​Rok PiS-u oczami salonu

Wyobraźmy sobie taką sytuację: PO (lub Nowoczesna) po objęciu władzy wprowadza w życie projekt Rodzina 500+, pochyla się też nad losem rodziców ciężko okaleczonych dzieci i udziela im jednorazowej pomocy, realnie pomaga małżeństwom w zakupie mieszkań. Zewsząd słychać cmokanie salonowych mediów, dziennikarze chwalą rządzących, że ci wreszcie zauważyli problemy zwykłych ludzi i pomagają im.

Tymczasem dziś mamy do czynienia ze strategią, która ma władzę postawić pod pręgierzem oskarżeń. Dziennikarze lewicowych mediów zbudowali narrację, w myśl której każdy projekt PiS-u jest u podstaw podszyty złymi intencjami.
 
Fałszywe interpretacje

Jednym z kreatorów owej narracji jest Cezary Michalski, który w ostatnim „Newsweeku” obwieszcza, że „władza kupuje wyborców”. „Pomysł Kaczyńskiego na sprawowanie władzy polega na przekupywaniu silnych grup społecznych, aby nie przeszkadzały mu w realizowaniu jego prawdziwych priorytetów. Czyli w [...] łamaniu TK, przejmowaniu aparatu sprawiedliwości, ograniczaniu niezawisłości sędziów, poszerzaniu rewolucji kadrowej” – czytamy.

Abstrahując od kompletnie fałszywej interpretacji, że dla Kaczyńskiego głównym obszarem działania jest walka z TK, warto się zastanowić, o jakież to „silne grupy” chodzi salonowemu redaktorowi. Czy o matki ciężko chorych dzieci? Czy może o rodziny, które otrzymują po 500 zł na dziecko? Która z tych „silnych grup społecznych” najbardziej przeszkadza Kaczyńskiemu w realizacji jego politycznych celów? Cóż, nie wiadomo, śmiać się czy płakać, czytając lamenty autora nad rzekomym zamachem polityków PiS-u na instytucje typu TK czy publiczne i prywatne media.

Kto dziś postrzega Trybunał Konstytucyjny pod dowództwem Andrzeja Rzeplińskiego jako organ całkowicie niezależny? Zarzut ataku na media brzmi komicznie, zważywszy na pozostawanie tychże mediów w czasie rządów PO polityczną tubą jednej partii politycznej.

Nie da się przekupić wszystkich

Newsweekowy redaktor kontynuuje w swoim stylu: „Czy da się przekupić wszystkich, którzy zgłaszają roszczenia i są w stanie zorganizować protesty ryzykowne dla wizerunku władzy silnej i kochanej przez lud?”. I sam sobie odpowiada: „Nie da się skorumpować wszystkich stron sporów jednocześnie”.

Z tych wniosków wynika, że chyba nie mieści się autorowi w głowie, iż władza może robić coś więcej, niż tylko uchylać się przed kolejnymi reformami, uciekać od prawdziwych problemów i zajmować się sobą. Czy redaktor Michalski tak samo głośno krzyczał, gdy rząd PO podwyższał pensje nauczycielom czy pracownikom służby zdrowia? (Notabene uważam, że podwyżki były zasadne). Czy wtedy rząd Donalda Tuska też korumpował wyborców, czy może odpowiadał na społeczne potrzeby?

Zresztą sam Michalski przyznaje, że „wielu narzekało na osiem lat rządów Platformy. Że przesypia, unika reform, opóźnia decyzje i działania”. Tym samym sugeruje, że PO przez osiem lat prawie nic nie robiła (poza reformą emerytalną), by za chwilę przyznać, że nicnierobienie w sumie jest OK, bo „nie niszczy konsensusu wokół podstawowych reform”. Nie to co rząd PiS-u, który dochodzi do władzy i konsensus chce zniszczyć, bo nie zostawia rodzin samych sobie czy chce przeprowadzić niewygodną reformę edukacji.

Ze strachu przed protestami

I tak dalej. Lamenty i utyskiwanie na rząd rzekomo słaby, bojaźliwy, który „korumpuje, zamiast rządzić, i ustępuje, jeśli pojawia się protest lub lobbystyczny nacisk”. Co ciekawe, uzasadnienie, które serwuje redaktor, kompletnie rozmija się z rzeczywistością. A już najbardziej groteskowe wydaje się budowanie obrazu, w którym Kaczyński „przestraszył się czarnego protestu”. Michalski udaje, że nie wie, iż wcale nie było żadnego zwrotu o 180 stopni w sprawie całkowitego zakazu aborcji, bo to nie Jarosław Kaczyński był autorem tego projektu – była to inicjatywa obywatelska. 

Mówienie o aborcyjnym zwrocie pod wpływem czarnych marszy jest życzeniową projekcją.

Podobnie jak słowa: „Żeby zamknąć usta Kościołowi, przeprowadzono przez Sejm »wynagrodzenie« 4 tys. zł za urodzenie dziecka niepełnosprawnego czy faktycznie skazanego na śmierć”. Już samo przedstawienie projektów dotyczących najważniejszych wartości jako transakcji handlowej wydaje się upiorne. Jednak przypuszczenie, że 4 tys. zł za urodzenie niepełnosprawnego dziecka mogłyby Kościołowi „zamknąć usta”, świadczy dodatkowo o oderwaniu autora od rzeczywistości.

Na wyżyny absurdu wspina się „Newsweek”, gdy pisze o rzekomych naciskach środowiska nauczycieli na reformę edukacji i skutkach tychże „nacisków” w postaci rządowych obietnic. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że reforma edukacji ma poparcie większości nauczycieli i rodziców, a akcje ZNP w żaden sposób nie są głosem całego środowiska nauczycieli.

Poza tym protesty, o których wspomina Michalski, w sumie nie przyniosły żadnej znaczącej zmiany, bo reforma zostanie przeprowadzona. Już student pierwszego roku filozofii rozumie to, czego nie może pojąć środowisko „Newsweeka”. Że moralna ocena czynu tylko ze względu na intencje, bez uwzględnienia jego przedmiotu i skutków, które przyniesie, jest, delikatnie mówiąc, nieuzasadniona.

Autor „diagnozy rocznych rządów PiS-u” nie wiedzieć czemu pomija rzecz najistotniejszą z perspektywy przeciętnego Kowalskiego. Odpowiedzi na pytanie: czy projekty pomocy materialnej są jakimś dobrem, czy może są dla ludzi szkodliwe? 

Jak pokazują sondaże – większość Polaków nie podziela spiskowych teorii salonowych redaktorów mówiących o „korupcji”, „przekupstwie” itp.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Turcja to partner, nie wróg

Liberalny i europejski Macron niemal zaraz po zaprzysiężeniu przyjął Władimira Putina. Nie ma więc powodu, by Polska wstydziła się wizyty Recepa Erdoğana. Tym bardziej że Turcja to wciąż nasz sojusznik z NATO.

W związku z przyjazdem do Polski prezydenta Turcji Recepa Erdoğana część środowisk lewicowych zechciała wyrazić swoją, delikatnie mówiąc, głęboką dezaprobatę dla rządów lidera Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) oraz jego przyjazdu do Polski. Wydarzenie okraszono wymowną nazwą „Korepetycje z dyktatury”, a tekst na temat przyjazdu tureckiego prezydenta pełny był stwierdzeń takich jak „haniebna wizyta” czy „międzynarodówka zamordystów”. Pod wydarzeniem podpisały się czołowe ugrupowania lewicowe: Partia Razem, Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej i Zieloni. To zresztą nie pierwsza tego typu inicjatywa polskiej lewicy. Przed przyjazdem Donalda Trumpa środowiska lewicowe zorganizowały pikietę „Podręczne witają Trumpa”, nawiązującą do dosyć absurdalnego, choć głośnego serialu „Opowieść podręcznej”, w którym Amerykanie zrobili z nielicznych już płodnych Amerykanek niewolnice do rodzenia dzieci. I właśnie za te niewolnice przebrane były lewicowe aktywistki podczas wizyty prezydenta USA, chcąc wyrazić swój sprzeciw wobec lekceważenia kobiet przez Donalda Trumpa podczas kampanii wyborczej. Jak na razie nie doczekaliśmy się czasów, w których polskie władze wybierają sobie prezydentów USA czy Turcji, z którymi będą współpracowały, więc trudno w ogóle poważnie traktować tego typu inicjatywy. „Podręczne witające Trumpa” były przynajmniej w jakiś sposób pomysłowe i zabawne, „Korepetycje z dyktatury” były już tylko beznadziejne.

Lewicowy mesjanizm

Polski mesjanizm do tej pory był kojarzony raczej z prawicą. „Polska Chrystusem narodów” czy „przedmurze chrześcijaństwa” to hasła średnio atrakcyjne dla lewicy, której umieranie za religię raczej po głowie nie chodzi. Tymczasem w przewrotny sposób obecnie to właśnie lewica wchodzi w buty mesjanistów, chcących zbawiać świat. A przynajmniej go naprawiać nawet w najodleglejszych zakątkach. Według środowisk lewicowych polskie władze powinny więc dbać o demokrację w Chinach, prawa człowieka w Turcji, prawa kobiet w USA oraz być w awangardzie walki z globalnym ociepleniem. Troska o wszystkie światowe bolączki to dosyć ekstrawagancka postawa w kraju, w którym jest tyle do zrobienia na miejscu i tylu potrzebujących należących do tej samej wspólnoty. Ale to byłoby jeszcze nic. Problem w tym, że świat sam nie za bardzo ma ochotę na zbawienie.
Za pięknymi słowami o wzniosłych wartościach kryje się twarda walka o interesy. I walkę tę bez mrugnięcia okiem uprawiają nawet najbardziej zapatrzeni w prawa człowieka demokraci. Robią interesy z przywódcami brutalniejszymi niż Erdoğan, w krajach mniej przyjaznych niż Turcja. Spotykają się z nimi bez cienia zażenowania, rzucając przy okazji jakimś banałem o prawach człowieka, choć każdy dobrze wie, że to tylko takie niezobowiązujące odklepanie formułki, żeby opinia publiczna się nie przyczepiła.

Niemcy na potęgę robią interesy w Rosji, choć ta zdemolowała prawo międzynarodowe, atakując Gruzję, anektując Krym i najeżdżając wschodnią Ukrainę. Nasi zachodni sąsiedzi, którym prawa człowieka tak leżą na sercu, właśnie próbują przeforsować wspólnie z Rosjanami drugą nitkę Nord Streamu, która jest realnym zagrożeniem dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W budowie NS2 wspiera ich zresztą wielu zachodnich sojuszników. Z Rosjanami układają się tak naprawdę wszyscy, czasem po cichu, a czasem zupełnie oficjalnie. Świeżo upieczony prezydent Francji i rzekomo „nadzieja demokracji liberalnej” Emmanuel Macron przyjął przecież z honorami samego Władimira Putina, niemal zaraz po swoim zaprzysiężeniu. Niemieckie interesy kwitną też chociażby na Białorusi, w której jest bez porównania mniej wolności niż w Turcji.

Ważny sojusznik

Turcja to bardzo ważny partner krajów Zachodu. To trzeci największy kraj NATO, po USA i Niemczech. Co więcej, to kraj dysponujący armią, na którą przeznacza 1,7 proc. PKB, co jest jednym z wyższych wyników wśród krajów Sojuszu (choć i tak niższym niż wymogi NATO). To także bardzo duży, niemal 80-milionowy rynek, dodatkowo rozwijający się znacznie szybciej niż zdecydowana większość krajów UE. Istnieje więc wiele pól, na których moglibyśmy z Turcją współpracować. Mowa chociażby o kooperacji sektorów zbrojeniowych czy ekspansji polskich firm nad Bosforem. Skoro relacje między Turcją a niektórymi czołowymi krajami UE (Niemcy, Holandia) są napięte, tym bardziej powinniśmy to wykorzystać. Gdybyśmy stali się najbliższym sojusznikiem Turcji w UE, przyniosłoby to nam ogromne korzyści. Jeśli Erdoğan jest obecnie niechętnie widziany na europejskich salonach, tym bardziej powinien być przyjmowany w Polsce. W końcu rysuje się szansa, żeby szerzej zaistnieć w ważnym kraju i nie obudzić się z drzemki dopiero wtedy, gdy już wszyscy wykorzystali swoje szanse, tylko nie my.

Turcja jest często oskarżana w Europie o szantażowanie UE uchodźcami. Zupełnie lekceważy się jednak fakt, że to właśnie ten kraj wziął na siebie największą część fali uchodźców z Syrii (obecnie około trzech milionów). Oczywiście Erdoğan bez skrupułów gra tym w relacjach z UE. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby nie Turcja, problem z uchodźcami w Europie byłby dużo większy. Krytykując więc politykę Erdoğana wobec UE, warto jednak też czasem docenić ogromny wysiłek Turków w utrzymywaniu na swoim terytorium tak ogromnej liczby uciekinierów z Syrii. Gdyby nie obozy w Turcji, dużo więcej uchodźców zechciałoby przedostać się do Europy.

Sojusz to nie małżeństwo

Innym zarzutem wobec Turcji są ciepłe ostatnio relacje Erdoğana z Putinem. Jednak niemal wszyscy eksperci od Turcji zgadzają się, że to sojusz tylko taktyczny i na krótką metę. Interesy Turcji i Rosji się krzyżują, co musi doprowadzić przynajmniej do ochłodzenia relacji. W perspektywie więc Turcja może być ważnym partnerem przy pacyfikowaniu agresywnych zamierzeń Kremla. Zresztą skoro nawet Ukraińcy nie robią z tego powodu Turkom problemów, to dlaczego my mielibyśmy je robić? Przecież dopiero co Erdoğana przyjął prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, a obaj panowie zapewniali o planach bliskiej współpracy. Lider AKP oświadczył również, że Turcja nigdy nie zaakceptuje aneksji Krymu (tak jak zresztą nigdy nie zaakceptowała rozbiorów Polski). Nic zresztą dziwnego, na Krymie żyje duża społeczność Tatarów krymskich, czyli grupy etnicznej pochodzenia tureckiego, której sytuacja wyraźnie się pogorszyła po aneksji.

Oczywiście Erdoğan nie jest przesadnym demokratą, mówiąc oględnie. Jednak nie zdemolował prawa międzynarodowego i nie zaatakował suwerennego kraju, tak jak zrobiła to Rosja, której przywódca jest przyjmowany z honorami w niektórych stolicach Europy. Nie ma więc żadnego powodu, żebyśmy mieli robić Turkom edukacyjne pogadanki. Wręcz przeciwnie, skoro Turcji jest obecnie nie po drodze z wieloma krajami UE, tym bardziej powinniśmy zacieśnić nasze relacje. Oczywiście Turcy nie dlatego nie zaakceptowali rozbiorów naszego kraju, że pałają wielką miłością do Polaków. Po prostu było to niezgodne z ich interesami. Ale to właśnie najlepszy dowód na to, że w interesie Turcji jest silna Polska i odwrotnie. Sojusz to nie małżeństwo, więc nie musi być w nim miłości. Sojusz to wspólnota interesów, która między Polską i Turcją bez wątpienia istnieje.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nadal wspieramy obce media!

Od dwóch lat czekamy na zapowiadaną repolonizację mediów. To sytuacja bez precedensu w Unii Europejskiej, żeby 90 proc. lokalnej prasy należała do niemieckich właścicieli.

Jeżeli wszyscy z obozu władzy zgadzają się, że w końcu należy podjąć zdecydowane działania i przywrócić Polakom dostęp do informacji, za które będą odpowiedzialni dziennikarze niebędący na garnuszku niemieckich potentatów prasowych, to chcę zadać pytanie: Jak to jest, że Ministerstwo Rozwoju pod pozorem „Konkursu dotacji na działania informacyjne dotyczące Funduszy Europejskich w mediach” przyznało ogromne dotacje mediom szkalującym Polaków i bezpardonowo zwalczającym rząd PiS‑ u? Dlaczego jest tak, że spośród 11  projektów, które otrzymały dofinansowanie na kwotę prawie 3 mln zł, najwięcej, bo aż 722  940 zł, otrzymał niemiecki Springer, właściciel np. portalu Onet.pl, RMF i setek innych mediów? Dlaczego 600  442 zł otrzymała firma Bauer, właściciel Interia.pl i czasopism takich jak np.: „Twój Styl”, „Pani”? Dlaczego Hajdarowicz dla „Rzeczpospolitej” dostał 398  273 zł, a Angora załapała się na 111  000 zł? W jakim celu finansujemy media, które mamy podobno zrepolonizować?

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl