Trening symulacyjny na „Śnieżniku”

prtscrn

  

Żołnierze 4 i 5 baterii artylerii samobieżnej z 11.  Pułku Artylerii uczestniczyli w szkoleniu strzeleckim na systemie szkolno-treningowym do broni strzeleckiej „„Śnieżnik””, będącym na wyposażeniu Ośrodka Szkolenia Poligonowego w Bemowie Piskim – informuje oficjalny portal 11. pa. 

„Śnieżnik" jest stacjonarnym urządzeniem przeznaczonym m.in. do nauki, kontroli i oceny celowania z broni strzeleckiej, przygotowania żołnierzy do strzelań amunicją bojową na „otwartych” strzelnicach do tarcz i figur bojowych oraz wykrywania, rozpoznawania i niszczenia celów rzeczywistych w różnym terenie – czytamy na portalu.

System wykonany jest w różnych konfiguracjach, które tworzą rodzinę urządzeń stacjonarnych, zaprojektowanych jako laserowa „kino-strzelnica” do prowadzenia symulowanych strzelań z broni piechoty i systemów uzbrojenia. Sytuacje treningowe emitowane są z projektorów na wielkoformatowy ekran w postaci płaskiego obrazu. Ćwiczący prowadzą symulowany ogień z broni treningowej, zaprojektowanej na bazie broni bojowej, wyposażonej w moduły laserowe i układy pneumatycznego przeładowania z odległości ok 8 m od ekranu – informuje 11. Pułk Artylerii. 

Sytuacje treningowe tworzone są na bazie trójwymiarowego komputerowego modelu terenu o powierzchni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych.Wirtualna przestrzeń ćwiczenia charakteryzuje się bardzo wysoką jakością zobrazowania otoczenia i specyfiki zdarzeń pola walki. Symulowany ogień prowadzony jest w oparciu o wirtualne pociski przemieszczające się po krzywych balistycznych, zgodnych z rzeczywistymi. Balistyka pocisków odpowiada rodzajom amunicji i wzorom broni. Uwzględnia czynniki środowiskowe, wpływ bocznego wiatru, różnicę wysokości położenia celu itp. – podaje 11. pa. 


 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: MON,niezalezna.pl,DG RSZ,11 pa

Tagi

Wczytuję komentarze...

Oskarżeni o bestialski mord - ruszył proces

zdjęcie ilustracyjne / / pixabay.com; OpenRoadPR

  

W Białymstoku rozpoczął się proces dwóch młodych mężczyzn oskarżonych o uprowadzenie, rozbój i zabójstwo. Zamordowany w styczniu 2017 r. 27-latek prowadził w mieście kilka sklepów. Jego zwłoki odnaleziono po kilku dniach od zaginięcia, blisko 30 km od Białegostoku.

Według aktu oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Białymstoku w nocy z 25 na 26 stycznia 2017 r. mężczyzna został uprowadzony i wywieziony za miasto, a tam pobity. Następnie sprawcy zabrali mu kluczyki do samochodu BMW, wrócili po ten wóz, przesiedli się do niego wraz z ofiarą, przez kilka godzin ją wozili, a potem zamordowali na leśnym parkingu koło kolonii Wojszki, zadając kilkanaście ciosów nożem.

Tam też zwłoki ukryli w zagłębieniu terenu nad Narwią. Kilka dni później odnalazła je przypadkowa osoba. Mężczyzny szukała już w tym czasie policja i rodzina, która m.in. rozwieszała ogłoszenia i umieszczała apele w Internecie. Zaginięciem Dawida zainteresowała lokalne media.

Według ustaleń śledztwa podejrzani po zabójstwie uciekli skradzionym bmw do Belgii. Jeden z nich szybko wrócił do Polski, w lutym 2017 r. został zatrzymany w Białymstoku, drugiego – na podstawie europejskiego nakazu aresztowania – w podobnym czasie zatrzymano w Belgii i przekazano polskim organom ścigania.

Prokuratura przyjęła, że sprawcy, którzy znali ofiarę, działali z zamiarem bezpośrednim zabójstwa, a czyn ten był połączony z rozbojem, bo zabrali samochód zamordowanego i jego portfel, w którym było kilka tysięcy złotych. Za motyw zbrodni uważa wzajemne rozliczenia finansowe.

Obaj oskarżeni są tymczasowo aresztowani. Nie przyznają się do zarzutów. To mężczyźni w wieku 27 i 30 lat, bez zawodu, pracujący dorywczo i karani. Zapewniają, że nie mają nic wspólnego ze zbrodnią. Jeden z nich twierdzi też, że dowiedział się o niej od znajomych w trakcie pobytu w Belgii. Ich wyjaśnienia ze śledztwa są lakoniczne, w środę przed sądem również nie składali wyjaśnień i nie odpowiadali na pytania stron.

Status oskarżycieli posiłkowych mają rodzice zmarłego i jego siostra, która pracowała u brata prowadzącego wówczas osiem osiedlowych sklepów spożywczych. "W dniu zaginięcia brat był obserwowany, nie wiem, przez kogo. Dowiedziałam się o tym po jego zaginięciu" – mówiła w środę przed białostockim sądem okręgowym.

W jej zeznaniach ze śledztwa pojawił się wątek narkotyków. Dopytywał o to obrońca jednego z oskarżonych. Chodziło o słowa o tym, że jej brat trafił w 2015 r. do szpitala z objawami przedawkowania.

"Nie wiem, czy mógł się wplątać w jakiś biznes narkotykowy, ale nie wykluczam tego"

– mówiła w prokuraturze siostra zmarłego, co odczytał w środę sąd.

Z uzasadnienia aktu oskarżenia wynika, że przynajmniej z jednym z oskarżonych Dawida łączyły interesy. Miał od niego kupować rzeczy niewiadomego pochodzenia, ale też produkty zawierające substancje psychoaktywne, czyli tzw. dopalacze.

Jego matka mówiła przed sądem, że syn był człowiekiem ufającym ludziom. Bliscy niewiele mogli jednak powiedzieć o samych okolicznościach zaginięcia i śmierci mężczyzny. Siostra zeznała, że – tuż przed zaginięciem – monitoring jednego ze sklepów zarejestrował moment rozmowy Dawida z dwoma mężczyznami. Przynajmniej jeden z nich został rozpoznany. To jeden z oskarżonych.

Sąd odroczył proces do przyszłego tygodnia. Zeznawać mają wówczas kolejni świadkowie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl