.
Źródło: niezalezna.pl,ms.gov.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
"Iustitia" atakuje ministra…

"Iustitia" atakuje ministra…

Zmarła dziedziczka fortuny L'Oreal

Zmarła dziedziczka fortuny L'Oreal

Wystawa „Picasso 1932 - miłość, sława,…

Wystawa „Picasso 1932 - miłość, sława,…

Trump mocniej uderza w Koreę Północną

Trump mocniej uderza w Koreę Północną

Francuzi protestują przeciwko reformom…

Francuzi protestują przeciwko reformom…

Ujawniono pewną ciekawostkę na temat Kuźniara. Chyba go to nie ucieszyło

/ By Sławek - Kuźniar Jarosław, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16111774

Jarosław Kuźniar – kiedyś TVN, a teraz Onet – pojawił się na wydarzeniu zorganizowanym przez gdański urząd miasta, „Gazetę Wyborczą” oraz Europejskie Centrum Solidarności. Wystąpił tam jako konferansjer. Szybko wyszło na jaw, że zapłacono ma za to całkiem godziwą kwotę. Nie krył irytacji, kiedy zaczęto go o to wypytywać.

Impreza o której mowa, to Gdański Tydzień Demokracji który odbywał się od 11 do 17 września. Wydarzenie zorganizował urząd miasta we współpracy z „Gazetą Wyborczą” i Europejskim Centrum Solidarności.

Jak podał portal wirtualnemedia.pl, w niektórych dyskusjach w ramach tego wydarzenia brali udział dziennikarze. Inauguracyjną debatę poprowadził wspomniany Jarosław Kuźniar, na co dzień gospodarz programu „Onet rano”. 

Jak wynika z wykazu umów, które opublikował gdański urząd miasta, firma dziennikarza otrzymała za to 7 380 zł wynagrodzenia, a także 1 250 zł zwrotu kosztów podróży oraz zakwaterowania.

Wirtualnemedia.pl zapytały o to Kuźniara. 

Wykonałem w Gdańsku swoją dziennikarsko-konferansjerską pracę zgodnie ze sztuką. Publiczność to doceniła. Miałem zacnych gości w zaszczytnym miejscu. Brak wynagrodzenia za pracę jest, zdaje się, karalny

– odpowiedział, cytowany przez portal Kuźniar. 

Bardziej zirytowały go kolejne pytania. M.in. o to, czy dziennikarzowi wypada przyjmować wynagrodzenie od jednostki samorządowej kierowanej przez polityka (chodzi o prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – red.) i czy nie zawaha się, kiedy będzie miał skrytykować tego polityka? 

Ukryta w pana pytaniach sugestia, że opłacona faktura pozbawia mnie obiektywizmu jest głupie. A płacenie za zadawanie głupich pytań to już jest skandal. Proszę go pilnie opisać 

– odparował wyraźnie podenerwowany.

W wydarzeniu brali też udział inni dziennikarze, m.in. Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”, Renata Kim z „Newsweeka” i Mikołaj Chrzan, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej Trójmiasto”. Wielowieyska oraz Chrzan nie otrzymali żadnego wynagrodzenia („GW” była współorganizatorem imprezy), a Kim przyznała, że jej wynagrodzenie było dużo niższe niż 3 tys. zł. Z kolei po 3 075 zł otrzymali uczestnicy debaty inauguracyjnej, tej prowadzonej przez Kuźniara: prof. Lena Kolarska-Bobińska, prof. Mirosława Marody oraz prof. Jerzy Bralczyk.

Źródło: wirtualnemedia.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Tradycyjne bankomaty odchodzą w niepamięć

/ pixabay.com

Tradycyjne bankomaty są stopniowo wypierane z rynku przez bardziej zaawansowane urządzenia, które dają możliwość zarówno wpłaty, jak i wypłaty gotówki. Nowoczesne maszyny są kompatybilne z urządzeniami mobilnymi, które wkrótce staną się częścią procesu autoryzacji transakcji. Z czasem smartfony zastąpią nie tylko PIN-y, lecz także same karty, a sposób obsługi bankomatów będzie przypominać obsługę urządzenia mobilnego.

Rosnąca popularność transakcji kartowych nie przekłada się w żaden sposób na mniejszy popyt na bankomaty. Na każdej szerokości geograficznej rośnie zarówno liczba płatności kartowych, jak i ilość gotówki w obiegu. W UE, co jest zadziwiające, z roku na rok nawet ilość monet euro w obiegu rośnie o 10 proc., w związku z tym bankomaty są nadal potrzebne, choć transakcje kartowe odgrywają coraz większą rolę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartłomiej Śliwa, prezes zarządu NCR Polska.

Z „Informacji o kartach płatniczych” NBP wynika, że w I kwartale 2017 roku w Polsce znajdowało się 37,7 mln kart płatniczych. Transakcje bezgotówkowe stanowiły ponad 83 proc. (854,6 mln) łącznej liczby transakcji kartami, których wartość sięgnęła 57,3 mld zł. 16,8 proc. stanowiły transakcje gotówkowe, czyli m.in. wypłaty z bankomatów, kas banku czy wypłaty sklepowe. W I kwartale tego roku w bankomatach w Polsce odnotowano 161,5 mln wypłat gotówki (spadek o 10,5 mln w porównaniu do poprzedniego kwartału) o wartości 73,7 mld zł. Choć spada liczba transakcji gotówkowych, bankomatów jest coraz więcej. Na koniec marca było ich w Polsce 23,7 tys. przy 22,4 w tym samym okresie 2016 roku.

Rynek bankomatów jest rynkiem nadal rosnącym, jednak zmienia się struktura tego, co dostarczamy. W coraz większym stopniu w Polsce, ale też na rynku europejskim popularne są bankomaty, które służą do depozytu gotówki. Udział takich maszyn w naszej sprzedaży wzrósł do ok. 50 proc. – mówi prezes NCR Polska. – Obserwujemy też coraz większą sprzedaż bankomatów, które dają możliwość wpłaty gotówki albo pracują w tzw. trybie recyklingu, gdzie banknoty wpłacone mogą zostać wypłacone. W Polsce rocznie sprzedaje się około 1,5–2 tys. bankomatów.

Raport Cashless wskazuje, że na koniec I półrocza 2017 roku było w Polsce 6,7 tys. bankomatów z funkcją wpłat. Bankomaty recyklingowe wypłacają klientom pieniądze zdeponowane przez inne osoby, a jednocześnie sprawdzają jakość banknotów. Jeżeli są zniszczone i nie spełniają norm jakościowych, urządzenie je zatrzymuje.

Część bankomatów pozwala też na sprawdzenie salda, zaciągnięcie pożyczki, wypłaty przekazów pieniężnych czy nawet doładowanie konta. Funkcjonalności będzie jednak coraz szybciej przybywać.

Interfejs bankomatów będzie coraz bardziej zbliżony do urządzeń mobilnych, takich jak tablety. Będziemy je obsługiwać poprzez dotyk, na ekranie będziemy mieć ikony symbolizujące specyficzne funkcje. Staną się one w dużo większym stopniu maszynami multimedialnymi zbliżonymi do tabletów czy smartfonów – przekonuje ekspert.

Nowoczesne bankomaty pozwalają samemu wybrać nominał wypłacanej gotówki, umożliwiają klientowi ustawienie ulubionej kwoty, która będzie proponowana przy każdej następnej transakcji.

Urządzenia te w przyszłości mają być zintegrowane z innymi kanałami obsługi klientów banku, np. przy zleceniu wypłaty pieniędzy przez aplikację mobilną, gotówkę można byłoby odebrać w bankomacie znacznie szybciej. Część bankomatów umożliwia wypłatę środków za pomocą rozpoznania biometrycznego skanu palca. W przyszłości możliwe będzie obsługiwanie urządzenia głosem czy identyfikacja kształtu twarzy. Do wypłaty gotówki nie będzie też potrzebna karta bankowa.

W coraz większym stopniu w rolę karty będzie wchodzić telefon komórkowy, który z jednej strony będzie nośnikiem całej zawartości karty, medium płatniczym, ale z drugiej strony może się też stać częścią autoryzacji klienta poprzez urządzenie biometryczne na telefonie. Zamiast autoryzować swoją wypłatę PIN-em na klawiaturze bankomatu, będziemy ją autoryzować poprzez dotknięcie czytnika biometrycznego na telefonie komórkowym – tłumaczy Bartłomiej Śliwa.

Źródło: newseria.pl, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl